Strona 1 z 1

jak nie zapomne to wymyśle inny tytuł

: czw sie 20, 2026 1:15 pm
autor: Shereen Winfield
17
jak wyżej


Obiecałam Ericowi te ryby, sure? — z tą myślą szykowała się do wyjazdu nad jezioro Ontario. Lato mijało bardzo szybko, aż za szybko. Odnosiła wrażenie, że w pełni nie zdążyła go wykorzystać. Jasne, wraz z Erikiem udało im się wyjechać na kilka dni do Egiptu i zwiedzić Kair. Zaliczyli biwak ze znajomymi, urodziny Alexa, a przed nimi był jeszcze wyjazd do Paryża na urodziny wujka. Pięćdziesiątka to poważny wiek, nic dziwnego, że wraz z ciocią odważyli się na wyprawienie przyjęcia. Przed wycieczką do Francji musiała przetrwać jeszcze wyjazd nad jezioro. Wybierała się na nie przede wszystkim ze względu na Erica. Nie była fanką lasów, jezior, obrzeży miast. Latające owady, takie jak komary potrafiły zniszczyć cały wieczór swoją obecnością. Pajęczaków się bała. Sama nie wybierała się na spacery po lesie, a jeśli już, to z kimś — drugą osobę puszczała przodem, by idąc, zgarnęła pajęczyny. Eric lepiej odnajdywał się w tak ekstremalnych warunkach. Powtarzał wielokrotnie, że łowienie ryb go wyciszało i lubił patrzeć na połyskującą w słońcu wodę. Jemu się to nie nudziło. Shereen natomiast unikała wędkarstwa, jak mogła, bo jej, owszem, strasznie się nudziło. Dotrzymała słowa, by sprawić przyjemność Ericowi. Sama planowała spędzić czas na kocu, najlepiej z książką i butelką wody niegazowanej.
Zmieniła plany po półgodzinnym leżeniu z książką.
— W ogóle ty chcesz tutaj spać czy wracamy do domu? — zagaiła, podnosząc się z miejsca, by usiąść obok Erica nad brzegiem wody. Podparła dłonią podbródek, zatrzymując wzrok na profilu twarzy Erica. Lekko zmarszczone brwi i skupienie, które malowało się na jego twarzy, zdradzało jego zaangażowanie w wykonywaną czynność. A ona lubiła na niego patrzeć i czasem mu nawet zazdrościła tej skóry pozbawionej niedoskonałości. Shereen musiała poświęcić sporo czasu na pozbycie się trądziku czy pojedynczych krostek, które pojawiały się w losowych momentach na policzku. U Erica jakoś ich nie dostrzegała. Żenujące.
— Coś ktoś tam rzucił o jakiś konkursie dla wędkarzy, może weźmiesz udział? Dasz popis umiejętności, czy coś tam... Poczujesz dreszczyk emocji — bo jeśli i tak zamierzał łowić, to mógł wziąć i udział w konkursie. Zupełnie się nie znała na temacie, ale biorąc pod uwagę to, z jaką pasją zarzucał wędkę, chyba miał jakieś szanse na wyłowienie czegoś więcej niż kawałka kory. Przynajmniej tak jej się wydawało. Oczywiście nie umniejszała umiejętnościom Erica, gdyby faktycznie nie udało mu się nic złapać i by przegrał, to pewnie by go pocieszyła i powiedziała, że następnym razem się uda.


Eric :kwiatek:

jak nie zapomne to wymyśle inny tytuł

: czw sie 20, 2026 11:08 pm
autor: Eric Stones
Eric bardzo się ucieszył, gdy nastał ten dzień, w którym to nie jechał na ryby SAM.
Oczywiście kilka godzin wcześniej tj. zaraz po wstaniu, poszedł do swojego mieszkania, aby zgarnąć wędkę wraz z całym oprzyrządowaniem i po powrocie do swojego nowego miejsca zamieszkania, zajął miejsce na kanapie bo gdzieś musiał sprawdzić, czy po ostatnim wypadzie, nie miał zerwanej żyłki lub haczyka - lub żyłki i haczyka. Tak więc siedział sobie przy włączonym telewizorze, z którego wydobywały się dźwięki jakiegoś filmu, którego Eric tak naprawdę nie oglądał.

