You know you work here, right?
: ndz sie 23, 2026 2:40 pm
fit
Częścią jego pracy jako producenta było dowiezienie wszystkich programów na czas. Przez ostatnie lata zdążył się już wdrożyć w więcej niż tylko te rozrywkowe. Zarządzał całą gamą programów. Jego rola była o tyle niewdzięczna, że nikt nie potrafił jej dokładnie określić. Miał po prostu zadbać by program wyszedł na czas, a oglądalność była na odpowiednim poziomie. Nikt specjalnie nie wnikał jak to robił tak długo jak budżet był w miarę spięty. Sprawa nie była taka trudna, jak mogłaby się wydawać w przypadku większości ich produkcji. Ot wystarczyło zająć się tym by ludzie byli na czas, byli to odpowiedni ludzie na odpowiednich miejscach, a w tym wszystkim mieli jeszcze narzędzia do wykonywania swojej pracy.
Największe problemy zaczynały się przy reportażach. Ponieważ tutaj nie można było niczego nadrobić jakąś ładną buźką, ciekawym planem zdjęciowym czy dobrą pracą kamery. Reportaże spoczywały na jednej, najważniejszej rzeczy. Faktach. Nagraniach. Zdjęciach. Filmach. Od czasu do czasu można było coś przekolorować powołując się na źródło, które nie istniało, lecz to często spotykało się z przykrymi konsekwencjami ze strony organów ścigania bądź prawników. Dlatego w tym przypadku zawsze stąpali po naprawdę cienkim lodzie. Kiedy zaczynało brakować faktów, kiedy nie było historii, nie było całego programu, a na to jako producent nie mógł pozwolić.
Nie do końca lubił przychodzić w tych tematach do Lowie ponieważ prawda była taka, że nie był najlepszy w podejściu do osób po poważnych przeżyciach. Nie było tajemnicą, że straciła dziecko, a krótko po tym się rozwiodła. To wywarłoby piętno na każdym człowieku. Rozumiał to. Nie mógł powiedzieć, że wie dokładnie, co czuje. Nie próbował sobie nawet wyobrazić. Nie zamierzał też udawać. Chciał dać jej trochę przestrzeni. Usprawiedliwiał braki w jej przygotowaniu. Spóźnieniu. Wszyscy to robili. Jednak pewnych rzeczy musiał od niej w pracy wymagać. To była popieprzona sytuacja, w której nie myślał, że kiedykolwiek się znajdzie pracując w telewizji.
Wiedział, że przywołując ją do swojego biura nic by to nie dało. Potrafiła go unikać. Wyszedłby na chwilę, a ona znalazłaby właśnie ją żeby powiedzieć, że przecież była, ale jego nie było. Więc musiał być uparty. Złapać ją gdy tylko pojawi się na terenie stacji. Dlatego czekał zaraz za szlabanem. Był świadom tego, że pewnie przyjdzie mu trochę poczekać, więc przytargał sobie stolik z jakiegoś planu śniadaniówki, dwa krzesła. Zrobił sobie kawę w filiżance. Przyniósł własne rogaliki. Niektóre nawet z nadzieniem. Rozsiadł się wygodnie i zaczął czytać scenariusze na kolejne kilka dni. Musiał wyglądać tutaj całkowicie z czapy, ale nie robiło to na nim większego wrażenia. Przyciąganie spojrzeń nie było dla niego nigdy problemem. Kiedyś nawet o to zabiegał.
- Lowie... - powiedział przeciągle, lecz stanowczo kiedy kobieta próbowała się przy nim przemknąć niby go nie zauważając - Kto by pomyślał, że się tutaj spotkamy. Przy wejściu dla pracowników. - spojrzał na nią ponad oprawkami swoich okularów przeciwsłonecznych składając program i odkładając go na stolik - Usiądź, zapraszam, to już chyba pora na... - spojrzał na zegarek dość ostentacyjnie - Brunch? - przeniósł na nią dość wymowne spojrzenie zapraszając ją do stolika gestem dłoni.
Jak na byłego aktora przystało całkiem dobrze odgrywał rolę przypadkowego spotkania przy kawie. Niektóre kobiety pewnie pomyślałyby nawet, że to całkiem romantyczne zagranie gdyby oczywiście były nim zainteresowane. Trudno było mu odmówić. Dlatego był tak dobry w tym, co robił.
