Bernice "Bunny" Carver
: pn sie 24, 2026 4:06 pm
Bernice "Bunny" Carver

data i miejsce urodzenia
24/08/1992 I Toronto, Kanadazaimki
ona/jejzawód
strażaczkamiejsce pracy
Toronto Fire Station 132orientacja
biseksualnadzielnica mieszkalna
Distillery Districtpobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
bardzo dobra sprawność fizyczna; wysoka odporność na stres i zmęczenie; podstawy i zaawansowane umiejętności ratownictwa medycznego; znajomość procedur przeciwpożarowych i bezpieczeństwa; dobra orientacja przestrzenna - szybko zapamiętuje układ budynków i pomieszczeń; potrafi zachować zimną krew; jest dobrym obserwatorem; fotografia — szczególnie fotografia uliczna i portretowa; potrafi prowadzić samochód w trudnych warunkach; szybko podejmuje decyzje.słabości
ma problem z proszeniem innych o pomoc; nie lubi przyznawać się do błędu; jest bardzo uparta; źle znosi krytykę; ma trudności z mówieniem o swoich uczuciach; ma tendencję do tłumienia emocji; nie zawsze potrafi odróżnić odwagę od brawury; źle znosi porażki; ma potrzebę kontrolowania sytuacji; bywa zbyt bezpośrednia i łatwo kogoś uraża; ma problem z odpoczywaniem i często bierze na siebie za dużo; nie lubi zamkniętych, ciasnych przestrzeni.
Co mogę o niej powiedzieć? Zawsze wolała, żeby mówić na nią Bunny. Nigdy nie lubiła swojego imienia. Wychowaliśmy się w domu, w którym zasady były ważniejsze od wygody. Nasz ojciec był strażakiem. Dobrym strażakiem, jeśli mam być szczery. Z czasem został komendantem w Toronto Fire Station 132 i chyba od początku założył, że jego dzieci pójdą tą samą drogą. Nigdy nie pytał, czy tego chcemy. Raczej mówił nam, że kiedyś zrozumiemy, dlaczego warto.
Bunny nie rozumiała. I długo nie zamierzała. Ja zresztą też.
Ojciec był wymagający. W domu nie było miejsca na marudzenie, spóźnienia ani wymówki. Nas oboje trzymał krótko, ale Bunny zawsze miała z nim więcej problemów ode mnie. Była uparta, pyskata i zdecydowanie zbyt dumna, żeby przyznać mu rację, nawet jeśli ją miał. Kłócili się często. Czasami o rzeczy ważne, czasami o kompletne bzdury. Potrafili nie odzywać się do siebie przez pół dnia, a wieczorem siedzieć razem przy stole, jakby nic się nie stało.
Mimo wszystko była z nim bardzo związana. Po prostu żadne z nich nie umiało tego normalnie pokazać.
Od dziecka wiedziała, że nie chce być strażakiem.
Interesowała ją fotografia.
Miała aparat, który zabierała ze sobą właściwie wszędzie, robiła zdjęcia ludziom, ulicom, budynkom i wszystkiemu, co akurat przyciągnęło jej uwagę. W szkole coraz poważniej myślała o tym, żeby zająć się tym zawodowo. Ojciec oczywiście uważał, że to chwilowe zainteresowanie i że w końcu jej przejdzie.
Nie przeszło.
Kiedy była na ostatnim roku szkoły, ojciec zginął podczas akcji. Nie będę udawał, że wiem, co wtedy dokładnie czuła. Bunny sama nigdy o tym nie mówiła. Dopiero jakiś czas później powiedziała mi, że złożyła dokumenty do straży pożarnej.
Zapytałem ją wtedy, czy robi to dla taty.
Powiedziała, że nie.
Zapytałem drugi raz.
Tym razem powiedziała, żebym się zamknął.
Więc chyba odpowiedź była trochę bardziej skomplikowana.
Dostała się. Przeszła szkolenie, nauczyła się wszystkiego, czego wcześniej tak bardzo nie chciała się uczyć, i została strażaczką. Nie wiem, czy ojciec byłby z niej dumny. Pewnie tak. Pewnie powiedziałby jej też, że nadal robi coś źle, bo tak już miał.