Skończywszy oględziny wędki, sprawdził zawartość swojej magicznej skrzyneczki, w której trzymał różne rzeczy typu błystki (sztuczna przynęta), haczyki, spławiki i inne dodatki.
Lubił łowić ryby, ponieważ wyciszało go to, odstresowywało i uspokajało. Był tylko on i woda. W sumie łowienia ryb nauczył go wujek, znaczy wujek… był to dobry przyjaciel ojca Erica, którego już dawno nie widział. Któregoś razu Eric wybrał się nad jezioro, nad którym siedział właśnie przyjaciel Stonesa seniora i nie widział problemu w tym, by przekazać młodemu łowiecką wiedzę, szczególnie że Litwin z wielkim zainteresowaniem wpatrywał się w unoszącą się na tafli jeziora górną część spławika (bo właśnie ona wystawała).
- Nie no, wrócimy do domu jak tylko zrobi się ciemno, bo nie będę widział spławika. Jak jesteś głodna, mam mus w plecaku. - powiedział, wskazując palcem na oparty o jego krzesełko plecak. Poza musami, miał także dwa banany. Rzecz jasna, Eric ubrany był profesjonalnie, bo miał spodnie oraz t-shirt w moro. Kątem oka widział, jak Sher mu się przygląda, lecz nie przeszkadzało mu to. Jego skupienie i tak koncentrowało się wokół spławika - miał ogromną nadzieję, że zaraz zacznie podrygiwać oraz pójdzie pod wodę, co oznaczałoby branie, tzn. rybę, która połknęła haczyk.
- Kochanie… ja już się na niego zapisałem. Ktoś na grupę wędkarską na fejsie wrzucił i uznałem, że w sumie, czemu by nie? A nóż widelec, uda się złapać jakiś ciekawy okaz. - stwierdził, bo przecież wszystko było możliwe. Sięgnął dłonią do wiadereczka po jedną z uformowanych kul zanętowych, a następnie rzucił ją tak, by wylądowała obok haczyka.
Nagle odniósł wrażenie, że wędka zadrżała, co spowodowało mocniejsze złapanie wędki przez Erica.
1d10
Zmarszczył bardziej brwi i zaciął wędkę w momencie, gdy spławik poszedł w dół i zaczął kręcić kołowrotkiem.
- Ktoś tu chyba chce stawiać opór… - powiedział, robiąc kilka kroków do przodu, mocząc sobie buty, co w tamtej chwili ani trochę go nie obchodziło. Nie miał pojęcia, ile trwała ta walka, ale koniec końców przyciągnął rybę do brzegu i… wręcz nie mógł uwierzyć własnym oczom.
- No nie wierzę… Sher, Sher, Sher! - zaczął piać z zachwytu, bo miał przed swoimi oczami NAJPRAWDZIWSZEGO JESIOSTRA JEZIORNEGO, mierzącego prawie 2 metry i ważącego… sporo.
- TO JEST PRAWDZIWY JESIOTR! Zrobisz nam zdjęcie? - spytał, bo halo! Pamiątka z TAKIEGO wydarzenia musiała być.
- Możemy też zrobić sobie selfie. - powiedział, choć nie był pewien, czy Sher chciałaby być na zdjęciu z rybą, która chciała wrócić do wody. No ale nie uważał tego za zły pomysł.


Shereenka :lof:

jak nie zapomne to wymyśle inny tytuł

: sob sie 22, 2026 1:24 am
autor: Shereen Winfield
Nie no, wrócimy do domu, jak tylko zrobi się zimno, bo nie będę widział spławika. .

