Strona 1 z 1

If you want to get free, you have to first get honest

: pn sie 24, 2026 2:33 am
autor: Josephine M. Pemberton
trigger warning
Przekleństwa
III. A lie gets halfway around the world
before the truth has a chance to get its pants on.

Kurwa!
Znowu on?!
Nie przeklinała, nie na co dzień. Zdarzało się to kiedy była naprawdę wkurzona. Wręcz wkurwiona. Wtedy przestawała liczyć się ze słowami. Na szczęście pozwalało jej to na uwolnienie się od tych wszystkich złych myśli. Nie chciała pokazywać, że jest taka jak inni. Gorsi od niej. Mniej profesjonalni i po prostu niekompetentni. Sporo ich było. Osób, którym dokopałaby z miłą chęcią. Doprowadzenie tego wszystkiego do jakiegokolwiek ładu zdawało się być syzyfową pracą. Sprzątanie po kimś było najgorszym co mogło ją spotkać. Wszyscy mieli przecież ogromne nadzieje, że będzie lepsza. Będzie najlepsza. Przecież tak było i ona wiedziała, że sobie poradzi. Niestety irytowało ją to, że ciągle pojawiały się nowe informacje, nowi świadkowie, którzy mogli pogrążyć nie jedną sprawę. W dodatku teraz użerała się nad papierami, które nie należały do niej. Wyciągała tylko kolejne błędy, niedorzeczne wnioski. Zmagała się również z tym, że nie wszystko zostało zrobione w odpowiedni sposób. Mało powiedziane, że można było udupić tutaj nie jedne oskarżenie.
Słysząc od swojej sekretarki, że Noriega, jest już na miejscu podniosła się z sofy na której siedziała. Zrobiła sobie krótką przerwę, za nim miała narazić się na kolejne spotkanie ze znaną jej przecież personą. Przeklinała w duchu, że znowu musiała to robić. Teraz w jeszcze dziwniejszych okolicznościach niż ostatnio. Wzięła głęboki wdech za nim pewnym krokiem ruszyła w stronę korytarza, a później do miejsca, które miało być salą przesłuchań. Choć ten pokój nie zawsze do tego służył. Rozejrzała się jeszcze za nim nacisnęła na klamkę. Weszła do środka pewna siebie, gotowa na każdą konfrontację. Nie wiedziała czego może się spodziewać.
- Panie Noriega - zaczęła jak najbardziej na poziomie i z klasą jaką niektórzy nie byli w stanie się nawet nauczyć. Zmierzyła go wzrokiem, niemal rzucając akta, które miała ze sobą na stół, przy którym siedział. Sama nie usiadała zaraz po wejściu, dała sobie chwilę - Wydawało mi się, że ostatnim razem kiedy mieliśmy przyjemność się spotkać - chrząknęła z pewną pogardą bo nie było nic przyjemnego w przesłuchaniach - określiłam się dość jasno co może się stać, kiedy znowu na siebie trafimy? Czy to prawda? - opierając dłonie na stole, pochyliła się w jego kierunku. Czasami nie dało się wszystkich zmienić, nawet jeśli daje się im kolejną już szansę. Może gdyby ich relacja nie była tak skomplikowana, nie pomyślała by o tym i po prostu skupiłaby się na wsadzeniu go za kratki. Wtedy wszystkim żyłoby się o wiele lepiej.
- Czasami mam wrażenie, że rozmawiam z debilami - prychnęła, powoli siadając na przeciwko niego, zakładając nogę na nogę. Nie spuszczając z niego wzroku. Wodziła nim tak by nie mógł przed tym uciec. Nawet jeśli tego chciał - Nie będę owijać w bawełnę, co cię łączy z morderstwem Roberta Shultza, pracował dla bardzo wpływowego biznesmena; Daniela Montgomerego. Został zamordowany za próbę współpracy z wymiarem sprawiedliwości - czasami lepiej wychodziła na tym, kiedy mówiła otwarcie o tym czego szuka. Jego imię pojawiło się w aktach ale z jakiegoś magicznego powodu, jeszcze nikt z nim nie rozmawiał. Choć wiele poszlak prowadziło właśnie do niego. Dziwiło ją to ale w tym momencie zrzuciła to na niekompetencję jej kolegi, który już od dawna nie radził sobie w pracy.
- Mów jak jest i nie pierdol mi tutaj o tym, że byłeś w złym miejscu o złej porze, bo nie uwierzę w taką bzdurę - warknęła w jego kierunku, choć na jej twarzy nie rysowała się złość. Raczej pogarda, którą w tym momencie czuła. Może kiedyś jej przejdzie, może zapomni o tym, że była na tyle głupia by w tej relacji pojawiło się coś więcej. Naprawdę nie potrafiła uwierzyć, że dała się w to wszystko wplątać. Nie w momencie kiedy jej kariera zaczynała rozwijać się w tak szybkim tempie.
Czy oczekiwała czegokolwiek? Chyba nie. Wierzyła, że może kiedyś zmądrzeje ale teraz liczyła nawet na to, że po prostu będzie milczał. Na tyle długi na ile potrafi, a przecież poza szczątkowymi śladami, nie miała nic co pozwoliłoby jej na jego zamknięcie na dłużej niż 48 godzin. Chciała by zaczął myśleć o sobie, o tym by nie pakować się w kłopoty. Może naiwnie pomyślała o tym, że będzie w stanie współpracować i może pomoże w dochodzeniu.
Nikt nie będzie ze mną pogrywał. Szczególnie ktoś taki jak on.
Słowa te jak mantra rozbrzmiewały w jej głowie. Jakby to miało jej pomóc w tym by nie nabrać się na jego sztuczki. Nie będzie wierzyła w jego udawaną szczerość albo każdą inną próbę ratowania własnego tyłka. Mogła to zrozumieć. Każdy kto pojawiał się w tym miejscu, prędzej czy później rozumiał, że to nie jest zabawa.
- Mam czas - szepnęła po dłużej chwili milczenia. Gotowa na to, że jeśli będzie taka konieczność to będzie wpatrywała się w niego przez kolejne godziny. Nic nie mówiąc, nie poruszając się zbyt gwałtownie. Potrafiła być uparta i zdolna do wielu poświęceń. Tak by ostatecznie postawić na swoim.

