when the walls come down?
: czw sie 20, 2026 3:25 pm
Some just don't show up at all
I'm just here to fight the fire
Oh, a man ain't a man 'less he has desire
Gdyby Oleander Everhart przyszedł na świat z innym zestawem chromosomów - a więc gdyby wychowano go tak, jak wychowano jego braci: w otoczeniu kokardek i koronek, pastelowych barw, słodkich zapachów, i bezustannych upomnień by uważał, i nie przesadzał, i żeby był ostrożny i grzeczny - z pewnością dzisiejszego wieczora postąpiłby zgodnie z zupełnie innym scenariuszem niż ten, za którym właśnie podążał.
Przede wszystkim: nie byłoby siły, która skłoniłaby go do nocnych eskapad ze sporo starszym od siebie, niezupełnie trzeźwym mężczyzną, który dominował nad nim nie tylko pewnością siebie, ale i rozmiarem autorytetu, nie tylko jako dorosły, ale także jako lekarz. Propozycję wstąpienia na górę, pod pretekstem rozszerzonego pakietu na Netfliksie, lub jakiejś innej, równie niedorzecznej wymówki usprawiedliwiającej spędzenie większej ilości czasu sam na sam, poza czujnymi spojrzeniami otoczenia, i z dala od nocnego zgiełku rozgorączkowanego letnimi temperaturami miasta, odrzuciłby uprzejmie i wprawnie, nie bez żalu, ale też ze świadomością, że być może właśnie samego siebie chroni przed poważną krzywdą. Potem, przy niedzielnym brunchu albo przed wieczornymi zajęciami pilatesu następnego dnia, opowiedziałby jednej czy dwóm zaufanym przyjaciółkom o tym, jak to próbował go poderwać jego własny lekarz - i jak to w próbie tej, starszy nieco doktor otrzymał sromotnego kosza.
Ale Ollie nie był dziewczyną. Nie był też, wbrew pozorom, aż tak rozsądny lub przerażony możliwymi konsekwencjami tych czy innych, co bardziej spontanicznych decyzji, na jakiego mógł się kreować za sprawą własnego opanowania i - niekiedy - stoicyzmu.
Z każdą kolejną upływającą między nimi minutą, coraz bardziej wyzbywał się przekonania, że Doktor Howard nie zdawał sobie sprawy z tego co robi. Albo, że zaproszenie do domu, składane przezeń Ollie'mu, było jedynie kurtuazją; zupełnie platonicznym, i w gruncie rzeczy nudnawym, przejawem uprzejmości oferowanej Everhartowi w zamian za jego własny heroizm.
Z każdą kolejną upływającą między nimi minutą, brunet był też coraz to bardziej ciekawy ciągu dalszego dzisiejszych wydarzeń.
Animuszu dodawał mu też z pewnością fakt, że nawet ze swoim k a l e c t w e m, nadal był rosły i silny, górując nad prowadzącym go korytarzem mężczyzną, i prawdopodobnie zdolnym, by w wrazie czego rozłożyć go nie tylko na metaforyczne, ale także i zupełnie dosłowne łopatki. Nie, żeby zakładał taki rozwój ich wspólnego wieczora, który w jakikolwiek sposób usprawiedliwiałby fizyczny atak na lekarza.
No, przynajmniej nie za jego bezpośrednim, entuzjastycznym przyzwoleniem...
- Wejdź pierwszy.
Słowom Milesa bliżej było do podjętej już decyzji, rozkazu wręcz, niż tylko luźno złożonej Oleandrowi propozycji, i choć Everhart zazwyczaj nie lubił gdy mówiono mu co ma robić, instrukcję tę przyjął raczej dość chętnie, i zdecydowanie bez większego sprzeciwu.
Pierwszym krokom postawionym przez niego za drzwiami oznaczonymi metalową osiemnastką wykutą w przytwierdzonej do ich płaszczyzny tabliczce, towarzyszyła szczera ciekawość nie tylko względem tego, jak Howard mieszkał, ale też ile więcej o lekarzu mógł Ollie'mu powiedzieć wystrój jego mieszkania.
Nie był w gruncie rzeczy pewien czego się spodziewał, ale w pierwszej impresji stwierdzić mógł natychmiast, że nie był ani trochę zaskoczony.
Mieszkanie bruneta mogło kojarzyć się ze szpitalem za sprawą sterylnej niemal czystości i wygodnej dla oka, przewidywalnej symetrii ostrych linii i sensownych kształtów. Wszystko tutaj, przynajmniej w odbiorze Oleandra, wydawało się
- Ciekawość - Powiedział, nawiązując do pytania zadanego mu przez Howarda parę chwil wcześniej, gdy ten próbował się dowiedzieć, czy Ollie'm kierowało coś jeszcze oprócz jego ewidentnej empatii. Omiótł wzrokiem otaczające go przestrzenie, po trajektorii nieuchronnie prowadzącej jego spojrzenie do punktu stycznego: sylwetki Milesa. - Zawsze byłem ciekaw, czy prawdziwi lekarze mieszkają tak, jak ci w serialach. Wiesz, duże, puste przestrzenie. Luksusy, którymi nie ma się z kim podzielić. Imponujący widok na miasto... - Wyliczył, przywołując w pamięci filmowe mieszkania, w których rzekomo żyli medycy z oglądanych przez niego czasami produkcji.
Cmoknął zaraz, przypominając sobie o drobnym, ale ważnym szczególe. Łypnął wymownie ku własnym stopom - tej prawdziwej, i tej syntetycznej.
- Buty? - Zapytał. W jego własnym domu konieczność zdjęcia obuwia w przedpokoju była prawem niemalże świętym, ale może Howard był w tej kwestii trochę bardziej liberalny.
Miles Howard