Strona 1 z 1

Let's paint the house together

: pn sie 24, 2026 10:10 pm
autor: Connor Walker
Connor już od jakiegoś czasu planował pomalować mieszkanie, bo w niektórych miejscach były widoczne ślady otarć, które powstały podczas przenoszenia mebli. Poza tym chciał już nieco odświeżyć kolory, szczególnie że nie mieszkał sam - dlatego też pozwolił swojej dziewczynie wybrać kolory farb, bo on to pomalowałby wszystko na ten sam kolor lub ostatecznie na jakiś odcień szarego.
Tak więc kilka dni wcześniej zaliczył wizytę w sklepie budowlanym, gdzie kupił folie malarskie do zabezpieczenia podłóg oraz mebli, taśmę, wałki i inne potrzebne rzeczy. W swoim życiu, malował tylko raz razem z ojcem dom, ponieważ mama Connora chciała zmiany kolorów w salonie oraz przedpokoju, a ponieważ bardzo intensywnie suszyła tym głowę męża, ten któregoś razu po prostu postanowił, że spełni prośbę małżonki. Connor był wtedy w liceum i zdziwiło go, kiedy po przekroczeniu progu, dostał niebieskie spodnie na szelkach i zobaczył poprzykrywane meble, jakby miały być więcej nieużywane. O dziwo, całkiem nieźle mu szło, co zresztą usłyszał nawet od ojca, a pani Walker, widząc efekt końcowy, była bardzo zadowolona.

Malowanie z Camellią - zdaniem Connora - mogło być całkiem fajne - poza tym, dobrze było wykonywać takie prace latem, ponieważ wystarczyło otworzyć okna, a farba o wiele szybciej schła. Dodatkowo, specjalnie na tę okazję, wziął sobie wolne, mając nadzieję, że nie dostanie nagłego i jednocześnie pilnego wezwania.
Pozanosił i poustawiał farby tak, by było wiadomo, wewnątrz jakich pomieszczeń mają zostać użyte - na wszelki wypadek sobie to także zapisał w notatniku w telefonie.
- To co, zaczynamy od salonu? - zapytał, choć musiał przyznać, że:
- Pasuje Ci ten strój. Może powinnaś rozważyć malowanie wnętrz jako dodatkową fuchę? - zaproponował z uśmiechem, obdarowując Camę buziakiem, póki mieli jeszcze czyste twarze. Nim zamoczył wałek w wiaderku, podszedł do leżącego nieopodal głośnika, aby go włączyć. Ten automatycznie sparował się z telefonem Walkera, więc Connor włączył playlistę złożoną z nowości na Spotify’u.
- Jeżeli wyjdzie beznadziejnie, to kupujemy nowe mieszkanie. - powiedział pół żartem, pół serio. Mimo wszystko miał nadzieję, że obydwoje będą zadowoleni z efektów. Jeśli nie będą, będzie należało wymyślić plan awaryjny lub przyzwyczaić się do nowego wystroju.

my favourite color of the paint

Let's paint the house together

: ndz wrz 06, 2026 2:10 pm
autor: Camellia Stones
Nie dało się ukryć, że Camellia zazwyczaj nie miała roli wykonawczej w domu. Jako jedyna córka swoich rodziców, miała przywilej stania obok swojej matki i pokazywania palcem, gdzie można było coś przestawić albo co domalować. Pomijając fakt, że często ojciec wyręczał się pracą przez ręce ekipy remontowej, a czasami jak nie było go w domu przez dłuższy czas, to pani Stones angażowała swoich synów. No chyba nikogo to nie dziwi, prawda?

Teraz miało być inaczej — oczywiście rola zarządzająca również pozostanie i swoim kobiecym okiem podpowie mu, gdzie powinien domalować lepiej, ale jednocześnie będzie mu pomagać. Była podekscytowana ich weekendową aktywnością, bo uwielbiała takie zadania bojowe. Tym bardziej, jeśli nadchodziła jesień, można było nieco odświeżyć, a ona coraz bardziej przyzwyczajała się do swoich nowych czterech ścian. Była dość zachowawcza w wyborach kolorów, bo raczej wolała dodawać je w postaci dodatków do pomieszczeń, dlatego na odważniejszą farbę zdecydowała się jedynie w sypialni, idąc za głównym kolorem, który tam panował, a w całej reszcie raczej postawiła na jakieś odcienie beżu albo jasną, prawie białą szarość.