Tyle jej wystarczyło do przetrwania tego popołudnia. Nie uważała, by świetnie się bawiła, choć przyznać musiała, że wpatrywanie się w spokojną taflę wody było naprawdę uspokajające. Szum wiatru przemykającego między źdźbłami chylącej się ku jezioru, jakby chciały się do niego przytulić, trzciny wodnej wydawał przyjemne dla ucha dźwięki. Słyszała je dużo lepiej, gdy przysiadła się do Erica. Leżąc na kocu, nie słyszała ich w pełni. Teraz odnosiła wrażenie, że ta cicha melodia dyrygowana przez wiatr, stała się wyraźniejsza.
— Wziąłeś mus? To świetnie. Bo coś czuję, że jestem głodna. A co jeszcze masz? — była przekonana, że w jego plecaku znalazłaby mnóstwo nieprzydatnych (przynajmniej jej) rzeczy.
Zamiast przegrzebywać mu plecak, wolała zapytać — zakładała, że w ten sposób prędzej się czegoś dowie niż podczas samodzielnego przeszukania. Podążyła wzrokiem za ruchem jego palca, zatrzymując spojrzenie na wysokości opartego o nogę krzesła plecaka. Skomentowała to cichym, znużonym westchnięciem. Podnosząc się z miejsca, przeczesała palcami włosy Erica, zsuwając opuszki niżej, na jego ramię i następnie barki.
— Czyli właśnie bierzesz udział w konkursie? — zapytała na odchodne, unosząc w nieukrywanym zaskoczeniu brwi.
Przykucnęła obok plecaka, rozsuwając go w poszukiwaniu musu, o którym wspomniał Stones. Przesunęła kilka rzeczy, których nie potrafiła nazwać — jakieś pudełeczko okrągłe z kilkoma haczykami w środku? Wyglądało dość niebezpiecznie. Wolała to odłożyć, żeby przypadkiem nie otworzyć i nie zrobić sobie krzywdy. Skoro zahaczające się o nie ryby potrafiły przeciąć sobie skórę, Shereen nie zamierzała ryzykować. Ogólnie uważała wędkarstwo za dość drastyczne hobby — krzywdzenie zwierząt było jej zdaniem niestosowne. Nawet jeśli Stones wypuszczał je ponownie do wody, prawdopodobnie odczuwały ból. Człowiekowi wystarczyło ukłucie szpilką, by wywołać nieprzyjemne szczypanie, a co dopiero haczyki wbijające się w pysk?
Podczas gdy Eric szarpał się z rybą, jej udało się wyciągnąć wszystko z plecaka i wszystko ponownie do niego włożyć. Potrafiła umiejętnie zarządzać przestrzenią, ale nie potrafiła ogarnąć, w jaki sposób Eric zmieścił te wszystkie rzeczy do kieszeni. Ona musiała przekładać, poza tym, nawet nie zamknęła tego plecaka i zostawiła po sobie b u r d e l. Najwidoczniej jedyna przestrzeń, którą potrafiła zarządzać, to była ta w laptopie i na sali weselnej. Świadkiem całej tej walki, która wywiązała się między Erikiem i rybą, nie widziała. Przerzucając włosy przez ramię, wyprostowała się, gdy usłyszała swoje imię — wtedy, odwracając głowę przez ramię, by zerknąć na Erica, zauważyła ze zdumieniem, że wędka, którą trzymał, uginała się bezlitośnie. Czymkolwiek było to, co złowił, wzburzało jak dotąd spokojną wodę, a Shereen nie wiedziała, jak powinna zareagować. Przejęcie, z którym wypowiadał jej imię, sprawiło, że z początku poczuła się z a n i e p o k o j o na. Dopiero gdy ogarnęła, że był to wyznacznik ekscytacji, odetchnęła. I wtedy ujrzała TĘ OGROMNĄ RYBĘ, którą Eric wraz z jakimś przechodzącym obok mężczyzną, wyciągnęli na brzeg.

Winfield aż podeszła bliżej, nie wierząc własnym oczom, bo to, co widziała, przypominało jej potwora morskiego, nie rybę. Zwierzę jeszcze się poruszało, machając ogonem w taki sposób, że rozchlapywało wodę. Skrzywiła się z obrzydzeniem, wycofując do tyłu.
— JAKI SIOTR? Co to kurwa jest? — zapytała, przykładając dłoń do policzka. Wpatrywała się w jesiotra z mieszaniną zdumienia i niepokoju, jakby właśnie odkryła, że coś tak wielkiego w ogóle miało prawo być rybą. ŻE TO W OGÓLE ISTNIAŁO.
Mężczyzna, który pomógł mierzyć zwierzę, był równie podekscytowany co Eric. Skakał dookoła jego i ryby, jakby właśnie ujrzał kolejny cud świata.
— Młody, na co ty to złowiłeś?! — dopytywał starszy pan, ściągając czapkę z łysej głowy, którą przetarł rękawem koszuli. — Ja to dzisiaj brania nie miałem! Złowiłem jakiegoś lipnego okonka, aż szkoda go było… Jak żyje, to takiego jesiotra nie widziałem! — zachwalał z entuzjazmem, pocierając nieustannie odsłoniętą głowę.
— Zrobię ci zdjęcie, ale nie zamierzam do tego podchodzić — uznała ostatecznie, wyciągając z kieszeni spodenek telefon. Nim odpaliła aparat, minęła krótka chwila. Bezwiednie wychyliła się zza ekranu, jakby chciała sprawdzić, czy to coś nadal tam leżało.
— Chyba musisz obok niej ukucnąć… A pan niech się przesunie — zasugerowała, również przykucając, żeby mieć lepszą perspektywę. — Chyba, że… — spojrzała na Erica, zastanawiając się, czy powinna sugerować obcemu facetowi zdjęcie z rybą i swoim chłopakiem. Najpierw wolałaby zrobić Ericowi.

