Strona 1 z 1

you are what you hide

: sob sie 22, 2026 11:54 pm
autor: helena peregrine
28
Nie zasnęła ani na moment. Zmęczenie nie miało żadnego znaczenia.

Świt zastaje ją przy komputerze. Po kilku godzinach prób zaśnięcia musiała dać za wygraną, a sprawa Torres jako jedyna skutecznie odciąga ją od wszystkich myśli, które pojawiały się w jej głowie, gdy słuchała powolnego, sennego rytmu oddechów Percivala.
Sprawa, która zapewne byłaby już rozwiązana, gdyby Helena nie dawała się tak rozpraszać. Jak amatorka. Jak idiotka.

Zbiera dane o głównym podejrzanym i jego najbliższym kręgu. Rozrysowuje tę sieć na hotelowym notatniku, obrysowując najważniejsze imiona – słabe punkty tej konstrukcji. Im więcej przesiewa informacji, tym bardziej jasne staje się, kogo wziąć na celownik. To imię podkreśla trzykrotnie – Donna Byrne, córka dyrektora największego szpitala w Edmonton, której social media wskazują na wyjątkowy brak instynktu przetrwania i głowy do używek.
Ludzie naprawdę w ogóle nie myślą o tym, co takiego wrzucają do sieci...

Plan formuje się powoli, a wraz z nim poczucie, że Peregrine ma jeszcze nad czymkolwiek kontrolę.

Tego wieczoru Donna miała być obecna na organizowanej przez ojca gali charytatywnej – jej chłopak gangster nie znajduje się na liście gości. Po kilkudziesięciu minutach szaleńczego stukania w klawiaturę – Peregrine już tak, oczywiście pod zmienionym nazwiskiem.

I to znaczyłoby, że ma przynajmniej kilka godzin wytchnienia – gdyby nie to, że zatrzymanie się sprawiłoby, że szybko przestałaby mieć czym oddychać.
Nie zatrzymuje się więc. Zanim jeszcze Gardner się obudzi, Peregrine wychodzi, zabierając ze sobą tylko telefon, który wycisza, żeby tym razem nic jej nie podkusiło skoncentrować się na tym, na czym powinna.

Spędza dzień, kreując personę, która wkrótce na chwilę miała stać się najlepszą przyjaciółką i powierniczką Donny.

Kiedy przybywa na miejsce, wygląda tak, że nikt nie zakwestionowałby jej obecności na gali. Czarna sukienka z głębokim dekoltem być może zdradziłaby kogoś, kto nosiłby ją z mniejszą pewnością siebie, ale Peregrine czuje się w niej zaskakująco swobodnie jak na fakt, że kosztowała więcej, niż miesięczny czynsz za jej mieszkanie w Parkdale. Przede wszystkim jednak pozwala wtapić się w tłum, który powoli zbiera się w lobby luksusowego hotelu.

Helena dyskretnie przygląda się gościom, poszukując wzrokiem młodej Byrne – ale zanim ją odnajduje, ktoś inny przyciąga jej spojrzenie.

Nie od razu wierzy, że wzrok jej nie myli – a jednak. Po przeciwległej stronie sali stoi Percival.
Kurwa mać...
Helena zgarnia kieliszek szampana z tacy przechodzącego obok kelnera i wypija jego zawartość tak szybko, że puste naczynie jeszcze zdąża odstawić w to samo miejsce. Bierze głęboki oddech, zanim nie przemierza dzielącej ich odległości; szpilki wystukują gniewny rytm na marmurowej posadzce.
Co ty tutaj robisz?

Percival Gardner

you are what you hide

: pn sie 24, 2026 7:36 pm
autor: Percival Gardner
#21
Obudził się zmęczony.
Noc była zbyt krótka, sen urywkowy. Dopiero co udało mu się zasnąć na dłużej, a zza zasłony już zaczęło przebijać słońce. Starał się przez chwilę trzymać oczy zamknięte, ale im bardziej chciał zasnąć ponownie, tym bardziej odczuwał pulsowanie opatrzonej rany. Podniósł się więc, automatycznie zerkając w bok.
Strona Heleny była pościelona. W apartamencie panowała zupełna cisza.

Minęła godzina, dwie, nawet trzy. Peregrine wciąż nie było.
Zamówił sobie lunch, a później – tak jak przecież zarzekał się poprzedniego dnia – tyle whisky, ile tylko zechciał. Wprawdzie była to jedna, droższa butelka, aczkolwiek swoje zrobiła: dwie opróżnione szklanki zdecydowanie poprawiły mu humor.

