Strona 1 z 2

i crashed my car into the bridge

: pn sie 17, 2026 12:57 pm
autor: teddy darling
068.
Od dłuższego czasu uważała, że prowadzenie samochodu było jedną z tych czynności, przy których człowiek mógł sobie pozwolić na całkowite wyłączenie mózgu. Oczywiście pod warunkiem, że nie wyłączał go dosłownie, bo wtedy istniała spora szansa, że zamiast do domu dojedzie prosto na cmentarz. Teddy jednak miała pod tym względem całkiem niezły balans. Patrzyła na drogę, pilnowała znaków, nie wjeżdżała w ludzi, a jednocześnie potrafiła prowadzić rozmowę na temat zupełnie pozbawiony sensu.
Włączyła radio Toronto, żeby posłuchać o zdarzeniach na drodze i ominąć ewentualne korki, które tworzyły się regularnie tworzyły się na tym odcinku trasy między firmą April, a ich dzielnicą mieszkania. A że tego dnia kończyły pracę o tej samej porze, to Darling postanowiła odebrać narzeczoną, bo właśnie taka była z niej wspaniała dziewczyna. W ogóle nie przejmowała się zmęczeniem, które ogarnęło ją po dwudziestoczterogodzinnej zmianie, chciała po prostu zrobić dla Finch coś miłego. Odpocznie, jak już obie opadną na kanapę i włączą sobie jakieś durne reality show. Teddy bardzo chciała zobaczyć Let's Marry Harry, gdzie dwadzieścia zdesperowanych typiar rywalizuje o względy jednego chłopa. To naprawdę musiało być tak głupie, że aż wciągające!
Stacja radiowa grała właśnie jakąś piosenkę, którą znała, ale nie potrafiła przypomnieć sobie tytułu. Zresztą nie było to szczególnie istotne. Wystarczyło, że utwór miał rytm, więc strażaczka zaczęła w jego takty stukać palcami na kierownicy.
Znam to. Skąd to znam? Jestem prawie pewna, że kiedyś słuchałam tego przez jakieś trzy miesiące codziennie — zerknęła na April, a potem z powrotem na drogę. — Wtedy też nie znałam tytułu. To chyba oznacza, że mój mózg uznał, że tytuł nie jest potrzebny do przeżycia. I miał rację! Do tej pory żyję — wyszczerzyła się dumnie do Finch. Trzeba było radować się małymi sukcesami!
Miast wyglądało zupełnie zwyczajnie. Ludzie wracali z pracy, samochody stały w korkach, a przechodnie czekali przy przejściu dla pieszych na zmianę światła. przechodził przez ulicę z kubkiem kawy,
Patrz na tego idiotę — westchnęła pod nosem. Nie musiała nawet wskazywać o kogo chodzi, wystarczyło samo spojrzenie. Jakiś chłop na rowerze próbował najwyraźniej udowodnić światu, że przepisy ruchu drogowego są jedynie sugestią. Teddy aż pokręciła z niedowierzaniem głową.
Piosenka dobiegła końca. Prezenter powiedział coś o korkach i pogodzie. Nic nadzwyczajnego - zatwardzenie w stronę West End i dwudniowa fala upałów. Przynajmniej pranie szybko wyschnie. Zmieniła stację, ale po kilku sekundach zmieniła ją ponownie.
Nie. Tego nie słuchamy — cmoknęła , kiedy usłyszała Dido. Jeszcze jedno kliknięcie.— O, to może być — w końcu cofnęła rękę. Wokalista Wheatus śpiewał o tym, że jest tylko nastoletnim wyrzutkiem i że można posłuchać z nim Iron Maiden.
Samochód wjechał do tunelu, a Teddy pomyślała, że Liara prawdopodobnie przez cały czas ich nieobecności znów uznała, że została porzucona na zawsze. Już otwierała usta, żeby wspomnieć April o kocie, kiedy usłyszała trzask. Najpierw pomyślała, że to gdzieś obok. Jakiś stłuczka. Może ciężarówka zahaczyła o konstrukcję albo coś spadło z jednego z samochodów. Chwilę później rozległ się drugi huk. Tym razem tak potężny, że Toyotą aż wstrząsnęło. Darling gwałtownie zdjęła nogę z gazu.
Co jest do- — nie zdążyła dokończyć myśli. Cholera wie, co chciała powiedzieć. Pewnie do jasnej ciasnej, czy coś podobnego. Nie było to istotne w obliczu tego, że przed nimi poruszył się cały fragment konstrukcji. Przez moment patrzyła na to z niedowierzaniem, jakby jej mózg potrzebował kilku dodatkowych sekund, żeby zaakceptować to, co widziały oczy. Beton runął z hukiem, a kawałki konstrukcji spadły na drogę. Samochody zaczęły hamować jeden za drugim. Dźwięk klaksonu mieszał się z krzykami i odgłosami tłuczonego szkła. Teddy siedziała jeszcze przez chwilę z dłońmi zaciśniętymi na kierownicy.
Wszystko w porządku? — zapytała natychmiast, wyciągając rękę w stronę April, żeby upewnić się, że nic jej się nie stało. Dopiero wtedy sama poczuła, jak mocno wali jej serce.
Odpięła pas i uchyliła drzwi. Gęsty pył wisiał w powietrzu tak gęsto, że przez chwilę prawie niczego nie było widać, ale w końcu dostrzegła skalę zdarzenia. Tunel zawalił się w kilku miejscach. A przed nimi, częściowo przygnieciony przez beton i fragmenty konstrukcji, stał wrak miejskiego autobus. Odwróciła głowę i spojrzała za siebie. Z tyłu wcale nie było lepiej. Samochody stały zderzak w zderzak, a zawalony fragment konstrukcji blokował drogę. Z obu stron utworzył się gigantyczny korek. Ludzie wysiadali z samochodów i biegali w popłochu jak opętani, próbując znaleźć jakiekolwiek przejście. Kilka osób próbowało cofać, ale nie było gdzie. Nawet gdyby udało się zrobić miejsce, przejazd i tak był zablokowany, karetki i wozy strażackie nie będą miały jak przejechać.

