Strona 1 z 1

Don't get depressed over a guy from your past

: ndz sie 16, 2026 12:31 am
autor: Francine Wetherstone
002.
Dear ex, I was about to find you in my dictionary,
but I almost forgot you already have no meaning
Obrazek

Mogła spędzić ten dzień w każdy inny możliwy sposób. Zajadać się dopiero kupionymi owocami w lokalnym sklepie albo też relaksując się w wannie. Wybrała jednak inną formę odpoczynku, która wcale nie wydawała się taka zła. Przepłynięcie żaglówką po jeziorze. Brzmiało to niezwykle przyjemnie i spokojnie ale przecież wcale tak nie musiało być. Doskonale wiedziała o tym, że ostatnio jej życie to pasmo pechowych zdarzeń i mocno ryzykowała rejsem. Niech jeszcze to wszystko skończy się jakąś katastrofą ale wybierając opcję w której płynęła z kilkoma osobami, powoli upewniała się w tym, że przecież to mogą być tylko jej czarne scenariusze.
Wchodząc na pokład nie zwracała zbytniej uwagi na to z kim miała wyruszyć w rejs, raczej próbowała uspokoić swoje skołatane nerwy i wreszcie zacząć cieszyć się tym, że przeżyje w swoim życiu kolejną już przygodę. Ostatnio kompletnie zapominała o tym żeby pomyśleć o sobie o swoich potrzebach. Jej całe życie kręciło się wokół pracy, pacjentów i temu jak może im pomóc. Nawet w najgorszych sytuacjach, zwyczajnie dbała o innych. Nie wyniosła tego z domu, a raczej przychodziło jej to spontanicznie. Wiadomo, że w domu nie miała zbyt dobrego przykładu. Jej rodzice dbali tylko o siebie i swój majątek oraz pozycję, którą jak sami mówili wypracowali sobie przez lata.
Na szczęście dała się namówić na to by wyjść ze swojego bezpiecznego kącika. Wyjść do ludzi i zacząć normalnie żyć, a o tym mogła sobie przecież pomarzyć jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz wydawało się, że łatwiej jest jej spojrzeć na to wszystko co przeszła z boku, choć nie da się ukryć, że ciągle walczy z przeszłością, a raczej tym co po niej pozostało. Rany, nie zdołały się jeszcze dobrze zagoić ale była pozytywnie nastawiona do tego, że wreszcie przyjdzie czas by i ona mogła powiedzieć, że jest szczęśliwa, że jej życie to nie tylko pasmo porażek ale też wspaniałe chwile do których chciałaby wracać jak najczęściej.
Serio? Dlaczego on!
Nie mogła jednak skupić się na tym co działo się wokół nie, a raczej nie potrafiła tego zrobić, kiedy okazało się, że na pokładzie żaglówki pojawił się Harrison. Kompletnie nie spodziewała się, że trafi właśnie na niego. Z jakiegoś powodu żyła w przeświadczeniu, że nie przebywa na terenie Kanady ale jak widać jej własny umysł uwielbiał płatać jej figla. Szczególnie jeśli chodziło o przeszłość i to co wiązało się z mało przyjemnymi wspomnieniami. Ogólnie rzecz ujmując, to jeśli chodzi o ich relację to nie mogła teraz myśleć o niczym pozytywnym, chyba wcale nie zamierzała myśleć o nim, nawet tutaj. Odwróciła się w stronę wody, a raczej przepięknego widoku, który w tym momencie ratował jej samopoczucie. Próbowała zniknąć, gdzieś na tle krajobrazu i innych osób, które powoli siadały gdzieś obok niej. Przeklinała w myślach moment w którym przekroczył próg swojego domu. Urlop miał być przecież przyjemną odskocznią od dnia codziennego. Od tego, że wielokrotnie zmaga się z problemami innych i nie tylko swoimi.
W pewnej chwili pomyślała o tym, że lepiej byłoby jakby opuściła pokład, wróciła do siebie i zapomniała, że to spotkanie miało w ogóle miejsce. Chociaż spotkaniem nie można było tego nazwać, raczej próbą uniknięcia niepotrzebnej konfrontacji albo też rozmowy. Nie była na nią gotowa i chyba nigdy nie będzie. Zbyt wiele się wydarzyło i zostało już powiedziane, żeby tak po prostu zapomnieć o tym co mogło ich łączyć. Zabawne w tym wszystkim było to, że przez długi czas to właśnie ona nie potrafiła zapomnieć, a kiedy jej się to udało on pojawiał się znowu w jej życiu. Jak na złość. Na przekór temu co udawało jej się do tej pory wypracować. W tej jednej chwili, wszystko zaczynało do niej wracać a raczej złość którą skrywała w sobie przez ten cały czas.
Gwałtownie wstała i próbowała przedrzeć się na tył żaglówki, która niestety miała wyruszać już w rejs. Została o tym szybko poinformowana i jak można było się spodziewać, nie była tym wszystkim pocieszona. W dodatku skupiła na sobie uwagę wszystkich, którzy tam byli.
- Nie, nie. Już dobrze. Wcale nie wpadłam w panikę, po prostu chciałam zejść na ląd. Czy to takie dziwne? - odezwała się, kiedy została zapytana, czy jest jej potrzebna jakakolwiek pomoc. W tym momencie wiedziała, że cała podróż będzie jedną wielką przeprawą i wyczekiwaniem, aż znajdą się po drugiej stronie albo dopłyną do jakiejś przystani. Chciała się stąd wydostać, a nie była na tyle głupia by wyskoczyć do jeziora.