— Tak, tam mamy najwięcej roboty — przytaknęła, prezentując się mu w swoim stroju malarskim. Nie chodziła często w ogrodniczkach, można by nawet rzec, że w ogóle, dlatego poświęciła tę jedną parę na właśnie dzisiejsze przedsięwzięcie i już będzie mogła w przyszłości ubierać je również na podobne akcje. — Myślisz, że dobry wygląd wystarczy? Doświadczenie mam zerowe, ale może ktoś by mnie przyjął na ładne oczy — zaśmiała się, uśmiechając się słodko, gdy dostała od niego krótkiego buziaka. Connor było słodki; tym jak ją komplementował i to, jak o nią dbał, żeby dobrze czuła się w jego mieszkaniu. Naprawdę doceniała to wszystko i był szczerze szczęśliwa, spędzając z nim już… prawie rok. Nim się obejrzą i nadejdzie grudzień, a wraz z nim ich pierwsza rocznica! — Wiesz, kiedyś chciałam zostać projektantką wnętrz. A potem okazało się, że doświadczenie zdobyte w simsach nie wystarczy, żeby ktoś przyjął cię do pracy — westchnęła niezadowolona. A jakie chaty tam robiła! Niejedno biuro architektoniczne na pewno nie pogardziłoby takim projektem!

Poprawiła folię na kanapie, jeszcze nieco przyklejając ją taśmą malarską do podłogi, aby na pewno nie odsunęła się, kiedy świeże powietrze będzie wpadać poprzez otwarte na oścież okno. Szkoda by było, gdyby ponieśli większe straty! — Ah, to taki na ciebie jest sposób? — zapytała z rozbawieniem. W końcu jej mama też miała sposób na swoje męża, aby zrobić jakiś remont. W tym przypadku, poznała przepis na przeprowadzkę. — Chociaż wiesz, ledwo rozpakowałam swoje kartony u ciebie. Potrzebuję chwili oddechu, zanim znowu zacznę wszystko pakować — zaśmiała się rozbawiona. Nie lubiła przeprowadzek i cieszyła się, że przenieśli się z Litwy w momencie, kiedy nie musiała tego wszystkiego organizować. Wtedy największym wyzwaniem była segregacja zabawek i tego, co zostaje u babci, czego się pozbywa, a co jedzie z nimi. — Jestem pewna, że wyjdzie nam dobrze. W końcu jesteś doświadczony, tak?! — a przynajmniej malowanie raz to większa ilość razy niż… zero.

