the first night before the assignment
: pn sie 17, 2026 6:18 pm
Carmen wciąż była tylko młodą kobietą.
A więc lubiła od czasu do czasu, zapomnieć o swojej pracy, obowiązkach, wątpliwościach i obawach, żeby wyjść na miasto i zrzucić z siebie stres, związany z całym minionym tygodniem. Szczególnie, jeśli koleżanki, po raz kolejny rzucały w nią tymi niepodważalnymi argumentami: za dużo pracujesz, życie przeleci ci przez palce, robisz się tylko starsza, zacznij po prostu żyć. Wiedziała, że mają rację. Wiedziała też, że nie zdoła cofnąć czasu, który przeznaczyła na ciągłą, zawziętą pracę. W jej codzienności zwykle nie było czasu na relaks — szkoła językowa, restauracja lub bar stanowiły dziewięćdziesiąt procent jej normalności. Każda forma zarobienia dodatkowej kasy, była dla niej w porządku, ale wiązało się to też z tym, że doba stawała się nagle piekielnie krótka i brakowało jej chwili dla przyjaciół lub samej siebie. No, więc Torres zdecydowała, że musi przerwać ten ciąg pracoholizmu i w końcu wyluzować.
The Fifth Social Club był dla jej przyjaciółek strzałem w dziesiątkę, więc Carmel też nie miała zbyt wiele do powiedzenia na ten temat. Siedziała na jednej loży, otoczona paroma bliskimi koleżankami, z którymi najpewniej trzymała się od czasów studiów i szczerze mówiąc, naprawdę w końcu zdołała się porządnie odprężyć. Drink trzymany w jej dłoni i śmiechy, poprzedzające płytkie rozmowy, których brakowało jej na co dzień, przypominały jej chwile, gdy jeszcze nie miała tak wiele na głowie. Siedziała wtedy w Meksyku, nie musząc przejmować się dorosłym życiem; dopóki jej bracia nie stracili nad wszystkim kontroli, poświęcając niemal całą ich rodzinę dla swoich własnych biznesów. Bliźniacy znowu do niej wydzwaniali i robili to tak często, że Carmen z dziwnym bólem serce, zdecydowała się ich zablokować na każdej możliwej płaszczyźnie. Jako dzieci byli sobie bliscy, ale z czasem dostrzegła, że byli do tego stopnia zaślepieni kasą i ratowaniem własnego tyłka, że więzy krwi nie miały już dla nich znaczenia.
W końcu uwolniła się z rąk swoich koleżanek, żeby podejść do baru i zamówić sobie kolejnego drinka; była trochę pijana, ale nie było w tym nic dziwnego, bo nie piła zbyt często, przez co jej organizm mocno się od tego odzwyczaił. Musiała uspokoić swoje myśli od tego tłoku, który otaczał ją z każdej strony. Oparła się swobodnie o blat, próbując skupić swoje spojrzenie na jednej z kolorowych butelek, ustawionych równo za barem. Zaraz jednak jej ramię niechcący zsunęło się z blatu, przez co łagodnie opadła na mężczyznę, stojącego tuż obok. Dziewczyna podniosła na niego wzrok, uśmiechając się przepraszająco i od razu odzyskując pion. — Wybacz, jak widzę przystojnego faceta, to mam nogi jak z waty — parsknęła; a wtedy odwróciła się z powrotem w stronę barmana, siłą woli, powstrzymując się przed wybiegnięciem z klubu przez swoje nagłe zażenowanie. Czy mógłby go robić odrobinę szybciej? Torres rzuciła przelotne spojrzenie na jego sylwetkę i oparła podbródek na dłoni; no nic i tak go już nigdy więcej nie zobaczy, prawda? Może mówić, co tylko jej się podoba. Może powinna wymyślić sobie jakieś alter ego? Ciekawe, jak prędko mogłaby tego pożałować. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz kogoś spontanicznie poznała.
Enzo
A więc lubiła od czasu do czasu, zapomnieć o swojej pracy, obowiązkach, wątpliwościach i obawach, żeby wyjść na miasto i zrzucić z siebie stres, związany z całym minionym tygodniem. Szczególnie, jeśli koleżanki, po raz kolejny rzucały w nią tymi niepodważalnymi argumentami: za dużo pracujesz, życie przeleci ci przez palce, robisz się tylko starsza, zacznij po prostu żyć. Wiedziała, że mają rację. Wiedziała też, że nie zdoła cofnąć czasu, który przeznaczyła na ciągłą, zawziętą pracę. W jej codzienności zwykle nie było czasu na relaks — szkoła językowa, restauracja lub bar stanowiły dziewięćdziesiąt procent jej normalności. Każda forma zarobienia dodatkowej kasy, była dla niej w porządku, ale wiązało się to też z tym, że doba stawała się nagle piekielnie krótka i brakowało jej chwili dla przyjaciół lub samej siebie. No, więc Torres zdecydowała, że musi przerwać ten ciąg pracoholizmu i w końcu wyluzować.
The Fifth Social Club był dla jej przyjaciółek strzałem w dziesiątkę, więc Carmel też nie miała zbyt wiele do powiedzenia na ten temat. Siedziała na jednej loży, otoczona paroma bliskimi koleżankami, z którymi najpewniej trzymała się od czasów studiów i szczerze mówiąc, naprawdę w końcu zdołała się porządnie odprężyć. Drink trzymany w jej dłoni i śmiechy, poprzedzające płytkie rozmowy, których brakowało jej na co dzień, przypominały jej chwile, gdy jeszcze nie miała tak wiele na głowie. Siedziała wtedy w Meksyku, nie musząc przejmować się dorosłym życiem; dopóki jej bracia nie stracili nad wszystkim kontroli, poświęcając niemal całą ich rodzinę dla swoich własnych biznesów. Bliźniacy znowu do niej wydzwaniali i robili to tak często, że Carmen z dziwnym bólem serce, zdecydowała się ich zablokować na każdej możliwej płaszczyźnie. Jako dzieci byli sobie bliscy, ale z czasem dostrzegła, że byli do tego stopnia zaślepieni kasą i ratowaniem własnego tyłka, że więzy krwi nie miały już dla nich znaczenia.
W końcu uwolniła się z rąk swoich koleżanek, żeby podejść do baru i zamówić sobie kolejnego drinka; była trochę pijana, ale nie było w tym nic dziwnego, bo nie piła zbyt często, przez co jej organizm mocno się od tego odzwyczaił. Musiała uspokoić swoje myśli od tego tłoku, który otaczał ją z każdej strony. Oparła się swobodnie o blat, próbując skupić swoje spojrzenie na jednej z kolorowych butelek, ustawionych równo za barem. Zaraz jednak jej ramię niechcący zsunęło się z blatu, przez co łagodnie opadła na mężczyznę, stojącego tuż obok. Dziewczyna podniosła na niego wzrok, uśmiechając się przepraszająco i od razu odzyskując pion. — Wybacz, jak widzę przystojnego faceta, to mam nogi jak z waty — parsknęła; a wtedy odwróciła się z powrotem w stronę barmana, siłą woli, powstrzymując się przed wybiegnięciem z klubu przez swoje nagłe zażenowanie. Czy mógłby go robić odrobinę szybciej? Torres rzuciła przelotne spojrzenie na jego sylwetkę i oparła podbródek na dłoni; no nic i tak go już nigdy więcej nie zobaczy, prawda? Może mówić, co tylko jej się podoba. Może powinna wymyślić sobie jakieś alter ego? Ciekawe, jak prędko mogłaby tego pożałować. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz kogoś spontanicznie poznała.
Enzo