lekka kraksa, można by rzec

i crashed my car into the bridge

: pn sie 17, 2026 4:24 pm
autor: April Finch
53
Bycie podwożoną z pracy było oczywiście bardzo miłe. To nic, że powtarzała narzeczonej kilkukrotnie, że naprawdę nie musi tego robić, kiedy jest po pracy. April była wymagająca, ale przecież nie aż tak. Zdawała sobie sprawę, jak trudna była praca jej ukochanej i jak wiele pokładów energii od niej wymagała. Po trudniejszych zmianach miała być prawo totalnie nie do życia i myśleć wyłącznie o tym, żeby odetchnąć. Była obciążona zarówno psychicznie, jak i fizycznie, z czym z kolei Finch nie miała problemów w swojej pracy. To nie tka, że nigdy nie wracała z biura zmęczona, bo bez przesady, jej robota też potrafiła być wymagająca, ale porównywanie tych dwóch kwestii było kompletnie bez sensu. Nie widziała więc problemu, by docierać do domu samodzielnie, szczególnie, że to nie było przecież na drugim końcu miasta. Martwiła się, że ukochana się dla niej nadwyręża, próbując jej udowodnić, że jest najlepszą kobietą na świecie, a przecież April miała ją za taką nawet bez tych wszystkich akcji. Zdawała sobie też sprawę, że w takich kwestiach nie jest w stanie zmienić jej podejścia i musi po prostu z uwagą przyglądać się, czy Darling faktycznie nie zaczyna drenować się z energii, a wtedy ewentualnie zmusić ją do odpoczynku nawet siłą.
Rozejrzała się niepewnie, gdy narzeczona wspomniała o jakimś idiocie. Zawsze jest dobrze poobgadywać razem czyjeś błędne decyzje, kiedy samemu ma się wrażenie, że robi się wszystko jak najlepiej. Westchnęła krótko pod nosem, obserwując poczynania rowerzysty. W sumie powinna być pod wrażeniem odwagi, że chciało mu się jeździć rowerem po tak dużym mieście. Finch wolała tego unikać, bo nie ufała kierowcom. Większość jeździła jak kretyni, a rower w starcu z autem nie miał przecież żadnych szans – nie mówiąc już o samym rowerzyście.
— No zjebany jakiś jest, zdecydowanie — przyznała od razu narzeczonej rację, żeby poczuła się wspierana w swoim bezczelnym ocenianiu obcych ludzi. W towarzystwie takie rzeczy zawsze robiło się przyjemniej. Nie protestowała w kwestii grzebania przy radiu, bo przecież gust muzyczny miały całkiem podobny. Mogła zasugerować, że będzie prościej, jak któraś z nich po prostu sięgnie po telefon i podłączy się do Spotify, ale najwyraźniej strażaczka czuła potrzebę bycia informowaną przez spikera o aktualnościach ze świata, to przecież nie będzie jej tego odbierać. Była pod wrażeniem, że udało im się usłyszeć w radiu cokolwiek poza wiadomościami i reklamami, bo była święcie przekonana, że radia już dawno odeszły od muzyki.
Sięgnęła jednak po telefon, bo dostała jakieś powiadomienie. Wiadomość z pracy. Weszła w aplikację komunikatora i zaczęła przeglądać, co się tam takiego wydarzyło, odkąd wyszła z biura. Na szczęście nic nie płonęło, nikt nie umierał, wszystko było we względnym porządku. Skupiła się jednak na moment na telefonie, a nie na drodze, więc z początku niespecjalnie wiedziała, co się wyprawia. Na pierwszy trzask nie zwróciła większej uwagi, uznając, że to zdecydowanie ich nie dotyczy i szkoda jej czasu. Dopiero drugi huk i reakcja narzeczonej okazały się alarmujące. Podniosła wzrok znad telefon i rozejrzała się wokół uważnie.
Krzyknęła przestraszona, widząc upadający fragment sufitu. Zasłoniła usta dłonią, nie chcąc się dalej wydzierać, bo to przecież jakiś skrajny kretynizm. Trzeba było zachować spokój i się odnaleźć w sytuacji, a nie zaczynać od paniki.
— Wszystko dobrze. Tobie nic nie jest? — Złapała narzeczoną za rękę i spojrzała na nią uważnie. Wolała to ocenić samodzielnie, bo domyślała się, że Darling uznałaby, że wszystko jest w porządku nawet, gdyby wystawał jej z głowy metalowy pręt. Na szczęście nie wystawał. Sytuacja i tak nie była kolorowa. W sumie to była wyjątkowo chujowa. Finch skorzystała z telefonu, który i tak trzymała w ręce i spróbowała zadzwonić po pomoc, ale z zasięgiem nie było za dobrze.
— Teddy. Widzę, że masz już w głowie piętnaście planów. Co ty chcesz zrobić, co? — zapytała, próbując połączyć się z numerem alarmowym raz jeszcze. Wcale nie miała ochoty oglądać teraz narzeczonej w trybie strażackim.