handsome painter

Let's paint the house together

: ndz wrz 13, 2026 6:39 pm
autor: Connor Walker
U Walkerów wyglądało to tak, że gdy ojciec coś robił w domu, wołał Connora, aby mu pomagał, żeby właśnie w przyszłości wiedział, jak wymienić gniazdko elektryczne, naprawić zlew czy właśnie pomalować ściany - któregoś razu nawet pojechali razem (tj. Connor z ojcem) na działkę jednego znajomego pana Walkera, która wymagała generalnego remontu, a że było to w okresie wakacyjnym, Connor spędził tam intensywne dwa i pół tygodnia. Dzięki temu, gdy ojca nie było w domu, pani Walker wiedziała, że mogła polegać na swoim synu i oczywiście całe sąsiedztwo wiedziało, że w razie czego, jej syn chętnie pomoże. U niejednej sąsiadki wymieniał spalone żarówki. Co ciekawe, przecież właśnie dzięki zabawie przy zlewie kuchennym u Stoensów tamtego pamiętnego dnia, po latach ciszy, doszło do spotkania jego z Camą, bo gdyby nie to, to czy przecięliby wstęgę milczenia, czy może nadal nie potrafiliby ze sobą szczerze porozmawiać? W sumie ciekawiło go, co by było, gdyby wtedy faktycznie na siebie nie wpadli.
Bardzo go cieszyło, że Cama chciała to robić razem, bo przecież zawsze mogła np. nie mieć czasu albo kazać jemu samemu to po prostu zrobić. A tak? We dwoje to zawsze szybciej i dodatkowo Cama będzie miała swój wkład w ich wspólne mieszkanie.
- I pewnie najdłużej nam się zejdzie. - dodał, choć w sumie wcale nie musiał, bo to było dość oczywiste.
- Hmm… myślę, że w Twoim przypadku, urok i wdzięk całkowicie wystarczą. Znaczy, ja bym Cię przyjął, gdybym pracował w wykończeniówce. - stwierdził z uśmiechem, wiedząc, że ZAZWYCZAJ poza urokiem potrzebne były jakieś umiejętności, ALE biorąc pod uwagę fakt, że Cama była jego dziewczyną, zasługiwała na taryfę ulgową. CHOCIAŻ, zdawał sobie sprawę z istnienia branż, gdzie oczekiwano wyłącznie ładnej buzi.
- No nie żartuj, serio? Ech, to smutne. - powiedział, kręcąc głową i wzdychając głośno - oczywiście nie mówił tego poważnie, ale chciał poudawać wielce przejętego. Sam pamiętał, jak jego siostra potrafiła kilka godzin grać właśnie w Simsy, gdzie najpierw sto lat tworzyła simów, a potem kolejne sto domów, chyba że postanawiała grać BEZ kodów na pieniądze.
- Ej, a zdarza się, że czasami myślisz o projektowaniu? - spytał z czystej ciekawości, bo nie przypominał sobie, by wcześniej o tym rozmawiali. On na przykład nie chciałby być nauczycielem - bo przez pewien czas rozważał tę profesję.
Connor obrzucił pomieszczenie spojrzeniem tak, jakby żegnał się z nim na zawsze, i już miał zacząć maczać pędzelek w farbie, kiedy dotarły do niego słowa Camy, na które parsknął dość głośnym śmiechem.
- Powiedziałem to głośno? Kurczę… - zaczął, przejeżdżając ręką po czole, bo że niby to tak CAŁKOWICIE przypadkiem mu się wymsknęło… wcale nie.
- No ale skoro już znasz mój sekret, to nic z tym nie zrobię. - dokończył, równie rozbawiony, bo, jak się można było domyślać, żadnego sekretu nie było. Chciał po prostu przez chwilę poudawać tajemniczego typa.
- Sam Cię spakuję. - zażartował, bo istniało ryzyko, że coś mógłby przeoczyć i Cama wszelkie zarzuty kierowałaby wyłącznie do niego.
- No dobra, pozwolę Ci złapać oddech po rozpakowaniu i powiedzmy, że nie będziesz musiała niczego pakować przez najbliższe kilka miesięcy, znaj me dobre serce. - dodał po chwili i posłał dziewczynie szeroki uśmiech, ukazując swe śnieżnobiałe zęby, choć prawda była taka, że jeżeli chodziło o zakup nowego domu, jeśli kiedykolwiek miał nastąpić, to dopiero za jakiś - dość długi - czas. Wpierw musiałby się rozeznać na rynku oraz sprawdzić, czy kredyt mógłby wchodzić w grę.
- Oczywiście. Mam pokazać dokument? – spytał, kładąc dłoń na sercu, choć, rzecz jasna, żadnego dokumentu potwierdzającego bycie pro w malowaniu nie posiadał. Pozostało jedynie wierzyć na słowo.

let's refresh this place

Let's paint the house together

: ndz wrz 20, 2026 11:36 pm
autor: Camellia Stones
Jak widać, umiejętności które przekazał mu pan Walker, były inwestycją długoterminową. W końcu zdolność naprawiania zlewu była naprawdę potrzebna, dzięki temu przeżyli swój reunion i po długich latach zaczęli rozmawiać. To było dla niej niesamowite, bo po nieco ponad roku, mieszkali razem i planowali wspólną przyszłość — jak nie na głos, to przynajmniej w swoich myślach, snując urocze plany, które prędzej czy później miały się ziścić. Po drugie, również sam fakt, że był tak zdolny i nie miał dwóch lewych rąk było kompletnie hot i pociągające. Nie uważała tego za jego główny atrybut, ale przy wszystkich innych zaletach, było to dodatkowym plusem. I tym bardziej nie mogła mu odmówić, skoro w praktyce praca powinna im pójść szybciej, w teorii zobaczymy jak to będzie, a oprócz tego, upiecze dwie pieczenie na jednym ruszcie i przy okazji wysiłku będzie mogła pogapić się na jego bicki. Znaczy, co?