Bunny do dziś jest jedną z najbardziej upartych osób, jakie znam. Nie lubi prosić o pomoc, nie przyjmuje krytyki tak dobrze, jak sama twierdzi i ma zwyczaj brania na siebie więcej, niż powinna. Kiedy coś sobie postanowi, bardzo trudno ją przekonać, że może jednak warto odpuścić. Zupełnie jak ojciec.
Nadal fotografuje. Rzadziej niż kiedyś, ale aparat wciąż gdzieś przy niej jest. Nigdy nie przyzna, że fotografia nadal jest dla niej ważna. Nie musi. Wystarczy zobaczyć, jak patrzy na ludzi, kiedy myśli, że nikt tego nie zauważa.
To chyba wszystko, co powinienem o niej napisać.
Nigdy nie spodziewałem się, że Bunny naprawdę zostanie strażaczką. Jeszcze mniej, że ja pisarzem. Kiedy byliśmy dzieciakami, oboje mieliśmy zupełnie inne plany. Ona chciała robić zdjęcia, ja chciałem robić cokolwiek, byle nie robić tego, czego chciał od nas ojciec.
Ostatecznie Bunny skończyła w remizie, a ja siedzę po drugiej stronie miasta i piszę o ludziach.
Śmiesznie, jak życie bywa przewrotne.
-> „Bunny” wymyślił jej brat, kiedy byli dziećmi. Nie pamięta już nawet dlaczego, ale przezwisko zostało.
-> Nie cierpi, kiedy ktoś próbuje jej tłumaczyć rzeczy, które już wie.
-> Ma bardzo charakterystyczny śmiech, którego sama nie znosi.
-> Pije zdecydowanie za dużo kawy.
-> Jest świetnym kierowcą, ale fatalnym pasażerem. Szczególnie jeśli ktoś prowadzi wolniej, niż jej zdaniem powinien.
-> Nie lubi wind i zawsze wybiera schody, jeśli ma wybór.
-> Ma zwyczaj stukania palcami o stół, kiedy się nad czymś zastanawia.
-> Potrafi zasnąć niemal wszędzie, ale kiedy naprawdę chce zasnąć, nagle nie może.
-> Ma lekką obsesję na punkcie porządku w swoim sprzęcie. Wszystko musi być dokładnie tam, gdzie powinno.
-> Nie znosi rodzynek.
-> Uwielbia ostre jedzenie i zawsze twierdzi, że coś „wcale nie jest ostre”, po czym żałuje tego po pięciu minutach.
-> Ma setki zdjęć Toronto, ale prawie żadnych swoich.
-> Nigdy nie usuwa nieudanych zdjęć. Twierdzi, że „skoro już je zrobiła, to niech sobie będą”.
-> Ma świetną pamięć przestrzenną. Po jednokrotnym wejściu do budynku potrafi zapamiętać jego układ.
-> Kiedy się stresuje, mówi szybciej.
-> Bardzo źle znosi przegraną w planszówki.
-> Jeszcze gorzej znosi przegraną w karty.
-> Jest jedną z tych osób, które zawsze mają przy sobie plaster, ładowarkę, scyzoryk i coś do jedzenia.
Bunny nie rozumiała. I długo nie zamierzała. Ja zresztą też.
Ojciec był wymagający. W domu nie było miejsca na marudzenie, spóźnienia ani wymówki. Nas oboje trzymał krótko, ale Bunny zawsze miała z nim więcej problemów ode mnie. Była uparta, pyskata i zdecydowanie zbyt dumna, żeby przyznać mu rację, nawet jeśli ją miał. Kłócili się często. Czasami o rzeczy ważne, czasami o kompletne bzdury. Potrafili nie odzywać się do siebie przez pół dnia, a wieczorem siedzieć razem przy stole, jakby nic się nie stało.
Mimo wszystko była z nim bardzo związana. Po prostu żadne z nich nie umiało tego normalnie pokazać.
Od dziecka wiedziała, że nie chce być strażakiem.
Interesowała ją fotografia.
Miała aparat, który zabierała ze sobą właściwie wszędzie, robiła zdjęcia ludziom, ulicom, budynkom i wszystkiemu, co akurat przyciągnęło jej uwagę. W szkole coraz poważniej myślała o tym, żeby zająć się tym zawodowo. Ojciec oczywiście uważał, że to chwilowe zainteresowanie i że w końcu jej przejdzie.
Nie przeszło.
