Hours like minutes
: sob sie 15, 2026 7:53 pm
III.
Hours like minutes
Awakened madness
Awakened madness
Kwiecień, 2023, Toronto
Wieczory bywały trudniejsze, odkąd wróciła do Toronto po kilku miesiącach nieobecności. Cieszyła się na ten moment, bo tęskniła za miastem, w którym zamieszkała po przeprowadzce z Seulu — choć za swoim krajem tęskniła najmocniej. Toronto nie przypominało Korei. Pod względem krajobrazu, kultury, języka. Wszystko było inne w Kanadzie, obce i przez pierwsze miesiące niemal nieosiągalne dla kogoś wychowanego w innym świecie. Tęskniła za krajobrazem, który znała od zawsze. Za gęsto zabudowanymi ulicami Seulu, światłami odbijającymi się w szybach wieżowców, ciasnymi zaułkami pełnymi małych restauracji i kawiarni, za górami majaczącymi na obrzeżach miasta. Za zapachem deszczu na rozgrzanym chodniku, za wilgotnym, ciężkim powietrzem lata i ostrym chłodem zimowych poranków. Za zapowiedziami w metrze. Brakowało jej również rzeczy, o których wcześniej nie myślała, że można za nimi tęsknić. Smaku jedzenia, który znała od dzieciństwa. Znajomych znaków na ulicach, których nie musiała tłumaczyć sobie w głowie. Języka, w którym żart był naturalny, a cisza między słowami nie wymagała zastanowienia. Ludzi, którzy rozumieli te same gesty, grzeczności i przemilczenia. Tęskniła za światem, który nie wymagał od niej, żeby codziennie uczyła się go od nowa. W Korei mogła po prostu być. Dlatego, gdy wyjeżdżała z Seulu po trasie koncertowej, gorzko płakała. Nie chciała żegnać się z rodziną, za budownictwem. Wzywało ją Toronto. Język angielski, który wciąż szlifowała i musiała się go uczyć. Agencja. Obowiązki. Praca. Wyjeżdżała z Korei z gardłem zaciśniętym od płaczu i żołądkiem splątanym w ciasny supeł.
Lotnisko w Toronto wydawało się szare i ponure. W Korei właśnie kończył się sezon beotkkot, kwitnących wiśni, które przez kilka tygodni rozjaśniały ulice delikatnym różem oraz bielą. Wyjeżdżała wraz z opadnięciem pierwszych kwiatów. Dla niej był to symbol powrotu do rzeczywistości, tęsknoty za domem. Tutaj, w Toronto przywitały ją szare chodniki i posadzone wzdłuż dróg liściaste drzewa, które nie miały w sobie zbyt wiele uroku. Były ładne, ale to nie to samo. Tęskniła, może nie do końca za miastem, co za ludźmi, których tutaj zostawiła.
Za chłopakiem, z którym od pewnego czasu się umawiała.
Nie wspominała nikomu o związku z Erikiem (wiedział o nim tylko Lian, który trzymał język za zębami) — nie chciała dodatkowych plotek, skandali. Gadania. Nie chciała burzyć mu życia ani wciągać go do tego świata, w którym prawdopodobnie nie potrafiłby się odnaleźć. Czuła się zmęczona tym ukrywaniem związku. Musieli spotykać się w miejscach, w których nie było zbyt wielu osób. Sama nie do końca wiedziała, po co wchodziła w tak poważną relację. Zdawała sobie sprawę z tego, że ich związek był relacją opartą na odległości. Harmonogram Yeon nie pozwalał jej na normalność, a jednak oczarowana wizją zdrowej relacji postanowiła się w nią zagłębić. Szkoda, że każdy jej wyjazd kończył się rozłąką, ale nie planowała rezygnować z bycia kimś dla relacji, która w każdej chwili mogła runąć. Korzystała z czasu, który dostawali.
O godzinie przylotu do Toronto uprzedziła wcześniej Erica. Pomyślała, że powinien o tym wiedzieć.
Zabawne, że Eric, który miał jej pomóc tylko z angielskim, został na dłuższą chwilę. I w przeciwieństwie do angielskiego, nie doprowadzał jej do załamania psychicznego. Wielokrotnie odsuwała materiały szkoleniowe i opierała czoło o stół, powtarzając zawzięcie, że i tak się nie nauczy. Stones potrafił posługiwać się jej ojczystym językiem, co znacznie ułatwiało naukę. Gdyby mieli rozmawiać tylko po angielsku, prawdopodobnie nie potrafiliby się dogadać — Yeon nauka języków przychodziła z ogromnym problemem. Mieszkała w Kanadzie od kilku lat, ale angielski był zbyt skomplikowany. Po przylocie do Toronto najpierw pojechała do wynajętego domu, w którym mogła zostawić rzeczy, wykąpać się, przebrać i przespać kilka godzin. Planowała spotkać się z Erikiem następnego dnia, po jego pracy.
Późnym popołudniem, gdy słońce wciąż połyskiwało na niebie, choć było już niżej, niemalże nad linią horyzontu udało jej się spotkać z Erikiem. Przywitała go z wylewną radością, którą odczuwała za każdym razem, gdy go widziała. Słońce przenikało przez blond włosy Yeon, wydobywając z nich rudawe tony — w promieniach wyglądały jak płynne złoto. Opadały ciężko na plecy i ramiona niewielkiej dziewczyny zaciskającej palce na ubraniach Erica. Mogłoby się wydawać, że Yeon z każdym powrotem ginęła w oczach, jakby za każdym razem brakowało jej kilku centymetrów. Tym razem zatrzymała się na wadze poniżej pięćdziesięciu kilogramów i nie planowała więcej zrzucać. Uznała, że w końcu udało jej się osiągnąć satysfakcjonującą wagę. Poza tym uczęszczała na terapię i, choć niewiele się zmieniło, wciąż pozostawała tą samą dziewczyną. Samą swoją obecnością, a także delikatnym zapachem kwiecistych perfum, potrafiła wnosić do pomieszczenia ciepło i miłość do ludzi, którymi zdawała się wypełniać całą przestrzeń.
— W końcu wróciłam, widzisz?! Udało nam się zakończyć trasę, zostanę na kilka tygodni. Wiesz, że Korea jest już obsypana kwiatami? Szkoda, że sezon już dobiega końca. Porobiłam sporo zdjęć, mogę ci później pokazać — powiedziała energicznie, odsuwając się od niego na krótką chwilę. Krótką, bo w następnej, zbyt rozemocjonowana, pozwoliła przejąć radości kontrolę nad swoim zachowaniem. Wspinając się na palce, złożyła czuły, delikatny pocałunek na ustach Erica. Wolała się z nim witać, niż żegnać. Ten pożegnalny był z reguły dłuższy, niosący za sobą ciężar rozstania. Ten powitalny dużo lżejszy, przepełniony pozytywnymi uczuciami, które chciała przekazać Ericowi.
— Strasznie się za tobą stęskniłam. Tak jak napisałam ci wczoraj ostatnią wiadomość chyba około siódmej wieczorem, tak później po prostu poszłam spać. Mam ci mnóstwo rzeczy do opowiedzenia. Cholera, nawet nie wiem, od czego zacząć… — przesunęła nieco zmieszana palcami po włosach, rumieniąc się delikatnie. Odniosła wrażenie, że od momentu zobaczenia Erica, nagle wszystkie ważne rzeczy wypadły jej z głowy. A przecież chciała mu powiedzieć jak najwięcej! Jak zwykle, zresztą.
— Pojedziemy nad klify nad Ontario? — zapytała, zerkając na niego prosząco. To było jej ulubione miejsce i naprawdę chciała spędzić tam trochę czasu z Erikiem.
Eric Stones