Powinien się cieszyć, że Helena nadal nie wróciła.
Powinien odpoczywać, zająć się sobą… Nie potrafił. Myśli mimowolnie krążyły wokół jej osoby.

Gdzie była, co robiła, dlaczego tak długo?
Dlaczego go, kurwa, nie obudziła?
Była z k i m ś czy sama?

Gorący prysznic zadziałał odprężająco; spięte mięśnie wreszcie przestały się buntować, a myśli Percy‘ego na tych kilkanaście minut zupełnie się zatrzymały. Ucichła męcząca gonitwa pytań, na które nie nadążał sobie odpowiadać.
Ale kiedy wrócił do pokoju, znów dopadło go to irytujące uczucie – chciał wiedzieć, co się z nią działo.
Duma nie pozwalała mu napisać niby zwyczajnego SMS-a, tym bardziej do niej zadzwonić. Zaczął więc krążyć wokół jej rzeczy, leniwie przeglądając to, co ze sobą miała. Prócz schowanego w torbie Glocka, nie było tam nic specjalnego. Ciuchy, kosmetyczka, duperele… i laptop, który leżał na stole. Nie łudził się, że odgadnie hasło, za to jego uwagę przykuł leżący obok, hotelowy notes.
Sięgnął po niego, otworzył, przekartkował. Zapisanych było tylko kilka pierwszych stron. Imiona i nazwiska tworzące sieć niczego mu nie mówiły, ale wystarczyło, że skupił się na tym konkretnym, podkreślonym.

Donna Byrne.
Jeden telefon. W pół godziny otrzymał wszystkie niezbędne informacje, lokalizację organizowanej gali, potwierdzenie wpisania na listę najważniejszych gości oraz nową tożsamość. Wisienką na torcie był czarny, luksusowy SUV, który miał po niego podjechać o ustalonej godzinie.

Zjawił się na miejscu, zanim jeszcze zaczęły zbierać się tłumy. Elegancki, z lekko zaczesanymi włosami, muśniętymi żelem, w melanżowym garniturze. Brakowało tylko drogiego zegarka na nadgarstku, który o d d a ł…

…tej kobiecie sunącej w jego stronę po marmurowej posadzce.

Dokładnie tej, która sprawiła, że brwi Percivala na moment uniosły się w szczerym zaskoczeniu. Subtelnym spojrzeniem powiódł po szczupłej sylwetce – Helena wyglądała przepięknie. Gdy stanęła naprzeciwko, doleciał do niego zapach jej perfum.
„Co ty tutaj robisz?”.
Minę miał filuterną, a głos szarmancki:
Pani wybaczy… znamy się?
Przysunął do ust trzymany w dłoni tumbler z whisky.
Nie sądzę, ale nic straconego. — Wyciągnął ku niej wolną rękę. — James Halley, dyrektor generalny Vantrell Holdings — odparł. W kąciku jego ust zamajaczył powstrzymywany śmiech. Tego wieczoru robił za inwestycyjnego rekina. — Złość piękności szkodzi, a pani wygląda na zdenerwowaną. — Zmrużył powieki — Zdecydowanie potrzebuje pani dobrego drinka — i dodał rzeczowo, nie spuszczając wzroku z oczu Heleny; wciąż zadziornie się uśmiechał.
Spoiler
Obrazek
helena peregrine

you are what you hide

: wt sie 25, 2026 7:07 pm
autor: helena peregrine
Ma ochotę dorzucić jeszcze kilka pytań do tego pierwszego.
Co on sobie myśli, przychodząc tutaj, gdy wciąż jest ranny?
Dlaczego musi zawsze wszystko u t r u d n i a ć?

"Pani wybaczy… znamy się?"

Unosi brew, z początku zdezorientowana taktyką, którą obrał. Powoli rozluźnia ramiona, bierze kolejny głęboki oddech.

Wszczynanie tego przesłuchania na gali, pośród wszystkich gości, przed którymi miała dzisiaj udawać kogoś zupełnie innego, byłoby wybitnie niemądre. Jeden błąd i jej przykrywka będzie spalona, a razem z nią szansa na wyciągnięcie informacji z Donny.

Wbrew wszystkim instynktom, by pociągnąć go za sobą w miejsce bardziej sprzyjające swobodnej rozmowie, Peregrine musi przyznać, że jego pomysł jest lepszy. Przecież to nie tak, że byłaby w stanie przekonać go, żeby stąd teraz wyszedł – a skoro już tu jest, równie dobrze Helena może trzymać się swojego planu. Ze wszystkich sytuacji, w których odnajdywała się podążając za tropem mordercy Torres, ta musi być najbezpieczniejszą, a więc jego obecność nie powinna być dekoncentrująca. Prawda?