Madox A. Noriega

If you want to get free, you have to first get honest

: pn sie 24, 2026 7:52 pm
autor: Madox A. Noriega
064.
She tried to send him to prison.
He still invited her for a drink.
trigger warning
przekleństwa
Kurwa.
Znowu ona?

Madox przeklinał, bo to była nieodłączna część jego roboty, jego kreacji, w której przecież siedział przez dobre kilka lat. Właściciel nocnego klubu. Jakich słów miał używać?
Kurczę? Psia krewka? W mordę jeżyka?
Siedział na poczekalni w swojej skórzanej kurtce motocyklowej, na kolanie opierając kask. Obracał go w wytatuowanych palcach i czekał... Aż jaśnie panienka Josephine poprosi go do środka. Był tu już. Wtedy też musiał czekać. Po co umawiała się z nim na konkretną godzinę, skoro i tak kazała mu na siebie czekać. Kiedy miała ochotę pójść z nim do łóżka on jej wcale nie kazał. Był kurwa po kilku minutach na miejscu. Na każde jej zawołanie. Kiedyś...
Odchylił się do tyłu na niewygodnym fotelu i zaczął liczyć płyty na suficie.
Osiemnaście.
- Może Pan wejść - miła sekretarka zaprosiła go do środka, do sali przesłuchań, a Madox wbił w nią spojrzenie dźwigając się z fotela.
- Mogę? Pozwoliła? - zaczepił dziewczynę puszczając jej oczko - nie wiem czym sobie na to dzisiaj zasłużyłem - westchnął ciężko rozkładając ramiona. Minął ją i bez pukania wszedł do środka. Był sam, więc zaraz posadził tyłek na jednym z krzeseł, ale się podniósł i usiadł na drugim. Oba były niewygodne. Kask położył na stoliku i przejrzał się w szybce odgarniając do tyłu ciemne, niesforne kosmyki, które w tamtym okresie opadały mu nieco na uszy i wywijały się we wszystkie strony.
Znowu czekał i znowu odchylił się do tyłu na krześle, podpierając o podłogę ciężkim, motocyklowym butem.
Dopiero kiedy blondynka weszła do sali, to opuścił krzesło i wbił w nią ciemne spojrzenie, kącik jego ust momentalnie uniósł się do góry na jej widok. Może już nie łączyły ich takie zażyłości jak kiedyś, ale wciąż jej niebieskie spojrzenie łaskotało go gdzieś pod skóra.
- Pani Pemberton - odpalił jej od razu. Chyba czegoś się od niej nauczył, tej klasy może? Nawet na moment nie spuścił z niej wzroku, śledząc ją ciemnym spojrzeniem - a skoro o przyjemnościach mówisz, to chyba o tym razie jak zaprosiłaś mnie na szybki, niezobowiązujący numerek do biura? To było nasze ostatnie spotkanie? - dobrze wiedział, że nie. I jednak ogłady wciąż mu brakowało. Opadł plecami na oparcie krzesła i skrzyżował ręce na piersi - nie wiem, skupiłem się tylko na tym, że chciałaś mnie zakuć w kajdanki, na reszcie nie do końca... A co teraz się może stać? - zapytał bezczelnie. A kiedy się nad nim pochyliła, to on też wychylił się do przodu. Bliżej niej.
