closer than before: meet the wyatts
: śr sie 19, 2026 3:24 pm
076.
She thought she was meeting his parents.
What she really discovered was where he came from.
What she really discovered was where he came from.
Obiecał Majce, że przyjedzie po nią o ósmej, chociaż on chciał już o szóstej, ale jakoś przekonała go, żeby dał jej jeszcze te dwie godziny snu.
Biorąc pod uwagę fakt, że Galen znowu zamierzał lecieć do Europy swoim prywatnym samolotem, nie musieli trzymać się ściśle czasu, ale Galen się nie spóźniał.
Dlatego zaraz wychodził z apartamentu ciągnąc za sobą walizkę, a potem pakował ją do małego bagażnika swojego porszaka. Musiał wbić w nawigację to całe Malvern, bo chyba nigdy tu nie był. A potem jeździł pod blokami szukając miejsca parkingowego, już prawie jedno znalazł, kiedy centralnie przed nim wpakowała się na niej jakaś matka z trójką dzieci, która pomachała mu w podziękowaniu, że jej ustąpił. W końcu stanął na środku i wyjął swój telefon, żeby wykręcić numer Mayi.
- Maya jesteś gotowa? Bo wiesz... nie ma tu za bardzo gdzie zaparkować - no tak Galen Wyatt pewnie wszędzie miał prywatne miejsca parkingowe, a jak ich nie miał, to stawał gdziekolwiek i płacił mandaty, co to dla niego.
Tylko że tutaj... To nawet nie było takiego gdziekolwiek, żadnego miejsca dla inwalidów, koperty, ani nic, samochód na samochodzie. A kiedy przystanął przy jakimś starym, wysłużonym mini samochodziku, to zaraz z bloku wybiegł jakiś dziadek z miotłą i zaczął na niego machać, a potem tą szczotą uderzył kilka razy w Porsche.
Galen przejechał dalej, i tym samym stanął na środku, a jego niebieskie spojrzenie wodziło dookoła, czy zaraz jakiś kolejny staruch go stąd nie pogoni, albo nie zaatakuje jakaś matka z bąbelkami. Postukał palcami w kierownicę czekając na Parker, a kiedy pojawiła się na horyzoncie to wysiadł i...
Uderzył drzwiami Porsche w jakiś słupek, którego nie zauważył. A jakby tego było mało, że obrysował swoje ukochane auto, to zaraz znowu znikąd pojawił się dziad z miotłą.
- Co Pan robi nie widać słupków?! Przecież słup stoi jak słup! Dzwonię po policje, kto to widział... Kto to widział... - Galen spojrzał na niego wielkimi, niebieskimi ślepiami. A na dokładkę nagle wyrosła przy nich też matka z całą trójką dzieciaków, które biegały dookoła i krzyczały.
- O mama pac jaki samochód! Cy to jes melcedez? - jakieś szczerbate dziecko zaczęło mu się pakować do porszaka.
- Niech się pan na niego nie wydziera, widać, że nietutejszy, zgubiłeś się tu skarbeńku? - matka spojrzała na Galena i zatrzepotała wachlarzem czarnych, doklejanych rzęs, który wyglądał jak szczotka - Alanek! Nie wchodź tam! - zaraz wrzasnęła do swojego purchlaka, który już właził do Porsche. A Galen... cofnął się do tyłu. Bo gdzie on właśnie się znalazł?
Ale wpadł na Majkę i poczuł na plecach jej palce, sięgnął do niej do tyłu, ciągnąc ją do przodu, przed siebie. Bo musiała tutaj coś zadziałać. On się w ogóle nie mógł tutaj odnaleźć. A kiedy Galen ustawił przed sobą brunetkę, od razu wszystkie spojrzenia padły na nią, Wyatt jeszcze oparł smukłe palce na jej biodrach i wyjrzał zza jej lokatej głowy.
- Weź z nimi porozmawiaj - szepnął jej do ucha.