Strona 1 z 1

teach me some fun tricks

: ndz sie 23, 2026 2:09 pm
autor: Paris Kingsley
*parę tygodni wcześniej*


Adrenalina stale utrzymywała ją przy życiu.
I tylko dzięki niej, wciąż czuła się jakkolwiek żywa.


Było ciężko. Cholernie ciężko. Paris nie wyszła z mieszkania nawet na sekundę, zaciskając mocno palce na nowej paczce papierosów, którą kupiła na powrocie po nocnej zmianie w barze. Skubała paznokciem folię ochronną, podciągając swoje kolana do klatki piersiowej; pustka w jej głowie, przyprawiała ją o ból, przypominający okropną migrenę. Dość nieświadomie uniosła opuszki palców do swojego srebrnego naszyjnika, na którym prędko je zacisnęła. Rissy przymknęła oczy, czując pod powiekami piekące łzy. Kurwa, nie da sobie rady. Bywały chwile, gdy miała ochotę go zerwać, bo dawał jej złudne poczucie wsparcia i bezpieczeństwa, ale… Ale nie dziś. Dziś nie mogła zebrać myśli ani uspokoić niespokojnego serca. Kingsley wsunęła papierosa między wargi, drżącą dłonią, podpalając jego końcówkę; zaciągnęła się dymem, odchylając głowę i opierając ją na kanapie za swoimi plecami.

Pierdolę to. Nie spędzę tak kolejnej nocy.

Dziewczyna podniosła się z podłogi, nadal trzymając papierosa w ustach i podeszła do lustra, wycierając dłońmi czarne plamy na swoich policzkach po rozmazanym tuszu. Uniosła palce od swoich blond loków, dość tępo wpatrując się w swoje odbicie. Przeżyła gorsze gówno od tego. Rissy zgasiła peta w szklanej popielniczce, przy oknie i poszła przygotować się na jedno z wydarzeń, na które zaprosiła je któraś z koleżanek, które poznała na swoim wyścigu. Potrzebowała towarzystwa, alkoholu i emocji; może nawet trochę hałasu, który zapełni w jakiś sposób jej umysł. Zapinając swoje czarne kozaki na wysokiej szpilce, Rissy obiecała sobie, że tej nocy, nie wróci już w tym samym stanie do domu.

Nie było jeszcze tak późno, gdy dotarła na miejsce. Paris odnalazła swoje koleżanki, od razu kupując piwo, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie, w pełni usatysfakcjonowany sposób. No, bo była na swoim miejscu, tak? W dużym gronie ludzi o podobnych zainteresowaniach, w którym była szanowana i lubiana. Czego chcieć więcej, hm? Minęło może pół godziny, zanim w końcu zobaczyła główne gwiazdy eventu. Zatrzymała spojrzenie na młodym chłopaku, trzymającym kask — wyglądał jak szczeniaczek, którego mogłaby pogłaskać po głowie. Był przystojny, ale wciąż wydawało jej się, że… Nie było w nim ani w tym wszystkim, nic specjalnego. Była dość mocno zapatrzona w swoje wyścigi i auta. Przyszła tu jednak, bo każda aktywność wydawała jej się aktualnie lepsza od siedzenia samej w domu.

Nie spodziewała się, że show, które zaraz zobaczy będzie aż tak… imponujące. Nie potrafiła odwrócić wzroku nawet na chwilę, gdy zaczęli pokaz. To z pewnością była adrenalina; to było coś, czego potrzebowała i co mogłaby spróbować, bo przecież ryzyko było tym, co kochała najbardziej. Rissy podążyła wzrokiem za chłopakiem, zaraz ruszając w jego kierunku, gdy skończyli i zeszli z motorów, po czym stanęła w niewielkiej odległości, obserwując sprzęt z bliska.
— Przez chwilę myślałam, że to tylko dziecinne sztuczki, ale cholera, to było świetne — przyznała na głos. — Wyglądałeś niewinnie, więc nie doceniłam twoich umiejętności — wyjaśniła, uśmiechając się prawie przepraszająco. — Jak dużo czasu potrzeba na naukę takich… akrobacji? — rzuciła, przenosząc spojrzenie z nieznajomego na motor.

little babyboy

teach me some fun tricks

: śr sie 26, 2026 12:59 am
autor: Jordan Rowntree
Adrenalina nie pozwalała mu jeszcze zejść na ziemię.