I z tego bliska zajrzał w jej wciąż ładne, niebieskie oczy - pójdziemy do ciebie? - znowu ją zaczepiał. A zaraz usłyszał to czasami mam wrażenie, że rozmawiam z debilami, tak jakby dobrze go nawet podsumowała.
Wywrócił tymi ciemnymi oczami i znowu rozparł się nonszalancko na krześle. Jego spojrzenie przesunęło się po jej wyeksponowanej nodze, a potem wróciło na oczy. Nie uciekał od niej wzrokiem. Mogli się nim mierzyć godzinami...
Chociaż kto ich wie, czy w pewnym momencie by się nie złamali i nie skończyli jednak w jej gabinecie, bez kamer.
Postukał wytatuowanymi palcami w blat stolika.
- Przecież ja nie robię interesów z biznesmenami - rzucił, ale mogła widzieć w jego spojrzeniu, że szare komórki zaczęły pracować i odnajdywać gdzieś w odmętach świadomości te nazwiska. Robert Shultz, zamordowany. Daniel Montgomery biznesmen - i nie lubię się z wymiarem sprawiedliwości - przesunął się na krześle. Zabawne to było... biorąc pod uwagę dla kogo Noriega tak naprawdę pracował. Ale przecież nikt o tym nie wiedział. Dla wszystkich był jakimś podrzędnym gangusem.
- A zresztą jak mnie przekonasz do tego, żebym ci coś powiedział Josie? - uniósł jedną brew poprawiając się na krześle. Zarzucając nogę na kolano. Na jej kolejne słowa pokręcił głową - ale ja zawsze jestem w złym miejscu, o złej porze... - chociaż jak dla niego to w dobrym. Noriega miał naturalny dar do przyciągania kłopotów. Pakował się w nie bez przerwy, ale to składało się na to, że... dużo wiedział. I może o tym Danielu i Shultzie też?
Chociaż jego twarz nic nie zdradzała, ale blondynka znała go na tyle, że mogła wiedzieć, że ciężko wyczytać jego prawdziwe intencje. I ciężko zmusić go do gadania.
Zerknął na złoty, ozdobny zegarek na nadgarstku, kiedy powiedziała to mam czas, a zaraz westchnął ciężko.
- Ja nie mam... Więc albo mówisz co na mnie masz, albo spadam. I możemy się kiedyś ustawić na drinka - przechylił na bok głowę uwydatniając tatuaż z koroną na szyi. Tę koronę, którą zrobił sobie kiedy akurat ze sobą kręcili. Pamiętała ją? W niebieskim spojrzeniu widział, że tak.
- Josie nie jestem tu pierwszy raz. Oboje wiemy, że nie zaprosiłaś mnie tutaj, żeby sobie popatrzeć w moje piękne oczy - były piękne, ciemne i przenikliwe, z tym zadziornym błyskiem - więc po prostu walnij mi na stół tym, co cię do mnie doprowadziło, a ja się do tego odniosę i miejmy to z głowy, co? - zerknął na te akta, która na samym początku rzuciła na stół. Chyba nie myślała, że będzie jej nawijał skąd znał obu tych panów. A znał. Ale musiała to umiejętnie z niego wyciągnąć. A on... mogła być pewna, że będzie umiejętnie wodził ją za nos. To naprawdę mogło potrwać kolejne godziny.
Błękit jej oczu wpatrzony w ten mrok w jego spojrzeniu.

