rolling stone
: sob sie 22, 2026 6:53 pm
Ahhh, Wednesday… wednesday… wed-nes-day… Jezu, od ostatniego razu, kiedy się widzieli, minęło chyba kilka miesięcy? Miał z nią kontakt, no jasne, ale oboje byli zajęci… on swoją nową miłością, którą na dobrą sprawę nie miał jeszcze okazji się pochwalić, a Erika? Well… tego dopiero musiał się dowiedzieć. A co było lepszego od spotkania się znowu po tak długiej przerwie niż wspólne zjaranie się i doświadczenie jakiegoś absolutnie zajebistego gastro? No właśnie. Chyba nic. Dodatkowo mieli obejrzeć tego całego Króla Lwa, którego nigdy wcześniej nie widział, ale musiał przyznać sam przed sobą, że zajebiście się tym jarał. Widział jakieś zdjęcia w necie, głównie timona i pumby (bodajże tak mieli na imie???), i chyba właśnie na nich był najbardziej podekscytowany. Wyglądali dosłownie jak Erika i Caspian więc może dlatego, aż tak się na to ekscytował. XD
Spakował więc ziółko, chwycił swoją nową laskę(no bo miał ich kilka, okej?) zamówił taksówkę i ruszył w kierunku mieszkania Lindberg. Z tyłu taksówki rollował sobie blanciiki, bo chciał, żeby wszystko było już pięknie, ładnie gotowe, kiedy tylko dotrze na miejsce. - Proszę mi tutaj wszystkiego nie ujebać! Będę tym autem jeszcze cały wieczór jeździł - burknął taksówkarz, posyłając Marshallowi gniewne spojrzenie w lusterku. - Proszę pana, dam porządny napiwek. Tutaj dzieje się magia - odpowiedział, uśmiechając się pod nosem i nawet na moment nie odrywając wzroku od swojego małego yummy dzieła sztuki. Taksówkarz tylko coś tam przeklął pod nosem w swoim języku. Marshall miał wrażenie, że gdzieś pomiędzy tym całym niezrozumiałym mamrotaniem usłyszał znajome kurwa, ale może po prostu brakowało mu barszczyku, którego spróbował w wawce rok temu? Ahhh, who knows?
No ale dobra, zadowolony z idealnie zrollowanych skrętów, po jakimś czasie dojechał pod mieszkanie przyjaciółki. Wstukał w apce porządny napiwek dla taksówkarza, a zanim wysiadł, rzucił mu jeszcze jednego blancika, tak na relaks po zmianie. Taki był dzisiaj hojny, a co. Chwycił swoją laskę, wyszedł z pojazdu i jakieś pięć minut później złapał już za klamkę mieszkania Lindberg (jakiś jej sąsiad wpuścił go do środka, może było mu go szkoda bo kuśtykał, hm?), po prostu wchodząc sobie do środka jak gdyby nigdy nic, prawie jak do siebie. - Lindberg, nie nauczyli cię, że zamyka się drzwi w domu? - krzyknął, ściągając buty, po czym zatrzymał się gdzieś na środku korytarza i dla bezpieczeństwa zamknął oczy. - Powiedz mi tylko, czy mogę wejść, bo nie wiem, co ty tam robisz. Ubierasz się, zabawiasz… you know what? I don't care. Daj tylko jakiś znak, że mogę wchodzić. - Zaśmiał się pod nosem, przy okazji wsuwając dłoń do kieszeni, bo po prostu miał cholerną ochotę wymacać blanciki znajdujące się w przezroczystej torebeczce. He just couldn't wait to light them up with her, hah.
wednesday
