Zasłużył sobie, to jego wina, bo prowokował mnie od lat
: śr sie 19, 2026 6:54 pm
Theresa Rowland spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Było nieskazitelne, jak na byłą modelkę przystało. Nadal miała niezwykle smukłą figurę, piękną burzę włosów oraz piersi, których pozazdrościłaby jej nie jedna dziwka jej męża. Oj tak, jej mąż był dziwkarzem. I Theresa doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Szczerze mówiąc, to jej to nie przeszkadzało, bo sama też lubiła zabawić się to tu, to tam. Zaczęło jej przeszkadzać, kiedy mąż wspomniał o rozwodzie. A niedługo później dodał "No, i zapomnij, Teri, że dostaniesz mój domek w Hamptons. Jest mój. Rozumiesz?" I to nią… wstrząsnęło.
No bo wiecie jak to jest, Theresa nie potrzebowała być kochana przez męża. Ona nawet nie musiała przebywać z nim w jednym miejscu, bo gardziła tym łysym gadem bardziej, niż klasą robotniczą. Ale domek w Hamptons, to ona kochała. I nie zamierzała ot tak po prostu, odpuścić bez walki. Dlatego, kiedy zaprosiła swoich przyjaciół na dzisiejszą kolację, podczas której mają ogłosić swój rozwód, to czego ona nie doda, nie dopowie to to, że zabije tego łysego chuja. Bo ona może być zdradzana, nieszanowana, a nawet ignorowana. Ale domek jest kurwa jej.
Kiedy Baltazar zaparkował przed okazałym wieżowcem, spojrzał w lusterko, w którym widział swojego panicza. To już kolejne wyjście w tym tygodniu, a Baltazar był coraz bardziej pewien, że panicz to powinien się oszczędzać. Biedny potem tak często umiera, popijając wodę i powtarzając, że Baltazar jest jego najlepszym przyjacielem. I lokaj bardzo cenił sobie te chwile, nawet jeżeli Sebastian bywał wtedy skacowany i mógł się nim zająć tak jak kiedyś, kiedy blondas był dzieckiem.
-Balty, co Ty w sumie robisz, jak trwają te kolacje? - zapytał całkiem trzeźwo chłopak -MAcie jakieś Stowarzyszenie lokajów? Gracie w karty? Uno?
-Proszę się tym nie przejmować, paniczu, już ja wiem jak wypełnić sobie czas - odpowiedział lokaj -Proszę się dobrze bawić, a staremu Baltazarowi o wszystko zatroszczyć!
Sebastian uśmiechnął się mimowolnie, rozczulony tym, jaki to ten jego lokaj jest pocieszny i wyszedł z limuzyny i skierował na odpowiednie piętro. A gdy już na nim był, dostrzegł na korytarzu dziewczynę. Była ubrana równie pięknie i elegancko, więc zapewne zmierzali do tego samego mieszkania, na dokładnie te samą kolację. O raju, zawsze to fajniej i raźniej, kiedy ma się z kim porozmawiać-Uszanowanko! Ty też na kolację u Theresy? MAtko, nie widziałem jej całe lata! podał dziewczynie łokieć-Pamiętam ją z czasów, jak jeszcze mieszkała w Londynie, całe wieki temu prawda? to czego Sebastian nie dodał, to że miał wtedy jakieś czternaście lat i zdecydowanie nie powinien otaczać się modelkami, bo one zwykle oznaczały przeróżne problemy-Jestem Sebastian, Sebastian Crawford…. a Ty? - spojrzał na dziewczynę i chwilę milczał, po czym dodał-To znaczy, ja wiem, że nie jesteś Sebastian. Bardziej pytam, kim jesteś, o. - wyjaśnił pośpiesznie, na wypadek gdyby to nie ebyło oczywiste. I zadzwonił dzwonkiem, po chwili drzwi się otworzyli i wpuszczono ich.
Giselle Hastings-Wells
No bo wiecie jak to jest, Theresa nie potrzebowała być kochana przez męża. Ona nawet nie musiała przebywać z nim w jednym miejscu, bo gardziła tym łysym gadem bardziej, niż klasą robotniczą. Ale domek w Hamptons, to ona kochała. I nie zamierzała ot tak po prostu, odpuścić bez walki. Dlatego, kiedy zaprosiła swoich przyjaciół na dzisiejszą kolację, podczas której mają ogłosić swój rozwód, to czego ona nie doda, nie dopowie to to, że zabije tego łysego chuja. Bo ona może być zdradzana, nieszanowana, a nawet ignorowana. Ale domek jest kurwa jej.
Kiedy Baltazar zaparkował przed okazałym wieżowcem, spojrzał w lusterko, w którym widział swojego panicza. To już kolejne wyjście w tym tygodniu, a Baltazar był coraz bardziej pewien, że panicz to powinien się oszczędzać. Biedny potem tak często umiera, popijając wodę i powtarzając, że Baltazar jest jego najlepszym przyjacielem. I lokaj bardzo cenił sobie te chwile, nawet jeżeli Sebastian bywał wtedy skacowany i mógł się nim zająć tak jak kiedyś, kiedy blondas był dzieckiem.
-Balty, co Ty w sumie robisz, jak trwają te kolacje? - zapytał całkiem trzeźwo chłopak -MAcie jakieś Stowarzyszenie lokajów? Gracie w karty? Uno?
-Proszę się tym nie przejmować, paniczu, już ja wiem jak wypełnić sobie czas - odpowiedział lokaj -Proszę się dobrze bawić, a staremu Baltazarowi o wszystko zatroszczyć!
Sebastian uśmiechnął się mimowolnie, rozczulony tym, jaki to ten jego lokaj jest pocieszny i wyszedł z limuzyny i skierował na odpowiednie piętro. A gdy już na nim był, dostrzegł na korytarzu dziewczynę. Była ubrana równie pięknie i elegancko, więc zapewne zmierzali do tego samego mieszkania, na dokładnie te samą kolację. O raju, zawsze to fajniej i raźniej, kiedy ma się z kim porozmawiać-Uszanowanko! Ty też na kolację u Theresy? MAtko, nie widziałem jej całe lata! podał dziewczynie łokieć-Pamiętam ją z czasów, jak jeszcze mieszkała w Londynie, całe wieki temu prawda? to czego Sebastian nie dodał, to że miał wtedy jakieś czternaście lat i zdecydowanie nie powinien otaczać się modelkami, bo one zwykle oznaczały przeróżne problemy-Jestem Sebastian, Sebastian Crawford…. a Ty? - spojrzał na dziewczynę i chwilę milczał, po czym dodał-To znaczy, ja wiem, że nie jesteś Sebastian. Bardziej pytam, kim jesteś, o. - wyjaśnił pośpiesznie, na wypadek gdyby to nie ebyło oczywiste. I zadzwonił dzwonkiem, po chwili drzwi się otworzyli i wpuszczono ich.
Giselle Hastings-Wells