Josephine M. Pemberton

If you want to get free, you have to first get honest

: śr sie 26, 2026 9:54 pm
autor: Josephine M. Pemberton
Jakby na to nie patrzeć wciąż był tutaj na jej zawołanie, może nie chodziło tutaj o seks ale też jej nie odmówił. Zawsze mógł jej uprzykrzyć życie i nie pojawić się tutaj, a wtedy ona musiałaby uruchomić wszystkie możliwe środki by zaciągnąć go do siebie siłą.
Ostatecznie i tak by się tutaj pojawił.
Nie interesowało ją to czy tego chciał, czy też nie. W tym momencie ratowała swój tyłek jak i całego departamentu. Gdyby tylko wyszło na jaw jak wiele pominięto podczas tej sprawy to z pewnością przestałaby być panią prokurator i nikt nawet nie zauważyłby zmiany w szeregach. Oczywiście, że zawsze jest ktoś, kto może zająć jej miejsce. Wielu walczy o to stanowisko i robi wszystko by potknęła jej się noga. Przecież jest kobietą, a to dla wielu podstarzałych podwładnych Pemberton było dla nich ogromną ujmą. Strzałem prosto w ich przerośnięte ego. Zdecydowanie nie zamierzała dawać nikomu satysfakcję i jeśli miała sama naprawić każdy błąd, każdy przeciek to tak też się stanie. Nawet jeśli w tym momencie zalewała ją krew to i tak robiła swoje. Jak zawsze.
Nie spóźniła się specjalnie albo po to by zrobić mu na złość. Zwyczajnie są też inne sprawy i inni bandyci, których trzeba wpakować do pierdla. Nie jest pępkiem świata, nawet jeśli za takiego się uważa. W dodatku musiała się trochę przygotować na to, że znowu będzie musiała trzymać swoje emocje na wodzy. Na tym stanowisku po prostu nie wypadało okładać podejrzanych. Choć często na to zasługiwali Nie wiedziała jak mocne powiązania ma Madox z morderstwem i czy ostatecznie postawią mu jakiekolwiek zarzuty. Jest jednak nastawiona bojowo, wręcz zbyt bojowo jak na wstępne przesłuchanie, a może nawet kurtuazyjną rozmowę, którą chciała z nim przeprowadzić. Za nim to wszystko napuchnie jak bańka mydlana.
Wtedy już nie będzie odwrotu.
Chyba nie do końca wyzbyła się tego, że kiedyś miała do niego słabość. Może ciągle liczyła na to, że kiedyś pozna o nim prawdę. Przecież już nie raz próbowała drążyć tam gdzie nie powinna. Najczęściej ktoś ją powstrzymywał ale teraz miała o wiele większą władzę i sposobności na to by dowiedzieć się jeszcze więcej. Dlaczego tego nie wykorzystywała? Chyba po prostu po ludzku nie miała na to ochoty. Nie w momencie kiedy ich relacja trochę się skomplikowała. Przecież nie powinna utrzymywać bliskich kontaktów z kimś takim jak on.
Jego pewność siebie niemalże wylewała się z niego i z tego niewielkiego pokoju. Prychnęła jedynie na jego słowa, na to że od samego początku próbował rozbudzić w niej niepewność, że może ktoś zaraz usłyszy o tym jak robili to w jej własnym biurze - Ty i ta twoja niewyparzona buźka - mruknęła pod nosem - możesz tylko o tym pomarzyć - dłoń zbliżyła na tyle blisko by musnąć nią jego czoło i odsunąć go od siebie, a raczej do tego spojrzenia, które czuła jak przeszywa ją na wylot. Doskonale wiedział, że wspominając o ich burzliwej przeszłości, kiedyś wkurwi ją na tyle, że przestanie być taka miła i profesjonalna jak teraz.
