the end of everything
: wt sie 18, 2026 11:45 pm
013.
Nie wiedziała co się dzieje od tych paru dni.
No dobrze, nawet nie od paru, a od ponad tygodnia.
Hunter nie daje znaku życia. Nie odzywa się, nie odczytuje jej wiadomości odnośnie brzuszka, nie widział zdjęć najnowszych, gdzie pierwszy raz odkąd dowiedzieli się iż jest w ciąży coś zaczyna być faktycznie widać. Może różnica nie jest wielka - ale dla niej jest ona kosmiczna i pragnęła się tym podzielić z mężczyzną natychmiastowo. W końcu - to był jego pomysł, aby móc oglądać ów zmianę, skoro jest tak daleko i nie ma możliwości widzieć tego na żywo.
Teraz jednak - nie dawał znaku. Nie zaglądał do telefonu. Może po prostu nie miał zasięgu? A może był potrzebny i nie miał czasu nawet na sprawdzenie tego, co dostaje na telefonie? Liczyła, że któraś z tych dwóch opcji ma miejsce i żadna ina nie wkrada się w ów scenariusz.
Siedziała obecnie w salonie na kanapie, mając dwa dni wolnego - sama sobie te wolne dała, musząc poukładać myśli oraz przygotować się na jutrzejszą kontrolną wizytę u ginekologa, aby sprawdzić czy wszystko w porządku z dzieckiem oraz otrzymać skierowania na badania potrzebne na ten moment. Zapewne będzie potrzebna krew oraz mocz do analizy, mając nadzieję że wiele nie będzie tego wszystkiego. A to wszystko przez to, że zamartwiała się o Matthewsa. I o to, że powinien już dawno mieć telefon w dłoni. Fakt informacji, iż odczytał zwyczajnie by już ją uspokoił, lecz to nie nadchodziło nawet i w tej chwili.
Zawołała Itchel do siebie, gdzie psinka coraz śmielej i chętniej korzystała z jej mieszkania, nie obawiając się niczego tak jak to było na samym starcie. Przyjęła zadowolona propozycję od Prudence, kładąc się główką na jej udzie - oczywiście w formie poinformowania iż miło by było, jakby jeszcze zaczęła ją głaskać. Lane spojrzała na psinkę, delikatnie uśmiechając się. — Nie odpuścisz żadnej okazji, prawda? — zagaiła do zwierzaka, zaczynając delikatnie pazurkami drapać ją za uszkiem. Robiła to, póki do drzwi ktoś nie podszedł i nie zaczął pukać.
Nie spodziewała się nikogo. Zapewne to miał być listonosz z kolejnym rachunkiem czy spamem pocztowym. No chyba, że… Nie, to nie mogło być możliwe. Nie zrobiłby jej przecież takiego świństwa. Nie reagowałby na telefon jakkolwiek tylko po to, aby zrobić jej niespodziankę i zjechać do domu. Chociaż Hunter zrobił się mocno opiekuńczy - o ile było możliwe aby stał się jeszcze bardziej - od chwili informacji o ciąży, to przecież nie dałby rady zdecydować się na taki krok. Nie mówiąc o tym, iż zapewne nie dostałby na to zgody.
Mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy liczyła, że po drugiej stornie progu ujrzy Huntera, poprawi jej się humor, a jednocześnie będzie miała okazję na żywo go ochrzanić za takiego typu zachowanie, jakiego nie powinien stosować względem ciężarnej. Nawet nie wie ile to nerwów oraz stresu ją kosztuje!
— Zaraz do Ciebie przyjdę — powiedziała, słysząc jeszcze raz pukanie do drzwi, zostawiając Itchel której niezbyt podobał się fakt wstania przez nią. Poprawiła koszulkę, przejrzała się w lustrze czy wygląda jakoś sensownie i nikogo nie przestraszy, a dopiero po chwili przekręciła zamek i otworzyła drzwi, nie zerkając wcześniej przez wizjer. Widok, jaki ją zastał, mocno ją zszokował. Bo chociaż miała pewną myśl o jednym wojskowym, to nie spodziewała się ujrzeć ich w liczbie mnogiej. I żadnego o znanej jej twarzy.
Zaczęła prędko analizować to, co widzi, zanim ktokolwiek zdołał się do niej odezwać. Patrzyła jak wryta na mężczyzn w umundurowaniu, próbując połączyć kropki. Mózg miał takie prędkie obroty, że to chyba nie było aż możliwe według statystyk czy badań. A wtedy - doznała jakby olśnienia. Może to przez te wszystkie swoje głupie filmy i seriale. Może i gdzieś podświadomie coś przeczuwała, niemniej… — Nie… — wyrwało jej się z ust automatycznie, przyglądając się temu, który miał najwyższe odznaczenie z tego towarzystwa. — Nie, nie, nie, nie. Nie, proszę nie mówić. Nie, to nie jest możliwe… — słowa zaczęły ją opuszczać bez pomyślunku, a do oczu kobiety natychmiastowo napłynęły łzy.
To nie mogła być prawda...