— Cieszę się, że tak myślisz. Jest to praktyczne, bo jak się spartoli jakaś robota, to moja uprzejma buźka może jakoś wpłynie na lepsze dogadanie się ze zdenerwowanym klientem. — Czasami spokój był w stanie uratować sytuację, a wiadomo, że z chłopami w wykończeniówce, którzy byli zirytowani i zmęczeni pracą fizyczną, to różnie bywało. I wtedy wchodziłaby ona, ubrana cała na biało, w eleganckie ogrodniczki i tłumaczyłaby klientom, że co złego to nie oni.
Wiedziała, że udawał i dlatego zaraz trzepnęła go w ramię, posyłając mu niezadowolone, aczkolwiek rozbawione, spojrzenie, bo naprawdę przez długi czas sądziła, że dzięki doświadczeniu zdobytemu w projektowaniu domów w simsach, każde biuro projektowe będzie się o nią bić — wystarczyło portfolio z galerii! Po czasie jednak włączała stare części tej gry i zastanawiała się, jakim cudem kiedyś jej to wszystko wychodziło… choć mogła to zapamiętać nieco inaczej, gdy była młodsza. — Raczej nie, na co dzień o tym nie pamiętam. Chyba, że mam ciężki dzień w pracy i denerwują mnie, to myślę o każdej innej robocie, byle nie swojej — zaśmiała się; ale tak miał chyba każdy! O projektowaniu zapominała w codziennej pogoni i może to był właśnie błąd — może wtedy zrobiłoby się jej nieco lżej na sercu, jeśli przypomniałaby sobie o tej dziecinnej naiwności.

— Może kiedyś będę miała okazję go wykorzystać — skomentowała słowa o jego sekrecie, zaraz podchodząc do niego i zarzucając mu ręce na szyi, uwiesiła się na nim lekko, przyciągając go do krótkiego pocałunku. — Jakie sekrety jeszcze skrywasz? — zapytała cicho, nieznacznie odsuwając się od jego ust. Chciałaby je znać, a jednocześnie odebrałoby to magii rozbierania go z nich po kolei, krok po kroku. Zaśmiała się krótko. — Łaskawy jesteś, dziękuję. — Cmoknęła go krótko w policzek, zaraz sięgając po swój pędzel. Obydwoje byli przyzwyczajeni do mieszkania w domu, dorastali w takim otoczeniu, chociaż Camelli podobało się to wielkomiejskie życie na nieco zatłoczonym osiedlu. Na peryferiach było spokojniej, tutaj czuła prawdziwe życie i póki byli jeszcze młodzi, to warto było z tego korzystać!
— Wyciągniesz teraz teczkę i będziesz wertować wśród swoich certyfikatów? — parsknęła śmiechem, spoglądając na niego z rozbawieniem. — Obędzie się bez dokumentów. To twój egzamin końcowy, po nauce malowania ocenie, czy jest pan dobrym malarzem. Proszę o instrukcję — rzuciła, stając przed ścianą z wyciągniętym przed sobą pędzlem i czekała na instrukcje. A może nie powinna zaczynać od pędzla? Może trzeba było jeszcze coś wykleić, zaimpregnować? Nie wiedziała, w końcu znała się na tym jak wilk na gwiazdach!