Widziała jak wodzi wzrokiem, jak ciągle ją obserwuje. Ona robiła przecież to samo, nie do końca dla własnej przyjemności ale dlatego by wyłapać ten moment, w którym Noriega zrozumie, że Josie jednak na na niego jakiegoś dowody. Coś co łączyło go z tym morderstwem. Raczej nie myślała o tym by to spotkanie zakończyło się w jej biurze czy też na biurku. W rożnych miejscach mieli okazję to robić.
- Nie robisz? Myślałam, że dobrze wiesz z kim robisz swoje interesy. Może jesteś tylko pionkiem i ktoś zaczął cię wykorzystywać? - chciała dać mu do zrozumienia, że zeznania, które miała i zdjęcia, które udało im się zdobyć mówiły całkiem co innego. Otwierając akta, przesunęła jedno ze zdjęć na którym widać było Madoxa i zamordowanego - Najwidoczniej świetnie się dogadywaliście - skomentowała to co mógł zobaczyć czyli to jak oboje rozbawieni przechadzają się po jednym z podziemnych parkingów w Toronto. Nie zamierzała potulnie wsłuchiwać się w każde, nawet najgłupsze, wytłumaczenie mężczyzny. Jeśli chciała coś wiedzieć to musiały być to konkrety. Jeśli on chciał się z tego jakoś wywinąć to musiał powiedzieć coś co ją do tego przekona. Nie uwierzy przecież w każdą jego bajkę. Nie po tym co ich łączyło i jak znała każde jego najmniejsze kłamstewko.
- Liczysz na to, że zacznę cię zmuszać do czegokolwiek? Użyję siły i wtedy będziesz miał powód by wraz ze swoim adwokatem odsunąć mnie od sprawy - pokręciła głową bo znała już i takie sztuczki. Niektórym gangsterom udawało się odciągnąć uwagę prokuratury i policji ale prędzej czy później sprawiedliwość potrafiła ich dosięgnąć. W najmniej spodziewanym momencie. Przez chwilę znowu go obserwowała nie mówiąc już nic. Patrzyła na tatuaż, który znała. Widziała go kiedy go zrobił, może znała go zbyt dokładnie. Ich relacja nie należała do normalnych ale na pewno była intensywna. Czasami wracała do tego z wypiekami na twarzy, nie spodziewając się tego, że ktokolwiek byłby w stanie ją do tego doprowadzić.
- Wreszcie mówisz z sensem. Powiedz mi skąd się znacie? Znaleźliśmy twoje odciski palców w jego mieszkaniu. Musiałeś tam być przed jego morderstwem - skoro teraz on chciał przejść do konkretów to nie mogła tego odpuścić. Nawet jeśli jeszcze przed chwilą myślała o tym co nie było związane ze sprawą, a tym co ich łączyło. Jak w tym szaleństwie, potrafiła odnaleźć siebie i to czego naprawdę pragnęła.
Znowu podniosła się z krzesła, obchodząc stół przy którym siedział. Wpatrując się w niego, w jego twarz. Każdą rysę, która mówiła o tym jak wartkie i nieokrzesane było jego życie, a ona była tylko jedną chwilą o której już dawno oboje powinni zapomnieć - Nie próbuj mnie bajerować - podniosła jego twarz za podbródek, tak by spojrzał w jej oczy. Jeśli chciał stąd wyjść musi z nią współpracować - już się nie dam na to nabrać - szepnęła, zaciskając mocniej swoje palce na jego skórze. Nie mogła być tak słaba jak kiedyś, to przecież może zrujnować jej całą karierę. Wszystko to na co tak ciężko pracowała. Nigdy nie zrozumiała tego co nią kierowało, dlaczego tak po prostu dała się przekonać do tego, że romans z nim to dobry pomysł.

