—
Gdybym ja zapomniała? — powtarza za nim uprzejmie. Nawet mimo wystudiowanego uśmiechu widać po niej, jak bardzo nie podoba jej się, że przyszedł tutaj ranny. I gdyby musiała tłumaczyć, dlaczego, z pewnością znowu użyłaby argumentu o bezpieczeństwie, konieczności osłaniania go, rozpraszaniu się – ale prawda była inna, a chociaż Helena wyparcie miała opracowane do perfekcji, siebie dłużej zwodzić już nie umiała.
Aż za dobrze pamięta, co poczuła, gdy zobaczyła nóż powoli zbliżający się w jego stronę i krew skapującą na motelową wykładzinę.
Takie zmartwienie nigdy nie pojawiało się względem
współpracowników, ani nawet nie bywało wynikiem świadomości, że znów sprowadziła na kogoś nieszczęście.
Najgorsze jest w tym chyba to, że Peregrine nie ma najbledszego pojęcia,
kiedy to się stało.
Kiedy zaczęło jej zależeć na Percivalu Gardnerze?
Albo przynajmniej
dlaczego?
Bo przecież o nim też nie wie zbyt wiele. Momentami zaczyna jej się wydawać, że go rozgryzła; w końcu była w tym dobra. W większości przypadków potrafiła rozszyfrować motywacje drugiej osoby w przeciągu pierwszego spotkania. Ludzie byli przeważnie prości, wręcz nudni.
Nie on. Zdążyła nauczyć się, że jedno mówił, robił drugie, ale to co przy tym myślał, a tym bardziej czuł, pozostawało tajemnicą. Przez cały ten czas nie powiedział jej o sobie nic osobistego – nie dał ani jednego punktu zaczepienia.
Logicznie m u s i a ł a założyć, że to dlatego, że jego intencje nie są do końca czyste. Jakikolwiek inny wniosek mógłby być zgubny. Ktoś, kto tak uporczywie nie odkrywa żadnych kart, musi przecież w coś grać.
Tylko w co? Czego tak naprawdę chce?
Dziś na pewno chce ją w k u r w i ć. I mu się to udaje.
Być może powinna się cieszyć, że dzięki ogłoszeniu organizatorów ma – wydawałoby się – ostatnie słowo w tej dyskusji, ale zamiast tego jest... odrobinę zawiedziona. Orientuje się też nagle, że nie zna pozycji Donny, że wciągnięta w wymianę z Percivalem
zapomniała, że pierwszy ruch planowała wykonać jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy – odpowiedni moment zdążył minąć. Skitowawszy formalne słowa Gardnera skinieniem głowy, zaciska mocno zęby i rusza w stronę, w którą kierują się goście gali.
Kurwa, skup się, Peregrine...
"Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo".
Bezgłośnie wciąga powietrze do płuc i na chwilę przymyka powieki, kierując wzrok na Percivala. Nie jest pewna, czy jest w stanie tak szybko przyzwyczaić się do tego, że jej dywersyjne taktyki zupełnie na kogoś –
na niego – nie działają. Nie odpowiada.
"Pobaw się w nową przyjaciółkę, zanim Donna straci dla mnie głowę".
Kolejny głęboki wdech, kolejne drgnięcie kącika ust. Poczucie pewności wymalowane na jego twarzy zaognia ją jeszcze bardziej – a potem jego odejście. Przez chwilę wbija wzrok w jego plecy, musząc powstrzymać odruch podążenia jego śladem. Powoli podnosi krawędź kieliszka do swoich ust. Nawet nie zauważa, kiedy odruchowo go osusza. Gdy odnajduje kelnera z kolejnym drinkiem, nawet nie myśli o tym, że nie ma już tak mocnej głowy, co kilka miesięcy temu. Nie myśli o tym, że po skromnym posiłku jej żołądek jest już pewnie zupełnie pusty, że z jej gabarytami niewiele trzeba, ani o tym, jak niewiele spała w ostatnim czasie – szuka jedynie ulgi. I Donny.
Odnajduje ją w końcu wzrokiem, ściskając już nowy kieliszek. Podchodzi do niej niemal mechanicznie, dopiero w ostatniej chwili przywołując na twarz odpowiedni wyraz. Komplementuje jej sukienkę jakby od niechcenia. Wymiana jest krótka, naturalna. Helena nie przeciąga pierwszego kontaktu, widząc, że to jedynie początek, mający dać Byrne poczucie bezpieczeństwa i przypadkowości tych kolejnych.
Niedługo po tym Kenneth Byrne wraz z dyrektorem fundacji wchodzą na scenę, by przedstawić
pretekst powód zbiórki funduszy dzisiejszej gali. Helena na krótko krzyżuje spojrzenie z Percivalem, zanim z mocno bijącym sercem nie kieruje się w stronę damskiej toalety. Potrzebuje oddechu – a los chyba próbuje jej sprzyjać, bo gdy stoi tam oparta plecami o umywalkę, z kieliszkiem przyklejonym do ust, do środka wchodzi nie kto inny, tylko Donna.
Peregrine nie mogłaby tego lepiej zaplanować. Wyzwolona spod czujnego spojrzenia ojca, dziewczyna przyszła spełnić swoje potrzeby, a Helena stwarza jej bezpieczną przestrzeń do zażywania kokainy – to zaufanie generuje natomiast niespodziewane zwierzenia. Dziewczyna ewidentnie musiała urządzić sobie wcześniej bifor, bo język ma już rozwiązany, mowę wyraźnie zaznaczoną spożyciem alkoholu. Ma też szczerość kogoś, kto nie ma pojęcia, co ma do stracenia, a Helena z uwagą spija każde słowo z jej ust.
Kilkanaście minut później wychodzą z łazienki ramię w ramię, jak stare przyjaciółki, dzieląc porozumiewawcze spojrzenia. Właśnie ogłoszono oficjalny start cichej aukcji, a goście rozpraszając się spod sceny, by kontemplować wystawione obiekty i wpisywać się na listę licytujących. Tę zajmuje kwartet smyczkowy, a parkiet wypełnia się tańczącymi. Helena odnajduje spojrzeniem Percivala i z nowym zastrzykiem pewności siebie, zmierza w jego kierunku.
—
Zainteresowany czymś na aukcji, James? — pyta. Podchodzi blisko – bliżej niż zamierzała. Alkohol krąży w jej żyłach. Kieliszek, który trzyma w dłoni, jest już niemal pusty. Jej oczy błyszczą upojeniem i śladem ekscytacji. Opiera dłoń o jego ramię, gdy nachyla się w jego stronę. —
Kanarek wyśpiewał, że swojego chłopaka poznała przez swojego ojca — mówi przyciszonym tonem, w którym słychać przejęcie znalezienia się na skraju rozwiązania sprawy. Uśmiecha się kącikiem ust, lustrując twarz Gardnera. Po wcześniejszym spięciu nie ma śladu. W tym uśmiechu jest za to coś zadziornego, żeby nie powiedzieć – drapieżnego. —
Skoro masz zamiar zająć się Donną, to może ja powinnam wziąć w obroty jej ojca? — rzuca z jawną uciechą, zawieszając spojrzenie na ustach mężczyzny. —
Chyba że masz lepszy pomysł? — Podnosi wzrok na jego oczy, jednocześnie puszczając jego ramię. Oddala się o kilka kroków, nagle udając zainteresowanie jednym z wystawionych na aukcji przedmiotów. Los chce, że to zegarek od Patek Philippe.
Percival Gardner