Jordan w zasadzie na przestrzeni tych kilku intensywnych, przygotowawczych dni, balansował na jej granicy. To uzależnienie nigdy nie przestawało go zaskakiwać. Było o tyle ciekawe, że potrafiło doprowadzić jego ciało do momentu, w którym bardziej zaczynało go wymęczać, niż pobudzać, a i tak te silne uczucia, dawały tak gwałtowną przyjemność, że nieustannie szukał kolejnego bodźca. Spektrum wszystkich tych emocji powodowało, że z każdym kolejnym pokazem robił kolejny krok do przodu, sprawdzając, czy da się przeżyć upadek z jeszcze większej wysokości.
Jedyne, za czym nie przepadał, to za momentami i przerwami, które występowały tuż przed rozpoczynającymi się zawodami. Nie lubił siedzenia w miejscu, a tego wymagał ten czas, poza przejazdem i występem treningowym. Dopiero kiedy wokół niego stopniowo zaczynało się robić coraz głośniej; kiedy zaczynali pojawiać się kolejni zawodnicy, a organizatorzy i obsługa zajmowali swoje stanowiska; kiedy hala zaczynała wypełniać się widzami, a muzyka zaczynała przebijać się przez rozmowy i silniki kolejnych motocykli, dopiero wtedy ponownie zaczynało mu się chcieć. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, kiedy stojąc z kaskiem w dłoni, wyczytywani byli kolejni zawodnicy, a hałas publiczności narastał. Jordan był gdzieś pod koniec stawki, bo w klasyfikacji sezonowej zajmował jedno z wyższych miejsc, ale do pierwszego trochę mu brakowało, dlatego liczył, że uda mu urwać trochę punktów i bardziej zbliżyć do najważniejszego podium, choć przez dzisiejszy charakter eventu pokazowego połączonego z konkursem, tych punktów do zgarnięcia było trochę mniej. Pierwszy przejazd kwalifikacyjny był dobry, ale to ten drugi przyniósł mu więcej punktów. Po krótkiej przerwie zaczęła się rudna finałowa, składająca się z najlepszej ósemki, i tutaj podobnie jak w pierwszej części, za drugi przejazd zagarnął większą liczbę punktów, niż za ten, który zaprezentował najpierw. To był swego rodzaju problem Rowntree, był świetnym zawodnikiem, ale nie wygrywał wszystkiego. Regularnie kończył wysoko i miał na koncie kilka zwycięstw, ale w sytuacji, kiedy miał bezpieczne drugie bądź trzecie miejsce, jego myśli sprowadzały się do chęci spróbowania czegoś jeszcze innego i nowego, dlatego podejmując ryzyko albo wygrywał całą rundę, albo popełniał błąd, tracąc więcej punktów, niż wtedy, gdyby trzymał się planu.
Jako że charakter danego widowiska był nieco inny, niż zamknięta, profesjonalna runda, to zawodnicy nie znikali po przejazdach, tylko mieli wyznaczoną strefę przy torze, gdzie rozmowy z widzami, były jak najbardziej wskazane. Jordan przeszedł właśnie tam tuż po przejeździe, będąc nadal potężnie naładowanym adrenaliną. Też dlatego, kiedy usłyszał głos nieopodal, przez moment nie zareagował. Jego mózg potrzebował chwili, aby przestawić się z trybu skupienia na torze, na tryb zwykłej rozmowy. I kiedy już dotarły do niego, jej słowa parsknął cicho. To z pewnością nie był komentarz, którego spodziewał się po swoim przejeździe, ale poprzez swoją niestandardowość nawet go rozbawił. — Powinienem potraktować to jako komplement? — dopytał, przyglądając jej się nieco uważniej. Nie pamiętał, żeby widział ją wcześniej w tłumie, choć przy takiej liczbie osób, ciężko spamiętać każdą twarz. — Lata i sporo czasu spędzonego na ziemi, bo na początku to jednak na niej kończysz częściej niż w powietrzu — odpowiedział, nie spuszczając z niej wzroku. — Pierwszy raz? — spytał wprost z wyraźną ciekawością.