Connor Walker

Let's paint the house together

: czw wrz 24, 2026 9:55 pm
autor: Connor Walker
Kiedyś Connor kręcił nosem, bo zamiast pomagać ojcu, wolał na przykład iść spotkać się z kolegami albo oglądać serial, ale no najpierw obowiązki, a potem przyjemności. To motto niejednokrotnie słyszał, kiedy zamiast odrabiać prace domowe po szkole, zaczynał włączać komputer albo telewizor. Jako dzieciak nie przypuszczał, że kiedykolwiek to całe pomaganie lub towarzyszenie ojcu mu się przyda. Dzięki temu też, nie trzeba było wydawać pieniędzy na fachowców - chociaż niejednokrotnie nawet fachowcy potrafili partolić robotę, bo jednak nie byli AŻ tacy profesjonalni, a zależało im jedynie na tym aby dostać pieniądze. Ach te pieniądze… pomyślał, doskonale zdając sobie sprawę, że większość widząc banknot traciła rozum lub właśnie dla banknotu, była gotowa wiele poświęcić.
Układy, zakłady, przekupstwo… to wszystko panowało od wieków, panuje teraz i najprawdopodobniej panować będzie także i w przyszłości. W przyszłości to miały być latające samochody. Gdzie one są? Doskonale pamiętał rysunki w szkolnych podręcznikach, gdzie samochody nie poruszyły się po ulicy, tylko się nad nią UNOSIŁY.
Szczerze? Connor przypuszczał, że szybciej nastąpi to, co działo się w Wall’e, niż samochody i świnie zaczną latać, tzn. ludzie ewakuują się na ogromny statek i będą sobie latać w kosmosie, a Ziemia będzie tak zanieczyszczona, że roboty ją będą sprzątać.
- Wyobraziłem to sobie. Będziesz jak te panie w sklepie, które czekają, aż się klient wydrze, a one ze spokojem tłumaczą i pokazują, że to klient jest debilem, bo nie przeczytał dobrze opisu na kuponie. Wiesz co? Ja naprawdę współczuję kasjerom i kasjerkom, bo oni, biedni, nie ustalają cen, a zawsze są na pierwszej linii w konfrontacji z klientem. Ostatnio to się nawet wtrąciłem, bo miałem wrażenie, że ta biedna kasjerka zacznie płakać przez jakiegoś gbura, który zaczął się na cały sklep wydzierać. - odpowiedział zgodnie z prawdą, przypominając sobie ostatnią wizytę w sklepie, która prawie skończyła się rękoczynami…
- Chłop ewidentnie potrzebował wylać swoje żale i niestety trafiło na biedną pracownicę sklepu. - dodał jeszcze, lecz zaraz przestał wspominać tamto starcie, ponieważ wysłuchał słów Camy o tym, że aktualnie jej myśli nie krążyły wokół projektowania wnętrz.
- Rozumiem. Słuchaj, zawsze można wrócić do grania w Simsy. - powiedział z uśmiechem, nie mając nic przeciwko, gdyby któregoś wieczoru, Cama postanowiła włączyć gierkę na odstresowanie. Kto wie, może by nawet usiadł obok, by patrzeć, jak gra? Może nawet stworzyłby swojego sima? Chociaż znając siebie, wybierałby jakieś basic rzeczy.
- Kto wie słuchaj… - odpowiedział, posyłając Stones swój uroczy uśmiech, który poszerzył się, gdy tylko brązowooka zarzuciła mu ręce na szyję a następnie, ich usta złączyły się ze sobą. Szczerze? Dla niego ten pocałunek był stanowczo ZA KRÓTKI.
- Dowiesz się w swoim czasie, moja droga. Nie będę Ci psuł niespodzianki. - odpowiedział półszeptem, a następnie pochylił się, by ponownie poczuć na swoich ustach usta Camy. Obdarzył ją czułym pocałunkiem, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że robota czekała.
- Dla Ciebie wszystko, najdroższa. - odparł, głaszcząc dziewczynę po głowie, a otrzymując kopa motywacyjnego w postaci buziaka w policzek, poczuł się tak, jakby właśnie wypił kilka napojów energetycznych.
- Dokładnie tak. - powiedział, parskając zaraz śmiechem, ponieważ wyobraził sobie, jak stojąc przed Camą, pokazywał jej swoje certyfikaty, które zbierał niczym karty Pokémon. Natomiast słysząc, że obejdzie się bez nich, teatralnie westchnął głośno, a usta ułożył w podkówkę. Z drugiej strony, słysząc o teście, zmarszczył brwi, planując BARDZO poważnie podejść do tematu i zaliczyć swoją dziewczynę ten egzamin.
Chrząknął, poprawił ogrodniczki, a następnie podszedł do puszki z farbą.
- A więc, cały proces zaczynamy od włożenia wałka do farby. Potem go odsączamy i… zaczynamy zabawę. - oczywiście postępował zgodnie z tym, co po kolei mówi, a na koniec przyłożył wałek i zaczął sunąć po ścianie.
Jakoś tak całkowicie przypadkiem przy którymś machnięciu, zahaczył wałkiem o ogrodniczki Camy. Ups…
- O, jaki ładny NOWY wzorek. - normalnie DIY. Jemu naprawdę się podobało to nowe, wykonane przez siebie maźnięcie.

