quality family time
: sob sie 15, 2026 7:10 pm
W rankingu rodzinnych osób prawdopodobnie plasowałby się na jakimś zaszczytnym miejscu – tak gdzieś w okolicach szarego końca. Doskonale mógł o tym świadczyć fakt, że od czasu swojego powrotu do Toronto – a tego minęło już zaskakująco sporo, zwłaszcza jak na to, że nie planował wracać wcale – nie spotkał się ani razu z własną matką, za to całkiem nieźle radził sobie z ignorowaniem okazjonalnych połączeń od niej. Prawie tak samo skutecznie jak z unikaniem spotkań z Dougiem, co mogłoby już zakrawać na niemały wyczyn, skoro przez przeszło półtora roku co najmniej kilkukrotnie zdążył wplątać się w coś, w co musiała zaangażować się policja. I za każdym razem udawało się to załatwić bez obecności ojczyma, co można byłoby już uznać za niemały sukces – nawet jeśli więcej niż pewne było to, że o wszystkich tych sytuacjach i tak dowiadywał się po fakcie. Czego zresztą nietrudno było się domyślić, choćby przez to, że większość tych ignorowanych połączeń od matki jakoś tak zupełnym przypadkiem całkiem nieźle zgrywała się z tym wszystkim czasowo…
Niezbyt często znajdował czas również na to, by spotkać się z Chloe. I chyba nawet można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że kiedy już mieli okazję się widzieć… najczęściej odbywało się to w jej miejscu pracy, jeśli akurat właśnie tam Dante postanawiał wypić kilka – lub kilkanaście, zależnie od okoliczności – drinków. Choć i to nie trafiało się zbyt często, bo jakoś tak się składało, że Emptiness niekoniecznie było najczęściej wybieranym przez niego miejscem.
A jednak wcale nie wahał się w momencie, kiedy przez myśl przeszło mu, żeby napisać do kuzynki i zaproponować jej spotkanie na plaży. Chyba też nie zastanawiał się za bardzo, czy podobnie niespodziewana propozycja mogłaby ją jakoś szczególnie zaskoczyć. W końcu… spędziła z nim pod jednym dachem dostatecznie wiele czasu, by nauczyć się już chyba, że po prostu powinna spodziewać się wszystkiego. Na przykład zioła ukrywanego regularnie w jej pokoju na wypadek, gdyby Douglas postanowił w jakiś sposób zaszkodzić jego zapasom. Albo umówienia jej na randkę-niespodziankę z tym jednym gościem z liceum, którego zdjęcie mogłoby idealnie ilustrować przykład najbardziej stereotypowego nerda. Ewentualnie całkowicie przypadkowego wyłączenia bezpieczników i odcięcia prądu w domu akurat w momencie, kiedy Chloe zbyt długo okupowała łazienkę podczas jakiejś relaksującej kąpieli…
Albo – jak w tym wypadku – tej nagłej wiadomości z propozycją spotkania. I nie tylko. Bo wystarczyło tylko zerknąć w kierunku baru, w którym najwyraźniej organizowano wyjątkowo ciekawy konkurs, żeby dojść do wniosku, że takiej okazji po prostu nie można było zmarnować. Niezależnie od tego, co na ten temat miałaby sądzić Chloe – bo o zdanie raczej nie zamierzał jej pytać, po prostu zaciągając ją do tego upatrzonego baru.
– Co ty na to, żeby tak dla odmiany ktoś zrobił drinka tobie? – uśmiechnął się, podsuwając jej pod nos zgarniętą z lady ulotkę z informacją o konkursie. – I tak, możesz pouczać barmana, że coś robi nie tak. Ale wtedy udajemy, że w ogóle się nie znamy. Jak już ma pluć komuś do drinków, to tobie…
Chyba nie wyglądało też na to, żeby miał w ogóle brać pod uwagę, że dziewczyna mogłaby nie być zainteresowana udziałem w tej jakże ambitnej konkurencji. Zwłaszcza, że nie dając jej nawet zbyt wiele czasu na zapoznanie się z zasadami – jakby te faktycznie były jakkolwiek skomplikowane i wymagały jakiegoś wnikliwego wczytywania się… – zdążył już zawołać w kierunku barmana i zadeklarować ich uczestnictwo.