Nie chce go znać

Don't get depressed over a guy from your past

: pn sie 17, 2026 9:23 pm
autor: David Harrison
#później_sprawdzę

David lubił lato, ponieważ gdy miał wolny dzień, mógł pływać motorówką po wodzie, którą niejednokrotnie wypożyczał z wypożyczalni. Jasne, chodził mu po głowie zakup takiej maszyny, lecz wpierw zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby zainwestować w co innego, np. mieszkanie, bo choć było przytulne, marzył mu się dom z garażem i dostępem do jeziora albo chociaż żeby był niedaleko jakiegoś zbiornika wodnego, bo czasami nic tak go nie relaksowało i nie uspokajało, jak woda. Od dziecka bardzo lubił wszelkie wypady na basen, nad jezioro, a nawet i morze. Nauka pływania nie zajęła mu zbyt wiele czasu - dziadek Harisson wiele razy powtarzał, że David mógłby być rybą albo rekinem, skoro tak dobrze czuł się w wodzie. Doskonale pamiętał też, jak trenował wstrzymywanie oddechu pod wodą, co, jakby nie patrzeć, kiedyś wykorzystał, bo niewiele by brakowało, a porwałaby go fala. Jedno zbyt mocne odbicie piłki spowodowało, że ktoś MUSIAŁ po nią popłynąć - oczywiście był to David, bo przecież co mogłoby pójść nie tak?
Jedna zbyt duża fala, a on czuł, jak woda zaczyna przedostawać się przez nozdrza - nie było to przyjemne.
Ostatecznie wypłynął na ląd, lecz tę sytuację pamiętał po dziś dzień.
Informację o rejsie znalazł w internecie i uznał, że się wybierze - bądź co bądź, nie codziennie wybierał się na tego typu wycieczki i nie codziennie pływał fancy żaglówką. Kusiło go też, żeby kiedyś wynająć jacht wycieczkowy, z którego skakałby do wody.
Po wejściu na żaglówkę, podszedł do kapitana aby zapytać, czy mógłby np. pomóc z odbijaczami (takimi przedmiotami chroniącymi łódź) lecz dopiero po chwili zauważył, że były już przygotowane. Koniec końców mieli dogadane, że jeżeli będzie potrzebna pomoc, to ktoś z załogi da Harrisonowi znać. Nie zakładał jednak jednej rzeczy.
Przez krótką chwilą był przekonany iż mózg płatał mu figle i zwyczajnie nałożył na twarz obcej kobiety, maskę jego byłej. Jednakże wraz z mijającym czasem utwierdzał się w przekonaniu, iż ta którą widział, należała do prawdziwych osób, ba! Należała do osób, które znał. Z którą łączyło go wiele wspomnień oraz zdjęć (niektóre spalił). Która…
była mu kiedyś BARDZO bliska.

Niech to szlag… Jasna cholera, co ona tu robi?! pytał samego siebie, próbując zachować ZIMNĄ krew. A może to jednak ktoś do niej podobny? próbował sobie wmówić, lecz patrząc na nią, wiele wspólnych chwil zaczęło uderzać jego głowę tak, jakby był pod ostrzałem.
Ostrzał.

Automatycznie przypomniał sobie siebie na polu bitwy z bronią w ręku, kryjąc się za ścianą ostrzeliwanego budynku. Wróg miał wtedy przewagę.
Czy teraz tym wrogiem była…

- Francine? - nie powiedział tego głośno - usłyszały go wyłącznie osoby stojące obok. Nie chciał by wszyscy go usłyszeli. Nagle zaczęła gdzieś iść a on… po chwili ruszył za nią, jakby chciał sprawdzić, dokąd się wybiera. Ciekawiło go to. Był pewien, że zechce pójść pod pokład, lecz widział, jak stoi obok barierki i rozmawia z gościem należącym do załogi. Coś mu mówiło: Odpuść, David. To przeszłość. Zostawiła Cię, pamiętasz? to ten sam głos, który kazał mu odpuścić, gdy ich relacja… uległa zniszczeniu, destrukcji, zakończeniu.
Już miał wracać na przód, lecz ostatecznie jakoś tak wyszło, że stanął niedaleko Francis.
- Nie radziłbym skakać. Tu może być głęboko. - rzucił poważnym tonem, po dość długiej - zdaniem Davida - ciszy, choć nie miał zielonego pojęcia, co dziewczynie chodziło po głowie. Nie czytał nikomu w myślach, choć chciał. Tak samo, jak chciał mieć moc umożliwiającą bycie niewidzialnym.
- Wiesz co? Zmizerniałaś. Zobaczyłaś ducha czy coś? - spytał, ponieważ odnosił wrażenie, że blondynka zbledła. A może po prostu nałożyła zbyt dużo pudru? Wszystko było możliwe. Tak czy inaczej, przeniósł wzrok z blondynki na wodę. W sumie ciekawiło go, czy faktycznie było głęboko. Gdyby był sam, pewnie z chęcią by się przekonał, a tak? Musiał być grzeczny.