Eric :kwiatek:

jak nie zapomne to wymyśle inny tytuł

: pn sie 24, 2026 9:12 pm
autor: Eric Stones
Oczywiście, Eric, jako zaprawiony wędkarz, posiadał takie specjalne świetliki na spławik, lecz chciał ukrócić jej cierpienia spowodowane siedzeniem nad wodą w totalnej ciszy. O tyle dobrze, że pogoda dopisywała, bo jakby padało… cóż, pewnie siedziałaby w aucie, które służyłoby za dobry schron - jemu natomiast deszcz by absolutnie nie przeszkadzał. Niejednokrotnie łowił ryby przy akompaniamencie spadających kropel uderzających o ziemię, wodę oraz jego torbę.
Skinął głową, potwierdzając, iż zabrał i spakował do plecaka owocowy mus.
- Banany też wziąłem. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Może nie było to dużo, ale jakoś Eric nie wpadł na pomysł, by zadbać o większą ilość prowiantu. Uważał, że te dwie rzeczy będą wystarczały, szczególnie że - podobno - banan należał do sycących owoców. Jedyne, czego Stones zaczął żałować, to niespakowania kupionych poprzedniego dnia truskawek. Czując palce Sher na swoich włosach, przymknął oczy, zamruczał cicho i odchylił głowę nieco do tyłu, jakby chciał tym dać znać, aby jeszcze trochę go tak pogłaskała, choć po chwili czuł ją niżej. Miał ochotę przyciągnąć zielonooką do siebie, lecz gdyby to zrobił, prawdopodobnie jego koncentracja osiągnęłaby poziom zero… znaczy, nie obserwowałby spławika, co równałoby się z tym, że branie mogłoby mu przejść koło nosa. Tak czy inaczej było mu BARDZO miło, kiedy go dotknęła.
- Dokładnie. Zobaczymy, jak mi pójdzie. - odpowiedził, mając nadzieję, że złowi chociaż jakiś mały okaz - wolał złowić nawet płotkę, niż wodorost; doskonale pamiętał, jak jako nastolatek, niejednokrotnie myślał, iż coś nawinęło się na jego haczyk - bo spławik szedł pod wodę - lecz niezmiernie się rozczarowywał, gdy dostrzegał zielone roślinki, zwisające z haczyka.
Charakterystyczny dźwięk suwaka zdradził Sher, tj. Eric wiedział, kiedy go otworzyła, więc nie musiał odwracać głowy, szczególnie, że zaraz rozpoczął zaciętą walkę z morskim przeciwnikiem. Łatwo nie było i w pewnym momencie, Stones był wręcz PEWIEN, iż jego haczyk zostanie zerwany. Mimo wszystko, jego wędka dała radę - nie miał pojęcia, kiedy zjawił się obcy gość, ale jemu także był wdzięczny za pomoc, gdyż wyciągnięcie stawiającego opór metrowego jesiotra, było nie lada wyzwaniem. Jasne, zdarzyło mu się złowić szczupaki, sumy, sandacze, ale jesiotra nie. Ten był jego pierwszym, dlatego cieszył się bardziej; w pierwszej chwili aż przetarł oczy, by mieć pewność, iż widział prawidłowo.
- Nie mogę w to uwierzyć… - powiedział do samego siebie, choć zapewne usłyszał go zarówno nieznajomy, jak i Sher, której ryba chyba niezbyt przypadła do gustu.
