’Cause I’m here keeping you alive
: ndz sie 23, 2026 10:01 am
No. 2
I turn the thought before you think.
Poprzednie spotkanie z Florianem zakończyło się wielkim finałem i Dion skłamałby, gdyby powiedział, że się tego nie spodziewał. Był zadowolony z rezultatu terapii, z tego, że pacjent obdarzył go zaufaniem i był posłuszny. Widział jak wiele go to kosztowało, a mimo wszystko wytrzymał do końca i opuścił gabinet z nowymi doświadczeniami, które na pewno dały mu do myślenia.
Nawiedzały go urywki wspomnień z tamtego dnia. Dobrze pamiętał drżenie jego ciała, zapach czasami nawiedzał go, przypominając jak fantastyczne było to doznanie. Snuł się wtedy jeszcze chwilę po pustym pomieszczeniu, z którego powoli uchodziły kolory, aby znowu stał się szary i spokojny. Przedmioty przestawały lśnić, odbijając neonowe barwy, a cień objął każdy kąt, pogrążając Diona w aurze ponurej i prawie smutnej.
Tylko, że jemu nie było smutno.
Poczekał aż echo kroków wychodzącego Floriana umilknie, a potem podniósł jego bieliznę, którą ten przez nieuwagę zostawił za sobą i uniósł ją do twarzy, żeby zaciągnąć się zapachem, którym przesiąknięty był materiał. Przymknął oczy, delektując się tym. Pamiętał, że jeszcze długo brakowało miejsca w jego własnych spodniach, ale rozładował napięcie krótko po tym, jak wrócił do domu. Był bardzo zdyscyplinowany i mimo dyskomfortu i myśli uciekających do Floriana, zatroszczył się o to, aby w gabinecie i na korytarzu panował porządek, aby sprawdzić czy wszystkie drzwi są zamknięte, a potem bezpiecznie dojechać do domu, przestrzegając wszystkich zasad ruchu drogowego.
Rzadko się uśmiechał, a kiedy już to robił, zazwyczaj uśmiechy były wymuszone. Niedługo przed kolejnym spotkaniem z Florianem, w dzień wolny, udał się do galerii handlowej, żeby kupić sobie nowy, skórzany pasek. Nie przepadał za zakupami, ale zależało mu na konkretnym pasku, którego nie mógł dostać online. Znudzonym spojrzeniem przesuwał wzrokiem po otoczeniu, aż jego spojrzenie padło na kobietę, która głośno go powitała. Przyjrzał się jej krytycznie, ale wtedy w kadrze pojawił się i Florian. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że miał do czynienia z jego matką. To wtedy pojawił się ten wymuszony, sztuczny firmowy uśmiech.
Kilka minut później siedzieli przy jednym stoliku w pobliskiej kafejce, a Dion z nogą założoną na nogę, wygodnie rozparty w fotelu, z podwójnym espresso w dłoni, opowiadał kobiecie jak ogromne postępy robi jej syn i jak wiele wysiłku wkłada w terapię. Dosłownie… całego siebie. Nie patrzył na jej syna, całą uwagę poświęcając tylko jej. Dopiero na koniec zaszczycił go krótkim spojrzeniem, kiedy na odchodne rzucił, że zobaczą się w czwartek w gabinecie.
Czekał na niego każdego dnia po trochu, a gdy wszedł do pomieszczeniu kilka minut przed umówioną godziną, po krótkim proszę, gdy już zapukał, Dion był niezwykle usatysfakcjonowany jego widokiem. Przygotował dla niego zestaw leków, całkowicie bezpiecznych, jedynie delikatnie wykraczających poza przyjętą dawkę. Miały go stymulować, przyjemnie otępiać i lekko rozgrzewać oraz dodawać pewności siebie.
— Usiądź — zaprosił go, wskazując fotel przed dużym biurkiem. Przesunął w jego stronę kasetkę z lekami na cały tydzień, a każdy zestaw leżał w oddzielnym pojemniku z nazwą dnia tygodnia. — Pierwszy zestaw weź teraz — dodał, zsuwając palce z pojemnika, za to przesuwając w jego stronę szklankę i butelkę z wodą niegazowaną. Odchylił się w swoim fotelu, przyglądając pacjentowi spod ciemnych rzęs. Przypomniał sobie ich ostatnią interakcje w tym gabinecie, jego ostatnią lekarską interwencję, będącą częścią szczegółowo obmyślonej terapii. Poruszył się na samo wspomnienie.