jebło, to jebło

i crashed my car into the bridge

: pn sie 17, 2026 5:18 pm
autor: teddy darling
Nie musiała nikomu niczego udowadniać. Teddy po prostu była najlepszą kobietą na świecie, a robienie dla April miłych rzeczy, jak odebranie jej z pracy czy przyniesienie bukietu ciętych kwiatów, w żaden sposób nie przekładało się na zmęczenie, które już dawno zdążyło w nią wrosnąć. Zdarzało się, że skrajne wyczerpanie brało górę i wtedy potrafiła zasnąć wszędzie i w każdej pozycji. Jett kiedyś nawet uwiecznił na zdjęciu, jak po zmianie przysnęła na stojąco, opierając się ramieniem o framugę drzwi. Jej organizm w dużej mierze zdążył się jednak do tego przyzwyczaić. Gdyby było inaczej, po każdym dyżurze nie robiłaby niczego poza spaniem, a przecież nie mogła pozwolić, żeby April odczuła brak atencji. Jeszcze jej się znudzi i porzuci ją dla... kogoś tam.
Czasami przychodziło jej też być bohaterką, bo tak postrzegały ją ofiary różnych wypadków, którym ratowała życie. Nigdy jednak nie przypuszczała, że przyjdzie jej uczestniczyć w jednym z takich zdarzeń w drodze do domu. Zdecydowanie wolałaby obgadywać z Finch debili na rowerach i pieszych, którzy chodzili po ulicy jak święte krowy. Darling nigdy nie potrafiła zrozumieć, jak to jest, że obowiązujący pojazdy ruch prawostronny nie dotyczy pieszych. Przełażą przez te pasy, jak chcą, taranują się wzajemnie i zachodzą sobie drogę. Nic, tylko takich rozjechać, to może nauczyłby się jeden z drugim. Dobrze, że żaden taki nie kręcił się w tunelu. Chyba. Ale czy jacyś ludzie chodzili nad nim? Teddy nie potrafiła sobie przypomnieć, czy zawalona konstrukcja miała jakąś kładkę, czy wyżej znajdowały się tylko tory, po których akurat nie przejeżdżał żaden pociąg. Zresztą teraz nie miało to większego znaczenia. Cokolwiek znajdowało się nad tunelem, nie mogła tam teraz nawet spojrzeć, bo jedyne, co widziała, to autobus przysypany stertą gruzu.
Spokojnie, nic mi nie jest — zapewniła od razu narzeczoną, ujmując jej twarz w obie dłonie. Przyjrzała jej się z każdej strony, jakby na siłę szukała jakichś obrażeń, ale przecież w porę udało jej się zatrzymać samochód i nawet nie zderzyły się z żadnym innym autem. Z tyłu też jakimś cudem nic w nie nie przywaliło. Gość w srebrnym Mercedesie chyba chodził razem Teddy do jakiejś Wyższej Szkoły Refleksu.
Wypuściła powietrze przez nos i przymknęła na moment oczy. Zwykle wiedziała, co robić w takich sytuacjach. Ale wtedy miała na sobie pełne umundurowanie i ciężki sprzęt, który pomagała rozcinać blachy. Nożyce, rozpieracze, siłowniki, wyważarki. Teraz w bagażniku miała jedynie lewarek, trójkąt ostrzegawczy i zapasowe. I apteczkę, która nijak nadawała się do opatrywania większych urazów.
Muszę przedostać się na sam przód — zadecydowała w końcu, uchylając drzwi. — Trzeba sprawdzić, w jakim stanie są ranni i jakoś im pomóc — pokiwała głową, chcąc tym sposobem dodać sobie otuchy. — Zostań tutaj, dobrze? Spróbuj skontaktować się z Donovanem. Może odczyta wiadomość. Będzie wiedział, co robić. Przekaż mu, żeby wziął mój mundur i hełm. Możesz podpytać pasażerów z samochodów obok, czy nie niczego im nie potrzeba — wydała ukochanej serię kilku krótkich i zrozumiałych poleceń. W takich sytuacjach to było najważniejsze. Później przydzieli zadania innym ludziom, co pozwoli wyeliminować efekt widza i zapobiegało dublowaniu działań.

cały czas tłukło, ale to tak tłukło

i crashed my car into the bridge

: pn sie 17, 2026 6:22 pm
autor: April Finch
Mogła się założyć, że nikt z osób, które znajdowały się teraz w potrzasku, nie zakładał, że ich dzień akurat tak się potoczy. Spora część z nich pewnie też wracała właśnie z pracy albo szkoły i liczyła na porządny odpoczynek. Część pewnie nie mogła się doczekać, aż porozmawia z bliskimi albo por prostu aż wszyscy się od nich odpierdolą. Słowem – każdy miał jakieś plan i na pewno żaden z nich nie obejmował tego, co się właśnie działo. April jakoś nie zakładała nigdy, że mogłaby się znaleźć w takiej sytuacji. Przez to, że dla Teddy takie rzeczy były jak chleb powszedni, to jakoś nie połączyła faktu, że ci równie dobrze mogłaby być tymi wszystkimi losowymi osobami, którym przytrafiały się te wszystkie okropne rzeczy. Przecież ci nieszczęśnicy nie spadali z nieba wyłącznie na czas wypadku. Znaczy niektórzy spadali, ale to też jakaś forma wypadków i raczej też mieli swoje zycia, zanim do tego wszystkiego doszło.
Czuła rosnący stres. To raczej normalne w takich sytuacjach. Kto by się nie zestresował? Nikt nie był przygotowany na takie zaskoczenia, nawet strażacy. Wszystko to na nie spadło, gdy Teddy była po zmianie. Czy ona miała jakąś dodatkową grawitację, która przyciągała do niej sufity? Co rusz w jej okolicach zawalały się ściany. April mogła przyznać, że kobieta zatrząsła jej światem w posadach, ale bez przesady. Musiała to robić dosłownie? To miała być tylko taka romantyczna metafora. Te wszystkie rzeczy nie musiały im się przytrafiać. Miały przecież korzystac z życia, a jak niby z niego skorzystają, jeżeli je w tym momencie stracą? No dobra, nie było tak źle. Miały dużo szczęścia. Nic nie spadło im bezpośrednio na łby. Po prostu były w niebezpiecznej sytuacji, ale na pewno jest z niej jakieś wyjście, którego jeszcze nie dostrzegały.
Słuchała uważnie poleceń narzeczonej, choć w środku już się w niej gotowało. W ogóle nie podobał jej się ten cały plan. Pozornie brzmiał może rozsądnie, ale jego podstawowe założenie było po prostu do dupy. Nie pasował jej pomysł rozstawania się w tej sytuacji. Teddy przecież nie była obecnie na służbie. Nie miała ze sobą żadnego osprzętowania. To nawet nie była sytuacja, w której miała jakikolwiek obowiązek pomóc. Finch nie była jednak aż tak naiwna. Wiedziała, że nie uda jej się wybić tego z głowy narzeczonej, więc nawet nie próbowała. Po prostu nie chciała jej z tym wszystkim zostawiać samą. Nie czuła się od niej mądrzejsza w tej sytuacji, ale wiedziała, że Teddy lubiła porywać się z motyką na słońce, a teraz nie miały nawet motyki. Może dzięki obecności April nieco ją przystopuje i ułatwi zachowanie zdrowego rozsądku? Nie chciała, żeby zgrywała bohaterkę, zanim nie pojawią się ludzie, którzy będą do tego odpowiednio przygotowani.
— Nie będę nigdzie zostawać, to po pierwsze. Jeżeli chcesz najpierw zaopiekować się ludźmi obok, to zrobimy to razem, a jak nie, to idziemy do przodu. Próbuję się połączyć z alarmowym, ale niespecjalnie mi to wychodzi. Ale to na pewno jest już ogarnięte przez ludzi spoza tunelem. Napiszę do niego, że tu jesteśmy, może zasięg się gdzieś złapie i to się wyśle. — Wklepała kilka krótkich słów w telefon, informując Donovana, że są w tym wypadku, że nic im nie jest i pewnie znajdą się w międzyczasie. Rozejrzała się uważnie dookoła, zanim otworzyła drzwi i wysiadła z samochodu. Ludzie się rozpierzchali, niespecjalnie wiedząc, co mają ze sobą zrobić. Część wolała zostać w samochodach, wiele osób usilnie próbowało się dokądś dodzwonić i chyba szło im równie beznadziejnie, jak samej April. Zmrużyła oczy, starając się dostrzec więcej szczegółów na przodzie, ale niestety z tej perspektywy nie było na to szans.

