Wait for me to come home
: śr sie 19, 2026 1:16 am
Tak naprawdę nie mogła doczekać się spotkania z Lucienem. Nawet nie wiedziała, w którym momencie zaczęła myśleć o nim trochę bardziej. Niestety, w pracy trwał właśnie okres urlopowy i każda para rąk była potrzebna. Na domiar złego dzisiaj, pomiędzy umówionymi klientami, zaczęły napływać wolnobytujące koty, którymi należało zająć się na cito. W efekcie Zoya skończyła swoją zmianę dopiero po piętnastu godzinach.
Była wykończona, ale pomimo tego uradowana, kiedy najpierw nacisnęła domofon przy bramie apartamentowca Luciena, potem przycisk windy, a w końcu zadzwoniła do drzwi. Gdy tylko je otworzył, natychmiast wpadła do środka i krótko pocałowała mężczyzne w usta, uśmiechając się przy tym zadziornie. Następnie zrzuciła lofaresy i pomaszerowała w kierunku centralnej części salonu.
Stanęła tam boso, w krótkiej, czarnej sukience opinającej ciało, w jeansowej kurtce, z donicą z kwiatem pod jedną pachą i butelką bezalkoholowego wina pod drugą. Wścibsko, acz wesoło rozejrzała się po mieszkaniu. Chłonęła widok świetnie urządzonego wnętrza i wysokich okien, za którymi rozciągała się magiczna panorama Toronto.
— Mieszkasz tu całkiem sam? — zapytała. Właściwie domyśliła się odpowiedzi. Raczej nie spodziewała się, że Lucien mógłby mieszkać z rodzicami czy współlokatorem. Nie wydawał jej się na tyle towarzyski.
Odstawiła donicę, która rzecz jasna, była prezentem, na niewielki stolik obok kanapy, po czym powoli pomaszerowała z winem w stronę kuchni. Zauroczona przyglądała się niebywale zadbanemu blatowi, taksowała wzrokiem szafki, zlew oraz akcesoria. Wszystko wyglądało tak, jakby nie było używane, dlatego zmarszczyła brwi i uniosła ręce w stronę Luciena, jakby domagała się wyjaśnienia. Jednak w tym wypadku też znała odpowiedź. W końcu jego brak umiejętności kulinarnych był powodem, dla którego tu przyszła.
Położyła wino obok ekspresu do kawy, po czym otworzyła lodówkę, aby sprawdzić jak spisała się Maria. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało, więc odwróciła się w stronę kuchennej wyspy. Oparła na niej dłoń i obeszła ją, jednocześnie sunąc koniuszkami palców po blacie. Jeszcze raz rozejrzała się tu i ówdzie, aż w końcu skupiła wzrok na Lucienie. Wtedy charakterystycznie, ale ni to wesoło, ni to złośliwie, zmarszczyła nos i uśmiechnęła się figlarnie.
Miała ochotę troszeczkę go pozaczepiać.
— Dużo kobiet tu sprowadziłeś? — zapytała bardzo odważnie. — Ile miałeś łącznie one-night standów? — dodała po chwili i ponownie zmieniła miejsce. Tym razem stanęła z rękami splecionymi za plecami przed oknem. Było tak czyste, że przez moment Zoya miała wrażenie, że od przepaści dzielił ją zaledwie kroczek. — A w ilu związkach byłeś? – dorzuciła kolejne pytanie, po czym zerknęła na Luciena przez ramię.
Była ciekawa, choć wszystkie pytania zadała naprawdę w frywolnym nastroju. Dała mu tym samym do zrozumienia, że wcale nie musiał na nie odpowiadać. Zaraz, jakby całkowicie zmieniając temat, oparła obie dłonie o szybę i głośno westchnęła wyraźnie zachwycona.
— Jak tu jest pięknie — powiedziała bardziej do siebie, aniżeli do Luciena.
Była wykończona, ale pomimo tego uradowana, kiedy najpierw nacisnęła domofon przy bramie apartamentowca Luciena, potem przycisk windy, a w końcu zadzwoniła do drzwi. Gdy tylko je otworzył, natychmiast wpadła do środka i krótko pocałowała mężczyzne w usta, uśmiechając się przy tym zadziornie. Następnie zrzuciła lofaresy i pomaszerowała w kierunku centralnej części salonu.
Stanęła tam boso, w krótkiej, czarnej sukience opinającej ciało, w jeansowej kurtce, z donicą z kwiatem pod jedną pachą i butelką bezalkoholowego wina pod drugą. Wścibsko, acz wesoło rozejrzała się po mieszkaniu. Chłonęła widok świetnie urządzonego wnętrza i wysokich okien, za którymi rozciągała się magiczna panorama Toronto.
— Mieszkasz tu całkiem sam? — zapytała. Właściwie domyśliła się odpowiedzi. Raczej nie spodziewała się, że Lucien mógłby mieszkać z rodzicami czy współlokatorem. Nie wydawał jej się na tyle towarzyski.
Odstawiła donicę, która rzecz jasna, była prezentem, na niewielki stolik obok kanapy, po czym powoli pomaszerowała z winem w stronę kuchni. Zauroczona przyglądała się niebywale zadbanemu blatowi, taksowała wzrokiem szafki, zlew oraz akcesoria. Wszystko wyglądało tak, jakby nie było używane, dlatego zmarszczyła brwi i uniosła ręce w stronę Luciena, jakby domagała się wyjaśnienia. Jednak w tym wypadku też znała odpowiedź. W końcu jego brak umiejętności kulinarnych był powodem, dla którego tu przyszła.
Położyła wino obok ekspresu do kawy, po czym otworzyła lodówkę, aby sprawdzić jak spisała się Maria. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało, więc odwróciła się w stronę kuchennej wyspy. Oparła na niej dłoń i obeszła ją, jednocześnie sunąc koniuszkami palców po blacie. Jeszcze raz rozejrzała się tu i ówdzie, aż w końcu skupiła wzrok na Lucienie. Wtedy charakterystycznie, ale ni to wesoło, ni to złośliwie, zmarszczyła nos i uśmiechnęła się figlarnie.
Miała ochotę troszeczkę go pozaczepiać.
— Dużo kobiet tu sprowadziłeś? — zapytała bardzo odważnie. — Ile miałeś łącznie one-night standów? — dodała po chwili i ponownie zmieniła miejsce. Tym razem stanęła z rękami splecionymi za plecami przed oknem. Było tak czyste, że przez moment Zoya miała wrażenie, że od przepaści dzielił ją zaledwie kroczek. — A w ilu związkach byłeś? – dorzuciła kolejne pytanie, po czym zerknęła na Luciena przez ramię.
Była ciekawa, choć wszystkie pytania zadała naprawdę w frywolnym nastroju. Dała mu tym samym do zrozumienia, że wcale nie musiał na nie odpowiadać. Zaraz, jakby całkowicie zmieniając temat, oparła obie dłonie o szybę i głośno westchnęła wyraźnie zachwycona.
— Jak tu jest pięknie — powiedziała bardziej do siebie, aniżeli do Luciena.