Strona 1 z 1

Hit the road Jack

: pn sie 17, 2026 12:37 am
autor: Mara Lakefield
Trochę ruchu i towarzystwo przyjaciela zawsze się człowiekowi przyda, więc gdy tylko ponownie złapała wolną chwilę i ładną pogodę, to zaproponowała Billemu wspólny spływ kajakowy. Nie widziała się z nim wieki, a była głodna wszelkich ploteczek. Liczyła na jakieś dramy, bo własnych w życiu ostatnio unikała jak ognia. Z kolei u prawnika zawsze były jakieś szaleństwa, aż zachodziła w głowę jak to możliwe, że on w ogóle jeszcze stąpa po tym świecie i to mając dwie ręce i dwie nogi.
Umówili się już na miejscu, a Mara czekając na jego przybycie posmarowała się całą najmocniejszym kremem z filtrem jaki znalazła. Miała drobne problemy z posmarowaniem pleców, co zauważył jeden z mężczyzn na plaży i zaproponował jej swoją pomoc. Jednak rudowłosa wręcz na niego warknęła w odpowiedzi, dając mu znak, że sobie poradzi sama. Była obecnie w fazie nienawidzenia facetów. Miała ich dość , bo każdy którego napotykała na swojej drodze ją ranił. William do tej grupy się oczywiście nie zaliczał. On nie zmiażdżył jej serca, a w dodatku Lakefield nie patrzyła nigdy na niego przez pryzmat ewentualnego obiektu seksualnego. Nie odejmowała mu urody, bo musiała przyznać, że przyjaciel był cholernie przystojny, ale był jej przyjacielem i żadnego pociągu fizycznego do niego nie czuła, więc na niego warczeć nie będzie.
Pogoda była piękna, chociaż niebo bezchmurne, co zapowiadało , że na środku jeziora będzie ich nieźle przypiekać. Została w spodenkach i gorze od bikini, a następnie zajęła miejsce z przodu kajaku. Kiedy zaczęli wypływać, zerknęła przez ramię na przyjaciela. - Mam nadzieję, że się posmarowałeś Will, bo inaczej będziesz zjarany jak raczek- co może być bardzo bolesne! Odwróciła się z powrotem, aby podziwiać uroki natury. Intensywnie pracowała wiosłami, nie będąc świadoma ewentualnego obijania się Patela, więc jeżeli chciał, to mógł nawet nie machać wiosłami. - W ogóle wiesz, że jakieś dwa kilometry stąd, na wysokości tamtego drzewa jest plaża nudystów?- wskazała wiosłem na rozłożyste drzewo na lewo od nich. - W sumie co ja Ci mówię. Pewnie co tydzień tam chodzisz albo i częściej- w jej oczach William zmieniał kobiety jak rękawiczki, a przy tym pozostawał gruboskórny na wszelkie zawody miłosne. Mogła się mylić, ale chętnie by się od niego tego nauczyła. Ona pomimo bycia wykwalifikowanym terapeutą wciąż cierpiała w środku po porażkach, które poniosła na polu miłosnym. - W ogóle co się z Tobą działo przez ostatni czas? Ostatnim razem Cię widziałam w barze jak się przyznałeś nam, że spędziłeś gorące wakacje z panną Kovalski- a to przecież miał być wróg numer jeden całej trójki!