w dzisiejszym odcinku Greys Anatomy...

i crashed my car into the bridge

: pn sie 17, 2026 6:55 pm
autor: teddy darling
Była zestresowana, ale tylko dlatego, że razem z nią była April. Co prawda nic jej się nie stało, ale mogło, a tego Teddy by sobie nie wybaczyła. Sama mogła skakać prosto w płomienie, ale narzeczoną chciała uchronić od wszelkiego zła. Oczywiście nikt nie zdołał przewidzieć, że tunel mógł się zawalić, nawet władze miasta, które akurat powinny zainteresować się tematem i regularnie sprawdzać, czy konstrukcja na pewno jest stabilna, ale z drugiej strony Darling nie powinna się dziwić, że coś takiego przytrafiło się właśnie niej. Pomimo tego, że na co dzień kipiała entuzjazmem, to miała też strasznego pecha. Ale też towarzyszył jej niebywały wart. Trochę takie szczęście w nieszczęściu. Nic, tylko czekać, aż któregoś pięknego dnia loft też im się zawali na łby.
Ściągnęła brwi i spojrzała na Finch, która nie wydała się zadowolona jej planem działania. Naprawdę mogły się na chwilę rozstać. To nie był horror. No dobra, trochę był, ale one nawet nie były czarne, więc nie zginą jako pierwsze. Teddy chciała tylko sprawdzić, jak wygląda sytuacja w autokarze i czy nie zdoła wyciągnąć kogoś sama, zanim przybędzie pomoc. Nie była na służbie, ale to był jej obowiązek. Złożyła oficjalne ślubowanie, w którym wprost zobowiązywała się do ratowania ludzkiego życia, nawet z narażeniem własnego. Strażakiem się jest, a nie bywa. To, że nie miała na sobie munduru, nie oznaczało, że nagle będzie grzecznie siedzieć i czekać, aż zjawią się specjalne służby.
Nie dyskutuj ze mną, April — powiedziała twardo. Dokładni w taki sam sposób, jak zwracał się do niej Blaze, a Darling i tak nic sobie z tego nie robiła, heh. O ile strażaczka nie była na co dzień stanowcza, to teraz Finch mogła ujrzeć ją w zupełnie innej osłonie. — Wolałabym, żebyś tutaj została i sprawdziła, czy nikt w pobliżu nie potrzebuje pilnej pomocy — powtórzyła swoje wcześniejsze słowa. I jeśli będzie trzeba, będzie powtarzać je jak mantrę.
W przeciwieństwie do narzeczonej, Teddy była przeszkolona. Dokładnie wiedziała, jak poruszać się w takich miejscach i jak zapanować nad spanikowanym tłumem. Może nie miała na sobie munduru, ale wystarczy, że ludzie usłyszą, że jest strażaczką, a poczują się o wiele spokojniej. To zawsze działało. Dawało jakąś pewność, że obok jest ktoś, kto zna się na rzeczy. Jeszcze raz spojrzała na April, chcąc dać jej samymi oczami do zrozumienia, że pójście tam razem, to nie jest dobry pomysł. Szybko zdała sobie sprawę, że tylko traci czas, a Finch potrafi być wyjątkowo uparta.
Dobra, chodź — obeszła samochód i złapała ją za rękę. — Przejdziemy od razu do przodu. Tutaj dadzą sobie radę — ruchem głowy wskazała na mężczyznę, który podawał butelkę wody. Inny facet pocieszał nastolatkę, która siedziała w czerwonym Oplu. — Trzymaj się blisko i nie puszczaj mojej dłoni, dopóki nie dotrzemy do autobusu — poleciła, mijając jakiegoś gościa, który właśnie chciał odpalić papierosa. Darling przystanęła i wtrąciła mu peta spomiędzy palców. — Nawet nie próbuj. Czuć paliwo, nie chcemy żadnej iskry — zastrzegła, na co typ uniósł łapy w obronnym geście. Kretynów to jednak nie brakowało! Jeszcze tego było im trzeba, żeby wypierdoliło wszystkich w kosmos.
Przecisnęły się przez tłum, a kiedy napotkały na drodze stojące w poprzek samochody, które obróciło podczas hamowania, Teddy pomogła narzeczonej wspiąć się na jeden z nich i sama wskoczyła na maskę. Stąd dobitniej było widać skalę zniszczeń. Niektórzy pasażerowie autobusu wygrzebali się z pojazdu o własnych siłach, ale czekała je jeszcze długa przeprawa, żeby do nich dotrzeć.