- Jesiotr. Najprawdziwszy jesiotr jeziorny… niesamowite. - odparł, przyglądając się okazowi.
Dopiero po dłuższej chwili styki mu zaczęły z powrotem stykać i zrozumiał, że nieznajomy kierował do niego pytanie.
- Na dżdżownice. Z ciekawości dwie założyłem i jak widać, opłacało się. - odrzekł z uśmiechem.
- A Pan na co łowi? Może coś jeszcze weźmie. - dodał, choć, jako iż trwały ZAWODY, po cichu liczył, że nieznajomy nie złowi tego samego - poza tym zataił fakt, że tu zanęcił dobrą mieszanką.
- W porządku. - nie zamierzał być okrutnikiem i zmuszać Sher, by dotykała jesiotra. Jemu całkowicie wystarczyło, że chciała mu zrobić zdjęcie. Skinął głową, przyjmując radę swojej dziewczyny do wiadomości.
- Tak jest okej? - spytał, lecz kiedy nieznajomy mężczyzna niezbyt rozumiał, iż Eric chciał mieć zdjęcie, na którym był tylko on i ryba, westchnął.
- Jak tak panu zależy, moja dziewczyna może nam zrobić zdjęcie, ale zaraz. - powiedział, bo halo! Nie pozwoli sobie przywłaszczyć TAKIEGO okazu. Gdy facet wykonał kilka kroków, Eric zaczął pozować, tj. raz miał poważną minę, innym razem pokazał kciuka, a za trzecim razem wskazał rybę. Pozwalając na to, by typek poznał dobre serducho Erica, gestem wskazał miejsce obok, a Sherci pokazał, aby wykonała tylko JEDNO zdjęcie - uniósł palec wskazujący i liczył, że zrozumie, o co mu chodziło.
- Dzięki, słońce. - powiedzial do Winfield z uśmiechem, pozwalając rybie odpłynąć bo… ZAWSZE wypuszczał to, co złowił w wodzie - aczkolwiek tym razem ogarnął go smutek, jakby żegnał kogoś bliskiego. Oczywiście zaraz potem przejrzał zdjęcia, a ponieważ uważał, że wyszły ładnie, dał Sherci buziaka w policzek - zasłużyła jako dobra pani fotograf. Gościowi przesłał fotkę poprzez mmsa i wrócił do łowienia.
Założywszy świeżego czerwonego robaczka, wykonał zamach, a następnie wypuścił żyłkę. Zamknął kołowrotek, kiedy tylko spławik uderzył o taflę wody.
1d10
Nie minęło dużo czasu, bo po dosłownie kilkudziesięciu sekundach spławik znów zaczął tańczyć na wodzie, co oznaczało jedno - branie. Wykonał te same czynności co wcześniej i...
No nie wierzę!
- SHEREEN! ZNOWU GO ZŁAPAŁEM! - krzyknął zajarany, bo widział kształt jego pyszczka i no w ogóle widział go w tafli wody.
- Ciekawe czy to ten sam... - powiedział i już miał po niego sięgać, lecz... skubaniec się zerwał, co Stones skomentował siarczystym:
- Kurwa! - a potem westchnął. Zakręcił kołowrotkiem, spodziewając się, że ujrzy samą żyłkę. - Muszę założyć nowy haczyk... - i po tych słowach, wyciągnął z pudełka jeden z haczyków, który zaczął przywiązywać do żyłki.

