I want to set myself free
: śr sie 19, 2026 5:24 pm
— Thalia, załatw mi jakieś palenie, błagam. — Carmen nachyliła się nad uchem swojej przyjaciółki, próbując przekrzyczeć muzykę, dobiegającą z każdej możliwej strony. Dziewczyna uniosła plastikowy kubek do ust, po chwili czując na swoim języku słodki posmak alkoholu; Torres była kurewsko zmęczona swoim życiem i wchodziła w okres buntu, który polegał na skupianiu się na tych przyjemniejszych rzeczach. Jej codzienność od pięciu lat kręciła się wokół pracy; zarabianie, wydatki, dorosłość, przetrwanie. I tak w kółko, dzień za dniem, pozbywając ją zainteresowań, bliskich ludzi i wolnego czasu, którego miała… praktycznie wcale. Przez chwilę zastanawiała się nad powrotem do Meksyku, gdzie utrzymanie się mogłoby być prostsze, jednak po dłuższym namyśle, zrozumiała, że tam już w ogóle nie miała żadnych perspektyw. Wróciłaby do chaosu, swojej brudnej dzielnicy albo na wieś do rodziców, do problemów związanych z robotą braci i do wszystkiego, przed czym przecież uciekała. No i do tego dochodziły… wyrzuty sumienia, chociaż nic złego przecież nie zrobiła. A mimo to, gdy myślała o ostatnim spotkaniu z Wesleyem, coś w jej sposobie postrzegania tego człowieka, uległo zmianie.
Musiała się dzisiaj porządnie rozerwać. Musiała zaszaleć do tego stopnia, że zapomni jak się nazywa, bo inaczej zwariuje sama ze sobą i ze swoimi myślami. Poza tym od czasów studiów, nie była na żadnej porządnej imprezie. Zawsze kończyło się na drinku lub dwóch w jakimś barze, a potem jak na pracowitą dziewczynę przystało, wracała do domu, bo oczywiście, na kolejny dzień czekała ją praca i zobowiązania. Poza tym Carmi była ludzko przemęczona; wstawała wcześnie rano na zajęcia językowe, a po pracy od razu biegła na kelnerkę albo do baru, w którym spędzała prawie całą noc. Nie spała zbyt wiele, a jedzenie łapała w drodze. Nikt chyba nie byłby szczególnie zdziwiony, jeśli po jednym drinku zaliczy jakiegoś zgona.
— Zaszalejmy dziś, co? — rzuciła, wyłapując z nią kontakt wzrokowy. Wcisnęła w jej palce swój kubeczek, tylko po to, żeby unieść swoje ramiona w górę i przez chwilę po prostu tańczyć. Może już była pijana? Może straciła swój zdrowy rozsądek przez tę niewielką ilość snu? — A potem opowiem ci, jak okropnym człowiekiem jestem — powiedziała, opierając swoje ręce na jej ramionach, nadal kręcąc się w rytm muzyki. Torres nie potrafiła sobie nawet przypomnieć, jak się tu dostały; to chyba jeden z jej starych znajomych zaprosił ją na tę domówkę. Skusił ją, gdy powiedział, że może wziąć swoją koleżankę, a ona wtedy od razu pomyślała o Rosenhall. Ona ją zrozumie, racja? Ona potowarzyszy jej przy jednym z pierwszych, poważnych meltdownów. — I o tym, jak bardzo jestem zmęczona. I o tym, jak chętnie rzuciłabym wszystko i wyjechała daleko, daleko przed siebie — zaśmiała się, unosząc nadgarstek Thalii z kubkiem do swoich ust. Tak, zdecydowanie była pijana, ale cholera… Chyba tego potrzebowała, żeby kompletnie nie zwariować.
Thalka
Musiała się dzisiaj porządnie rozerwać. Musiała zaszaleć do tego stopnia, że zapomni jak się nazywa, bo inaczej zwariuje sama ze sobą i ze swoimi myślami. Poza tym od czasów studiów, nie była na żadnej porządnej imprezie. Zawsze kończyło się na drinku lub dwóch w jakimś barze, a potem jak na pracowitą dziewczynę przystało, wracała do domu, bo oczywiście, na kolejny dzień czekała ją praca i zobowiązania. Poza tym Carmi była ludzko przemęczona; wstawała wcześnie rano na zajęcia językowe, a po pracy od razu biegła na kelnerkę albo do baru, w którym spędzała prawie całą noc. Nie spała zbyt wiele, a jedzenie łapała w drodze. Nikt chyba nie byłby szczególnie zdziwiony, jeśli po jednym drinku zaliczy jakiegoś zgona.
— Zaszalejmy dziś, co? — rzuciła, wyłapując z nią kontakt wzrokowy. Wcisnęła w jej palce swój kubeczek, tylko po to, żeby unieść swoje ramiona w górę i przez chwilę po prostu tańczyć. Może już była pijana? Może straciła swój zdrowy rozsądek przez tę niewielką ilość snu? — A potem opowiem ci, jak okropnym człowiekiem jestem — powiedziała, opierając swoje ręce na jej ramionach, nadal kręcąc się w rytm muzyki. Torres nie potrafiła sobie nawet przypomnieć, jak się tu dostały; to chyba jeden z jej starych znajomych zaprosił ją na tę domówkę. Skusił ją, gdy powiedział, że może wziąć swoją koleżankę, a ona wtedy od razu pomyślała o Rosenhall. Ona ją zrozumie, racja? Ona potowarzyszy jej przy jednym z pierwszych, poważnych meltdownów. — I o tym, jak bardzo jestem zmęczona. I o tym, jak chętnie rzuciłabym wszystko i wyjechała daleko, daleko przed siebie — zaśmiała się, unosząc nadgarstek Thalii z kubkiem do swoich ust. Tak, zdecydowanie była pijana, ale cholera… Chyba tego potrzebowała, żeby kompletnie nie zwariować.
Thalka