Madox A. Noriega

If you want to get free, you have to first get honest

: pn wrz 07, 2026 5:21 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Może i ich relacja dawno się wypaliła, a właściwie zmieniła po prostu, bo już nie patrzyli sobie w oczy z tym ogniem, już nie szeptali na ucho słodkich słówek, ale... wciąż miał do niej pewną słabość.
Bo Madox lubił twarde kobiety, nieugięte, zawzięte, często wariatki. A czy może być ktoś twardszy niż Pani prokurator? Ciągnęła go do niej jeszcze jedna rzecz, po prostu ciekawość. Po co go tu wzywała, co na niego miała? Patrzył w te niebieskie oczy, jakby starał się z nich coś wyczytać, jakby chciał ją przejrzeć, ale nigdy tak do końca mu nie pozwoliła. I on jej też nie. Nawet teraz, po tych wszystkich latach widział w jej twarzy, że ona też wciąż próbowała go rozgryźć.
Toczyli ze sobą grę, w której chcieli się poznać, ale teraz przecież siłą rzeczy już byli dalej od tego, niż kiedyś tam. Kiedy serca waliły w piersi jak szalone, oddechy przyspieszały, skóra tarła o skórę w chwili uniesienia, a oni zdejmowali przed sobą pewne maski. Nie wszystkie... Niektóre karty nie zostały nigdy odkryte.
Chociaż akurat to, że miał niewyparzoną gębę i czasem za długi język, powinna pamiętać. Ten jego język...
- A to może później, chociaż czy to legalne fantazjować o prokurator, kiedy jest się świadkiem? - bo chyba w takiej roli go tu wezwała, nie oskarżonego, bo nie byłoby tak miło. Zrobił zeza zerkając na jej dłoń na swoim czole, kiedy go od siebie odsunęła, a zaraz przewracał oczami, jeden kącik ust drgnął mu ku górze, nawet miał jej powiedzieć, że kiedyś nie przeszkadzała jej jego bliskość, ale ona już mu nawijała o tym, że... może był tylko pionkiem. Pieprzona Josephine Pemberton, wiedziała jak do niego dotrzeć, jak go dotknąć... odpowiednio. Tak, żeby się wkurzył, ruszył. Skrzyżował ręce na piersi i zmrużył powieki.
- To po co mnie zapraszasz, skoro nic dla ciebie nie... - znaczę, to chciał jej powiedzieć. W kontekście sprawy oczywiście, bo w innych to już dawno nic dla siebie nie znaczyli.
Wbił spojrzenie w zdjęcie, które przesunęła w jego kierunku. Postukał palcem w fotografię, a ciemne tęczówki przesunęły się na jej twarz - dobrze wyszedłem nie? A masz jakieś z tyłu, żeby było widać tyłek? Ostatnio dużo ćwiczę - nie okłamywał jej, po prostu... pierdolił od rzeczy. Wodził ją za ten ładny nosek, nie dając jej nic konkretnego. Ale w jego oczach mogła widzieć pewną zmianę, zastanawiał się, ile jej powiedzieć.