William N. Patel

Hit the road Jack

: sob sie 22, 2026 12:50 pm
autor: William N. Patel
Ostatni raz jak się widziałem z Marą to byłem świeżo po rozwodzie oraz bliskim spotkaniu korka od szampana z moim czołem, więc tak naprawdę to połowy nie pamiętam. Potem wydarzyło się sporo innych dziwnych rzeczy, więc w sumie będzie o czym poplotkować, o ile nadarzy się okazja, bo tym razem postanowiliśmy skorzystać z letniej pogody i ustawiliśmy się na aktywności. Podczas spływu mogło wydarzyć się wszystko. Ja generalnie nie jestem zbyt sportowy, ale za to kocham wszelkiej maści zbiorniki wodne, więc chętnie wskoczę w kajak i podryfuje trochę z prądem. Co prawda równie dobrze bawiłbym się pewnie siedząc na plaży i pijąc browary, ale zamiast tego ładuję dupsko na tył kajaka. Mam rybacki kapelusz z siateczką oraz sznurkiem pod brodą, przewiewną koszulę i kąpielówki, na stopach klapeczki, na nosie ciemne okulary - Spoko, ja już się opalam od lutego - macham ręką, faktycznie jestem brązowy jak jakiś cygan, lubię słońce, a słońce lubi mnie - Ale potem się zjaramy gdzieś tam dalej na trasie, tylko bardziej jak bąki niż jak raki - śmieję się. Oczywiście, że na taki wypadzik zabrałem ze sobą blanty. Mara robi robotę z wiosłami za nas dwoje, bo ja w tym czasie szukam czegoś w plecaku. Zabrałem ze sobą również browary i myślę, że przynajmniej po jednym trzeba wypić zimnym, bo niedługo zostaną już tylko ciepłe. Fuj. Wyjmuję puszkę, zahaczając palcem o zawleczkę - Plaża nudystów? - psst! otwieram piwo, a kilka kropel zimnej, gazowanej piany strzela Marze na plecy - Oj, sorki, chcesz? - podaję jej do przodu to otwarte, a sobie sięgam po drugie, które także otwieram, tym razem nieco uważniej - To co? Robimy tam mete? Popłyniemy tam, tam i tam, a potem koniec na plaży z golasami - mnie się podoba taki scenariusz - Ja mam swoją plażę nudystów u siebie na balkonie, tam się opalam nago. Nie no, żartowałem jak coś - piję łyka zimnego piwka, a potem trochę pomagam Marze wiosłować, żeby nie było, że się tylko opierdalam - Dużo się działo. I miałem też sporo pracy - i chciałem wypić trochę więcej zanim spuszczę na nią bombę pod tytułem hej, może zostaniesz ciocią, a ja ojcem. Upijam kolejny łyk, w międzyczasie postanawiając, że zacznę od historii, która już teraz co prawda zakończyła się happy endem w kwestiach mojego nie bycia rodzicem w niedalekiej przyszłości, ale dobrze wyjaśnia dlaczego ostatni raz widzieliśmy się z Marą chyba ze sto lat temu - Moja była wróciła do miasta, pamiętasz Gabe? - może kojarzyła, kręciło się koło mnie wiele kobiet, ale takich prawilnych eks, z którymi byłem w prawdziwych związkach, takich na wyłączność, to nie miałem wielu. Po Gabi w sumie żadnej. Strasznie mnie wtedy rozjebalo to rozstanie.

