let me take you home
: ndz sie 23, 2026 12:22 pm

008
Powinna ją zignorować.
Mieć ją gdzieś.
Już z pierwszym smsem, który wysłała. Daisy nie powinna nawet na niego odpowiadać. Jasno dawał do zrozumienia, że Finch była nie tylko bezczelna ale też pijana, a przecież z własnego oświadczenia wiedziała, że z pijanymi ludźmi się nie wchodziło w dyskusje. Po pierwsze nie dało się wtedy z nimi dogadać, a po drugie oni i tak wiedzieli swoje najlepiej. Szkoda tylko, że Whitmore już nie potrafiła być obojętna na Finch. Nie umiała się nią nie przejmować. Słowami, które wypowiadała, tym jak się zachowywała, a teraz nawet chociażby faktem, że była gdzieś kompletnie nawalona i pewnie nie miała jak wrócić do domu.
Powinna ją zignorować, ale nie potrafiła.
Dlatego tak bardzo naciskała na adres. Chciała ją odebrać i odwieźć do domu. Chociaż tyle mogła zrobić. Przez większość ich spotkać i wspólnych wyjść, to Whitmore w pierwszej kolejności się wstawiała. Kira wtedy dzielnie, za każdym razem upewniała się, że managerka docierała bezpiecznie do łózka. Teraz przyszedł czas, żeby zrobiła to samo. A przynajmniej tak to sobie tłumaczyła, kiedy podniosła się z łóżka, a Rowan przewrócił się na drugi bok. Jedna powieka drgnęła mu do góry, a krótkie pytanie co robisz wyleciało w pełni zachrypnięte spomiędzy jego warg.
— Mamy awarie w pracy — rzuciła spokojnie, sięgając do jego policzka i głaszcząc go delikatnie. — Musze jechać do redakcji i pomóc. Wróć jak najszybciej — dodała, wyjaśniając mu wszystko. Pewnie gdyby jej mąż był w pełni rozbudzony zaraz pytałby jej po co, jak i dlaczego, a potem jeszcze pewnie chciał ją sam tam odwieźć, jednak całe szczęście w jego półprzytomnym stanie, w jakim się znajdował, nawet się zbyt nie zainteresował. Skinął jedynie głową i schował twarz w poduszce.
Whitmore natomiast złapała za pierwsze, lepsze ciuchy z szafy. Zarzuciła na siebie luźne jeansy, chodzoną koszulkę i czarną bluzę, a potem przeszła do łazienki. Włosy spięła w kucyk i szybko skierowała się do wyjścia, po drodze łapiąc kluczyki do audi w kolorze baby blue, który pasował do jej oczu.
NIe miała pojęcia, gdzie znajdował się lokal, w którym balowała Finch, dlatego musiała wspomóc się nawigacją. Na miejsce dojechała po jakiś dziesięciu minutach. Głośna muzykę było słychać jeszcze przed budynkiem. Kilka osób kręciło się przed wejściem, kilka grupek paliło papierosy. Daisy aż zajrzała w każdą jedną, bo nawet by ją nie zdziwiło, jakby Kira stała z petem pomiędzy wargami, ale nie. Zero blond włosów w tłumie.
Przeszła do środka. Klub był dość spory i aż westchnęła ciężko, bo znalezienie jej tutaj pewnie będzie graniczyło z cudem. Spróbowała pierwsze przy barze, potem w lożach, ale nigdzie jej nie widziała. Stanęła więc na środku, rozglądając się dookoła i mając nadzieje, że to ona w pierwszej kolejności może ją wypatrzy i się pofatyguje. Nawet napisała do niej wiadomość, że jest na miejscu.