– Jak przegrasz, to… – zmarszczył na moment brwi, zastanawiając się nad ewentualną stawką, o którą mogliby zawalczyć. – Dobra, jeszcze nie wiem. Ale coś wymyślę.
Wzruszył ostatecznie ramionami, uznając najwyraźniej, że w gruncie rzeczy wcale nie było to aż tak bardzo istotne. Zwłaszcza, że istniała spora szansa na to, że po tym pierwszym – albo którymś kolejnym – drinku wymyślenie ewentualnej kary mogłoby być nieco łatwiejsze.
Chloe Wilson
Niezbyt często znajdował czas również na to, by spotkać się z Chloe. I chyba nawet można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że kiedy już mieli okazję się widzieć… najczęściej odbywało się to w jej miejscu pracy, jeśli akurat właśnie tam Dante postanawiał wypić kilka – lub kilkanaście, zależnie od okoliczności – drinków. Choć i to nie trafiało się zbyt często, bo jakoś tak się składało, że Emptiness niekoniecznie było najczęściej wybieranym przez niego miejscem.
A jednak wcale nie wahał się w momencie, kiedy przez myśl przeszło mu, żeby napisać do kuzynki i zaproponować jej spotkanie na plaży. Chyba też nie zastanawiał się za bardzo, czy podobnie niespodziewana propozycja mogłaby ją jakoś szczególnie zaskoczyć. W końcu… spędziła z nim pod jednym dachem dostatecznie wiele czasu, by nauczyć się już chyba, że po prostu powinna spodziewać się wszystkiego. Na przykład zioła ukrywanego regularnie w jej pokoju na wypadek, gdyby Douglas postanowił w jakiś sposób zaszkodzić jego zapasom. Albo umówienia jej na randkę-niespodziankę z tym jednym gościem z liceum, którego zdjęcie mogłoby idealnie ilustrować przykład najbardziej stereotypowego nerda. Ewentualnie całkowicie przypadkowego wyłączenia bezpieczników i odcięcia prądu w domu akurat w momencie, kiedy Chloe zbyt długo okupowała łazienkę podczas jakiejś relaksującej kąpieli…
Albo – jak w tym wypadku – tej nagłej wiadomości z propozycją spotkania. I nie tylko. Bo wystarczyło tylko zerknąć w kierunku baru, w którym najwyraźniej organizowano wyjątkowo ciekawy konkurs, żeby dojść do wniosku, że takiej okazji po prostu nie można było zmarnować. Niezależnie od tego, co na ten temat miałaby sądzić Chloe – bo o zdanie raczej nie zamierzał jej pytać, po prostu zaciągając ją do tego upatrzonego baru.
– Co ty na to, żeby tak dla odmiany ktoś zrobił drinka tobie? – uśmiechnął się, podsuwając jej pod nos zgarniętą z lady ulotkę z informacją o konkursie. – I tak, możesz pouczać barmana, że coś robi nie tak. Ale wtedy udajemy, że w ogóle się nie znamy. Jak już ma pluć komuś do drinków, to tobie…
Chyba nie wyglądało też na to, żeby miał w ogóle brać pod uwagę, że dziewczyna mogłaby nie być zainteresowana udziałem w tej jakże ambitnej konkurencji. Zwłaszcza, że nie dając jej nawet zbyt wiele czasu na zapoznanie się z zasadami – jakby te faktycznie były jakkolwiek skomplikowane i wymagały jakiegoś wnikliwego wczytywania się… – zdążył już zawołać w kierunku barmana i zadeklarować ich uczestnictwo.
– Jak przegrasz, to… – zmarszczył na moment brwi, zastanawiając się nad ewentualną stawką, o którą mogliby zawalczyć. – Dobra, jeszcze nie wiem. Ale coś wymyślę.
Wzruszył ostatecznie ramionami, uznając najwyraźniej, że w gruncie rzeczy wcale nie było to aż tak bardzo istotne. Zwłaszcza, że istniała spora szansa na to, że po tym pierwszym – albo którymś kolejnym – drinku wymyślenie ewentualnej kary mogłoby być nieco łatwiejsze.
Chloe Wilson