pani fotograf <3

jak nie zapomne to wymyśle inny tytuł

: pn wrz 07, 2026 2:34 pm
autor: Shereen Winfield
Banany też znalazła. Leżały zapakowane w jakiejś folijce, ale Shereen szukała przede wszystkim musu. Najwidoczniej Eric był przygotowany na markotność swojej dziewczyny, która pojawiała się wraz z pierwszymi oznakami znudzenia. Oczywiście była mu za to wdzięczna, bo jak człowiekowi się nudzi, to i jeść zaczyna. Ona aż tak głodna nie była. Po prostu nabrała ochoty na mus truskawkowy i to tyle. Oczywiście, zanim o tego doszło, spełniła bezgłośną prośbę Erica, głaszcząc go jeszcze przez chwilę po włosach. Szczerze lubiła to robić; były miękkie w dotyku, przesypywały się przez palce, gdy je w nie wsuwała i ładnie pachniały. Zapach włosów Erica i jego ubrań wzbudzał w niej poczucie bezpieczeństwa i rozgrzewał serce. Najchętniej usiadłaby mu na kolanach, by móc swobodnie się do niego przytulić i posłuchać bicia jego serca. Gdyby nie to, że przyjechali tutaj ze względu na ryby, zrobiłaby to już wcześniej — po prostu nie chciała mu przeszkadzać. Mogła przytulić się do niego w domu; mieszkali razem, więc nie mogła narzekać na brak czasu na wymianę czułości.
Jesiotr, którego złowił, wzbudził w Ericu mnóstwo emocji. Zrozumienie wędkarskiej zajawki przychodziło jej z uporczywym problemem, co nie zmieniało tego, że nie musiała wszystkiego rozumieć. Widok szczęśliwego i zachwyconego Erica sprawiał jej wystarczająco dużo frajdy. Przypominał jej wtedy słodkiego szczeniaka cieszącego się na widok zabawki, właściciela, kota czy nowo poznanego przedmiotu, z którym wcześniej nie miał styczności. Eric był po prostu uroczy. Cieszyła się, widząc go w stanie euforii, bo to oznaczało, że nie zadręczał się negatywnymi myślami, które próbował zatuszować pozytywnym nastawieniem. Wiedziała, że mierzył się z uciążliwymi problemami, które nieraz utrudniały mu funkcjonowanie. Widywała go w różnych stanach, ale przygnębienie ścierające ten czarujący uśmiech z jego ust sprawiało jej największą przykrość. Wolała, jak się cieszył, nawet jeśli była to radość ze złowionej ryby. Nie brała udziału w rozmowie na temat łowienia, bo najzwyczajniej się na tym nie znała. Skupiła się na robieniu zdjęć, bo w tym była dobra, a na pewno lepsza niż w zarzucaniu wędki.
— Próbowałem na kulki proteinowe — przyznał, podziwiając jeszcze przez chwilę jesiotra. Zazdrosny był bardzo o ten okaz! Ale przyznać musiał, że on w swoim życiu już się nałowił i pamiętał tę radość ze złowienia takiego okazu, więc dał się nacieszyć sporo młodszemu chłopakowi. Dopiero gdy dostał zielone światło, przystanął obok Erica i ryby, unosząc kciuk do góry i poczekał, aż dziewczyna cyknie im zdjęcie. Po wymieniu uprzejmości, pochwaleniu Erica i wypuszczeniu ryby, wrócił do swojego stanowiska nieopodal.
Gdy tylko Eric usiadł ponownie na krześle, Shereen oparła się o jego plecy i przełożyła ręce wraz z telefonem przez jego głowę, podsuwając mu telefon, by mógł przejrzeć sobie zdjęcia.
— To jest ładne. To w sumie też spoko — mówiła, przesuwając zdjęcia. Ze wszystkich kadrów najbardziej spodobały jej się trzy; ze względu na kolory i wyrazistość. Niektóre były nieco rozmazane, ewidentnie zepsute przez ruch (mogła poruszyć lekko ręką, albo to Eric mógł się poruszyć, a aparat niestety to wyłapał). Uśmiechnęła się na buziaka w policzek, zadowolona z wykonanych zdjęć. Opuściła miejscówkę Erica, wracając na swój kocyk, na którym wcześniej leżakowała. Zajęła się czytaniem książki, co jakiś czas po prostu zmieniając pozycję. Soczysta kurwa rzucona przez Erica oderwała ją od lektury.
— Coś ci się zerwało? — zapytała, przechylając głowę. Domyśliła się, że tak było. Eric już zawiązywał kolejny haczyk, czyli ryba musiała być spora. Jesiotr, co można było zrozumieć z wypowiedzianych przez niego słów.
Stones przyciągał dzisiaj uwagę. Jak nie facet, który chciał zdjęcie, to zaraz podeszła do niego jakaś dziewczyna z pytaniem, czy to on złapał tego jesiotra — Winfield uważała, że kobiety łowiące ryby nie były zbyt atrakcyjne. To hobby przypisywała facetom, co nie zmieniało faktu, że trochę zbyt długo się jej przyglądała.
— Pytam, bo sędzia chciała poznać rozmiar i wagę tego jesiotra — wytłumaczyła sympatycznie, najwidoczniej nie chcąc, by Stones pomyślał, że po prostu podeszła bez większego powodu.