to piękny dzień, aby ratować życie

i crashed my car into the bridge

: pn sie 17, 2026 8:54 pm
autor: April Finch
Domyślała się, że jej bunt spotka się z podobnym buntem ze strony Teddy. Zaczęłaby się poważnie martwić, gdyby narzeczona od razu przyklasnęła na jej pomysł, wzięła ją pod pachę i ruszyła w paszczę niebezpieczeństwa. Nie miała zamiaru jednak po prostu się poddać. Pomysł rozdzielenia się był najgorszym, na jaki tylko mogły wpaść. April chyba oszalałaby ze stresu, gdyby straciła ją z oczu na długo w takiej sytuacji. Kiedy była w pracy, działało to jednak trochę inaczej. Finch nie wiedziała, co się w danym momencie działo i była w stanie jakkolwiek się od tego odciąć. Starała się unikać oglądania miejscowych wiadomości, gdy tylko jej narzeczona była na dyżurze, żeby sobie nie dokładać, bo nie byłaby w stanie się na niczym skupić już nigdy. Ta sytuacja była jednak bardziej niż wyjątkowa. Nie dość, że dokładnie wiedziała, co się działo z narzeczoną, to jeszcze sama w tym wszystkim uczestniczyła. Siłą rzeczy powinna stresować się też o siebie, bo przecież to po prostu stresująca sytuacja. Od tego całego stresu na pewno schudnie, posiwieje i generalnie będzie miała przejebane.
— Och, daruj sobie. — Machnęła ręką, chcąc ukrócić tę bezsensowną dyskusję. Nie miała zamiaru odpuszczać. Pójdą razem albo nie pójdzie żadna. Miała zamiar tego dopilnować, choćby nie wiem co. W tej kwestii jej na pewno nie odpuści. Była gotowa udowadniać swoją ogromną upartość tak długo, jak będzie to konieczne. Miała też ochotę warknąć na nią, że nie powinna jej rozkazywać, bo Finch zdecydowanie nie jeest jej podwładną, ale sobie darowała. Wiedziała, że powinna słuchać jej poleceń, bo to Teddy była tutaj tą o niebo mądrzejszą. I naprawdę była gotowa się dostosować, jeżeli tylko polecenia nie będą jakieś wyjątkowo kretyńskie jak to, żeby została w samochodzie. Nie była aż taka głupia, na jaką wyglądała. Nie chciała się mądrzyć i pokazywać, że wie lepiej, bo zdecydowanie nie wiedziała. To w pełni była działka jej narzeczonej i miała zamiar po prostu jej pomagać albo chociaż nie przeszkadzać.
— W porządku — zgodziła się, łapiąc ją za rękę. Zastanawiała się, czy powinna zwrócić jej uwagę, że raczej nie była w stanie trzymać się daleko, jeżeli będzie trzymać ją za dłoń, ale jednak sobie darowała. Żarty w tym momencie raczej nie były im do niego potrzebne. Należało zachować spokój. I zdrowy rozsądek. Pokiwała z zażenowaniem głową, przyglądając się facetowi od papierosa, by zrobiło mu się bardzo głupio. W rzeczywistości jednak go rozumiała. Gdyby była tu sama i stała w nerwach, pewnie też wpadłaby na jakiś durny pomysł, a przecież papieros ten stres powinien w jakiś sposób ukoić. Na szczęście chwilowo nic nie wybuchło, a przynajmniej nie bardziej niż do tej pory, a facet odłożył palenie na później. A może w nerwach rzuci je całkowicie? Nigdy nie wiadomo, ale może strażaczka uratowała właśnie dodatkowe życie.
— O wow — mruknęła, obserwując obecną skalę zniszczeń. Zdecydowanie nie wyglądało to dobrze. Serce zabiło jej mocniej ze strachu. Nigdy czegoś takiego nie widziała z tak bliska, nigdy poza serialem. Przełknęła głośno ślinę, starając się uspokoić. Najważniejsze, by nie zacząć teraz panikować, bo tylko narobi dodatkowego kłopotu. Na nerwy przyjdzie czas później.
— No dobra, to chodźmy do nich, przecież teraz nie zwrócimy. Trzeba ich podzielić na jakoś bardziej i mniej potrzebujących? Znaczy w sumie nie wiem, tak robią w serialach, ale... ty mów. — Zatrzymała się, zanim zdążyła się porządnie rozkręcić. Jej serialowa wiedza nie przyda się teraz absolutnie do niczego. Zgodnie z założeniami była gotowa wykonywać polecenia narzeczonej, póki będzie angażowała ją w pomoc. Czuła coraz większy zew wspierania tych wszystkich biedaków, bo przecież każdy z nich był teraz ważniejszy niż jej nerwy i nieporadność.