Francine Wetherstone

Don't get depressed over a guy from your past

: wt sie 18, 2026 7:59 pm
autor: Francine Wetherstone
Ciągłe niespodzianki, na które skazywał ją los. Niepotrzebnie go kusiła, samym wychodzeniem z domu. Lepiej zaszyć się pod ciepłą kołdrą, nawet w największe upały niż przeżywać chwile gorsze od tego co spotykało ją na ostrym dyżurze. Czy ona właśnie wolała teraz być w pracy, oglądać jak cały szpital zajmuje się ciężko rannymi z jakiejś katastrofy budowlanej, niż spotkać się ze swoim byłym. Trochę to absurdalne by w taki właśnie sposób myśleć o dawnym związku. W dodatku to ona była "prowodyrką" rozstania. Może to właśnie dlatego tak mocno wzbraniała się przed jakimkolwiek kontaktem. Obawiając się, że wszystko to co zostało powiedziane nadal wzbudza duże emocje w Harrisonie. Czy bardziej tutaj chodziło o to, że ciągle towarzyszą im te wszystkie niedopowiedzenia. Szczegóły, które wtedy nie były istotne a teraz zmieniłyby bieg wydarzeń? Jeśli w ogóle miałoby to w tym momencie sens. Przecież nie rozgrzebuje się starych ran, a na pewno nie takie które ciągle wzbudzały tyle emocji. Mijały lata a ona również nie potrafiła o tym wszystkim tak szybko zapomnieć. Właśni dlatego ciągle widziała w swojej pracy okazję by zapomnieć. Nie zakrzątała swoich myśli a wtedy codzienność zdawała się być po prostu bardziej do wytrzymania.
Mogła obwiniać już tylko siebie, kiedy zrobiła rzecz wręcz przeciwną od tej planowanej. Zwróciła jego uwagę. Nawet jeśli przez chwilę wydawało jej się, że jest w bezpiecznym miejscu to przecież nie mogło to trwać zbyt długo. Ignorowanie było teraz bezsensowne, skoro to on pierwszy się do niej odezwał. Udawanie, że wcale się nie znają też nie wchodziło w grę. Choć nad tym zastanawiała się najintensywniej. Wręcz błagała, żeby znaleźć się w inne miejsce. Cudownie teleportować się tam, gdzie byłaby sama. Przełknęła ślinę i odwróciła się w jego stronę, ale nie spojrzała na niego. Nie próbowała nawiązać z nim kontaktu wzrokowego. Nie była na to gotowa i nie potrafiła odpowiedzieć na to z jaką złością mógłby na nią patrzeć, gdyby do tego doszło. Oczywiście, że nie rozmyślała o ich spotkaniu zbyt często ale jeśli już to miała przed oczami tylko najczarniejsze scenariusze.
Dajmy sobie spokój.
Pomyślała sobie ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Zamierzała milczeć jak długo tylko potrafiła ale on nie zamierzał odpuścić. Nie zakończył rozmowy a próbował brnąć w coś na co nie byli gotowi. Nigdy nie będą, jeśli mają rozliczyć się z przeszłości. Czy aby na pewno warto było wracać do tego wszystkiego. Wbijać sobie kolejne szpilki, które naprawdę raniły. Jedną jak i druga stronę. Nikt przecież nie powiedział, że Francine nie przeżyła tamtego rozstania, nie obwiniała się za to w jaki sposób do tego doszło i to, że chyba nie do końca tego chciała. Robiła to przecież dla niego. Jego dobra. Próbowała go chronić przed samą sobą i wszystkimi swoimi problemami, które ostatecznie mogłyby zniszczyć nawet najbardziej silnego człowieka. Głupia była, wierząc w to, że kiedyś sobie z tym wszystkim poradzi. Uda jej się wyjść na prostą. Nadal walczyła ze swoimi demonami.
Pojawił się obok niej, wyrósł jak drzewo z którym za moment miała się zderzyć. Czy będzie w stanie przeżyć to spotkanie? Chyba znowu będzie musiała odcierpieć swoje za nim powróci do stanu, które wypracowała i który pozwalał jej na normalne funkcjonowanie. Normalne ale tylko w jej mniemaniu.
- Nie martw się. Nie zamierzałam skakać - machnęła dłonią, chcąc zasugerować, że ma się przecież nią nie przejmować. Nie zamartwiać się kobietą, która pozostawiła mało przyjemne wspomnienia po sobie i po ich wspólnej relacji - David - szepnęła - Naprawdę nie musisz tego robić - miała nadzieję, że zrozumie iż chodziło o to by nie czuł się za nią odpowiedzialny, za to by być tutaj i mimo wszystko okazywać jej jakąkolwiek troskę. Nawet jeśli nie miał tego na myśli.
- W jakimś sensie zobaczyłam ducha - którym w pewnym momencie stało się ich rozstanie. Podniosła wzrok w kierunku brzegu, kiedy wreszcie zaczęli wypływać w głąb jeziora, a raczej po trasie, która miała im pokazać najciekawsze miejsca. Przecież takie przepłynięcie żaglówką nie miało na celu dotarcie na drugą stronę akwenu. Liczyło się też to w jaki sposób ten rejs będzie interesujący dla wszystkich na pokładzie. Ona jednak była tym wszystkim średnio zainteresowana. Miała już sporo atrakcji i wystarczyło jej na następnych kilka miesięcy albo lat.

