O raju, to już prawie jesień!
: pn sie 17, 2026 5:17 pm
Och, Kanado! Każdego dnia zaskakujesz Sebastiana coraz bardziej. Odkąd nasz blondyn artystokrata pojawił się w mieście ale wcale nie rozpakował, bo jak cały czas powtarza Baltazarowi, zrobi to sam bo chce być zupełnie nowym człowiekiem i nie wysługiwać lokajem na każdym kroku, to każdego dnia o poranku wstaje, przeciąga się, idzie na balkon, bierze głęboki wdech i mówi.
-To dzisiaj, Balty! - oświadcza radośnie-Dzisiaj zaczyna się jesień! Czuję to w kościach, każdej cząstce mojego ciała? Czujesz ten chłodek? Tak, ja wiem, że jest upał, ale jednak jest tam taka nuta… nuta…. cynamonku! I pomarańczy. I świeczki, o raju, nie zapominajmy o świeczkach! To będzie nasz dziej, Baltazarze, pamiętaj!
-Być może Paniczu, póki co, zaproszenie! - chyba Sebastian stał się dosyć popularny w mieście, bo stosunkowo często dokładnie to stanowi odpowiedź na słowa jego panicza-przyjaciela.
Wtedy Sebastian bierze zwykle taką karteczkę, czyta to w wzdłuż i w szerz. I w końcu postanawia, czy gdzieś idzie, czy też woli oglądać Scooby Doo, zajadać się prażynkami i udawać, że go nie ma w domu.
Jednak gdy przeczytał, że w grę wchodza zawody jeździeckie, to on po prostu wiedział, że musi się tam pojawić. M-u-s-i. I co więcej, dzieje się to w miejscu, które na ulotce wygląda na takie… zalesione. No tak, trudno by zawody jeździeckie odbywały się w środku miasta. Oczywiście Baltazar zawiózł go na miejsce, a gdy ten już tam trafił, to aż sapnął z zachwytu. Jakże tutaj było piękne. Owszem, Toronto też było zacne, ale to jednak było miasto - asfalt kanadyjski wygląda tak samo jak brytyjski, francuski, a nawet ten w Nowym Jorku. Tymczaasem tutaj, tutaj czuł prawdziwą kanadę. I już sobie wyobrażał, jak to miejsce wygląda, gdy przychodzi jesień. Liście mieniąsię pomatańczą, czuć w powietrzu herbatkę. O raju, jak pięknie tutaj będzie wrócić jesienią!
-Balty, patrz! - chłopak wskazał gdzieś w oddali. Baltazar nawet gdyby nie był srogo po sześćdziesiątce, to i tak by tego nie zobacyzł-Żółty liść, zaczyna się, Balty, zaczyna!
-Oczywiście, Paniczu, oczywiście - potwierdził pośpiesznie łysy lokaj -To ja idę… szukać jesieni, a Pan tutaj paniczuje. Bo tak doskonale to Panu wychodzi, paniczu
Sebastian ruszył przed siebie, szedł sobie ścieżką ubitą i witał to tu, to tam, aż w końcu trafił na grupę osób, wśród których był @Damien . Uśmiechnął się do nich.
-Dzień dobry! - przywitał się z szerokim uśmiechem na twarzy-Ale Wy tutaj macie pięknie w tej Kanadzie, naprawdę! Tak przytulnie i chyba nawet strzelanin nie ma. - spojrzał na nich kolejno z odrobinę większą czujnością-Prawda?
-Pan Crawford, dobrze poznać. Jestem ordynatorem szpitala, a to moi koledzy.
Sebastian spojrzałna kaźdego kolejno, w tym na Damiena i uśmiechnął się szeroko. O raju, i oni tak po prostu sobie chodzą na takie wyścigi, oddychają takim świeżym powietrzem i zachowują tak, jakby to nie było nic dziwnego? Wspaniałe życie, naprawdę! No i wszystko wskazuje na to, że teraz jest to też życie Sebastiana.
Damien Blais
-To dzisiaj, Balty! - oświadcza radośnie-Dzisiaj zaczyna się jesień! Czuję to w kościach, każdej cząstce mojego ciała? Czujesz ten chłodek? Tak, ja wiem, że jest upał, ale jednak jest tam taka nuta… nuta…. cynamonku! I pomarańczy. I świeczki, o raju, nie zapominajmy o świeczkach! To będzie nasz dziej, Baltazarze, pamiętaj!
-Być może Paniczu, póki co, zaproszenie! - chyba Sebastian stał się dosyć popularny w mieście, bo stosunkowo często dokładnie to stanowi odpowiedź na słowa jego panicza-przyjaciela.
Wtedy Sebastian bierze zwykle taką karteczkę, czyta to w wzdłuż i w szerz. I w końcu postanawia, czy gdzieś idzie, czy też woli oglądać Scooby Doo, zajadać się prażynkami i udawać, że go nie ma w domu.
Jednak gdy przeczytał, że w grę wchodza zawody jeździeckie, to on po prostu wiedział, że musi się tam pojawić. M-u-s-i. I co więcej, dzieje się to w miejscu, które na ulotce wygląda na takie… zalesione. No tak, trudno by zawody jeździeckie odbywały się w środku miasta. Oczywiście Baltazar zawiózł go na miejsce, a gdy ten już tam trafił, to aż sapnął z zachwytu. Jakże tutaj było piękne. Owszem, Toronto też było zacne, ale to jednak było miasto - asfalt kanadyjski wygląda tak samo jak brytyjski, francuski, a nawet ten w Nowym Jorku. Tymczaasem tutaj, tutaj czuł prawdziwą kanadę. I już sobie wyobrażał, jak to miejsce wygląda, gdy przychodzi jesień. Liście mieniąsię pomatańczą, czuć w powietrzu herbatkę. O raju, jak pięknie tutaj będzie wrócić jesienią!
-Balty, patrz! - chłopak wskazał gdzieś w oddali. Baltazar nawet gdyby nie był srogo po sześćdziesiątce, to i tak by tego nie zobacyzł-Żółty liść, zaczyna się, Balty, zaczyna!
-Oczywiście, Paniczu, oczywiście - potwierdził pośpiesznie łysy lokaj -To ja idę… szukać jesieni, a Pan tutaj paniczuje. Bo tak doskonale to Panu wychodzi, paniczu
Sebastian ruszył przed siebie, szedł sobie ścieżką ubitą i witał to tu, to tam, aż w końcu trafił na grupę osób, wśród których był @Damien . Uśmiechnął się do nich.
-Dzień dobry! - przywitał się z szerokim uśmiechem na twarzy-Ale Wy tutaj macie pięknie w tej Kanadzie, naprawdę! Tak przytulnie i chyba nawet strzelanin nie ma. - spojrzał na nich kolejno z odrobinę większą czujnością-Prawda?
-Pan Crawford, dobrze poznać. Jestem ordynatorem szpitala, a to moi koledzy.
Sebastian spojrzałna kaźdego kolejno, w tym na Damiena i uśmiechnął się szeroko. O raju, i oni tak po prostu sobie chodzą na takie wyścigi, oddychają takim świeżym powietrzem i zachowują tak, jakby to nie było nic dziwnego? Wspaniałe życie, naprawdę! No i wszystko wskazuje na to, że teraz jest to też życie Sebastiana.
Damien Blais