Nawet nie zauważa, że natychmiast po dostrzeżeniu Percivala zapomina rozglądać się za Donną.
Na chwilę odwraca głowę i prycha cicho, by ukryć wkradający się na usta uśmiech.
Przygotował się; nie sposób tego nie docenić.

Gdy podnosi na niego wzrok, w jej spojrzeniu czai się niedowierzanie, ale cień uśmiechu przełamuje neutralny wyraz twarzy, który próbuje utrzymać.
Proszę wybaczyć. Pomyliłam z kimś pana — mówi w końcu i podaje mu dłoń. — Grace Day, doradczyni do spraw inwestycji alternatywnych. — Kurtuazyjny uścisk ręki trwa odrobinę dłużej, niż musi, a Helena uświadamia sobie, jak niewielka jest jej dłoń w porównaniu do tej jego.

"Złość piękności szkodzi, a pani wygląda na zdenerwowaną".
Powstrzymuje sarkastyczny komentarz i chęć kopnięcia go w piszczel. Gdyby faktycznie aż tak szkodziła, Peregrine zapewne nie miałaby aż takiego problemu z odesłaniem Gardnera do domu.

Jestem tutaj służbowo, nie dla przyjemności... — mówi, mrużąc lekko oczy — ale jeden dobry drink pewnie nie zaszkodzi. — Szampan się w końcu nie liczy, to za mały kaliber, by w pełni ukoić jej nerwy – szczególnie w jego towarzystwie. — Brzmi pan na znawcę, panie Halley. — Wyzywające spojrzenie kontrastuje z uprzejmym wyrazem twarzy. — Co pan poleca?

Percival Gardner

you are what you hide

: pn sie 31, 2026 5:58 pm
autor: Percival Gardner
Oczywiście, że się przygotował.
Od swojego człowieka otrzymał więcej informacji na temat Donny Byrne, niż faktycznie potrzebował. Wiedział więc, że była niezbyt rozgarniętą córeczką dyrektora szpitala, która robiła za gwiazdkę Instagrama. Że brunche jadła w LOUIX LOUIS, dni spędzała na tworzeniu ekskluzywnego contentu, a nocami lubiła wciągnąć sobie kreskę (nawet kilka). Jej noce należały do drogich klubów, litrów alkoholu i starszych, obrzydliwie bogatych facetów, którzy regularnie doprowadzali Donnę do stanu absolutnego zamroczenia.
James Halley mógł okazać się naprawdę przydatny.

„Proszę wybaczyć. Pomyliłam z kimś pana”.
Złapał za jej dłoń, trwając w tym uścisku przez znacznie dłuższą chwilę, z zadziwiającą przyjemnością.
„Grace Day, doradczyni do spraw inwestycji alternatywnych”.
Znowu ledwo powstrzymał śmiech.
Miło panią poznać.
Gdy puścił wreszcie drobną dłoń, własną schował do kieszeni spodni. Upił łyk alkoholu, obserwując Hellie znad szklanki.
„…ale jeden dobry drink pewnie nie zaszkodzi”.
Jeden dobry drink w rzeczy samej brzmi rozsądnie — potwierdził i delikatnie skinął podbródkiem.
Coś mu jednak podpowiadało, że na tym jednym jedynym raczej się nie skończy. Intuicja zwykle go nie myliła…
„Brzmi pan na znawcę, panie Halley”.
Kącik jego ust powędrował wyżej.
„Co pan poleca?”.
Proszę za mną.
Pokierował Helenę w stronę baru. Kiedy tam dotarli, nawet na nią nie patrząc, odezwał się do barmana:
Dla mnie to samo. — Odstawił pustą szklankę na blat. — Dla pani Vesper Martini.
Tak jak James Bond nie istniał bez swojego wstrząśniętego, nie mieszanego Vesper Martini, tak Percival Gardner nie istniał bez czystej Springbank 18 YO.
Dopiero gdy barman odrobinę się oddalił, Percy przyciszonym głosem ponownie zwrócił się do Heleny:
Zamierzałaś mnie powiadomić, Grace? Zadzwonić, wysłać SMS-a? — Patrzył na nią z krzywym uśmiechem. — Wybrałaś kiepskie miejsce do zawierania nowych przyjaźni. Szybciej byś ją poznała, wciągając z nią krechy w Emptiness — stwierdził. — Bo taki jest plan, prawda? — Domyślał się. — A jeszcze szybciej zrobiłbym to ja. Postawiłbym jej kilka drinków, pokazał portfel z banknotami, przeleciał. — Przeniósł spojrzenie na jej usta, potem znów na oczy. — Tak się lubi bawić nasz kanarek. — Oparł łokieć o ladę. — Wyśpiewałaby wszystko jak na spowiedzi.
Przez jego arogancję przebijała się złość, której nie chciał już dłużej ukrywać.
Bo Peregrine oszalała, jeżeli sądziła, że Gardner ot tak pozwoli jej działać w pojedynkę. A przede wszystkim – bezczelnie go lekceważyć.

