o mały włos od tragedii
: czw sie 20, 2026 9:13 pm
015. | outfit
Od pogrzebu zamiast dziać się coraz mniej - działo się coraz więcej.
Jeszcze tego samego dnia, po zakończonych rzeczach związanych z pogrzebem w okolicy wieczornej Andrea trafiła do szpitala z bólami w okolicy kręgosłupa oraz podbrzusza, do jakich potem doszły skurcze. Gdy zaczęły się jeszcze w domu, zaczęła je liczyć - aż wyszło, że są coraz bardziej regularne, a to by znaczyło że poród może się lada chwila zacząć.
Całą akcja nie trwała długo - co zapewne związane jest z doświadczeniem rodzicielki, skoro to czwarte dziecko, jakie pojawi się na świecie u Andrei. Prudence, żeby nie robić tłumu na szpitalnym oddziale ginekologicznym, czekała w domu na dalsze wieści - zapewne te od Ethana, bo kobieta na pewno będzie przemęczona i niezbyt chętna do rozmawiania. Nie mówiąc o tym, iż będzie chciała nacieszyć się maluszkiem.
Tak się nie stało, a około godzinę po urodzeniu na telefonie zauważyła połączenie od Andrei, jakie prędko odebrała.
— Po co dzwonisz, głupia? Odpoczywaj i ciesz się maleństwem. Gratulacje — od razu odparła, nie mogąc zrozumieć po co zawraca sobie głowę telefonami właśnie do niej w takim momencie swojego życia.
— Bo ja właśnie w jego sprawie dzwonię — słychać było, że nadal jest zmęczona tym wszystkim, a mimo to, musiała zadzwonić - z nieznanych powodów dla Prudence.
— W jego? To znaczy, że… — nie zdążyła nawet dokończyć zdania.
— Tak, to chłopiec. Tak to jest, jak nie chcesz się dowiedzieć jaka płeć i czekasz z tym do samego końca — rzuciła nieco sarkastycznie, acz słychać było rozbawienie. — Prudence, dzwonię do Ciebie, bo… chcę Ci powiedzieć coś ważnego. Nie tylko, że to jest chłopak. Chcemy, żebyś została mamą chrzestną… Huntera — na koniec złamał się u Andy głos, a Prue za to od razu się rozpłakała - co na pewno rozmówczyni słyszała.
— Ja… Andreo, oczywiście że zostanę — nie tylko ze względu na imię jakie nadali. Ale i ogólnie z racji tego, że się bardzo przyjaźnią, choć one również nie mają jakoś szczególnie długiej tej relacji. Rozumiały się jednak i nie mogłaby odmówić. Nie chciała, przede wszystkim. Skoro nie ma z nimi Huntera, to przynajmniej w taki sposób staną się rodziną - na ten moment, bo przecież nadal nikomu nie powiedziała o swojej własnej fasolce.
— Cieszę się. Dziękuję. A teraz kończę, muszę odpocząć. Przyjdź jutro do Nas — pożegnały się, a Prudence jeszcze bardziej się rozkleiła po zakończonym połączeniu, nie spodziewając się tak wielu, kolejnych nowych informacji.
Parę dni później, gdy Andrea już wyszła ze szpitala, umówiły się że przyjdzie z małym w odwiedziny do swej cioci - przy okazji trochę potowarzyszyć terapeutce. I choć zarzekała się, iż tego nie potrzebuje, tak Andy uparła się i nie ma przebacz - co jest w jej przypadku całkiem normalnym zjawiskiem, a nie tylko kwestią posiadania większej ilości hormonów niż zwykle.
Wiedziała, że całymi dniami siedziała przed telewizorem i oglądała cokolwiek otępiającego umysł, żeby tylko nie myśleć. Cieszyła się, że nie uciekła w alkohol, bo mogłoby się to źle dla niej skończyć - nie mając pojęcia tak naprawdę dlaczego Lane w ogóle nie myśli o procentach.
Niemniej zgodziła się po wielu naciskach, choć nawet nie zauważyła która to już godzina. Dosłownie dzwonek do drzwi sprawił, że oprzytomniała i wstała z łóżka, z jakiego nie wyszła od samego rana. Nie miała powodu, sensu… chęci, zwyczajnie.
— Już, idę! — zawołała, nawet nie sprawdzając jak wygląda, otwierając przybyszom drzwi loftu. — Witaj, mamusiu — przywitała ich uśmiechem takim, na jakim było ją najbardziej stać, choć i tak wypadł on blado. Zerknęła wtedy też do wózka. — Witaj, maluszku — powiedziała to znacznie ciszej, widząc iż Hunter Junior w tym momencie śpi i nie myśli o spotkaniu z ciocią. Może to i dobrze, bo nie jest kimś szczególnym, dla kogo warto się wybudzać.
— Przepraszam Cię za mój strój… y… dopiero wstałam — przyznała zgodnie z prawdą. Odkąd wzięła sobie dłuższy urlop, wykorzystywała go w głównej mierze na odsypianie. I nie żałowała tej decyzji - dawno nie czuła się tak wypoczęta. Nie zastanawiając się nawet nad tym, że ta ciągła chęć spania może być wynikiem początków ciąży. — Czego się napijesz? — zagaiła, przechodząc z salonu do części kuchennej, wystawiając dwie szklanki na napoje.