David Harrison

Don't get depressed over a guy from your past

: pt sie 21, 2026 11:54 pm
autor: David Harrison
Tyle czasu minęło, tyle niejasności, niedopomówień, niedomkniętych drzwi, lecz jakoś nie było im dane przypadkiem na siebie wpaść. Harisson nigdy by nie przypuszczał, że to JACHT będzie miejscem, gdzie spotka tą, z którą wiązało go wiele wspomnień - od pięknych po gorzkie. Niejednokrotnie zastanawiał się, co by było, gdyby nie doszło do ich rozstania. Czy byliby już zaręczeni?
Czy David byłby w trakcie budowania domu dla siebie i Francine? Wyłącznie ICH czterech kątów, gdzie dzień zaczynaliby od miłego pocałunku, a kończyli, kładąc się razem spać - o ile David nie musiałby spędzić nocy na poszukiwaniach zbiegów; poza tym Fran także mogła mieć nocki, bo bracia w szpitalu nie ograniczali się jedynie do stałych, porannych godzin. No ale przynajmniej tak to wyglądało w wyobraźni Davida: on, jego ukochana razem w bezpiecznym miejscu, gdzie duchy przeszłości by go NIE dopadły, bo przecież mimo opuszczenia wojska, koszmary nadal go nawiedzały. Nadal w snach potrafił widzieć twarze ludzi, których nie zdołał uratować, słyszał krzyki, wołania o pomoc, strzały z karabinów, uciekał przed bombami, po czym budził się cały zlany potem, dotykał nieśmiertelnika i patrzył po pokoju, by mieć pewność, iż jest u siebie, a nie u medyka.

Tylko czy ktoś kiedykolwiek słyszał JEGO wołanie?

Czy KTOKOLWIEK - poza kolegami z wojska - zdawał sobie sprawę z tego, co on przechodził, gdy znajdował się na polach bitew? Że NIE każda rana bolała tak samo?
Chociaż rozstanie z ukochaną bolało o wiele bardziej niż każda z otrzymanych ran.
David sam nie wiedział, co było gorsze - nauka życia na nowo, w nowej rzeczywistości, czy może właśnie rozstanie, które nie chciał, aby kiedykolwiek nastąpiło, bo wydawało mu się, że Fran była TĄ jedyną. Pamiętał jej śmiech, zapach perfum, miękką skórę oraz blask w brązowych oczach, gdy dzieliła się z nim tym, co ją uszczęśliwiało. On bardzo chciał ją uszczęśliwiać i widzieć uśmiechniętą, ponieważ uważał, że do twarzy jej było w uśmiechu. A śmiech był muzyką dla jego uszu.
Ujrzawszy blondynkę, zastanawiało go, czy śmiała się teraz przy kimś innym?
Czy ułożyła sobie życie? Jeśli tak, to czy przyszło jej to z łatwością?[/i]
Pewnie jeszcze kilka innych pytań zakrzątało jego głowę, lecz głos Francine go rozproszył niczym kamień rzucony w wodę i odstraszył pływające ryby.
Ryby…
David nagle wychylił się za barierkę, by zobaczyć, czy jakieś może podpłynęły, lecz żadnej nie zauważył. Westchnął, czując coś jakby rozczarowanie, aczkolwiek dopiero co zaczynali, więc istniała szansa zobaczenia ich później.
- No to dobrze, bo pewnie zatrzymałabyś całą wycieczkę. - chociaż możliwe, że wcale nie ale mniejsza. Po prostu oczyma wyobraźni zdołał sobie wyobrazić Frankę za burtą…
i pewnie on jako pierwszy rzuciłby koło ratunkowe.
- Wiem, Francine. - odpowiedział, wzruszając lekko ramionami, rozumiejąc, co miała na myśli, lecz to wcale nie było takie proste…
- Ach… rozumiem. - powiedział, dopowiadając sobie lub rozumiejąc jej odpowiedź tak, że to ON był duchem. Duchem jej byłego.
Po chwili zawiał wiatr, co spowodowało, że David poczuł perfumy Francine i aż przymknął oczy, jakby chciał tym pomóc sobie w pozbyciu się ich ze swojego nosa - choć tak naprawdę chciał, aby zostały w nim i z nim jak najdłużej, lecz oczywiście nie powiedziałby tego głośno.
Harisson nabrał powietrza, które po krótkiej chwili wypuścił, po czym uderzył dłonią lekko o poręcz.
- Dobrze Cię było zobaczyć. - odparł wreszcie, czując się tak, jakby właśnie zrzucał ze swoich pleców worek pełen ziemniaków albo jakby odwiązywał sobie kamień od nogi. Nie powiedział nic więcej, tylko odwrócił się i poszedł na przód jachtu. Jasne, miał pytania, lecz z drugiej strony… czy zadawanie ich na jachcie pełnym ludzi było dobrym pomysłem? Niby każdy był zajęty sobą, lecz kluczowe było, czy zarówno on, David Harisson, jak i Francine byli gotowi zmierzyć się ze sobą i po prostu SZCZERZE porozmawiać?