Czyżby karma wróciła?
helena peregrine

you are what you hide

: wt wrz 01, 2026 7:28 pm
autor: helena peregrine
Gdyby to Percival wyszedł bladym świtem i przez cały dzień nie dawał znaku życia, miałaby ochotę go zamordować. — Dałabym znać, jeśli coś by się zadziało — mówi lekceważąco, palcami opartej o barowy blat dłoni wystukując niecierpliwy rytm. Kłamie. Bo gdyby coś się działo, chciałaby trzymać go od tego z daleka, szczególnie gdy Percy nie był u szczytu formy. Może, gdyby wykazywał jakąkolwiek inicjatywę doprowadzenia swojego zdrowia do porządku, ale po wczoraj? — A telefon działa w dwie strony. Jeśli ciekawiło cię, co robię, to dlaczego nie zapytałeś? — odbija piłeczkę. Może i wyciszyła telefon, może i zabroniła sobie odpowiadać na próby kontaktu, ale... sprawdzała. Wie, że one się nie pojawiły. Sądziła, że może w takim wypadku bezpiecznie założyć, iż jej próby zdystansowania się w końcu odniosły skutek, a Gardner dał sobie spokój z udawaniem rycerza i wrócił do żony domu.

Myliła się. Może nie doceniła jego upartości.
Z drugiej strony – nadal nie rozgryzła, jakie on ma w tym wszystkim motywacje. Chciał ją zaliczyć? To było ewidentne w sposobie, w jaki na nią patrzył, w skutecznej próbie wywołania ukłucia zazdrości. Nie spotkała jeszcze jednak nikogo, kto dalej brnąłby w jej kierunku mimo wszystkiego, co mu zgotowała. Przecież musiał mieć w tym jakiś cel.
Tylko jaki?

Słucha jego tyrady, starając się, by nic nie przebiło się przez neutralność wciąż odmalowaną na twarzy. Trzyma emocje na wodzy, nawet mimo tego spojrzenia skierowanego na jej wargi, w czasie gdy mówi o pieprzeniu innej kobiety. Bierze tylko głębszy oddech, kącik ust drga nieznacznie – może nie zauważył. Na koniec Helena śmieje się cicho, krótko. Otwiera już usta, by odpowiedzieć, ale w tym momencie barman podaje ich drinki, więc uśmiecha się do niego z wdzięcznością, chwyta kieliszek i unosi go w stronę Percivala.

Za dzisiejszy wieczór? — rzuca słodko, mrużąc lekko oczy. Stuka szkłem o szkło, nie spuszczając spojrzenia z oczu Percivala.

Barman oddala się w stronę innego klienta, a Helena robi krok naprzód, zmniejszają dzielącą ją od Gardnera odległość.
Niezwykle subtelna strategia, James — komentuje. — Zakładam, że dobrze ją przemyślałeś i wziąłeś pod uwagę wszystkie zmienne. To, że jeden błąd może sprawić, że Byrne skończy tak samo jak Torres? Że ona jest w tej sytuacji potencjalną ofiarą mordercy? Jedyne, co mnie zastanawia, to czy o jej innego faceta masz zamiar podpytywać ją przed, po, czy w trakcie szybkiego numerka — mówi przyciszonym tonem, a jednak jej głos wibruje intensywnie między nimi. Donna Byrne jest może i rozkapryszoną córeczką tatusia, która na własne życzenie wplątała się w nieciekawe towarzystwo – ale to nie znaczy, że Helena miała zamiar obchodzić się z nią, jakby jej jedyną wartością były informacje, które mogłaby przekazać. — Może na koniec powinieneś dać jej wizytówkę, żeby przekazała ją swojemu chłopakowi na wypadek, gdyby potrzebował adwokata... och... ale wtedy spaliłbyś swoją przykrywkę... — Klika językiem z udawanym żalem, kręcąc głową, jakby mówiła: głupia, naiwna ja.