you are my person

i crashed my car into the bridge

: pn sie 17, 2026 10:07 pm
autor: teddy darling
Nie słuchała się jej na co dzień, to powinna chociaż dzisiaj. To była naprawdę wyjątkowa sytuacja i Teddy nie robiła tego dla własnego widzimisię. April chyba wciąż nie do końca zdawała sobie sprawę z zagrożenia ani z tego, co zobaczą, kiedy dotrą do autobusu. Darling robiła to dla jej bezpieczeństwa i psychiki, choć jednocześnie doskonale wiedziała, że narzeczona i tak nie odpuści. Nie pozostawało jej więc nic innego, jak pociągnąć ją za sobą. Chociaż tyle dobrego, że do przodu, a nie na dno. Jeśli zrobi się naprawdę poważnie, będzie musiała odesłać ją z powrotem do samochodu, nawet jeśli Finch zacznie się z nią wykłócać na środku tunelu, pośród tych wszystkich ludzi. To nie był żaden serial. Zresztą właśnie dlatego Darling nie oglądała filmów katastroficznych. Po co miała się stresować fikcją, skoro w pracy dostawała takie atrakcje na żywo?
Westchnęła ciężko, ale zaraz wyprostowała się i kiwnęła głową, dając April do zrozumienia, że muszą iść dalej. Nie zamierzała się wycofywać, chociaż najchętniej zawróciłaby ją do Toyoty. Zeskoczyła z maski samochodu prosto na rozkruszone szkło i pomogła narzeczonej dołączyć do siebie.
Uważaj — poleciła, kiedy przeciskały się między kolejnymi autami. — Patrz, gdzie stawiasz nogi — dodała, bo wszędzie poniewierały się jakieś pourywane elementy karoserii, potłuczone fragmenty szyb i bóg wie co jeszcze. — Zrobimy triage i rozdzielimy ich na tych, którzy potrzebują natychmiastowej pomocy, tych, którzy mogą jeszcze poczekać i tych... — urwała, zaciskając usta w wąską linię. Czy April w ogóle zdawała sobie sprawę, że będą musiały zostawić ludzi, którym nie dało się już pomóc, nawet jeśli ci wciąż będą żywi?
Zatrzymała się i spojrzała na narzeczoną. Zrobiła krok w jej stronę i ujęła ją pod brodę, zmuszając do spojrzenia sobie prosto w oczy.
Posłuchaj mnie teraz, dobrze? — poprosiła, przesuwając kciukiem po jej policzku. — Nie będziemy mogły pomóc wszystkim. Jeśli ktoś nie oddycha albo ma obrażenia, których nie jesteśmy w stanie opanować na miejscu, nie możemy tracić na niego czasu. Nawet jeśli będzie przytomny i będzie błagał, żeby go stamtąd wyciągnąć. Masz stosować się do moich poleceń. Możesz to dla mnie zrobić? — zapytała, mając nadzieję, że tym razem nie spotka się z żadnym większym protestem.
Teddy wcale nie próbowała udowodnić, że to ona tutaj rządzi. Po prostu wiedziała, co robić. Potrafiła krok po kroku ocenić poszkodowanych i ustalić, kto potrzebuje pomocy w pierwszej kolejności. Problem w tym, że zasoby, którymi dysponowały, były żałośnie małe. Podejrzewała, że część kierowców miała w samochodach apteczki z podstawowym wyposażeniem, ale plasterki z Kubusiem Puchatkiem i kilka chust opatrunkowych raczej nie zrobią tutaj wielkiej różnicy.
Chciała, żeby April była dzielna. Żeby nie przestraszyła się zakrwawionych ciał, płaczu i skrzypiącego pod butami metalu. Skoro sama zdecydowała się podążać za strażaczką, musiała zrozumieć, że wszystko, co za chwilę zobaczy, może być naprawdę makabryczne. A Teddy nie chciała, żeby ten widok został jej w głowie na zawsze.
Proszę się stąd odsunąć, tutaj nie jest bezpiecznie — poinformowała jasnowłosa kobieta po czterdziestce. — Jestem lekarzem i próbuję dotrzeć do poszkodowanych. Jeśli nie zamierzają panie pomóc...
Zamierzamy — wtrąciła natychmiast Darling. — Jestem strażaczką ze 132 jednostki — kiwnęła głową, zwarta i gotowa do działania.
Świetnie. Przejdźmy z tamtej strony. Autobus złamał się w pół — powiedziała i dopiero teraz Teddy dostrzegła, w jakim stanie był pojazd. Faktycznie złamał się na dwie części. Jak jebana zapałka.

pick me. choose me. love me

i crashed my car into the bridge

: wt sie 18, 2026 9:47 am
autor: April Finch
Z uwagą patrzyła pod nogi, nie chcąc wpakować się w coś, czym mogłaby się poranić. Miała być przecież wsparciem. Nie miała profesjonalnego szkolenia i nie była kimś, kto jedną ręką podnosi samochody, ale przecież da radę wykonywać podstawowe polecenia, dając Teddy więcej możliwości do działania, które wymagało faktycznych umiejętności. Naprawdę nie chciała zrobić sobie krzywdy i stać się nagle problemem, o który trzeba się martwić.
— A... no tak. Dobrze. — Zgodziła się, odwracając wzrok w stronę, w którą musiały iść. Wcześniej w ogóle nie przyszło jej do głowy, że w takim wypadku na pewno trafią się bardziej poważne przypadki niż takie z drobnymi obrażeniami. Nie zastanawiała się nawet nad ludźmi potrzebującymi nagłej i bardzo profesjonalnej pomocy medycznej, a co dopiero nad takimi, którzy mogli sytuacji nie przeżyć. Żołądek ścisnął jej się z nerwów, ale nie chciała się teraz wycofywać. Da sobie przecież radę. Po prostu nie będzie się pakować w epicentrum tej masakry, tylko zostanie dodatkową pomocą przyboczną. Tak będzie dobrze.
Słuchała uważnie wyjaśnień narzeczonej. Nie miała zamiaru jej przerywać. Wszystko, co mówiła, było przecież istotne. Od tego wszystkiego wnętrzności ścisnęły jej się jeszcze bardziej. Miała wrażenie, że wszystkie znalazły się teraz w jednym miejscu i próbowały stworzyć jakiś dziwaczny supeł, którego na bank nie da rady potem rozwiązać. W tej kwestii nie było powodów, żeby miała się sprzeciwiać. Teddy nie próbowała przecież zrobić z niej niezdolnej do działania kretynki. Chodziło wyłącznie o próbę przygotowania na to, co je potem czeka. A zdecydowanie nie czekało ich nic przyjemnego. Finch pokiwała powoli głową, chcąc pokazać, że wszystko do niej dotarło.
— Mogę to zrobić. Postaram się to zrobić. — Nie była pewna, która z tych wersji okaże się bardziej prawdziwa, ale wolała zastrzec, że tliła się w niej jakaś niepewność. To nic, że Darling na pewno doskonale zdawała sobie z tego sprawę. April nie była przecież robotem. Przeciwnie. Uczucia bardzo często przejmowały stery nad wszystkim innym w jej organizmie. Wiedziała jednak, że dzisiaj była wyjątkowa okazja i totalnie nie może do czegoś takiego dopuścić. Jak to zrobi? Nie miała jeszcze pomysłu. Będzie działać spontanicznie. Pomyślała, że może dobrym pomysłem będzie wmówienie sobie, że to wszystko było grą? Że jest tylko postacią i rozgrywa właśnie kolejną sesję rpg? Wszystkie wydarzenia powinny stać się nieco mniej namacalne, a postaci wokół bardziej bezosobowe. To powinno pomóc jej się skupić, prawda? Nie miała żadnego lepszego pomysłu na szybsze przystosowanie się do sytuacji.
Spojrzała na kobietę, która się do nich odezwała i od razu poczuła się nieco lepiej. Spotkanie lekarki w takiej sytuacji było niemalże perfekcyjne. Nadal to była tylko jedna osoba, a Teddy nadal była tylko jedną strażaczką, ale to nic. Wystarczy, żeby wytrzymały jakoś do przyjazdu służb z pełnym osprzętowaniem, a co trzy głowy, to na bank nie jedna, prawda? Prawda. Entuzjazm, który na moment się w niej odrodził, szybko zniknął, gdy kobieta wspomniała o autobusie. Spojrzała w jego stronę i zamrugała niepewnie. Wyglądało to wszystko naprawdę absurdalnie. To akurat bardzo dobrze. Umysł Finch nie był w stanie tego aż tak szybko przetworzyć. Uznał to za fragment gry, bo przecież niemożliwe, że takie gówno może odjebać się w rzeczywistości, prawda? Prawda. Nie będzie wyprowadzać samej z siebie z błędu.
— Świetnie. Chodźmy. Może bliżej zgarniemy jeszcze jakiegoś policjanta. — Uśmiechnęła się blado, próbując jakkolwiek oprzeć się na prostym żarcie, żeby się jednak nie porzygać. Skinęła głową w stronę autobusu i ruszyła za dwiema profesjonalistkami, które na pewno czuły się teraz dużo bardziej na miejscu niż ona.