ghost of the past

Don't get depressed over a guy from your past

: wt sie 25, 2026 3:13 am
autor: Francine Wetherstone
Przeszłość miała to do siebie, że nie dało się zbyt wiele zrobić by naprawić własne błędy. Zmienić bieg wydarzeń i zapomnieć o tym, że czyny ale też słowa potrafią zniszczyć nawet najbardziej trwały związek. Największą miłość.
Łatwiej jedna było uciekać przed sobą, przed tym strachem, że można kogoś skrzywdzić. Kogoś, kogo się kocha ponad wszystkie przeciwności. Nie mogła mu tego zrobić. Pozbawić go szczęścia na które przecież zasługiwał. Nikt nie wiedziało o tym tak jak Francine. Przez cały czas starała się bowiem by wspierać swojego partnera. Nawet kiedy nie do końca rozumiała tego co przeżywał. Z czym się zmagał.
Wiele razy zatracała się w marzeniach o ich wspólnym życiu, o tym co zdołaliby razem stworzyć. Jak mogliby przejść przez świat, ciągle trzymając się za ręce i przeciwstawiając się każdemu kto chciałby stanąć na drodze ich szczęścia. Przecież pragnęła założyć rodzinę, urodzić dzieci. Zamieszkać w pięknym domu, który nie byłby już tylko symbolem ich uczucia ale żywym przykładem, że warto walczyć o miłość. Gdzieś po drodze zatraciła się. Zapewne we własnym dążeniu do bycia partnerką idealną. Zdała sobie sprawę, że chyba nie do końca potrafi go wspierać tak jak powinna. Po ich rozstaniu nie wiele się zmieniło. Nie potrafiła przestać o nim myśleć, o tym jak bardzo się martwiła. Jak pragnęła by był szczęśliwy ale przecież to ona zadała cios. Praktycznie w samo serce.
Nienawidziła siebie za to wszystko co zrobiła i powiedziała. Karała siebie codziennie. Choć wszystkim dookoła wmawiała, że świetnie sobie radzi w życiu. Wszystko pod płaszczykiem ciągłej pracy, ciągłego przebywania w szpitalu. Przecież tam było jej łatwiej utrzymać swoje emocje na wodzy. Właśnie tam liczyli się tylko pacjenci, ci najbardziej potrzebujący a ona stała się tylko tłem. Świetnie odnajdywała się w tej roli, kiedy nie musiała wychodzić na przeciw temu jak zdążyła pogrzebać własną przyszłość ale przecież nie tylko swoją.

Dzieliśmy ze sobą wiele pięknych chwil, a Ty uczyniłaś moje życie...uczyniłaś je prawdziwym życiem.
Niczego nie żałuję. Ale jestem jedynie rozdziałem w Twoim życiu - będzie ich znacznie więcej.
Zachowaj w pamięci nasze cudowne wspomnienia, ale proszę, nie bój się tworzyć nowych.