crazy paris

teach me some fun tricks

: ndz sie 30, 2026 7:56 pm
autor: Paris Kingsley
Duh, to jest komplement — powiedziała, opierając się o balustradę, która oddzielała ich od siebie. Jak na razie skupiała się głównie na jego motorze, bardziej niż na nim. To była dla niej nowość. Fascynacja, o której chciała dowiedzieć się znacznie więcej. Dziewczyna zawsze preferowała samochody, bo na swój pokręcony sposób, czuła się w nich pewniej i bezpieczniej; choć, gdy podejmowała te swoje skrajnie nieodpowiedzialne wybory, chodziło jej przecież o to całe niebezpieczeństwo, które ją pociągało. Nagle wyobraziła samą siebie na takim sprzęcie, może nie lewitującą jeszcze w powietrzu, ale pędzącą przez ulice Toronto. Trochę hot. Dopiero wtedy przesunęła spojrzenie na chłopaka, posyłając mu przy tym drobny uśmiech.
— Jestem strasznie niecierpliwa. Najchętniej to już byłabym u góry — parsknęła, podejrzewając jednak, że to nie może być takie proste. Gdyby było, równie dobrze byle kto mógłby się tym zajmować i nie byłoby w tym nic wyjątkowego. — Pierwsze upadki pewnie cholernie bolały, co? Częste wizyty na sorze? — zapytała, mimo wszystko wiedząc, że nie był to najłatwiejszy sport na świecie. Na pewno dość ryzykowny i niebezpieczny; ach, ale ta adrenalina… Rissy mogła sobie tylko wyobrażać, jakie to uczucie. Jeszcze mając pełną świadomość, jak wiele osób przygląda się jej pokazowi. — Och, tak, pierwszy. Widać? — zaśmiała się, odgarniając pasmo włosów za ucho. To pewnie przez jej ciekawość.

Kingsley była człowiekiem, który bezustannie chciał czegoś więcej od życia. Nigdy się nie nudziła, wpadając na coraz to nowsze i jednocześnie coraz to głupsze pomysły, które wprowadzały do jej życia więcej zamętu. Potrzebowała tego jak tlenu; tej spontaniczności i nieprzewidywalności, która skutecznie przypominała jej jak kruche to wszystko było. Spoglądając na Jordana, na jego występ i całą tę otoczkę, Paris zdała sobie sprawę, że to była kolejna rzecz, która mogłaby ją wciągnąć.
— Jest piękny — pochwaliła go, kiwając głową w stronę motoru. Podciągnęła się na balustradzie, sprawnie przerzucając nogi na drugą stronę, by znaleźć się bliżej młodszego chłopca. Nikt jeszcze nie zwrócił jej uwagi, wspaniale. — Drogie hobby? Ja… zajmuję się samochodami, więc wiem trochę o motoryzacji, ale nigdy nie skupiałam się na typowo motorach — zagaiła, tym razem opierając się biodrami o barierkę. No nie mogła mu powiedzieć, że ściga się nielegalnie poza miastem, tak? Jeszcze by na nią nakablował, nigdy nie wiadomo! Wyciągnęła dłoń w jego stronę, uśmiechając się w ten typowy dla siebie, przyjemny dla oka sposób. — Paris — przedstawiła się. Cóż, od tego powinna była zresztą zacząć. — Jak szybko zacząłeś? Wyglądasz dość młodo — stwierdziła, przechylając głowę do boku; miała tak wiele pytań, że z trudem potrafiła się jakkolwiek zatrzymać. Już wiedziała, że po powrocie do mieszkania, zacznie buszować w internecie, szukając większej ilości informacji.

Do czasu aż nie znajdzie sposobu, by sama władować się na taki sprzęt.

