vikram sirojc
: ndz sie 23, 2026 9:19 pm
vikram sirojc

data i miejsce urodzenia
15.05.1988, monachiumzaimki
on/jegozawód
terapeutamiejsce pracy
prywatny gabinet flow stateorientacja
biseksualnydzielnica mieszkalna
the kingswaypobyt w toronto
od piętnastu latumiejętności
posiada prawo jazdy, doskonale manipuluje ludźmi, perfekcyjny kłamca, błyskawicznie odnajduje się w towarzystwie, urodzony przywódca, potrafi grać na fortepianie, zna łacinę i grekę, ma świetną pamięć, na tyle dobry rozmówca, że ludzie łatwo mu ufająsłabości
boi się robactwa, brudu i kurzu, nie potrafi tańczyć, ma słabość do substancji psychoaktywnych, za grosz nie umie zarządzać finansami i myśli, że jest bezkarny, nie akceptuje swojej wrażliwości na świat zewnętrzny, dlatego stara się ją skryć pod maską chłodnego i niemal wyłączonego z emocji, angażuje się szybko i intensywnie, wyznaje zasadę "po trupach do celu"— two things died that day. you and the chance to ever feel whole again.
Na szerokim, dębowym biurku leżały rozrzucone dokumenty. Faktury po terminie płatności, ponaglenia, pozew sądowy, wniosek o odszkodowanie, potwierdzenie zamówienia z hurtowni farmaceutycznej i paragon od najdroższego krawca w mieście. Vasiliana cicho westchnęła, unosząc wierzchem dłoni okulary, byleby przetrzeć zmęczone oczy. Kawa stała już dawno zimna, a mimo to upiła jej spory łyk, krzywiąc się na gorzki smak.
— Nie smakuje ci? Dziwne. Sprowadzono ją prosto z Chin — oznajmił spokojnie, wchodząc leniwym krokiem do gabinetu. Ciężki, czarny płaszcz bezszelestnie opadł na podłogę, gdy krytyczne spojrzenie objęło sylwetkę zmęczonej kobiety. W kąciku oka pojawiła się zmarszczka, choć Vasiliana znała go za dobrze, by uznać to za przejaw troski.
— Jest paskudna. Jak wszystko, co lubisz. Który to już miesiąc bez cukru? Nieważne. Vikram, przemyślałeś to? Jeśli się nie uda, to... — bezsilnie wskazała ręką na rozrzucone pliki papierów przed sobą, nerwowo gryząc wargę. Mężczyzna zaledwie zagadkowo się uśmiechnął, pochylając wówczas nad stołem i ujmując jej podbródek w palce.
— Chyba nie zaczęłaś wątpić w nasz projekt, najdroższa? Przemyślałem. To doskonały sposób, a tym się nie przejmuj. To tylko bzdury, nic nam nie zrobią — zapewnił, głaszcząc skórę dziewczęcia. Pochylił się, tonąc w rozkosznym wstrzymaniu przez nią oddechu i ucałował ją w czoło.
Wszelkie wątpliwości zawsze rozwiewał bliskością. Jakby doskonale wiedział, że jego obecność była zbyt hipnotyzująca dla ludzi, aby mu nie ulec.
— Robi się niebezpiecznie — ciągnęła, zaciskając zęby w marnej próbie walki. — przychodzą listy też z Niemiec. Oni wiedzą, Vikramie. Ostatni pacjent też złożył zawiadomienie. Jeśli znowu dojdzie do afery medialnej... — słowa ugrzęzły w jej gardle, gdy dłoń Sirojca zsunęła się z podbródka na szyję. Zacisnął je stanowczo, wpatrując się w jasne oczy z nieodgadniętym wyrazem. Patrzył, jak rybka walczy o każdy oddech.
— Więc zrób wszystko, żeby nie doszło, do jasnej cholery. Ciężko pracuję. Zaczynam się zastanawiać, czy twoja terapia przynosi jakiekolwiek skutki, czy może powinienem cię wyrzucić i uciąć dawki. To wielka rzecz, Vasiliana. Ogromny projekt. Jeszcze nikt tego nie zrealizował — syczał, chwilowo tracąc kontrolę. Zaledwie na moment, bo gdy oczy kobiety zaszły łzami, nagle ją wypuścił. Wyprostował się, strzepując z drogiej koszuli niewidzialny paproch. — Nie każ mi robić tego ponownie i nie wspominaj o Niemczech. Dzisiaj będzie dostawa. Upewnij się, że grzyby mają odpowiednie warunki — dokończył, odwracając się napięcie. Zebrał plik dokumentów, o który prosił ówcześnie i z pomrukiem zadowolenia zerknął na nazwisko u samej góry strony.
To on miał być kluczem. Pierwszym uleczonym. Drogą do sukcesu.
Nikt nie mógł mu w tym przeszkodzić.
Jakby był Bogiem.
Na szerokim, dębowym biurku leżały rozrzucone dokumenty. Faktury po terminie płatności, ponaglenia, pozew sądowy, wniosek o odszkodowanie, potwierdzenie zamówienia z hurtowni farmaceutycznej i paragon od najdroższego krawca w mieście. Vasiliana cicho westchnęła, unosząc wierzchem dłoni okulary, byleby przetrzeć zmęczone oczy. Kawa stała już dawno zimna, a mimo to upiła jej spory łyk, krzywiąc się na gorzki smak.
— Nie smakuje ci? Dziwne. Sprowadzono ją prosto z Chin — oznajmił spokojnie, wchodząc leniwym krokiem do gabinetu. Ciężki, czarny płaszcz bezszelestnie opadł na podłogę, gdy krytyczne spojrzenie objęło sylwetkę zmęczonej kobiety. W kąciku oka pojawiła się zmarszczka, choć Vasiliana znała go za dobrze, by uznać to za przejaw troski.
— Jest paskudna. Jak wszystko, co lubisz. Który to już miesiąc bez cukru? Nieważne. Vikram, przemyślałeś to? Jeśli się nie uda, to... — bezsilnie wskazała ręką na rozrzucone pliki papierów przed sobą, nerwowo gryząc wargę. Mężczyzna zaledwie zagadkowo się uśmiechnął, pochylając wówczas nad stołem i ujmując jej podbródek w palce.
— Chyba nie zaczęłaś wątpić w nasz projekt, najdroższa? Przemyślałem. To doskonały sposób, a tym się nie przejmuj. To tylko bzdury, nic nam nie zrobią — zapewnił, głaszcząc skórę dziewczęcia. Pochylił się, tonąc w rozkosznym wstrzymaniu przez nią oddechu i ucałował ją w czoło.
Wszelkie wątpliwości zawsze rozwiewał bliskością. Jakby doskonale wiedział, że jego obecność była zbyt hipnotyzująca dla ludzi, aby mu nie ulec.
— Robi się niebezpiecznie — ciągnęła, zaciskając zęby w marnej próbie walki. — przychodzą listy też z Niemiec. Oni wiedzą, Vikramie. Ostatni pacjent też złożył zawiadomienie. Jeśli znowu dojdzie do afery medialnej... — słowa ugrzęzły w jej gardle, gdy dłoń Sirojca zsunęła się z podbródka na szyję. Zacisnął je stanowczo, wpatrując się w jasne oczy z nieodgadniętym wyrazem. Patrzył, jak rybka walczy o każdy oddech.
— Więc zrób wszystko, żeby nie doszło, do jasnej cholery. Ciężko pracuję. Zaczynam się zastanawiać, czy twoja terapia przynosi jakiekolwiek skutki, czy może powinienem cię wyrzucić i uciąć dawki. To wielka rzecz, Vasiliana. Ogromny projekt. Jeszcze nikt tego nie zrealizował — syczał, chwilowo tracąc kontrolę. Zaledwie na moment, bo gdy oczy kobiety zaszły łzami, nagle ją wypuścił. Wyprostował się, strzepując z drogiej koszuli niewidzialny paproch. — Nie każ mi robić tego ponownie i nie wspominaj o Niemczech. Dzisiaj będzie dostawa. Upewnij się, że grzyby mają odpowiednie warunki — dokończył, odwracając się napięcie. Zebrał plik dokumentów, o który prosił ówcześnie i z pomrukiem zadowolenia zerknął na nazwisko u samej góry strony.
To on miał być kluczem. Pierwszym uleczonym. Drogą do sukcesu.
Nikt nie mógł mu w tym przeszkodzić.
Ciekawostki
Nie wiadomo o nim wiele. Zaledwie tyle, że urodził się w Niemczech, choć matka pochodziła najprawdopodobniej z Rosji. Ród był bogaty, więc dzieciństwo spędził na nauce języków, gry na instrumentach, geografii i naukach ścisłych. To z nich był najlepszy, a niezdrowa fascynacja ludzkim mózgiem rozpoczęła się na wczesnym etapie. Uczył się w prywatnych szkołach, odizolowany od rówieśników o niższym statusie społecznym. Osobowość narcystyczna równie szybko została wykryta, ale to go nie powstrzymało. Widnieje na liście absolwentów Uniwersytetu Oksfordzkiego, ale następnie niełatwo coś o nim znaleźć. Podobno ożenił się jeszcze w Niemczech, ale po znalezieniu jego żony i syna martwego, rozpłynął się w powietrzu. Oficjalnie nigdy go nie oskarżono, bo miał alibi. Był wtedy poza miastem, załatwiał interesy, choć niektórzy mówią, że w hotelu ze znacznie młodszym od siebie mężczyzną. To wszystko było strasznie brudne, wiesz? Krwawa historia, i jeszcze te donosy, że ma coś wspólnego z handlem... No wiesz. Nie wiem, czy jakiekolwiek środki odurzające powinny być użytkowane w terapii. Wiem, że cholernie dużo bierze pieniędzy za choćby jedną sesję. Ale wiesz co? Oprócz tego zmarłego pacjenta... ludzie naprawdę nazywają go cudotwórcą.zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
niskizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie