You look like a ghost I used to love
: sob sie 15, 2026 8:44 pm

𝟘𝟘𝟙
Wakacje zawsze były czasem zasłużonego oddechu, choć trzeba przyznać, że w ogólnym rozrachunku ten rok dla Toronto Maple Leafs był… b e z n a d z i e j n y. Po raz pierwszy od dekady nie awansowali do fazy play-off, a w stracie bramek szli na rekord. Fakt, że kapitan początkiem roku zerwał więzadło nie pomogło, bo wykluczyło go z gry do końca sezonu. Kilku innych mocnych zawodników też leczyło swoje kontuzje, a to nie pomagało. Jedynym pozytywnym akcentem sezonu był fakt, że wygrali loterię draftu, a tym samym mogli wybrać największą młodą gwiazdę do swoich szeregów i odmienić losy drużyny. Może w tym roku nie zdobyli trofeum sportowego, ale przynajmniej dostali szansę na wyjście z tego kryzysu. Wiadomo, że o wiele lepiej pracowało się, gdy drużyna wygrywała, a w tym roku cóż… momentami naprawdę pragnęła, by się już skończył. Dlatego z radością rozkoszowała się wolnym spędzając całe dnie z córką, bawiąc się w ogrodzie i odhaczając z listy wszystkie place i sale zabaw w mieście odpowiednie dla czterolatki, bo ileż można było siedzieć w domu, prawda? Chociaż ich domową sielankę też bardzo sobie ceniła. Mała uwielbiała zaczynać dzień od maślanych gofrów w kształcie klonowego liścia, najlepiej takich z jagodami i kawałkami czekolady! Tak się składało, że Penny była mistrzynią śniadań i sącząc czarną kawę krążyła przy blacie tworząc magię o poranku. Po śniadaniu zawsze był czas na poranny obchód po ogródku i chwilę zabawy pod wielkim klonem, pod którym stał kamper. To tam popijały sobie herbatkę z plastikowych kubków i zajadały się babkami z piasku. Najchętniej nie wychodziłaby dzisiaj z domu, ale wieczorem organizowany był event przedsezonowy, zamknięta impreza dla sponsorów, zarządu i składu drużyny, a to wymagało dla niej powrotu do pracy. Daisy też nie była z tego powodu zadowolona, ale koniec końców pomogła jej pomalować paznokcie niewidocznym lakierem, ułożyć fryzurę i wybrać szpilki, a potem zasnęła w ramionach Liama, gdy już Penelope była w swoim zawodowym żywiole. Zawodowym, bo życiowo nie odnajdywała się pośród takich imprez. Przez cztery lata spędzone u boku Liama powinna się przyzwyczaić do podobnych spotkań, a jednak imprezy pełne blichtru, sponsorów i gwiazd nie były w jej top ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu. Alkohol lał się strumieniami, a ona odliczała już czas do końca imprezy, na której jeden młody gwiazdor poczuł się zdecydowanie zbyt pewnie względem niej i kiepsko zniósł odmowę. Było już grubo po północy, gdy opuściła lokal i zeszła na podziemny parking. Hałas ustał, a samotny marsz po opustoszałym parkingu był wyciszający. Natychmiast odczuła ulgę i jedyne o czym myślała to powrót do domu… do łóżka. Kiedy idąc wyciągała kluczki samochodu z torebki, stukot jej szpilek przerwał dźwięk nadjeżdżającego pojazdu, który w ostatniej chwili zatrzymał się tuż przed nią oślepiając ją światłami. — Dziewczyna od imprez wymyka się z zabawy bez pożegnania? — usłyszała męski głos, kolejno dostrzegła męską sylwetkę rysującą się tuż przed nią, a zaraz potem twarz tego bezczelnego gwiazdora, któremu pół godziny temu zdecydowanie odmówiła drinka w prywatnej loży. Nie skomentowała jego uwagi, zamiast tego zrobiła krok w stronę swojego samochodu starając się go ignorować, ale on przysunął się do niej dalej prowokując. — Wskakuj, Poli… Posy? Peny! Odwiozę cię i zrobimy sobie powtórkę z imprezy, nikt nie musi o tym wiedzieć — prychnęła próbując go ominąć i z wszystkich sił starając się nie dopuszczać do siebie myśli, w jak beznadziejnym położeniu aktualnie się znalazła. Atak paniki był niewskazany. Nie teraz, gdy musiała z tego jakoś wybrnąć. — Nigdzie z tobą nie jadę. Ty jesteś pijany, a ja wracam do domu. Zejdź mi z drogi — rzuciła chłodno zaciskając w dłoni kluczyki, a potem zrobiła krok w bok, ale on wysunął dłoń w jej stronę, jakby chciał jej powiedzieć: nie tak prędko i zaraz złapał ją za nadgarstek wytrącając jej z rąk kluczyki, które teraz potoczyły się w stronę jego samochodu. Czuła, że nie tylko kluczyki wymknęły się z jej rąk. Straciła kontrolę i strach ją przejął. Nagle była na pustym betonowym parkingu, bez świadków, z mężczyzną, który zdecydowanie miał przewagę nad nią nawet pomimo ilości wlanego w siebie alkoholu. — Daj spokój, nie bądź taka niedostępna — zaśmiał się kpiąco przyciągając ją do siebie wykręcając przy tym nadgarstek. — Puszczaj mnie! — zawołała i choć starała się brzmieć pewnie próbując wyszarpnąć z jego zaciśniętej dłoni swoją rękę, prawda była taka, że w jej głosie słychać już było tylko przerażenie. Czuła ucisk w gardle, czuła jak stopniowo zaczyna brakować jej powietrza, a serce… zaczyna walić jak oszalałe. Znów była sama.
𖹭