babyboy

teach me some fun tricks

: czw wrz 03, 2026 3:23 am
autor: Jordan Rowntree
Potrzebował całkowitego jednoznacznego potwierdzenia, aby jej słowa faktycznie przyjąć jako komplement. - Wiesz, niewinność raczej nie kojarzy mi się z czymś szczególnie imponującym, stąd moja niepewność — stwierdził bez krzty złośliwości, uznając, że wyjaśni swoje zdziwienie, tym bardziej że bawiła go sama sprzeczność miedzy jej określeniem, a tym, co wydarzyło się na torze. Jordan dość szybko spostrzegł, że wzrok Paris uciekł znacznie częściej w stronę motocykla, niż jego. Raczej nie on skradł jej serce, a znacznie skuteczniej zrobiła to maszyna, na której jeździł i właściwie nie przeszkadzało mu to. Zdecydowanie nie był typem chłopaka, który absolutnie każdą nową znajomość z płcią przeciwną wrzucałby do kategorii potencjalnego flirtu czy związku. Nigdy nie podchodził do tego w ten sposób. Gdyby tak było, byłby skrajnie głupim chłopakiem, bo przecież zdarzały się osoby, które mogły być ciekawe wyłącznie jego sportu i przed sobą miał chyba tego idealny przykład. - Jestem w stanie to zrozumieć, też kiedyś chciałem wszystko umieć od razu. - powiedział, mimo że teraz z perspektywy czasu, miał pełną świadomość, jak absurdalnie musiał brzmieć dla innych przy swoich początkach. Rowntree sam oparł się o balustradę, przechylając głowę w jej stronę. - Bolały — odpowiedział prędko, po chwili dodając. - Choć chyba bardziej moje ego — prychnął cicho pod nosem, a jego uśmiech delikatnie się poszerzył. - Sor? Kilka razy byłem, ale nie witają się jeszcze ze mną z imienia — zażartował. Zdawał sobie sprawę z tego, jak ryzykowny jest to sport, ale nie czuł potrzeby, aby jakoś dodatkowo go dramatyzować. Zresztą, chyba każdy widz, był w stanie samemu dojść do takich wniosków, skoro zawodnik rozpędzał ciężką maszynę, wybijając się do góry, w międzyczasie, zanim koła ponownie zetkną się z ziemią, wykonując skomplikowane triki. - Widać — przyznał bez większego zastanowienia.
Jordan doskonale znał to uczucie, bo w zasadzie całe życie czegoś szukał. Nie lubił nudy, a tym bardziej monotonii. Obie te rzeczy były dla niego irytujące. Potrzebował ruchu, nowych bodźców i kolejnych rzeczy do wypróbowania. Z tego też względu jako dzieciak zajmował się przeróżnymi rzeczami, mając masę zainteresowań. Wszędzie musiało być go pełno. - Powoli zaczynam rozumieć hierarchię, ja jestem niewinny, on jest piękny — mruknął, i choć mogło sprawić to wrażenie urażonej dumy, tak mówił to bardziej zaczepnie, niż na poważnie, co próbował przekazać szerokim uśmiechem. Chłopak nie zdążył zacząć kolejnego zdania, nim Kingsley znalazła się po jego stronie. Zauważył, jak dwóch ochroniarzy stojących kawałek dalej wyprostowało się niemal jednocześnie, a jeden zrobił już pierwszy krok w ich stronę. Było to dosyć zrozumiałe, bo balustrady z reguły nie znajdowały się na obiektach tak dla dekoracji. Jordan jednak uniósł dłoń, jakby chciał przekazać, że wszystko jest okej, choć wiedział, że pomimo odpuszczenia sprawy, z większą czujnością teraz zwracali na nich uwagę. - To akurat nie było najmądrzejsze — zauważył, mimo że nie brzmiało to, jak nie wiadomo jakie upomnienie. - Aaa, no to trochę bardziej teraz tłumaczy twoją fascynację nim przeciągnął, kiwając głową. Teraz jej koncentracja na motocyklu nie wydawała się aż tak przypadkowa. - Drogie? Tak, cholernie. Zwłaszcza że na początku, rozwalasz rzeczy częściej, niż chciałby tego twój portfel — przyznał, choć on akurat wiedział, że pod względem czysto finansowym był na o niebie lepszej pozycji, niż wielu innych zawodników. Jordan dość szybko uścisnął jej dłoń, przedstawiając się. - Jordan
Jej następne pytanie, wydawać by się mogło, że nie aż tak ciężkie, a sprawiło jednak, że na moment zamilkł, próbując stwierdzić w głowie, co powinien uznać za konkretny początek. - To zależy, co liczymy jako początek — stwierdził, wracając do niej spojrzeniem, po chwili rozszerzając swoją odpowiedź. - Zanim doszedłem do FMX, zaczynałem od kilku innych rzeczy, wiesz, deskorolka, hulajnoga — uśmiechnął się szerzej. - On był trochę takim logicznym kolejnym etapem. - dodał, a na on, kiwnął głową w stronę swojego motocykla. - Jazdę zacząłem, mając chyba trzynaście lat, FMX trochę później. - stwierdził, musząc jednak mocno zastanowić się nad tym, ile właściwie miał lat, zaczynając swoją przygodę. - Możesz zgadywać, ile mam lat.

crazy paris