i will show you my skills

Let's paint the house together

: pn paź 05, 2026 12:03 am
autor: Camellia Stones
Camellia nie sądziła, że mogłaby pracować o obsłudze klienta. Już teraz czasami ciężko było się dogadać, mimo że był to zupełnie inny typ klienta… najwidoczniej to nie robiło żadnej różnicy. Koniec końców każdy z nas był człowiekiem i niektórzy będą robić podobne zamieszania, bez względu na wychowanie, wykształcenie czy zawód. I niby miała tę wiedzę, potrafiła sobie wszystko logicznie wytłumaczyć, a i tak za każdym razem denerwowała się, że ludzie potrafili być tacy, siacy czy owacy.
— Też im współczuję. Na pierwszym roku studiów chciałam się usamodzielnić i zaczęłam pracę w odzieżówce. Okropnie wspominam ten czas, wcale nie dziwię się, że ta kasjerka była o krok od popłakania się, bo pamiętam, jakie imby potrafili robić ludzie te kilka lat temu, a co dopiero teraz, gdy każdy jest taki doinformowany o swoich prawach, nawet jeśli źle coś rozumieją. — Teraz ludzie mieli większą świadomość, choć mentalność z pewnością niewiele się zmieniła. Mimo wszystko spojrzała na Connora z większym rozczuleniem, kiedy powiedział, że stanął w obronie pani kasjerki i wydęła lekko dolną wargę. — Jesteś kochany. Mój chłopak to bardzo dobry człowiek — odpowiedziała, uśmiechając się do niego ciepło. To nie podlegało żadnym wątpliwościom, lecz z dnia na dzień udowadniał jej to z każdym kolejnym argumentem lub czynnością. — Tak to niestety bywa. Słyszałam, że czasami starsi ludzie przychodzą byle sobie pogadać z pracownikami sklepu, bo nie mają na przykład bliskiej rodziny, do której mogą się odezwać. — I to akurat było strasznie przykre i aż chwytało Camellię za serce. Może przez to, że sama lubiła gadać i nie wyobrażał sobie, żeby na starość nie miała do kogo się odezwać? Całe szczęście, miała młodszych braci i miała nadzieję, że nie umrą przed nią.

— Wtedy nie będę robić nic innego, tylko w wolnej chwili grać w simsy. Chcesz zaprzepaścić nasze wspólne wieczory?! Bo to naprawdę niebezpieczne — zaśmiała się. To nie dało się tak o raz włączyć simsów. Wiedziała, że jeśli jednego wieczora je uruchomi, to jej zajawka będzie trwała przez najbliższe tygodnie. Jesienna atmosfera zachęcała do tego, ale miała świadomość, że jej obowiązki zbytnio nie pozwalają na to, aby mogła je zaniedbać. Dodatkowo naprawdę nie chciała, aby jej chłopak poczuł się poszkodowany tym, że ona wkręciła się w głupi symulator życia, skoro jej prawdziwe życie właśnie nabiera tempa.

— Lubię niespodzianki, więc okej. Wyjątkowo się zgodzę — zaśmiała się cicho. — Nie zmienia to jednak faktu, że jesteś bardzo tajemniczy — dodała półszeptem, zanim złączył ich usta w czułym pocałunku, a ona najchętniej by się od niego nie odrywała, przenosząc ich na okrytą kanapę i skupiając się na czymś innym niż na malowaniu ścian, ale… no kurde, mieli już wszystko przygotowane!