Mara Lakefield

Hit the road Jack

: ndz sie 23, 2026 1:18 am
autor: Mara Lakefield
Zdecydowanie zbyt długo nie widziała się z Williamem. Skupiła się na własnym życiu, problemach, a następnie się zamknęła całkowicie odcinając na krótki czas od innych. A przecież lubiła towarzystwo Patela. Cięty humor, szczerość i szaleństwo. Zawsze uważała, że przyjaciel miał więcej szczęścia niż rozumu, ale czy byłoby w tym coś złego? Absolutnie nie. Mogła mu jedynie tego zazdrościć, bo jej nie raz ciężko było wyluzować.
Ale nie miała kijka w tyłku i potrafiła się pobawić. Czasami wręcz zapominała o obowiązujących zasadach, więc jego pomysł o zjaraniu się spotkał się z jej aprobatą. - W sumie to jest naprawdę niezły pomysł. Przydałby mi się taki blancik teraz- przytaknęła głową i zaczęła już oczami wyobraźni widzieć, gdy w końcu usiądą na piasku i będą mogli wypalić co nieco. Ten plan wydawał się znacznie lepszy niż samotne wiosłowanie w pełnym słońcu. Jej ciało już było rozgrzane, więc zimne krople piwa, która nagle poczuła na sobie, sprawiły że momentalnie drgnęła , a kajakiem mocno zakołysało. Odwróciła się przez ramię i zerknęła na zaproponowany przez Billa napój. - A nie masz nic innego? Po piwie będzie mi się chciało strasznie sikać- skrzywiła się na widok puszki, ale i tak po nią sięgnęła, bo lepsze to niż nic, a łyk czegoś zimnego na pewno będzie niezwykle przyjemny. Na chwilę odstawiła wiosłowanie, aby przyłożyć puszkę do ust i miała rację - przyjemnie gasiło pragnienie. Gorzej będzie z jej pęcherzem za jakiś czas.
Zaśmiała się i pokręciła z niedowierzaniem głową, słysząc o jego bardziej urozmaiconym planie. Tego jej właśnie było potrzeba! Szaleństwa Patela , która zdawało się nie mieć żadnych ograniczeń. Rzecz w tym, że nic z tego co jej powiedział, nie spotkało się z jej oburzeniem czy sprzeciwem. - Żartowałeś z metą na plaży nudystów czy z tym, że opalasz się u siebie na balkonie?- bo w sumie co jej do tego jak bardzo ubrany jest w swoim mieszkaniu? Nic, a nic. - Bo wiesz, że istnieje taka niepisana zasada, że jak jesteś na plaży nudystów, to nie możesz leżeć w ciuchach i też się musisz rozebrać do naga- odwróciła się ponownie do niego unosząc znacząco brew i biorąc kolejny większy łyk piwa. W końcu jednak odstawiła je przed sobą przytrzymując między stopami, aby się nie przechyliło. - Oczywiście, że pamiętam !- aż trochę się jej piwa wylało, bo w emocjach jej ręka drgnęła podczas pochylania się z puszką. - Opowiadaj jak spotkanie! Tylko nie gadaj, że wróciliście do siebie. Seks okej, ale bez związku z nią. Pamiętam jak wtedy rozstanie z nią Cię rozjebało. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki- zaczęła robić wykład niczym ekspertka od związków, a przecież wiadomo, że była w tym fatalna.