Ewidentnie głupia i naiwna, bo wzrok na moment samoistnie zjeżdża na usta Percivala. Helena natychmiast kieruje go w głąb sali, unosząc kieliszek, by utopić w drinku to przeklęte pragnienie, za którym krok w krok podąża zwyczajne przerażenie. Dopiero, gdy jest pewna, że w jej spojrzeniu Percy nie znajdzie nic oprócz obojętności, kieruje je znów na jego oczy. — Co do mojego planu... zdecydowanie wolę to miejsce od klubu. Bo nasz kanarek na pewno woli klub. Ma tam pełną obstawę. Tutaj jest otoczona znajomymi ojca, przed którymi musi odgrywać grzeczną córeczkę. Nie ma tu nikogo, z kim mogłaby swobodnie porozmawiać — delikatny uśmiech wstępuje na jej twarz — oprócz mnie. — Rozkłada ręce. W jej spojrzeniu czai się błysk – trochę jakby miała zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale w tym momencie z nagłośnienia rozlega się czyjś głos.

— Szanowni państwo, zapraszamy do sali bankietowej. Tegoroczna gala rozpocznie się już za pięć minut od przemowy Kennetha Byrne'a oraz Daniela Rexdale'a, którzy... — głos ginie gdzieś w tle, bo reszta informacji jest zupełnie bezistotna.
Peregrine zerka na zegarek na nadgarstku, a potem odwraca się w stronę baru, nawiązując kontakt wzrokowy z barmanem. Gestem pokazuje mu na swój kieliszek, potem kierunek sali bankietowej. Keep them coming. Zrozumiał, więc Helena wraca spojrzeniem do Percy'ego.
Dziękuję za drinka, panie Halley — mówi, jeszcze nie ruszając za resztą gości.

Percival Gardner

you are what you hide

: pt wrz 04, 2026 9:13 pm
autor: Percival Gardner
„Dałabym znać, jeśli coś by się zadziało”.
Mhm, jakżeby inaczej — wtrącił ironicznie.
„A telefon działa w dwie strony. Jeśli ciekawiło cię, co robię, to dlaczego nie zapytałeś?”.
Posłał jej kolejny bezczelny uśmieszek. Oczywiście, że mógł zapytać…
Wiesz, spałem jak zabity. Gdybyś zapomniała, wczoraj ktoś przywalił mi nożem w ramię.
…ale zwalenie wszystkiego na zmęczony organizm było prostsze niż przyznanie wprost, że tak naprawdę chciał wiedzieć o wiele bardziej, niż sam przed sobą był gotów przyznać, co bez niego robiła.

Ona nie doceniła jego upartości, on swojej intuicji, która od dawna podpowiadała mu też jedno: okłamywał samego siebie, kiedy upierał się, że w ciągu ostatnich tygodni Helena nie stała się dla niego ważna. Jeżeli wczorajsza pogadanka nie miała go do tego przekonać, musiał być kimś znacznie gorszym od pieprzonego egoisty.
Chciał ją zaliczyć?
Na to wyglądało. A im dłużej patrzył na nią ubraną w sukienkę podkreślającą jej figurę, tym bardziej miał na to ochotę. Gardner nie był jednak aż tak skończonym dupkiem, by pchać się z Heleną w kawał gówna tylko po to, żeby ściągnąć z niej ubranie. Może gdyby kompletnie nie miał sumienia, wszystko byłoby łatwiejsze do przeżycia. Zamiast tego wcale nie czuł się z tą myślą komfortowo, że mu zwyczajnie zależało, zdając sobie jednocześnie sprawę ze swojego rozpadającego się małżeństwa.
W ogóle nie powinno go tam być. Ani na tej gali, ani w tamtym hotelu, ani u jej boku.