Kiedy była na ostatnim roku szkoły, ojciec zginął podczas akcji. Nie będę udawał, że wiem, co wtedy dokładnie czuła. Bunny sama nigdy o tym nie mówiła. Dopiero jakiś czas później powiedziała mi, że złożyła dokumenty do straży pożarnej.
Zapytałem ją wtedy, czy robi to dla taty.
Powiedziała, że nie.
Zapytałem drugi raz.
Tym razem powiedziała, żebym się zamknął.
Więc chyba odpowiedź była trochę bardziej skomplikowana.
Dostała się. Przeszła szkolenie, nauczyła się wszystkiego, czego wcześniej tak bardzo nie chciała się uczyć, i została strażaczką. Nie wiem, czy ojciec byłby z niej dumny. Pewnie tak. Pewnie powiedziałby jej też, że nadal robi coś źle, bo tak już miał.
Bunny do dziś jest jedną z najbardziej upartych osób, jakie znam. Nie lubi prosić o pomoc, nie przyjmuje krytyki tak dobrze, jak sama twierdzi i ma zwyczaj brania na siebie więcej, niż powinna. Kiedy coś sobie postanowi, bardzo trudno ją przekonać, że może jednak warto odpuścić. Zupełnie jak ojciec.
Nadal fotografuje. Rzadziej niż kiedyś, ale aparat wciąż gdzieś przy niej jest. Nigdy nie przyzna, że fotografia nadal jest dla niej ważna. Nie musi. Wystarczy zobaczyć, jak patrzy na ludzi, kiedy myśli, że nikt tego nie zauważa.
To chyba wszystko, co powinienem o niej napisać.
Nigdy nie spodziewałem się, że Bunny naprawdę zostanie strażaczką. Jeszcze mniej, że ja pisarzem. Kiedy byliśmy dzieciakami, oboje mieliśmy zupełnie inne plany. Ona chciała robić zdjęcia, ja chciałem robić cokolwiek, byle nie robić tego, czego chciał od nas ojciec.
Ostatecznie Bunny skończyła w remizie, a ja siedzę po drugiej stronie miasta i piszę o ludziach.
Śmiesznie, jak życie bywa przewrotne.
Ciekawostki
-> Ma pełne imię Bernice, ale jeśli ktoś mówi do niej „Bernice” bez konkretnego powodu, od razu zakłada, że zrobiła coś złego.-> „Bunny” wymyślił jej brat, kiedy byli dziećmi. Nie pamięta już nawet dlaczego, ale przezwisko zostało.
-> Nie cierpi, kiedy ktoś próbuje jej tłumaczyć rzeczy, które już wie.
-> Ma bardzo charakterystyczny śmiech, którego sama nie znosi.
-> Pije zdecydowanie za dużo kawy.
-> Jest świetnym kierowcą, ale fatalnym pasażerem. Szczególnie jeśli ktoś prowadzi wolniej, niż jej zdaniem powinien.
-> Nie lubi wind i zawsze wybiera schody, jeśli ma wybór.
-> Ma zwyczaj stukania palcami o stół, kiedy się nad czymś zastanawia.
-> Potrafi zasnąć niemal wszędzie, ale kiedy naprawdę chce zasnąć, nagle nie może.
-> Ma lekką obsesję na punkcie porządku w swoim sprzęcie. Wszystko musi być dokładnie tam, gdzie powinno.
-> Nie znosi rodzynek.
-> Uwielbia ostre jedzenie i zawsze twierdzi, że coś „wcale nie jest ostre”, po czym żałuje tego po pięciu minutach.
-> Ma setki zdjęć Toronto, ale prawie żadnych swoich.
-> Nigdy nie usuwa nieudanych zdjęć. Twierdzi, że „skoro już je zrobiła, to niech sobie będą”.
-> Ma świetną pamięć przestrzenną. Po jednokrotnym wejściu do budynku potrafi zapamiętać jego układ.
-> Kiedy się stresuje, mówi szybciej.
-> Bardzo źle znosi przegraną w planszówki.
-> Jeszcze gorzej znosi przegraną w karty.
-> Jest jedną z tych osób, które zawsze mają przy sobie plaster, ładowarkę, scyzoryk i coś do jedzenia.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
wysokizgoda na śmierć postaci
takzgoda na trwałe okaleczenie
takzgoda na nieuleczalną chorobę postaci
takzgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak