I Sent My Therapist to Therapy
: ndz sie 23, 2026 9:41 am
trigger warning
przekleństwa i inne wulgaryzmyMiała brata...
Jej ojciec prowadził podwójne życie...
Prawie zaliczyła brata...
Kurwa...
Zajebie go...
Każdy krok w kierunku domu rodzinnego, przybliżał ją do tragedii. Ta konfrontacja z ojcem, do której tak się rwała, mogła zakończyć się tylko w jeden sposób. Toronto mogło dzisiaj spłynąć krwią, ale jeden logicznie myślący prawnik miał magiczną moc sprawczą. Zawsze potrafił usadzić ją w jednym miejscu, gdy balansowała na tej cienkiej granicy kodeksu karnego. Więc zamiast trzymać w swojej rączce nóż, stała jak ten debil w ich dawnym miejscu. Nerwowo stukała obcasem o chodnik i napierdalała palcami po ekranie, żeby odpisać na kolejną wiadomość. Odwracało to jej uwagę. On odwracał jej uwagę. I pomimo tego, że piździło złem, to czekała, zastanawiając się jakim kurwa cudem, wciąż miał nad nią taką władzę. Wystarczyło jedno jego słowo, a leciała jak zakochany szczeniak i robiła te popierdolone rzeczy bez mrugnięcia okiem. A gdy sama odwalała jakiś shit, to pierwsza jej myśl była taka, że musi napisać do Billego. Po sześciu latach powinno jej przejść. Powinien być kolejną zabaweczką, którą wyrzucała do kosza, gdy tylko się znudzi. A jednak zawsze wracała. Darzyła tego mężczyznę uczuciami, czy tego chciała, czy nie. Bo nigdy jej nie udało się wyleczyć z Williama. I jak na ironię losu tym razem, to ona chciała więcej. A on... Zraniła go. Kiedyś zawiodła jego zaufanie i żadne wytłumaczenia nie mogły tego naprawić. Tkwili więc w tym zawieszeniu, a ona szanując jego podejście do związków nie robiła kolejnego kroku. Żartowała sobie. Latała do niego za każdym razem. Nie kłamała. Czyny miały ważniejsze znaczenie niż słowa. Bo te, w ich wydaniu, nieraz miały mało wspólnego ze stanem rzeczywistym. Dlatego jak każda pojebana laska, zamiast wyłożyć karty na stół, to lokowała uczucia w innym facecie. Rozsądne, prawda?
Była ciekawa, kiedy ktoś się do niej przyjebie. Ta okolica nie należała do przyjemnych. Na ziemi leżało kilka pustych strzykawek, a graffiti na ścianach przyprawiło nie jedną staruszkę o zawał. Jeśli ktoś miał ubogi zasób przekleństw, to mógł w świetle dziennym podziwiać te dzieła. Co prawda kilka słów było napisanych z jebanym błędem, ale widziała oczami wyobraźni, jak jakaś tania dziwka w lateksie chodzi od ściany do ściany z drewnianym patyczkiem i uczy młodzież kilku pięknych słów. Ona zaś z nudów wyciągnęła czarny marker z torebki i rysowała małe diabełki w różnych pozycjach z Kamasutry.
- Nie wykreślimy złotego strzału. No chyba, że dalej będę taka seksi nawet ze zmarszczkami. A taki namiot, to od razu porwałby ci wiatr. Jest niepraktyczny. Z dwoma dziewczynami. I tak, zaostrzyłam zasady gry. - odpowiedziała, gdy w końcu do niej podszedł Książę Prostackiego Zachowania. Skończyła rysować diablicę, która ujeżdżała wielkie dildo i w końcu spojrzała na niego. Oceniając, czy warto było na niego tyle czekać.
- To gdzie mnie zabierasz, Romeo? - okręciła się, w blasku nikłego światła latarni, żeby widział, jak zajebiście wygląda. A następnie złożyła krótki pocałunek na jego ustach, dając przedsmak tego, co może dostać, jeśli odpowiednio się postara. Chociaż dla niego mogłaby się sponiewierać nawet tutaj, w tym ciemnym zaułku na oczach lokalnego meneliksa, który robił sobie dobrze od kilku minut na schodach.
William N. Patel