Głębszy oddech, drgający kącik ust. Zauważył.
I nie miała pojęcia, jak bardzo wówczas ta reakcja poklepała jego ego. Bo to znaczyło, że jakkolwiek upierałaby się ona, on również na nią działał.
Postawione przez barmana drinki zabrały mu to, na co czekał najbardziej. Jej szczerą, może emocjonalną odpowiedź. Bez czasu do namysłu.
Nie podziękował więc, w odróżnieniu od niej, jakby winił za wszystko tego nieświadomego człowieka, który wykonywał tylko swoją robotę. Wysunął szkło do stuknięcia, po czym upił niewielki łyk whisky.
„Niezwykle subtelna strategia, James”.
Zmrużył oczy, obserwując jej twarz.
„Jedyne, co mnie zastanawia, to czy o jej innego faceta masz zamiar podpytywać ją przed, po czy w trakcie szybkiego numerka”.
Wreszcie jakieś konkrety, pomyślał, nie przerywając Helenie monologu.
Wypił kolejny łyczek, kiedy się zbliżyła, a na udawaną głupotę odpowiedział jedynie delikatnym, rozbawionym uśmiechem. Musiała się postarać, jeżeli tamtego wieczoru chciała wkurwić go jeszcze mocniej. Samo wyjście w pojedynkę było wystarczające.
I gdy tak na nią patrzył, odnosił wrażenie, że Helena starała się jeszcze bardziej od niego, by ukrywać to, czego naprawdę chciała. Czuł, że nie mógł się mylić.
„Nie ma tu nikogo, z kim mogłaby swobodnie porozmawiać, oprócz mnie”.
Już miał coś powiedzieć, dodać swoje przeciw, bo inaczej przecież nie byłby sobą… Przerwał im głos wydobywający się z głośników.
Spojrzał na Helenę, później na barmana i znowu na Helenę. Posmakowało?
„Dziękuję za drinka, panie Halley”.
Cała przyjemność po mojej stronie, pani Day — rzucił tak formalnie, jak to tylko możliwe.

Ruszył w stronę sali bankietowej, a gdy Peregrine zrobiła to samo, zrównał z nią krok i odparł ciszej:
Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo, więc mam nadzieję, że przyzwyczaiłaś się do ogona.
Powiódł wzrokiem po zapełniającej się sali, powtarzając w myślach przekazany mu przez informatora wygląd Donny. Oszczędził sobie przeglądanie mediów społecznościowych na własną rękę. Można było się domyślić, że córeczka znajdzie się u boku ojca.
Zatrzymał się jeszcze na moment w pobliżu Heleny.
Pobaw się w nową przyjaciółkę, zanim Donna straci dla mnie głowę.
Popatrzył na nią z tą swoją cholerną pewnością, a potem odszedł. Dalej, aczkolwiek nie na tyle, by spuścić ją z oczu. Między ludźmi miał dobry widok na obie kobiety. Helenę i kanarka.

helena peregrine

you are what you hide

: pn wrz 07, 2026 8:49 pm
autor: helena peregrine
Gdybym ja zapomniała? — powtarza za nim uprzejmie. Nawet mimo wystudiowanego uśmiechu widać po niej, jak bardzo nie podoba jej się, że przyszedł tutaj ranny. I gdyby musiała tłumaczyć, dlaczego, z pewnością znowu użyłaby argumentu o bezpieczeństwie, konieczności osłaniania go, rozpraszaniu się – ale prawda była inna, a chociaż Helena wyparcie miała opracowane do perfekcji, siebie dłużej zwodzić już nie umiała.
Aż za dobrze pamięta, co poczuła, gdy zobaczyła nóż powoli zbliżający się w jego stronę i krew skapującą na motelową wykładzinę. Takie zmartwienie nigdy nie pojawiało się względem współpracowników, ani nawet nie bywało wynikiem świadomości, że znów sprowadziła na kogoś nieszczęście.

Najgorsze jest w tym chyba to, że Peregrine nie ma najbledszego pojęcia, kiedy to się stało.
Kiedy zaczęło jej zależeć na Percivalu Gardnerze?
Albo przynajmniej dlaczego?

Bo przecież o nim też nie wie zbyt wiele. Momentami zaczyna jej się wydawać, że go rozgryzła; w końcu była w tym dobra. W większości przypadków potrafiła rozszyfrować motywacje drugiej osoby w przeciągu pierwszego spotkania. Ludzie byli przeważnie prości, wręcz nudni.
Nie on. Zdążyła nauczyć się, że jedno mówił, robił drugie, ale to co przy tym myślał, a tym bardziej czuł, pozostawało tajemnicą. Przez cały ten czas nie powiedział jej o sobie nic osobistego – nie dał ani jednego punktu zaczepienia.

Logicznie m u s i a ł a założyć, że to dlatego, że jego intencje nie są do końca czyste. Jakikolwiek inny wniosek mógłby być zgubny. Ktoś, kto tak uporczywie nie odkrywa żadnych kart, musi przecież w coś grać.
Tylko w co? Czego tak naprawdę chce?

Dziś na pewno chce ją w k u r w i ć. I mu się to udaje.