997 ten numer to kłopoty

i crashed my car into the bridge

: wt sie 18, 2026 10:28 am
autor: teddy darling
Chciała ją przygotować na to, co zastaną. Jak? Jakkolwiek. Nie było sposobu, żeby zrobić to dobrze. Nie istniały słowa, które mogłyby przygotować człowieka na widok zmasakrowanych ciał i rannych wołających o pomoc. Nie było to coś, do czego można było przywyknąć za pierwszym razem. Właściwie chyba nie dało się przyzwyczaić do tego w ogóle. Trzeba by było być kompletnie bezdusznym, żeby po którymś razie przestało to robić wrażenie. Teddy nigdy nie oswoiła się z tym do końca. Nauczyła się jednak funkcjonować w takich sytuacjach. Przeszła niezliczone szkolenia i spotkania z terapeutą, z którym przebyła długą drogę, zanim nauczyła się oddzielać to, co widziała na miejscu zdarzenia, od tego, co zabierała później ze sobą do domu. I nie tylko ona. Wszyscy strażacy z jednostki przechodzili podobny schemat. Musieli być przygotowani na to, że czasami przyjadą jako pierwsi, jeszcze przed karetkami i policją. To oni wchodzili w epicentrum zdarzenia. Rozcinali pogniecione blachy, żeby dostać się do zakleszczonych poszkodowanych i udzielali pierwszej pomocy, zanim na miejscu pojawiły się zespoły medyczne. Z tego zakresu również byli przeszkoleni, ale ich możliwości miały swoje granice. Nie mieli wyposażenia porównywalnego z tym, które znajdowało się w ambulansach, a przede wszystkim nie mogli po prostu sięgnąć do torby i podać komuś leku, który mógłby chwilowo uśmierzyć ból. Dlatego teraz Darling zawsze najbardziej bała się nie tego, co zobaczy, ale tego, czego nie będzie mogła zrobić.
Poradzisz sobie — zwróciła się pokrzepiająco do narzeczonej i wyciągnęła rękę, żeby czule pogładzić ją po policzku. Bardzo chciała dać jej jak najwięcej wsparcia, skoro już uparła się, że pójdą tam razem. Strasznie było to durne, ale skoro miała przy sobie dodatkową parę rąk, trzeba było z nich korzystać.
Szansa, że oprócz lekarki gdzieś w zawalonym tunelu znajdował się jakiś funkcjonariusz policji, była niezerowa. No chyba że sam siedział w autobusie i był w stanie krytycznym - wtedy raczej niewiele by im pomógł. Teddy przepuściła kobietę przodem, a sama chwyciła April za dłoń i pociągnęła ją za sobą.
W jedną część autobusu wbiła się osobówka. Siła uderzenia złączyła oba pojazdy ze sobą, a przód samochodu praktycznie zniknął. Głowa mężczyzny oparta o kierownicę i szeroko otwarte oczy jasno dawały do zrozumienia, że jego nie zdołają już uratować.
Wejdę pierwsza — oznajmiła, kiedy znalazły się przy miejscu, w którym konstrukcja została rozerwana. Nie czekała na odpowiedź. Nie miała czasu na zbędne dyskusje. Złapała za krawędzie powstałego otworu i podciągnęła się, aż w końcu wpadła do środka. Nie miała nawet chwili na dokładne rozejrzenie się, ale to, co zdążyła zobaczyć, w zupełności wystarczyło, żeby uznać to za istną masakrę. Ludzie leżeli między siedzeniami, część z nich próbowała się poruszać, inni krzyczeli albo wołali o pomoc. W powietrzu unosił się pył, a zapach krwi mieszał się z wonią spalonego metalu i paliwa.
Pomogła narzeczonej i lekarce wspiąć się do autobusu, a potem od razu przyklękła przy leżącej pod siedzeniem kobiecie. Przyłożyła dwa palce do jej szyi, szukając pulsu. Nic. Zerknęła na Finch, ale nic nie powiedziała. Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby przypomnieć jej, co przed chwilą ustaliły. Szukają żywych.
Teddy wyciągnęła telefon i włączyła latarkę. Strumień światła przesunął się po ciemniejszych zakamarkach autobusu, omiatając kolejne rzędy siedzeń. Wtedy coś drgnęło. Dłoń mężczyzny poruszyła się słabo wśród odłamków szkła.
Pomóżcie mi z tym siedzeniem — poprosiła strażaczka i sama natychmiast ruszyła we wskazanym kierunku. Fotel trzymał ciało jak w imadle. Nachyliła się i sprawdziła, czy mężczyzna oddycha. Oddychał. Wprawdzie płytko i nierówno, ale oddychał! Dopiero kiedy udało im się lekko unieść siedzenie, Teddy zobaczyła, co się stało. Mężczyzna miał amputowane obie nogi poniżej kolan. Zastygła na moment, po czym wymieniła krótkie spojrzenie z towarzyszącą im lekarką. Nie musiała pytać, obie doskonale wiedziały, co to oznaczało. Nie były w stanie go stąd wyciągnąć, a nawet gdyby im się udało, nie miały warunków, żeby zapewnić mu odpowiednią pomoc.
Musimy iść dalej. Ty przodem, April — powiedziała akurat w momencie, kiedy mężczyzna jęknął cicho. Przez sekundę Teddy miała wrażenie, że zrozumiał, co właśnie usłyszał. Jakby jego cichy jęk był odpowiedzią na jej słowa. Dopiero po chwili dotarło do niej, że to nie była żadna reakcja na ich decyzję. To był po prostu odgłos bólu i cierpienia.