William N. Patel

Hit the road Jack

: czw wrz 03, 2026 4:52 pm
autor: William N. Patel
- Chcesz już teraz? A będzie ci się chciało potem wiosłować? - pytam, jak dla mnie to możemy się zbombić od razu, a potem najwyżej popłyniemy z prądem, oby nas tylko nie wyniosło za daleko, bo jeszcze trzeba wrócić. Chcę odwiedzić dzisiaj plażę nudystów, już się napaliłem na golasów, jakkolwiek to brzmi. Zarzuciło kajakiem jak na morzu i trochę otwartego browara polało mi się na spodnie, ale w sumie to wyjebane, fart, że nie wpadliśmy do wody, bo byłby przypał i to już na samym początku - No właśnie nie mam, uznałem, że jak zaczniemy walić drinki w takim słońcu to może się źle skończyć - na kajaku jeszcze nie zgonowałem i jakoś niespecjalnie chce to zmieniać, a wiadomo jak jest - słoneczko przygrzeje i od razu plus 20 do bycia pijanym, lepiej nie ryzykować, chcę przeżyć ten spływ - Najwyżej będziemy częściej dobijać do brzegu, ja będę sikać z kajaka, myślisz, że się uda? - znowu się śmieje, bo brzmi to trochę absurdalnie, ale dla chcącego nic trudnego podobno - Nie no z tym, że się opalam nago na balkonie, chociaż podejrzewam, że połowa sąsiadek byłaby w niebo wzięta, a na pewno ta stara rura z góry - wywracam oczami. Próbuje mnie poderwać od blisko pół roku, ale mnie niespecjalnie kręcą gilfy, a ona ma dosłownie z siedemdziesiąt lat - Ostatnio przyszła pożyczyć cukier w takich krótkich spodenkach, że się zastanawiałem czy to jeszcze spodnie czy już majtki, dobrze, że Peach była w chacie i jej dała ten cukier, bo aż się boję pomyśleć co by było gdybym został z nią sam na sam - ciary mi biegną wzdłuż kręgosłupa. Pod naporem jej spojrzenia poczułem się jak te wszystkie molestowane kobiety, przejebane - No raczej, że trzeba się będzie rozebrać, a co, wstydzisz się mnie? Bo ja ciebie nie - wzruszam ramionami. Ja akurat w ogóle byłem bezwstydny, ale teraz wbijam spojrzenie w plecy Mary, nigdy nie wyobrażałem sobie jej nago, bo jednak się przyjaźniliśmy, ale z drugiej strony... Miała świetną figurę, przesuwam wzrokiem po jej sylwetce, może trochę zbyt nachalnie, ale kiedy się odwraca to wracam do twarzy i uśmiecham się szeroko. Potem walę piwo - Nie no, nie wróciliśmy, jeszcze mnie nie pojebało - wywracam oczami - Ale no... Sama wiesz jak to jest mieć słabość do swoich byłych - krzywię się - Wiesz co jest najgorsze? Że mam jakiegoś pierdolca na jej punkcie dosłownie, weź napij się zanim ci powiem co prawie odjebaliśmy - sam też piję - Powinienem być przecież na nią wkurwiony na maksa, że mnie wtedy tak porobiła - bo zniknęła bez słowa przecież, chamsko - Mieszka u Madoxa, bo to jest jej kuzyn, i polazłem tam tak o, patrzę, a tam na kanapie kto? Gaba, myślałem, że mam zwidy, no ale to nie były zwidy. No w każdym razie jakoś tak wyszło, że znaleźliśmy hajs, który Madox składuje w chacie, on niekoniecznie ufa bankom, wiesz? - nie wdaję się w szczegóły skąd ten hajs i ile, bo nie ma takiej potrzeby - Trochę tego było, potem przeleciałem ją na tym sianie i ja pierdole, najlepszy seks w życiu - no, może trochę hiperbolizuję, ale to dla lepszego efektu całej historii - Potem zapakowaliśmy wszystkie te banknoty do torby, zamówiliśmy limuzynę i pojechaliśmy na lotnisko, jakby nie było tam wielkiego strajku, to teraz byś dostała ode mnie pocztówkę z Madagaskaru - wzdycham ciężko, zapijając te słowa kolejną falą browara - Chora jazda, ale serio bym to zrobił, serio poleciałbym z nią do Afryki, ale czekaj, to jeszcze nie wszystko - znowu popijam, bo zamierzam spuścić na nią prawdziwą bombę - Gaba jest w ciąży - milknę na moment - Ale nie ze mną, chociaż było takie podejrzenie. Tylko ona oprócz mnie miała jeszcze czterech innych potencjalnych tatuśków, niedawno odbieraliśmy wyniki testu na ojcostwo i się okazało, że to taki Noe, przyjaźnili się kiedyś, ale teraz chyba już nie bo to jak oni się kłócą to ja pierdole, nie chciałabyś tego słyszeć. No ale wiesz, masakra, dlatego jakby mi kiedyś odjebało i jednak chciałbym znowu wejść do tej rzeki to weź mnie pobij - bo kusiło, kurwa, czasem mam takie wrażenie, że oddałbym wszystko, żeby móc znowu nazwać ją swoją dziewczyną, ale potem dawałem sobie mentalnego plaskacza na odmulenie. Nie mogę znowu się aż tak wkręcić, bo wiem jak to się skończy - złamanym sercem, niestety moim.