Być może powinna się cieszyć, że dzięki ogłoszeniu organizatorów ma – wydawałoby się – ostatnie słowo w tej dyskusji, ale zamiast tego jest... odrobinę zawiedziona. Orientuje się też nagle, że nie zna pozycji Donny, że wciągnięta w wymianę z Percivalem zapomniała, że pierwszy ruch planowała wykonać jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy – odpowiedni moment zdążył minąć. Skitowawszy formalne słowa Gardnera skinieniem głowy, zaciska mocno zęby i rusza w stronę, w którą kierują się goście gali. Kurwa, skup się, Peregrine...

"Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo".
Bezgłośnie wciąga powietrze do płuc i na chwilę przymyka powieki, kierując wzrok na Percivala. Nie jest pewna, czy jest w stanie tak szybko przyzwyczaić się do tego, że jej dywersyjne taktyki zupełnie na kogoś – na niego – nie działają. Nie odpowiada.

"Pobaw się w nową przyjaciółkę, zanim Donna straci dla mnie głowę".
Kolejny głęboki wdech, kolejne drgnięcie kącika ust. Poczucie pewności wymalowane na jego twarzy zaognia ją jeszcze bardziej – a potem jego odejście. Przez chwilę wbija wzrok w jego plecy, musząc powstrzymać odruch podążenia jego śladem. Powoli podnosi krawędź kieliszka do swoich ust. Nawet nie zauważa, kiedy odruchowo go osusza. Gdy odnajduje kelnera z kolejnym drinkiem, nawet nie myśli o tym, że nie ma już tak mocnej głowy, co kilka miesięcy temu. Nie myśli o tym, że po skromnym posiłku jej żołądek jest już pewnie zupełnie pusty, że z jej gabarytami niewiele trzeba, ani o tym, jak niewiele spała w ostatnim czasie – szuka jedynie ulgi. I Donny.
Odnajduje ją w końcu wzrokiem, ściskając już nowy kieliszek. Podchodzi do niej niemal mechanicznie, dopiero w ostatniej chwili przywołując na twarz odpowiedni wyraz. Komplementuje jej sukienkę jakby od niechcenia. Wymiana jest krótka, naturalna. Helena nie przeciąga pierwszego kontaktu, widząc, że to jedynie początek, mający dać Byrne poczucie bezpieczeństwa i przypadkowości tych kolejnych.

Niedługo po tym Kenneth Byrne wraz z dyrektorem fundacji wchodzą na scenę, by przedstawić pretekst powód zbiórki funduszy dzisiejszej gali. Helena na krótko krzyżuje spojrzenie z Percivalem, zanim z mocno bijącym sercem nie kieruje się w stronę damskiej toalety. Potrzebuje oddechu – a los chyba próbuje jej sprzyjać, bo gdy stoi tam oparta plecami o umywalkę, z kieliszkiem przyklejonym do ust, do środka wchodzi nie kto inny, tylko Donna.
Peregrine nie mogłaby tego lepiej zaplanować. Wyzwolona spod czujnego spojrzenia ojca, dziewczyna przyszła spełnić swoje potrzeby, a Helena stwarza jej bezpieczną przestrzeń do zażywania kokainy – to zaufanie generuje natomiast niespodziewane zwierzenia. Dziewczyna ewidentnie musiała urządzić sobie wcześniej bifor, bo język ma już rozwiązany, mowę wyraźnie zaznaczoną spożyciem alkoholu. Ma też szczerość kogoś, kto nie ma pojęcia, co ma do stracenia, a Helena z uwagą spija każde słowo z jej ust.

Kilkanaście minut później wychodzą z łazienki ramię w ramię, jak stare przyjaciółki, dzieląc porozumiewawcze spojrzenia. Właśnie ogłoszono oficjalny start cichej aukcji, a goście rozpraszając się spod sceny, by kontemplować wystawione obiekty i wpisywać się na listę licytujących. Tę zajmuje kwartet smyczkowy, a parkiet wypełnia się tańczącymi. Helena odnajduje spojrzeniem Percivala i z nowym zastrzykiem pewności siebie, zmierza w jego kierunku.