- Oj Josie, jakbym chciał, to już bym przyszedł z prawnikiem, ale wolałem spotkanie w cztery oczy - pochylił się do przodu na krześle, żeby znowu zajrzeć w te jej, intensywnie niebieskie - a co do tej siły... To przecież wiesz, że to akurat mnie kręci - czy by ją gdzieś zgłosił, gdyby dała mu w twarz? Pewnie nie, ale sam też by ją mógł poszarpać. Zresztą Madox nie lubił takich zagrań, zasłaniania się przepisami, on zdecydowanie wybierał... przemoc. Co Pemberton też mogła wiedzieć, biorąc pod uwagę fakt ile on faktycznie trenował, ile się bił i chodził poobijany.
Opadł plecami na oparcie niewygodnego krzesełka, złapał w płuca więcej powietrza, a wytatuowanymi palcami przesunął po szyi i karku.
- Dobra, znałem Shultza, przychodził do klubu po informacje - wzruszył ramionami, bo to akurat nie była żadna tajemnica, że dużo ludzi wpadało po to do Emptiness, nawet psy. Znowu na nią patrzył, kiedy powiedziała, że wreszcie mówi z sensem, ale gdy dodała, że znaleźli jego odciski palców, to poruszył się na krześle. Kurwa...
Nie powinien tak wszystkiego dotykać, a miał do tego tendencję, teraz też postukał palcami w blat stołu, ale zaraz schował ręce do kieszeni kurtki. Od dzisiaj rączki przy sobie Noriega.
Złapał w płuca więcej powietrza, a kiedy obeszła stół i spojrzała na niego z góry, a potem chwyciła w palce jego podbródek, to w pierwszej chwili jej się szarpnął, nieokiełznany dzikus, ale zaraz wbijał w nią to ciemne spojrzenie, zadzierając do góry głowę. Pozwalając jej, żeby wbiła palce w szorstką skórę pokrytą zarostem - przecież wiesz, że dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, a takim gadaniem tylko... - zerwał się gwałtownie z miejsca, tak, że kiedy się cofnęła to wpadła na stół, i teraz to on patrzył na nią z góry - tylko mnie prowokujesz - a łatwo było go sprowokować. Zrobił krok w jej kierunku, żeby oprzeć wytatuowaną rękę o blat, tuż obok jej biodra - dobra. Byłem u niego w mieszkaniu, załatwiałem mu pewne... rzeczy - przechylił na bok głowę, bo na pewno zdawała sobie sprawę z tego co. Prochy - ale bez adwokata nie powiem jakie. A zresztą nie udowodnicie mi tego, ale powiem ci jedno twoja ofiara lubiła sobie poimprezować, a w klubie miał nawet swoje ulubione... - spuścił spojrzenie gdzieś na jej dekolt - tancerki - znowu podniósł wzrok na jej twarz - może to z nimi powinna porozmawiać? - zasugerował jej. Ale wcale się nie cofnął - Shultz miał dużo wrogów, nie lubili go, bo był... Mnie osobiście wkurwiał, ale nie miał problemów z wyłożeniem kasy, więc wiesz... - znowu sięgnął do swojej szyi, żeby się po niej podrapać, zahaczając łokciem o jej pierś, która unosiła się w szybkim oddechu. Niechcący przecież... - bogaty dupek, tak bym go podsumował - nie dziwiło go nawet, że ktoś go w końcu odstrzelił - ale czekaj... Z kim wchodził w układy? - znowu zmrużył powieki przyglądając się jej. Bo przypomniały mu się jej słowa za próbę współpracy z wymiarem sprawiedliwości. Ciekawe.


Josephine M. Pemberton