Mara Lakefield

Hit the road Jack

: sob wrz 05, 2026 9:35 pm
autor: Mara Lakefield
Blancik na kajaku na środku jeziora brzmiał w teorii bardzo błogo, ale w praktyce faktycznie William miał rację i to nie mógł być najlepszy pomysł. Tym bardziej, że już na trzeźwo, to na Marze bardziej spoczywał obowiązek wiosłowania. - W sumie faktycznie. Wypalimy na koniec- zgodziła się z przyjacielem i może nawet wypalony po tak intensywnym wysiłku, będzie smakować jeszcze lepiej? Przekonają się już niedługo.
Na razie jednak musieli poprzestać na piwach, za którymi rudowłosa niezbyt przepadała, ale jak się nie ma co się lubi i nie da się ukraść co popadnie, to trzeba lubić co się ma. - Myślisz, że aż tak by nas poskładało?- zmarszczyła brwi upijając łyk alkoholu i zastanawiając się nad słowami Patela. Nie była co do tego przekonana, ale nie ma co nad tym polemizować. Z drugiej strony rzeczywiście nie byli zbytnio ograniczeni, więc mogli robić częstsze przerwy na pit stopa. W sumie Billy również mógłby wtedy z nią sikać, ale chyba chciał się bawić w kaskadera sikając z kajaka. - W sumie mogłoby się udać. Tylko mnie nie obsikaj!- odwróciła się rozbawiona, bo przecież miał tyle terenu do sikania, że gdyby akurat na nią trafił, to by to tylko było wisienką na torcie potwierdzająca, że Mara ma pecha co do jakiejkolwiek relacji z mężczyznami. - Chociaż kiedyś w jednym z odcinków Friends, Chandler nasikał na Monicę , gdy coś ją ugryzło na plaży. Pamiętasz ten odcinek? Podobno to pomaga, ale wolałabym tego nie sprawdzać- dodała na koniec, gdyby William uznał, że to był znak, że chciałaby tego spróbować. Może lepiej nie podsuwać mu takich pomysłów? Upiła kolejny łyk i odstawiła piwo, aby skupić się trochę bardziej na wiosłowaniu, bo w takim tempie to spędza na jeziorze cały dzień.
Roześmiała się głośno słysząc historię o starszej pani , Peach i adwokacie obawiającym się spotkania z ową sąsiadką sam na sam. Znając życie, to pewnie po zorientowaniu się kto puka, błagał Peach o otworzenie drzwi i uciekł w popłochu. - Oj Billy, daj jej chociaż popatrzeć. Otwórz jej czasami drzwi nago. Co jej w tym wieku już zostało z tego życia?- nie musiał nic robić, wystarczyło po prostu nie założyć bokserek i pozwolić starszej pani nacieszyć wzrok. Na pewno sprawiłby jej tym wiele radości! Albo wystarczyło jej może zaproponować, aby się nadała na wyspę nudystów, na którą właśnie zmierzała owa dwójka? - Myślę, że oboje już widzieliśmy nie jedno ciało płci przeciwnej, więc raczej nic nas nie zaskoczy. Tylko się nie zakochaj, bo ja jestem jak modliszka i po seksie pozbywam się osobników- odwróciła się do niego, akurat w momencie, gdy uciekał wzrokiem do jej oczu, więc nie wiedziała, że właśnie lustrował jej ciało. Sama zrobiła z jego właśnie to samo, ale się z tym nie kryła, a wręcz przeciwnie - na koniec nawet puściła mu oczko. Trochę żartu i niewinnego żartu nie zaszkodzi! Chociaż musiała przyznać, że przecież William obiektywnie rzecz biorąc był przystojny! Gdyby się nie przyjaźnili, to może nawet by próbowała z nimi co nieco.
Zaraz jej jednak dosyć dosadnie przypomniał jak kiepskie relacje miewała z mężczyznami.- I to kurwa jeszcze jak bardzo-westchnęła głośno na wspomnienie tych wszystkich byłych w ostatnim czasie, z którymi jakoś jej ścieżki się ponownie się przecięły. I najgorzej, że ponownie w łóżku.
Słuchała jednak uważnie dalszej części historii, wiosłując w tym czasie. - Że co? Na sianie, że na hajsie, tak?- to wydawało się tak abstrakcyjne, że aż musiała dopytać! - To kim jest ten jej kuzyn? Ten cały Madox, że ma tyle hajsu? I skąd Ty go znasz?- w końcu Patel to prawnik i niewiadomo jakich ludzi bronił. Wolała w takich kwestiach wiedzieć mniej niż więcej. - Albo może lepiej, żebym nie wiedziała- dodała od razu, zanim jej wyjaśnił i skupiła się na dalszej części. Słysząc o Madagaskarze, odłożyła wiosła i sięgnęła po piwo i to akurat w momencie słów o ciąży. Z wrażenia, aż jej ręce zadrżały, a większość piwa wylała się na nią. - Jezu, Billy! Nie strasz mnie tak!- krzyknęła wstając od razu, ale kajakiem mocno zakołysało , więc usiadła z powrotem i dopiła resztkę alkoholu z puszki.- A przebadałeś się chociaż po wszystkim? Stosowaliście w ogóle gumki?- dopytywała odwracając się do niego z powrotem. Piwo się skończyło, a teraz miała lepszy temat niż jakieś wiosła. W dodatku teraz kolej Patela na wiosłowanie na wyspę nudystów! - Słuchaj, mam lepszy pomysł. Ostatnio widziałam taką obrożę dla psów, która uaktywnia się, gdy szczekają. Możesz ustawić czy razi prądem czy wydaje takie dźwięki, które podobno działają jakoś uspokajająco na psy. No więc taką obrożę ci skołuję i za każdym razem, gdy się do niej zbliżysz ze swoim penisem, to będziesz rażony prądem- powiedziała to z taką powagą w głosie i na twarzy, że ciężko odgadnąć czy żartowała czy mówiła prawdę. - O wiem! Na penisa ci ją założę- to był pomysł idealny!- Dobra, masz jeszcze piwko? Bo tamto mi się rozlało przy słowie „Gaba jest w ciąży”- aż ponownie zadrżała na wspomnienie tej chwili grozy!


William N. Patel