Oboje nie spodziewali się tego, że jeszcze będzie im dane być w swoim towarzystwie, oddychać tym samym powietrzem. Patrzeć na siebie pomimo tego, że jedno i drugie unikało tego za wszelką cenę. Nie zdając sobie sprawę, że już nie dało się odwrócić czasu. Nie była przygotowana na wszystko to co poczuła widząc go po dłuższym czasie. Jakby odżyło w niej coś co już dawno powinno umrzeć. Nie potrafiła tak po prostu wyzbyć się tego, że nadal coś czuła. Nie do końca wiedząc co to jest, czy już tylko wyrzuty sumienia dawały o sobie znać. Przepełniały ją przecież od tak dawna. Od pierwszego dnia, kiedy obudziła się sama w łóżku bez Harrisona u swojego boku. Przecież miał być TYM jedynym. Mężczyzną jej życia, aż po grób. Co się więc stało? Przecież nie przestała go kochać, nie w jednej chwili jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Nie dało się tak po prostu wyrzucić kogoś ze swojego życia.
Patrzyła gdzieś ślepo przed siebie.
Nie mogła przecież tak po prostu zapomnieć o tym co mu zrobiła. Jaki musiał mieć do niej żal. Ogromny, wręcz wyczerpujący. Skąd jednak mogła wiedzieć, skoro nigdy nie mieli okazji o tym porozmawiać. Nawet w tym momencie byłoby jej zwyczajnie głupio zapytać. Milczenie było więc złotem ale też odpowiedzią, na to jak się czuje. Jak źle się czuje, stojąc obok niego. Przecież to ona powinna zrobić ten pierwszy krok. Odejść i zostawić go w spokoju. Wychodziło jej to tak dobrze i była już w tym wyspecjalizowana.
- Pewnie tak. Pewnie bym ją zatrzymała - westchnęła ciężko. Czuła jak nie tylko atmosfera gęstnieje ale i powietrze dookoła nich. Dziwne uczucie, jakby zaraz miała się udusić. Czuła się jak ktoś kto naprawdę wpadł do wody i zaczyna się topić. Wszystko to z powodu jej strachu. Padły słowa, których znowu nie dało się cofnąć. Widziała jedynie jak odchodzi. Nie zareagowała. Nie w tym momencie. Biła się z myślami bo przecież on zasługiwał na wyjaśnienie, a może nawet przeprosiny. Kompletnie nie wiedziała jak ma do tego wszystkiego podejść. Nie bywało się w takiej sytuacji zbyt często, a na pewno Fran nie miała zbyt wielu takich doświadczeń.
Nie odchodź. Jeszcze nie!
Chciała wykrzyczeć za nim, za mężczyzną który nadal był częścią jej życia, a raczej przeszłości. Cudownej i przepełnionej szczęściem i szczerością. Tym, czego jej teraz brakuje. Opadła jednak na siedzisko. Spuściła spojrzenie w podłogę, przez dłuższy czas po prostu myśląc. Nad tym wszystkim co powinna mu powiedzieć, czy w ogóle miało to teraz sens. Po tak długim czasie. Po jakimś czasie zebrała się na odwagę i wstała. Ruszyła przed siebie ale za nim dotarła na początek jachtu, zatrzymywała się kilkukrotnie. Nerwowo odwracając się do niego plecami i przekonując się w myślach, że wcale nie zgłupiała i że to dobry pomysł.
Wreszcie znalazła się tuż obok niego. Nerwowo zaciskając dłoń na materiale swoich spodni. Nie wiedziała jak zacząć, czy w ogóle dało się jakoś zacząć rozmowę o dawnych krzywdach - Przepraszam, nie chciałam żeby to tak zabrzmiało. Nie jesteś duchem - zaczęła, wcale nie czując, że podenerwowanie minęło. Przepraszała przecież za coś co zrobiła przed chwilą, za swoją głupią reakcję. Pokręciła głową bo zdała sobie sprawę jak głupio musiały wyglądać te przeprosiny - Kiedy się denerwuję mówię różne głupoty ... ale ty o tym doskonale wiesz - dodała chwilę później. Dopiero teraz przyglądając się Davidowi. Nie zmienił się. Może trochę bardziej zmężniał. Ściął włosy? Każdy z nas się zmienia, szczególnie kiedy chcemy zapomnieć o tym co staje się naszą przepustką do przeszłości.

you are my past

Don't get depressed over a guy from your past

: pn sie 31, 2026 8:43 pm
autor: David Harrison
Los potrafił być przekorny i choć David żył przekonany, jakoby niewiele byłoby go w stanie zaskoczyć, tak musiał przyznać, że spotkanie byłej przyporządkował do rubryki pt. niespodziewane oraz zaskakujące.
Dlatego w pierwszej chwili go zamurowało.
Dlatego patrzył na nią z niedowierzaniem.
Dlatego zaczął zastanawiać się, czy warto podejmować próbę dialogu, czy może lepiej odpuścić, bo nie wiadomo, czy dialog NIE zostanie zastąpiony MONOLOGIEM, gdyż odpowiedzią będzie cisza przeplatana dźwiękiem wody uderzającej o burty jachtu.
Jako nastolatek z ogromnym podziwem patrzył na te wszystkie ekskluzywne jachty i marzył, by kiedyś takim popłynąć, lecz do tej pory marzenie młodego chłopaka nie zostało zrealizowane. Powodem było wstąpienie do wojska - będąc w nim, raczej ciężko było myśleć dalej o jachcie, szczególnie, kiedy jego serce należało do pewnej niewiasty.
To z nią chciał się widzieć, kiedy dostawał przepustkę.
Do niej pisał listy w pierwszej kolejności, niecierpliwie oczekując odpowiedzi.
Kto wie? Może szczęście zapuka do drzwi Davida Harissona, wręczając mu teczkę pełną pieniędzy. Może łapiąc tych najbardziej niebezpiecznych zbiegów, otrzyma należny - jego zdaniem - dodatek w postaci premii do swojej pensji. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż ludzie nadal uciekali przed wymiarem sprawiedliwości. David porównywał ich do harcujących nocą myszy, które uciekały do nor, kiedy słyszały czyjeś kroki. Należało zastawiać na nich dobre pułapki, chociaż ci bardziej doświadczeni, nie łapali się na byle co. Niektórzy poszukiwani byli nawet kilka lat i Davida intrygowało, czy ktoś ich przetrzymywał, czy uciekli do całkowicie innego kraju, co byłoby równoznaczne z posiadaniem pleców, czy zostali sprzątnięci.
Drugą opcją, jeżeli chodziło o wzbogacenie się, było podejmowanie prób w hazardzie, choć tu miało się 50% szans, a jednak miał lekkie obawy, że więcej pieniędzy by przegrał niż wygrał. Raz czy dwa odwiedził kasyno, lecz nie szło mu jakoś najlepiej, dlatego nie odwiedzał go jakoś regularnie. Niby jeszcze mógłby spróbować wirtualnie, np. obstawiając mecze w bukmacherce.

Bo kto nie ma szczęścia w miłości, ten ma szczęście w kartach.
Podobno.. Może tu był właśnie pies pogrzebany - że zamiast próbować szczęścia w pokerze, decydował się na ruletkę oraz maszyny.
Inną kwestię stanowił fakt, iż po związku z Francine, nie chciał się do nikogo szczególnie przywiązywać.

