The way we were
: pt sie 21, 2026 7:11 pm
Wzrok utkwiony w wejście do restauracji, tętno odrobinę podwyższone. Stresował się. I to nie jest tak, że Sebastian się łatwo stresuje, wręcz przeciwnie. Ale nie da się nie zauważyć, że to była jego pierwsza randka, odkąd zdecydował się kompletnie zmienić swoje życie i przeprowadzić na drugą połowę globu. I to właśnie było stresujące. I to, że cholera, póki co faktycznie widział w Alvinie potencjał. Trudno powiedzieć na co, bo nawet Tacy byliśmy, które ewidentnie opowiada o wielkiej miłości, opowiada tez o tym, że czasem emocje to za mało. Czasem po prostu…
-Psst, paniczu - jego myśli przerwał skrzeczący głos lokaja, któy nagle zmaterializował się tuż obok-Panicz się nie martwi, wszystko pójdzie…doskonale!
-Balty, weź - Sebastian nerwowo spojrzał w stronę wejścia, ale jeszcze nie widział swojej randki-Możesz jakoś… nie wiem… zniknąć?
-Ależ mogę! Będę siedział dwa stoliki dalej, już wszystko załatwiłem z kucharzem. Proszę się nie martwić! Jeżeli to będzie jakiś pijak, morderca, albo inny troglodyta, to tylko proszę powiedzieć, że woda jest wyjątkowo odświeżająca
-Na litość boską… - westchnął Sebastian.
-Nie, nie na litość boską - poprawił go Baltazar-Woda, jest odświeżająca
-Dobrze, dobrze! -co jak co, ale biedny Seba naprawdę bał się, że jego randka go zobaczy i zdecyduje, że jednak powinien wrócić do domu-Po prostu schowaj się jakoś
Baltazar uśmiechnął się pod nosem, kiwnął głową i po chwili już go nie było. Trzeba przyznać, że angielscy lokaje zawsze mają doskonale opanowane znikanie. Naprawdę, Seba mógłby przysiąc, że Balty po prostu zniknął w sekundę. Mimo wszystko nerwowo chwycił szklankę wody i wziął porządny łyk. Faktycznie, była odświeżająca. Ale Sebastian liczył na to, że całe spotkanie będzie po prostu… udane. I tak, to była jego pierwsza randka na tym kontynencie. I to niosło z sobą zarówno masakryczną presję, jak i … potencjał. Szansę. Mimowolnie spojrzał w prawo i zobacyzł Baltazara trzy stoliki dalej, który skrywa się za kartą menu i który świdruje spojrzeniem w stronę wejścia. Sebastian jednego był pewien, z takim ochroniarzem nic mu nie grozi. Ale czy… cokolwiek mu groziło? Teoretycznie, owszem. W praktyce? Zdecydowanie nie.
Seba doskonale pamiętał moment, kiedy się zmatchowali. Pamiętał też chwilę, kiedy Alvin przestał od razu odpowiadać, a po wszystkim wieczorem wspominał, że nie miał czasu na wejście na Tindera. Pamiętał też, że Baltazar go prześwietlił i … dał zielone światło, mówiąc że Alvin to po prostu dobry chłopak. I właśnie tego ostatniego, Sebastian się kurczowo trzymał. Kiedy zaprosił Alvina na randkę, po zaledwie tygodniowej znajomości, czuł pewien stres. A co jeżeli on pomyśli, że jestem seryjnym mordercą? Baltazar podpowiedział, że powinien go zapewnić, że nim nie jest i Seba faktycznie tak zrobił. Co zaskakujące, Alvin przyjął zaproszenie, a Sebastina teraz siedział w marynarce opinającej jego mięśnie, popijał wodę i liczył na to… że przynajmniej dobrze spędzi czas. No cóż, bedzie co ma być.
Alvin Fontaine
-Psst, paniczu - jego myśli przerwał skrzeczący głos lokaja, któy nagle zmaterializował się tuż obok-Panicz się nie martwi, wszystko pójdzie…doskonale!
-Balty, weź - Sebastian nerwowo spojrzał w stronę wejścia, ale jeszcze nie widział swojej randki-Możesz jakoś… nie wiem… zniknąć?
-Ależ mogę! Będę siedział dwa stoliki dalej, już wszystko załatwiłem z kucharzem. Proszę się nie martwić! Jeżeli to będzie jakiś pijak, morderca, albo inny troglodyta, to tylko proszę powiedzieć, że woda jest wyjątkowo odświeżająca
-Na litość boską… - westchnął Sebastian.
-Nie, nie na litość boską - poprawił go Baltazar-Woda, jest odświeżająca
-Dobrze, dobrze! -co jak co, ale biedny Seba naprawdę bał się, że jego randka go zobaczy i zdecyduje, że jednak powinien wrócić do domu-Po prostu schowaj się jakoś
Baltazar uśmiechnął się pod nosem, kiwnął głową i po chwili już go nie było. Trzeba przyznać, że angielscy lokaje zawsze mają doskonale opanowane znikanie. Naprawdę, Seba mógłby przysiąc, że Balty po prostu zniknął w sekundę. Mimo wszystko nerwowo chwycił szklankę wody i wziął porządny łyk. Faktycznie, była odświeżająca. Ale Sebastian liczył na to, że całe spotkanie będzie po prostu… udane. I tak, to była jego pierwsza randka na tym kontynencie. I to niosło z sobą zarówno masakryczną presję, jak i … potencjał. Szansę. Mimowolnie spojrzał w prawo i zobacyzł Baltazara trzy stoliki dalej, który skrywa się za kartą menu i który świdruje spojrzeniem w stronę wejścia. Sebastian jednego był pewien, z takim ochroniarzem nic mu nie grozi. Ale czy… cokolwiek mu groziło? Teoretycznie, owszem. W praktyce? Zdecydowanie nie.
Seba doskonale pamiętał moment, kiedy się zmatchowali. Pamiętał też chwilę, kiedy Alvin przestał od razu odpowiadać, a po wszystkim wieczorem wspominał, że nie miał czasu na wejście na Tindera. Pamiętał też, że Baltazar go prześwietlił i … dał zielone światło, mówiąc że Alvin to po prostu dobry chłopak. I właśnie tego ostatniego, Sebastian się kurczowo trzymał. Kiedy zaprosił Alvina na randkę, po zaledwie tygodniowej znajomości, czuł pewien stres. A co jeżeli on pomyśli, że jestem seryjnym mordercą? Baltazar podpowiedział, że powinien go zapewnić, że nim nie jest i Seba faktycznie tak zrobił. Co zaskakujące, Alvin przyjął zaproszenie, a Sebastina teraz siedział w marynarce opinającej jego mięśnie, popijał wodę i liczył na to… że przynajmniej dobrze spędzi czas. No cóż, bedzie co ma być.
Alvin Fontaine