— Opowiedz mi jak minął ci tydzień.
florian halstead
I turn the thought before you think.
Poprzednie spotkanie z Florianem zakończyło się wielkim finałem i Dion skłamałby, gdyby powiedział, że się tego nie spodziewał. Był zadowolony z rezultatu terapii, z tego, że pacjent obdarzył go zaufaniem i był posłuszny. Widział jak wiele go to kosztowało, a mimo wszystko wytrzymał do końca i opuścił gabinet z nowymi doświadczeniami, które na pewno dały mu do myślenia.
Nawiedzały go urywki wspomnień z tamtego dnia. Dobrze pamiętał drżenie jego ciała, zapach czasami nawiedzał go, przypominając jak fantastyczne było to doznanie. Snuł się wtedy jeszcze chwilę po pustym pomieszczeniu, z którego powoli uchodziły kolory, aby znowu stał się szary i spokojny. Przedmioty przestawały lśnić, odbijając neonowe barwy, a cień objął każdy kąt, pogrążając Diona w aurze ponurej i prawie smutnej.
Tylko, że jemu nie było smutno.
Poczekał aż echo kroków wychodzącego Floriana umilknie, a potem podniósł jego bieliznę, którą ten przez nieuwagę zostawił za sobą i uniósł ją do twarzy, żeby zaciągnąć się zapachem, którym przesiąknięty był materiał. Przymknął oczy, delektując się tym. Pamiętał, że jeszcze długo brakowało miejsca w jego własnych spodniach, ale rozładował napięcie krótko po tym, jak wrócił do domu. Był bardzo zdyscyplinowany i mimo dyskomfortu i myśli uciekających do Floriana, zatroszczył się o to, aby w gabinecie i na korytarzu panował porządek, aby sprawdzić czy wszystkie drzwi są zamknięte, a potem bezpiecznie dojechać do domu, przestrzegając wszystkich zasad ruchu drogowego.
Rzadko się uśmiechał, a kiedy już to robił, zazwyczaj uśmiechy były wymuszone. Niedługo przed kolejnym spotkaniem z Florianem, w dzień wolny, udał się do galerii handlowej, żeby kupić sobie nowy, skórzany pasek. Nie przepadał za zakupami, ale zależało mu na konkretnym pasku, którego nie mógł dostać online. Znudzonym spojrzeniem przesuwał wzrokiem po otoczeniu, aż jego spojrzenie padło na kobietę, która głośno go powitała. Przyjrzał się jej krytycznie, ale wtedy w kadrze pojawił się i Florian. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że miał do czynienia z jego matką. To wtedy pojawił się ten wymuszony, sztuczny firmowy uśmiech.
Kilka minut później siedzieli przy jednym stoliku w pobliskiej kafejce, a Dion z nogą założoną na nogę, wygodnie rozparty w fotelu, z podwójnym espresso w dłoni, opowiadał kobiecie jak ogromne postępy robi jej syn i jak wiele wysiłku wkłada w terapię. Dosłownie… całego siebie. Nie patrzył na jej syna, całą uwagę poświęcając tylko jej. Dopiero na koniec zaszczycił go krótkim spojrzeniem, kiedy na odchodne rzucił, że zobaczą się w czwartek w gabinecie.
Czekał na niego każdego dnia po trochu, a gdy wszedł do pomieszczeniu kilka minut przed umówioną godziną, po krótkim proszę, gdy już zapukał, Dion był niezwykle usatysfakcjonowany jego widokiem. Przygotował dla niego zestaw leków, całkowicie bezpiecznych, jedynie delikatnie wykraczających poza przyjętą dawkę. Miały go stymulować, przyjemnie otępiać i lekko rozgrzewać oraz dodawać pewności siebie.
— Usiądź — zaprosił go, wskazując fotel przed dużym biurkiem. Przesunął w jego stronę kasetkę z lekami na cały tydzień, a każdy zestaw leżał w oddzielnym pojemniku z nazwą dnia tygodnia. — Pierwszy zestaw weź teraz — dodał, zsuwając palce z pojemnika, za to przesuwając w jego stronę szklankę i butelkę z wodą niegazowaną. Odchylił się w swoim fotelu, przyglądając pacjentowi spod ciemnych rzęs. Przypomniał sobie ich ostatnią interakcje w tym gabinecie, jego ostatnią lekarską interwencję, będącą częścią szczegółowo obmyślonej terapii. Poruszył się na samo wspomnienie.
— Opowiedz mi jak minął ci tydzień.
florian halstead