shit happens
: pt sie 21, 2026 7:03 pm
[1]
Życie Winony od około tygodnia przypominało scenariusz jakiegoś pokręconego filmu dla nastolatek, w którym to główna bohaterka, usilnie stara się ignorować wszystkie znaki na ziemi i niebie, byleby tylko fabuła kręciła się dalej. Siedząc przy stole, zerknęła na zegarek, bo Coven niedługo powinna wrócić z pracy, a Noni naprawdę musiała z kimś o tym wszystkim pogadać. Najlepiej z kimś, kto nie patrzyłby na nią jak na wariatkę po pierwszych dwóch zdaniach. Liczyła, że Bremers nie będzie jej oceniać, ale w sumie kto ją tam wie, nie mogła przecież zbyt wiele wymagać, wiedząc co zaraz zamierza wyjawić. Podciągnęła kolana pod brodę i zaczęła skubać skórkę przy paznokciu, wpatrując się tępo w jeden punkt na ścianie. Czas oczywiście jak na złość postanowił zwolnić...Tak bardzo, że zdążyła przypomnieć sobie o praniu w łazience, które skończyło się robić jakieś czterdzieści minut temu i które, jeśli zaraz go nie wywiesi, prawdopodobnie zacznie żyć własnym życiem. Westchnęła ciężko, ale nawet nie drgnęła. -Później - rzuciła cicho pod nosem, choć rękę by sobie dała uciąć, że powiedziała to tylko w myślach. I właśnie wtedy światło w mieszkaniu zamigotało... raz, drugi... trzeciego razu już nie było. Całe mieszkanie pogrążyło się w ciemności, a z klatki schodowej dobiegł zbiorowy jęk niezadowolenia. Po chwili ktoś krzyknął coś o korkach, ktoś inny o tym, że „znowu”, a gdzieś piętro niżej rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, jakby ktoś właśnie potknął się o własne nogi i potłukł browara na schodach. Winona przez kilka sekund siedziała zupełnie nieruchomo, jakby liczyła na to, że jeśli nie będzie się ruszać, problem sam zniknie i wszystko wróci do normy. Uwaga, nie zniknął. Już chciała sięgać po telefon i dzwonić do Coven, jakby to ona znała się na elektryce i miała skrzynkę narzędzi pod łóżkiem, ale zanim ruszyła ręką do drzwi rozległo się głośne pukanie. Przez chwilę myślała, że ten jebnięty sąsiad, Pan Perkins znowu przyszedł do nich z jakąś sprutą, że zaburzają jego wewnętrzne feng shui, ale gdy tylko uchyliła drzwi, jej oczom ukazała się łepetyna Bremers, a twarz Winony z mega bojowej, nagle zmieniła się w najjaśniejszy promień słońca (szczególnie, że przypominam w chałupie było ciemno). - To co dzisiaj kąpiemy się przy świeczkach? - wyszczerzyła się do współlokatorki i przepuściła ją w drzwiach, żeby następnie odebrać od niej butelki z piwem, które udało się jej uratować.
coven bremers
Życie Winony od około tygodnia przypominało scenariusz jakiegoś pokręconego filmu dla nastolatek, w którym to główna bohaterka, usilnie stara się ignorować wszystkie znaki na ziemi i niebie, byleby tylko fabuła kręciła się dalej. Siedząc przy stole, zerknęła na zegarek, bo Coven niedługo powinna wrócić z pracy, a Noni naprawdę musiała z kimś o tym wszystkim pogadać. Najlepiej z kimś, kto nie patrzyłby na nią jak na wariatkę po pierwszych dwóch zdaniach. Liczyła, że Bremers nie będzie jej oceniać, ale w sumie kto ją tam wie, nie mogła przecież zbyt wiele wymagać, wiedząc co zaraz zamierza wyjawić. Podciągnęła kolana pod brodę i zaczęła skubać skórkę przy paznokciu, wpatrując się tępo w jeden punkt na ścianie. Czas oczywiście jak na złość postanowił zwolnić...Tak bardzo, że zdążyła przypomnieć sobie o praniu w łazience, które skończyło się robić jakieś czterdzieści minut temu i które, jeśli zaraz go nie wywiesi, prawdopodobnie zacznie żyć własnym życiem. Westchnęła ciężko, ale nawet nie drgnęła. -Później - rzuciła cicho pod nosem, choć rękę by sobie dała uciąć, że powiedziała to tylko w myślach. I właśnie wtedy światło w mieszkaniu zamigotało... raz, drugi... trzeciego razu już nie było. Całe mieszkanie pogrążyło się w ciemności, a z klatki schodowej dobiegł zbiorowy jęk niezadowolenia. Po chwili ktoś krzyknął coś o korkach, ktoś inny o tym, że „znowu”, a gdzieś piętro niżej rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, jakby ktoś właśnie potknął się o własne nogi i potłukł browara na schodach. Winona przez kilka sekund siedziała zupełnie nieruchomo, jakby liczyła na to, że jeśli nie będzie się ruszać, problem sam zniknie i wszystko wróci do normy. Uwaga, nie zniknął. Już chciała sięgać po telefon i dzwonić do Coven, jakby to ona znała się na elektryce i miała skrzynkę narzędzi pod łóżkiem, ale zanim ruszyła ręką do drzwi rozległo się głośne pukanie. Przez chwilę myślała, że ten jebnięty sąsiad, Pan Perkins znowu przyszedł do nich z jakąś sprutą, że zaburzają jego wewnętrzne feng shui, ale gdy tylko uchyliła drzwi, jej oczom ukazała się łepetyna Bremers, a twarz Winony z mega bojowej, nagle zmieniła się w najjaśniejszy promień słońca (szczególnie, że przypominam w chałupie było ciemno). - To co dzisiaj kąpiemy się przy świeczkach? - wyszczerzyła się do współlokatorki i przepuściła ją w drzwiach, żeby następnie odebrać od niej butelki z piwem, które udało się jej uratować.
coven bremers