Czy jest sens wchodzić w coś, kiedy Twoje serce było przebite i puste?

Jasne, niejedna kobieta z nim flirtowała, ale patrząc na nie, brakowało mu tego czegoś.
Poza tym, praca zabierała mu całkiem spory procent codzienności - czasami nawet zasypiał przed biurkiem w swoim gabinecie na komisariacie, bo cóż, komisariat stanowił jego drugi dom. W szufladzie biurka miał nawet schowane kosmetyki: dezodorant wraz ze szczoteczką, pastą oraz perfumami, coby nikogo od siebie nie odstraszać. Szczególnie osób przychodzących, aby podzielić się posiadającymi informacjami o zbiegach.

Francine także była zbiegiem - zbiegiem z jego życia, o którym nie potrafił zapomnieć, pstrykając palcami, czy biegając wokół jeziorka w parku. Przez długi czas, zamykając oczy, widział Francine, słyszał jej głos i czuł na swojej skórze jej dotyk - naprawdę cholernie za nią tęsknił i szukał sposobów, by zapomnieć. By zakopać przeszłość głęboko pod ziemią. Jakby zakopywał drogocenny skarb, do którego klucze miały wyłącznie dwie osoby:
on i ta, której inicjały to F.W. Skinął głową, bo choć słyszał jej słowa, wydawały mu się dobiegać z bardzo daleka, jakby stała nie obok niego. A może to po prostu ten ton? powiedział w myślach do samego siebie. Spojrzał na twarz blondynki, lecz nic więcej nie wydobył z siebie. Dopiero po chwili powiedział, że dobrze ją było zobaczyć, a następnie… poszedł, tzn. przemieścił się, by stanąć po drugiej stronie jachtu. Był gotów iść o zakład, że Francine nie podejdzie.
Jakże źle myślał…
Czy ona właśnie mnie… przepraszała? ten dzień wydawał się robić coraz ciekawszy; kolejne zaskoczenie mógł dopisać do listy.
Spojrzał na Fran z uniesionymi brwiami, a zaraz potem kąciki ust zaczęły tworzyć uśmiech.
- Wiem Fran. Zawsze uważałem to za urocze. - powiedział zgodnie z prawdą, czując ogarniającą go radość, bo halo!
Francine Wetherstone SAMA się do niego odezwała.
Nie zmusił jej do tego.
Pamiętał też, że potrafiła zaciskać dłonie, gdy zaczynała się denerwować, dlatego automatycznie zerknął w kierunku dłoni blondynki.
- Pamiętasz może, jak Ci kiedyś opowiadałem, że chciałem kupić taki jacht, na którym pływalibyśmy każdego lata? Niestety dalej na niego zbieram… - powiedział, pomijając szczegół o tym, że przez długi czas nawet na niego nie odkładał.
- A Tobie się udało na coś zebrać? - spytał, nie chcąc zaczynać rozmowy od zwykłego Hej, co tam? Aczkolwiek tego co u niej także był ciekawe ale no... przed nimi kilkugodzinny rejs. Pewnie jeszcze zdążą zamienić słowo lub dwa.