Zainteresowany czymś na aukcji, James? — pyta. Podchodzi blisko – bliżej niż zamierzała. Alkohol krąży w jej żyłach. Kieliszek, który trzyma w dłoni, jest już niemal pusty. Jej oczy błyszczą upojeniem i śladem ekscytacji. Opiera dłoń o jego ramię, gdy nachyla się w jego stronę. — Kanarek wyśpiewał, że swojego chłopaka poznała przez swojego ojca — mówi przyciszonym tonem, w którym słychać przejęcie znalezienia się na skraju rozwiązania sprawy. Uśmiecha się kącikiem ust, lustrując twarz Gardnera. Po wcześniejszym spięciu nie ma śladu. W tym uśmiechu jest za to coś zadziornego, żeby nie powiedzieć – drapieżnego. — Skoro masz zamiar zająć się Donną, to może ja powinnam wziąć w obroty jej ojca? — rzuca z jawną uciechą, zawieszając spojrzenie na ustach mężczyzny. — Chyba że masz lepszy pomysł? — Podnosi wzrok na jego oczy, jednocześnie puszczając jego ramię. Oddala się o kilka kroków, nagle udając zainteresowanie jednym z wystawionych na aukcji przedmiotów. Los chce, że to zegarek od Patek Philippe.

Percival Gardner

you are what you hide

: pn wrz 14, 2026 6:23 pm
autor: Percival Gardner
Ależ był z siebie zadowolony, jaki dumny, gdy się od niej odwrócił. I nie chodziło bynajmniej o to, co jej powiedział. Raczej o fakt, że niemalże czuł, jak spojrzenie Heleny wywierca mu dziurę w plecach. Spojrzenie kogoś, kto reagował zbyt spokojnie i milcząco, by nie zauważył tej różnicy. Może nie to miejsce, może nie ten czas…
A może w końcu zaczynasz mięknąć, co, Peregrine?, pomyślał dokładnie w momencie, kiedy, stojąc już w tłumie, ich spojrzenia na chwilę się skrzyżowały.
Uniósł szklankę w geście kolejnego toastu, a później upił niewielki łyk. W przeciwieństwie do niej, jemu nigdzie się nie spieszyło. Był zły, ale zdecydowanie bardziej opanowany.
Peregrine zniknęła za drzwiami toalety. Niby słuchał tego, co mówił Kenneth Byrne, a jednak większość uwagi skupiał na ruchu tych drzwi. Na ludziach, którzy przez nie wychodzili.
Trochę czasu minęło, zanim ujrzał ją ponownie. Tym razem w towarzystwie nie kogo innego, a Donny.
Parsknął cicho pod nosem. Znów przysunął tumbler do ust i upił łyk, nie spuszczając z niej wzroku.

„Zainteresowany czymś na aukcji, James?”.
Mruknął tylko przecząco, śledząc ruch dłoni Heleny, którą położyła na jego ramieniu. Nieznacznie zwrócił ku niej twarz, gdy się zbliżyła. Przez intensywny zapach kobiecych perfum przebijała się lekka woń alkoholu.
Przyglądał się jej dużym, błyszczącym oczom, dostrzegając w nich zawadiacki błysk. Nic nie mówił, choć w myślach zdążył wypowiedzieć już całą wiązankę sprzeciwu w odpowiedzi na ten jakże g e n i a l n y plan.
„…może ja powinnam wziąć w obroty jej ojca?”.
Mhm, jasne.
„Chyba że masz lepszy pomysł?”.
Pewnie. Najlepiej czworokąt.
Zmrużył oczy.
Skup się.
Nie łudź się. Staruszek nie gustuje w nastolatkach — odparł niby zupełnie naturalnie, w rzeczywistości z wyraźnym przekąsem.
A potem pochylił się bliżej jej ucha.
Sprawdzone info — szepnął.

Ruszył za nią, niespiesznie dopijając whisky ze swojej szklanki.
Widok zegarka w gablotce sprawił, że kąciki warg Percy’ego drgnęły. Stanął tuż obok Heleny, wsunął wolną dłoń do kieszeni spodni i powiedział:
Zawsze możesz do nas dołączyć — wrócił do przerwanego tematu. — Do mnie i Donny. — Wciąż patrzył na cacko za szybką. — Założę się, że zaproponowała ci już kreskę w toalecie, to może i mną się z tobą podzieli.
Przechylił głowę, jakby wystawiony na aukcję przedmiot wielce go interesował.
Może go wylicytuję — mruknął z namysłem. Kolejna nagła zmiana tematu była celowa. — Muszę zastąpić ten, który ci dałem.
Spojrzał na nią wreszcie.

…który ci dałem.
Który przegrałeś, Percy.

To jak, Grace, dołączysz? To prawie jak zabawa z twoimi dziewczynami. Tylko lepsza.
Z ust Gardnera nie znikał perfidny, prowokujący uśmiech.

helena peregrine