Gustav Hansen
Od pogrzebu zamiast dziać się coraz mniej - działo się coraz więcej.
Jeszcze tego samego dnia, po zakończonych rzeczach związanych z pogrzebem w okolicy wieczornej Andrea trafiła do szpitala z bólami w okolicy kręgosłupa oraz podbrzusza, do jakich potem doszły skurcze. Gdy zaczęły się jeszcze w domu, zaczęła je liczyć - aż wyszło, że są coraz bardziej regularne, a to by znaczyło że poród może się lada chwila zacząć.
Całą akcja nie trwała długo - co zapewne związane jest z doświadczeniem rodzicielki, skoro to czwarte dziecko, jakie pojawi się na świecie u Andrei. Prudence, żeby nie robić tłumu na szpitalnym oddziale ginekologicznym, czekała w domu na dalsze wieści - zapewne te od Ethana, bo kobieta na pewno będzie przemęczona i niezbyt chętna do rozmawiania. Nie mówiąc o tym, iż będzie chciała nacieszyć się maluszkiem.
Tak się nie stało, a około godzinę po urodzeniu na telefonie zauważyła połączenie od Andrei, jakie prędko odebrała.
— Po co dzwonisz, głupia? Odpoczywaj i ciesz się maleństwem. Gratulacje — od razu odparła, nie mogąc zrozumieć po co zawraca sobie głowę telefonami właśnie do niej w takim momencie swojego życia.
— Bo ja właśnie w jego sprawie dzwonię — słychać było, że nadal jest zmęczona tym wszystkim, a mimo to, musiała zadzwonić - z nieznanych powodów dla Prudence.
— W jego? To znaczy, że… — nie zdążyła nawet dokończyć zdania.
— Tak, to chłopiec. Tak to jest, jak nie chcesz się dowiedzieć jaka płeć i czekasz z tym do samego końca — rzuciła nieco sarkastycznie, acz słychać było rozbawienie. — Prudence, dzwonię do Ciebie, bo… chcę Ci powiedzieć coś ważnego. Nie tylko, że to jest chłopak. Chcemy, żebyś została mamą chrzestną… Huntera — na koniec złamał się u Andy głos, a Prue za to od razu się rozpłakała - co na pewno rozmówczyni słyszała.
— Ja… Andreo, oczywiście że zostanę — nie tylko ze względu na imię jakie nadali. Ale i ogólnie z racji tego, że się bardzo przyjaźnią, choć one również nie mają jakoś szczególnie długiej tej relacji. Rozumiały się jednak i nie mogłaby odmówić. Nie chciała, przede wszystkim. Skoro nie ma z nimi Huntera, to przynajmniej w taki sposób staną się rodziną - na ten moment, bo przecież nadal nikomu nie powiedziała o swojej własnej fasolce.
— Cieszę się. Dziękuję. A teraz kończę, muszę odpocząć. Przyjdź jutro do Nas — pożegnały się, a Prudence jeszcze bardziej się rozkleiła po zakończonym połączeniu, nie spodziewając się tak wielu, kolejnych nowych informacji.
Parę dni później, gdy Andrea już wyszła ze szpitala, umówiły się że przyjdzie z małym w odwiedziny do swej cioci - przy okazji trochę potowarzyszyć terapeutce. I choć zarzekała się, iż tego nie potrzebuje, tak Andy uparła się i nie ma przebacz - co jest w jej przypadku całkiem normalnym zjawiskiem, a nie tylko kwestią posiadania większej ilości hormonów niż zwykle.
Wiedziała, że całymi dniami siedziała przed telewizorem i oglądała cokolwiek otępiającego umysł, żeby tylko nie myśleć. Cieszyła się, że nie uciekła w alkohol, bo mogłoby się to źle dla niej skończyć - nie mając pojęcia tak naprawdę dlaczego Lane w ogóle nie myśli o procentach.
Niemniej zgodziła się po wielu naciskach, choć nawet nie zauważyła która to już godzina. Dosłownie dzwonek do drzwi sprawił, że oprzytomniała i wstała z łóżka, z jakiego nie wyszła od samego rana. Nie miała powodu, sensu… chęci, zwyczajnie.
— Już, idę! — zawołała, nawet nie sprawdzając jak wygląda, otwierając przybyszom drzwi loftu. — Witaj, mamusiu — przywitała ich uśmiechem takim, na jakim było ją najbardziej stać, choć i tak wypadł on blado. Zerknęła wtedy też do wózka. — Witaj, maluszku — powiedziała to znacznie ciszej, widząc iż Hunter Junior w tym momencie śpi i nie myśli o spotkaniu z ciocią. Może to i dobrze, bo nie jest kimś szczególnym, dla kogo warto się wybudzać.
— Przepraszam Cię za mój strój… y… dopiero wstałam — przyznała zgodnie z prawdą. Odkąd wzięła sobie dłuższy urlop, wykorzystywała go w głównej mierze na odsypianie. I nie żałowała tej decyzji - dawno nie czuła się tak wypoczęta. Nie zastanawiając się nawet nad tym, że ta ciągła chęć spania może być wynikiem początków ciąży. — Czego się napijesz? — zagaiła, przechodząc z salonu do części kuchennej, wystawiając dwie szklanki na napoje.
Gustav Hansen