i tried to forget, but I couldn't because it was too hard

Don't get depressed over a guy from your past

: sob paź 17, 2026 12:08 am
autor: Francine Wetherstone
Ważna była obserwacja, nawet jeśli dotyczyła ona pacjentów. Musiała przecież wiedzieć, co kryje się za ich gestami. Czytanie między wierszami, na pewno nie ograniczało się tylko do tego, że byłą w stanie słuchać i analizować. Jej praca nie zaczynała się ani też nie kończył. Choć wydawało się, że wcale nie będzie im do śmiechu. Jej podejście mogło się różnić od standardowego ale to dlatego, że doskonale wiedziała co działa najlepiej. Przez wiele lat pracując w swoim zawodzie na pewno przeszła przez wiele metod. Działała systematycznie i bez większych oporów potrafiła odnaleźć się w niemal każdej sytuacji. Oczywiście zdarzały się wyjątki, ale raczej nie stanowiło to wielkiej przeszkody. Wręcz przeciwnie, kochała wyzwania, w każdym słowa tego znaczeniu. Czasami sama sobie je tworzyła. Brzmiało to desperacko i dziwnie, ale przecież wygrywała. Liczyło się, to że doprowadzała sprawę do takiego końca jakie było dla niej optymalne. Cieszyło ją to, że w jakimś sposób może się tym bawić. Czy często ryzykowała? Chyba nie częściej niż dzieje się to w normalnych przypadkach. Jeśli czuł do niej respekt, to chyba dobrze wybrał. Nie mogła przecież oszukiwać siebie, że tego nie lubiła. Przez lata walczyła, by ktokolwiek spojrzał na nią w taki właśnie sposób. Ciężka praca pewnie popłaca.
W tej chwili nie miała już takiej kontroli ani nad tym co czuła ani nad tym co mogło się za moment wydarzyć. Nie mogła tego czuć, kiedy była w jego obecności. Mogła przecież tak łatwo powiedzieć, że to jego wina. Tylko i wyłącznie jego wina. Czuła się niezręcznie ale nie chciała od tego uciekać. Nie chciała po raz kolejny odbierać sobie to by spędzić choć krótką chwilę w jego obecności. Najzwyczajniej w świecie brakowało jej tego by był częścią tego co działo się obecnie w jej życiu. Nieświadomie, a może skrycie. Przecież nie mogła mu o tym powiedzieć, nie w tym momencie i nie na głos. Czy obawa przed tym co czuje była aż tak zła? Czy mogła skrzywdzić ją jeszcze bardziej niż sama zdążyła siebie skrzywdzić? Przez dłuższy czas nie zdawała sobie takich pytań. Nie skupiała się na tym co sama czuła i jak będzie to odebrane przez innych. Zazwyczaj to uczucia innych były ważniejsze. Nie tylko ze względu na jej pracę ale też na fakt, że po prostu miała w sobie spore pokłady empatii, którymi dzieliła się na lewo i prawo. Nie trudno było zapomnieć o sobie, o tym co było ważne. O tym, by pomyśleć o własnym szczęściu, a przecież nie było o tym mowy od chwili kiedy sama odeszła. Kiedy popełniła błąd.
Teraz doskonale wiedziała, że pewne decyzje powinna podejmować po dłuższym zastanowieniu się.
Wciąż nie mogła uwierzyć, że wpadli na siebie właśnie w takim miejscu. W takich okolicznościach, nie dbała przecież o to by ukrywać się przed nim. Chyba by zwariowała, gdyby jej życie skupiało się tylko na tym, by unikać kontaktu właśnie z Davidem. Z mężczyzną, który był dla niej całym światem, a może czuła że jego utrata była jej największym błędem. Oczywiście, że nie potrafiła sobie to wytłumaczyć, a jeśli już to robiła to przywoływała tylko to w jaki sposób mogła go przecież skrzywdzić. Przecież to było głównym powodem dla którego nie byli już ze sobą. Nawet jeśli często żałowała to przecież nie mogła tak po prostu wrócić. Nie mogła go krzywdzić jeszcze bardziej. Liczyła jedynie, że ułoży sobie życie i będzie szczęśliwy z kimś kto doceni to jakim facetem jest. Nie będzie miał w sobie aż tyle obaw co sama Francine. Nie była idealna ale musiał jej przecież przyznać to, że dla niej najważniejsze było to, że daje mu szanse na szczęście. Chyba nie do końca wiedziała co czuje w tym momencie jej były. Jakby to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie, skoro ona sama czuła się winna. Ciągle winna tego, że to ona postanowiła o odejściu. Podjęła przecież najtrudniejszą decyzję w swoim życiu, która kompletnie zmieniła to co do tej pory było dla niej najważniejsze. Czy w tym wszystkim ona sama się już pogubiła? Przecież nie było już powrotu, nie po tak długim czasie. Nie w chwili, kiedy nie wiedziała o tym co dzieje się w jego życiu. Czy już sobie nie ułożył życia, czy nie założył rodzinę. Nie dociekała, nie próbowała go w żaden sposób szpiegować by mieć satysfakcję, że wie tak wiele o nim samym.
Wstydziła się. Samej siebie.
Przepraszała go, po swojemu. W sposób, który nie był dosadny. Przecież oboje wiedzieli o tym jak wygląda ich relacja i to, że coś w nich umarło. Zarówno w niej jak i w samym Davidzie. Przecież nie dało się tego tak po prostu zapomnieć, tego co ich łączyło, a może to co nadal ich łączy. Zaczynała mieć wątpliwości, czy aby na pewno dobrze robiła, tym że się do niego odezwała. Spojrzała na niego, w typowy dla siebie sposób, ciągle uciekając wzrokiem. Ciągle obawiając się tego, że powie coś co nie powinna, a może że nie wspomni o tym co teraz byłoby dla nich istotne? Nie do końca była tą samą wystraszoną dziewczyną, którą była kiedyś. Mimo tego, że nie zmieniła się jakoś mocno. Ciągle była sobą i ciągle mógł widzieć w niej tą samą Francine.
- Dużo ci jeszcze zostało? - zapytała, już chyba tylko, żeby rozluźnić atmosferę, a może też dowiedzieć się jak mu się w życiu układało, czy był w tym wszystkim szczęśliwy, czy ciągle szukał tego szczęścia. Głupio by to zabrzmiało, gdyby nie to, że kiedyś oboje o tym marzyli.
- Ledwo udaje mi się uzbierać na codzienne życie. Mogę co najwyżej myśleć o kajaku - zaśmiała się pod nosem, bo przecież nie mówiła tego w taki sposób by wzbudzić w nim współczucie, przecież doskonale wiedziało o tym, jakie może być życie pielęgniarki. Nigdy jej się przecież nie przelewało, a teraz to już na pewno. Oszczędzała na tyle na ile potrafiła, a jak miała jakieś wydatki, to później musiała sobie z tym poradzić. Sama. Wystarczyło jej przecież to, że nie musi nikogo prosić o pomoc, o współczucie. Co najważniejsze, nigdy nie czuła, że on traktuje ją właśnie w taki sposób. Raczej mogła liczyć na jego zrozumienie, bo przecież mieli podobne doświadczenia, z którymi zmagali się niemal codziennie.

David Harrison