Eric :kwiatek:

jak nie zapomne to wymyśle inny tytuł

: wt wrz 08, 2026 10:59 pm
autor: Eric Stones
Uważnie wysłuchał na co łowił gość i skomentował to jedynie krótkim o kurcze, a także doradził, aby mimo wszystko spróbował łowić na robaki, to może wyciągnie coś lepszego.
Gdy Sher pochyliła się, by pokazać efekty swojej pracy w postaci zdjęć, Stones wpierw zaciągnął się pięknym zapachem - ponieważ został otulony perfumami Sher niczym płaszczem - a następnie oglądał je z uwagą i kiwał głową, zgadzając się z opinią szatynki; czasem wydawał z siebie przeciągane o oraz kiwał palcem wskazującym, wskazując konkretne zdjęcie - pukając palcem w ekran.
- O, to jest mega ładne. No proszę, proszę, moja dziewczyna ma talent do robienia bardzo ładnych zdjęć. - powiedział, całkowicie szczerze, chwaląc Sher za wykonane zdjęcia, bo jego zdaniem praktycznie każde zasługiwało na wysoką ocenę. Jasne, pamiętał, że Winfield niejednokrotnie była fotografką podczas różnych imprez, a także spotkań oraz wydarzeń. Pewnie nie był pierwszym, który ją chwalił, ale no, nie robił tego bezpodstawnie - jedno zdjęcie nawet wysłał swojemu bratu i paru znajomym wędkarzom, bo aż szkoda było zachować newsa o złapaniu jesiotra wyłącznie dla siebie.
Kiedy sprawa zdjęć została ogarnięta, Eric powrócił do łowienia, bo przecież słońce jeszcze nie zachodziło, więc mógł sobie łowić. Mógł znów cieszyć się ze złowionego, takiego samego - lub może różniącego się rozmiarami - okazu, gdyby tenże okaz nie postanowił powiedzieć adios, nie ma mnie! i odpłynął wraz z haczykiem. Litwin westchnął głośno i skinął głową.
- Niestety tak… ale byłbym wściekły, gdyby okazało się, że ten drugi był większy od poprzedniego. - odparł zgodnie z prawdą. W myślach wolał sobie wmawiać, że NA PEWNO był mniejszy. Nic mu nie pozostało, jak po prostu przygotować na nowo sprzęt, tzn. założyć nowy haczyk. Oby tym razem nic mi go nie zerwało… powiedział do samego siebie w myślach, zarzucając wędkę, kiedy haczyk został stabilnie przymocowany do żyłki.
Nagle pojawiła się jakaś nieznajoma kobieta. Pierwsza myśl? Była biedna i potrzebowała pieniędzy lub druga: Przyszła mi powiedzieć, że mój czas już się skończył. Natomiast usłyszawszy pytanie, odpowiedział:
- Zgadza się, złowiłem przed chwilą jesiotra. Nawet dwa, tylko jeden postanowił zdezerterować. - rzucił smutnym tonem, przeczesując dłonią włosy oraz zerkając nerwowo w kierunku Sher. Z drugiej strony, nieznajoma sprawiała wrażenie sympatycznej.
- Rozumiem. Ten, którego złowiłem, miał koło metra… jakieś 90 cm oraz ważył koło siedmiu kilogramów. - oczywiście nie miał przy sobie wagi, by móc podać DOKŁADNE wartości, ale kojarzył, że pies znajomego ważył 5 kilo, a ponieważ ryba była ciut cięższa, mógł strzelić najbardziej przybliżoną, jego zdaniem, wagę.
- Dużo osób zdążyło go już złowić? - spyałt, będąc po prostu ciekaw, choć statystyk jako takich nie znał. Nie znał rekordu łowiska.
- Myśli Pani, że jest szansa na bycie w czołówce? - spytał tak po prostu, choć pewnie byłoby lepiej, gdyby zwyczajnie zamilkł.
- Z tak cudownym wsparciem na pewno mam szansę. - stwierdził, patrząc na Sher, by przypadkiem NIE była zazdrosna.
No jasna świeca, głupi BUT... to się popisałem, NIE MA CO.
Posłał nieznajomej - przysłanej przez sędziego - dziewczynie lekki uśmiech, jakby chciał nim zatuszować swoje niepowodzenie. Cóż. Czyżby jego szczęście dobiegło końca?

1d10

Shercia, mon amur <3