Elowen Grosvenor
Częścią jego pracy jako producenta było dowiezienie wszystkich programów na czas. Przez ostatnie lata zdążył się już wdrożyć w więcej niż tylko te rozrywkowe. Zarządzał całą gamą programów. Jego rola była o tyle niewdzięczna, że nikt nie potrafił jej dokładnie określić. Miał po prostu zadbać by program wyszedł na czas, a oglądalność była na odpowiednim poziomie. Nikt specjalnie nie wnikał jak to robił tak długo jak budżet był w miarę spięty. Sprawa nie była taka trudna, jak mogłaby się wydawać w przypadku większości ich produkcji. Ot wystarczyło zająć się tym by ludzie byli na czas, byli to odpowiedni ludzie na odpowiednich miejscach, a w tym wszystkim mieli jeszcze narzędzia do wykonywania swojej pracy.
Największe problemy zaczynały się przy reportażach. Ponieważ tutaj nie można było niczego nadrobić jakąś ładną buźką, ciekawym planem zdjęciowym czy dobrą pracą kamery. Reportaże spoczywały na jednej, najważniejszej rzeczy. Faktach. Nagraniach. Zdjęciach. Filmach. Od czasu do czasu można było coś przekolorować powołując się na źródło, które nie istniało, lecz to często spotykało się z przykrymi konsekwencjami ze strony organów ścigania bądź prawników. Dlatego w tym przypadku zawsze stąpali po naprawdę cienkim lodzie. Kiedy zaczynało brakować faktów, kiedy nie było historii, nie było całego programu, a na to jako producent nie mógł pozwolić.
Nie do końca lubił przychodzić w tych tematach do Lowie ponieważ prawda była taka, że nie był najlepszy w podejściu do osób po poważnych przeżyciach. Nie było tajemnicą, że straciła dziecko, a krótko po tym się rozwiodła. To wywarłoby piętno na każdym człowieku. Rozumiał to. Nie mógł powiedzieć, że wie dokładnie, co czuje. Nie próbował sobie nawet wyobrazić. Nie zamierzał też udawać. Chciał dać jej trochę przestrzeni. Usprawiedliwiał braki w jej przygotowaniu. Spóźnieniu. Wszyscy to robili. Jednak pewnych rzeczy musiał od niej w pracy wymagać. To była popieprzona sytuacja, w której nie myślał, że kiedykolwiek się znajdzie pracując w telewizji.
Wiedział, że przywołując ją do swojego biura nic by to nie dało. Potrafiła go unikać. Wyszedłby na chwilę, a ona znalazłaby właśnie ją żeby powiedzieć, że przecież była, ale jego nie było. Więc musiał być uparty. Złapać ją gdy tylko pojawi się na terenie stacji. Dlatego czekał zaraz za szlabanem. Był świadom tego, że pewnie przyjdzie mu trochę poczekać, więc przytargał sobie stolik z jakiegoś planu śniadaniówki, dwa krzesła. Zrobił sobie kawę w filiżance. Przyniósł własne rogaliki. Niektóre nawet z nadzieniem. Rozsiadł się wygodnie i zaczął czytać scenariusze na kolejne kilka dni. Musiał wyglądać tutaj całkowicie z czapy, ale nie robiło to na nim większego wrażenia. Przyciąganie spojrzeń nie było dla niego nigdy problemem. Kiedyś nawet o to zabiegał.
- Lowie... - powiedział przeciągle, lecz stanowczo kiedy kobieta próbowała się przy nim przemknąć niby go nie zauważając - Kto by pomyślał, że się tutaj spotkamy. Przy wejściu dla pracowników. - spojrzał na nią ponad oprawkami swoich okularów przeciwsłonecznych składając program i odkładając go na stolik - Usiądź, zapraszam, to już chyba pora na... - spojrzał na zegarek dość ostentacyjnie - Brunch? - przeniósł na nią dość wymowne spojrzenie zapraszając ją do stolika gestem dłoni.
Jak na byłego aktora przystało całkiem dobrze odgrywał rolę przypadkowego spotkania przy kawie. Niektóre kobiety pewnie pomyślałyby nawet, że to całkiem romantyczne zagranie gdyby oczywiście były nim zainteresowane. Trudno było mu odmówić. Dlatego był tak dobry w tym, co robił.
Elowen Grosvenor