a gdy ja byłem młody bez fraka, to zapisałem się na strażaka

i crashed my car into the bridge

: śr sie 19, 2026 10:58 am
autor: April Finch
Kiwnęła głową, zgadzając się, że jakoś sobie poradzi. Nadal nie była pewna, czy to się okaże prawdą. Chyba będzie musiało. Niespecjalnie miała teraz jakikolwiek wybór. Przecież nie mogła się nagle wycofać z tej sytuacji. To znaczy mogła, ale po co? Zaraz przecież i tak będzie na to wszystko za późno. Miała nadzieję, że po prostu nie sparaliżuje jej strach. To, że psychika może tego wszystkiego nie wytrzymać, to swoją drogą. Tak czy siak będzie miała po tym dniu jakiś uraz, którego się tak łatwo nie pozbędzie. Tego nie była w stanie uniknąć tak czy siak, więc najlepiej byłoby, gdyby udało jej się wyciągnąć z sytuacji jakieś korzyści i w jakiś sposób pomóc. Jakby wyłącznie ją straumatyzowało i dodatkowo stała się ciężarem dla ratujących sytuację kobiet, to byłoby skrajnie okropne. Czułaby się w takim wypadku bardzo źle, a naprawdę nie potrzebowała kolejnej rzeczy, której nie potrafiłaby sobie wybaczyć. W tej sytuacji nie mogło przecież chodzić o nią. To jakaś nowość w przypadku Finch, ale po prostu musiała za tym podążyć.
Nie próbowała się kłócić o to, kto powinien wejść pierwszym. Skoro Teddy uznała, że powinna zacząć, to tak najwyraźniej będzie najlepiej. Brzmiało to przecież sensownie. Oceni sytuację i pokaże lekarce, czym powinna się zająć, a potem wskaże April, przy czym w ogóle byłaby w stanie pomóc. Bez odpowiedniego przeszkolenia i twardej psychiki nie będzie przydatna pewnie w większości sytuacji, ale chciała wierzyć, że mimo wszystko będzie mogła służyć pomocną ręką. Albo rękami.
W ogóle nie podobało jej się wewnątrz autobusu. Starała się nie rozglądać na boki, żeby nie zauważyć zbyt wiele. Wpatrywała się w podłogę, licząc, że nie będzie musiała przejść nad żadnym martwym człowiekiem i jakoś to będzie. Nie oceni przecież żadnej ofiary w mądrzejszy sposób niż Teddy albo lekarka. Mogła tylko stosować się do ich poleceń, unikając bodźców, które mogłyby tylko napędzić jej stres. Żołądek i tak miała już totalnie ściśnięty i podsunięty gdzieś w okolice gardła. Porzyganie się w tej sytuacji też nie wchodziło w grę. Nie chciała przynosić sobie aż takiego wstydu albo przez przypadek zabrudzić kogoś, kto zdecydowanie na to nie zasłużył.
Wyjęła telefon i włączyła latarkę, kiedy jej narzeczona zrobiła to samo. Nadal nie była chętna do dokładnego analizowania każdego skrawka autobusu, ale zakładała, że takie dodatkowe oświetlenie może jednak pomóc. Była w stanie zaangażować się też w podnoszenie rzeczy, do tego przecież nie była za głupia. Złapała za wskazane siedzenie i napięła mięśnie, żeby podnieść je tak wysoko, jak potrzebowały tego strażaczka i lekarka. Nie zaglądała razem z nimi pod spód. Wpatrywała się w brudną szybę obok, czekając na decyzję, czy będą w jakiś sposób próbowały przesunąć siedzenie, ale takowa nie nadeszła. Trzeba było iść.
Ruszyła ostrożnie przed siebie, starając się trzymać nerwy na wodzy. Nie miała pojęcia, czego konkretnie szuka. Usłyszała smarknięcie i odruchowo obróciła się w jego stronę z latarką. Najpierw zauważyła jakąś kobietę, która mówiła coś cicho do podłogi. Szybko jednak zrozumiała, że nie była pierdolnięta, tylko wyjątkowo uważna. April przykucnęła i między siedzeniami zauważyła kulącą się dziewczynkę. Mała wyglądała jakby była w jednym kawałku, to już dużo. Jej matka została przyciśnięta przez jakieś siedzenie, ale skoro kontaktowała, to nie mogło być tak źle?
— Dziewczyny... — zwróciła się do lekarki i strażaczki, nie bardzo wiedząc, jakie powinna wydać polecenie. Cofnęła się o krok, chcąc zrobić im miejsce. Nie chciała samodzielnie oceniać, czy jest w stanie pomóc kobiecie albo jej córce, ale pozostawała w gotowości. Uśmiechnęła się delikatnie do dziecka, licząc, że utrzyma nerwy w ryzach.

is the bus still running?