Hunter Matthews
Nie wiedziała co się dzieje od tych paru dni.
No dobrze, nawet nie od paru, a od ponad tygodnia.
Hunter nie daje znaku życia. Nie odzywa się, nie odczytuje jej wiadomości odnośnie brzuszka, nie widział zdjęć najnowszych, gdzie pierwszy raz odkąd dowiedzieli się iż jest w ciąży coś zaczyna być faktycznie widać. Może różnica nie jest wielka - ale dla niej jest ona kosmiczna i pragnęła się tym podzielić z mężczyzną natychmiastowo. W końcu - to był jego pomysł, aby móc oglądać ów zmianę, skoro jest tak daleko i nie ma możliwości widzieć tego na żywo.
Teraz jednak - nie dawał znaku. Nie zaglądał do telefonu. Może po prostu nie miał zasięgu? A może był potrzebny i nie miał czasu nawet na sprawdzenie tego, co dostaje na telefonie? Liczyła, że któraś z tych dwóch opcji ma miejsce i żadna ina nie wkrada się w ów scenariusz.
Siedziała obecnie w salonie na kanapie, mając dwa dni wolnego - sama sobie te wolne dała, musząc poukładać myśli oraz przygotować się na jutrzejszą kontrolną wizytę u ginekologa, aby sprawdzić czy wszystko w porządku z dzieckiem oraz otrzymać skierowania na badania potrzebne na ten moment. Zapewne będzie potrzebna krew oraz mocz do analizy, mając nadzieję że wiele nie będzie tego wszystkiego. A to wszystko przez to, że zamartwiała się o Matthewsa. I o to, że powinien już dawno mieć telefon w dłoni. Fakt informacji, iż odczytał zwyczajnie by już ją uspokoił, lecz to nie nadchodziło nawet i w tej chwili.
Zawołała Itchel do siebie, gdzie psinka coraz śmielej i chętniej korzystała z jej mieszkania, nie obawiając się niczego tak jak to było na samym starcie. Przyjęła zadowolona propozycję od Prudence, kładąc się główką na jej udzie - oczywiście w formie poinformowania iż miło by było, jakby jeszcze zaczęła ją głaskać. Lane spojrzała na psinkę, delikatnie uśmiechając się. — Nie odpuścisz żadnej okazji, prawda? — zagaiła do zwierzaka, zaczynając delikatnie pazurkami drapać ją za uszkiem. Robiła to, póki do drzwi ktoś nie podszedł i nie zaczął pukać.
Nie spodziewała się nikogo. Zapewne to miał być listonosz z kolejnym rachunkiem czy spamem pocztowym. No chyba, że… Nie, to nie mogło być możliwe. Nie zrobiłby jej przecież takiego świństwa. Nie reagowałby na telefon jakkolwiek tylko po to, aby zrobić jej niespodziankę i zjechać do domu. Chociaż Hunter zrobił się mocno opiekuńczy - o ile było możliwe aby stał się jeszcze bardziej - od chwili informacji o ciąży, to przecież nie dałby rady zdecydować się na taki krok. Nie mówiąc o tym, iż zapewne nie dostałby na to zgody.
Mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy liczyła, że po drugiej stornie progu ujrzy Huntera, poprawi jej się humor, a jednocześnie będzie miała okazję na żywo go ochrzanić za takiego typu zachowanie, jakiego nie powinien stosować względem ciężarnej. Nawet nie wie ile to nerwów oraz stresu ją kosztuje!
— Zaraz do Ciebie przyjdę — powiedziała, słysząc jeszcze raz pukanie do drzwi, zostawiając Itchel której niezbyt podobał się fakt wstania przez nią. Poprawiła koszulkę, przejrzała się w lustrze czy wygląda jakoś sensownie i nikogo nie przestraszy, a dopiero po chwili przekręciła zamek i otworzyła drzwi, nie zerkając wcześniej przez wizjer. Widok, jaki ją zastał, mocno ją zszokował. Bo chociaż miała pewną myśl o jednym wojskowym, to nie spodziewała się ujrzeć ich w liczbie mnogiej. I żadnego o znanej jej twarzy.
Zaczęła prędko analizować to, co widzi, zanim ktokolwiek zdołał się do niej odezwać. Patrzyła jak wryta na mężczyzn w umundurowaniu, próbując połączyć kropki. Mózg miał takie prędkie obroty, że to chyba nie było aż możliwe według statystyk czy badań. A wtedy - doznała jakby olśnienia. Może to przez te wszystkie swoje głupie filmy i seriale. Może i gdzieś podświadomie coś przeczuwała, niemniej… — Nie… — wyrwało jej się z ust automatycznie, przyglądając się temu, który miał najwyższe odznaczenie z tego towarzystwa. — Nie, nie, nie, nie. Nie, proszę nie mówić. Nie, to nie jest możliwe… — słowa zaczęły ją opuszczać bez pomyślunku, a do oczu kobiety natychmiastowo napłynęły łzy.
To nie mogła być prawda...
Hunter Matthews