Pochyliła się lekko nad plastikową tacką z farbą, obserwując ruchy pędzla czy tam wałka, którym machał Connor. Włożyć wałek do farby, odsączyć i zabawa… znaczy malowanie. Nie brzmiało skomplikowanie, prawda? Skopiowała jego ruchy ze swoim pędzlem, Walker jeszcze pokazywał jej, jak malować po ścianie, a Cama przez chwilę go obserwowała, wzrokiem sunąc od dłoni przez jego rękę do bicepsa, który uwydatniał jego mięśnie i nawet nie wiedziała, kiedy się tak rozproszyła, że przypadkiem dostała z farby. Otworzyła usta w zdziwieniu i zerknęła na niego, to na swoje ogrodniczki i potem znów na niego. — Nie no, nie wygląda to źle… — stwierdziła, zaraz podchodząc do niego o kilka kroków, niby żeby zobaczyć jak pomalował ten kawałek. — Wiesz co… — zaczęła, odwracając się przodem do niego. — Strasznie mam ochotę cię przytulić! — rzuciła, szybko obejmując go w pasie, zanim od niej ucieknie, przylegając do niego całkiem i tym samym odbijając ślad ze swoich ogrodniczek na tych jego. Pędzel spadł jej na folię rozłożoną na podłodze, a ręce pobrudziły się jej od farby. Przyłożyła je płasko do klatki piersiowej chłopaka, odbijając na bluzce, a częściowo na ogrodniczkach swoje dłonie, po czym mokrymi od farby palcem wskazującym, zrobiła mu kropeczkę na czubku nosa. — Słodko wyglądasz, wiesz? — zachichotała. — Ale trochę boję się ciebie puścić — parsknęła. No co, jeszcze zrobi jej rewanż i wrzuci ją do farby, a skoro zapatrzyła się na jego bicepsy, to i nie miałaby z nimi szans przy starciu!

boyfriend

Let's paint the house together

: pn paź 26, 2026 12:23 am
autor: Connor Walker
Słysząc, że Cama przez pewien czas pracowała w sklepie odzieżowym, w jednej z szuflad pamięci przypomniał sobie, jak dowiedział się o tym od swojej mamy, która wróciła ze spotkania ze swoją najlepszą przyjaciółką, tj. panią Stones. Niestety nie pamiętał jedynie który dokładnie to był sklep ale…
- Kiedyś nawet odwiedziłem ten sklep, ale chyba akurat nie byłaś na zmianie. - odparł zgodnie z prawdą. Znaczy, Melcia albo mogła skorzystać z przywileju przerwy, albo faktycznie przyszła później (lub skończyła wcześniej).

- Jeny ale to musiała być masakra… Przecież jak ja widzę te porozrzucane ciuchy, to aż mi przykro, bo potem pracownicy muszą chodzić i składać. Wiesz co? Zastanawiam się, czy w swoich mieszkaniach też taki syf zostawiają, czy to działa wyłącznie, kiedy wiedzą, że ktoś za nich coś zrobi. - dodał jeszcze, naprawdę nie rozumiejąc takiego zachowania. Co trudnego było w ponownym złożeniu lub po prostu odwieszeniu tego, co się przymierzało na swoje lub wyznaczone miejsce? Coś się bierze, a potem odkłada, proste działanie.
- Wytrzymałaś rok czy po kilku miesiącach rzuciłaś papierami? - spytał, bo ta informacja także mu umknęła - albo może nawet do niego nie dotarła? A w sumie był po prostu ciekawy.
Słysząc, jak Cama nazywa go kochanym, posłał jej ciepły uśmiech.
- Ja po prostu… bardzo nie lubię, kiedy jedni znęcają się nad drugimi, wiedząc albo raczej wiedząc o tym, że ci drudzy nic im nie zrobią, bo nie mają co zrobić. Dlatego gdy jest taka potrzeba, to się wtrącam, mając gdzieś konsekwencje. Najwyżej któregoś razu znowu przyjdę poobijany, chociaż ostatnim razem po prostu broniłem doktora, bo ktoś chciał mu zrobić krzywdę. - odpowiedział zgodnie z prawdą, przypominając sobie scenę przed szpitalem. Na szczęście, poza obitą twarzą oraz bolącymi plecami, Walkerowi nic poważniejszego nie było, ale nawet nie chciał sobie wyobrażać, co by się stało z Rohanem, gdyby w porę nie zareagował. Dobrze, że w ogóle Connor był wtedy jeszcze w szpitalu.
- Ej… to akurat smutne. - stwierdził, automatycznie zmieniając ton, bo naprawdę było mu szkoda takich ludzi.
- Hmm… możemy ustalić, że jeden wieczór w tygodniu możesz poświęcić na Simsy. Tyle wytrzymam. I w ogóle najlepiej wtedy, kiedy mam na popołudnie albo nocki. - dodał od siebie, będąc gotowym na poświęcenie albo raczej wyrażenie zgody, by Cama włączała sobie simsy, kiedy go nie było, bo skoro to miało ją uszczęśliwiać, to czemu miałby nie wyrażać zgody? Wszystko było do dogadania. Gorzej, gdyby wracał nad ranem, a jego dziewczyna, z czerwonymi oczami, skoncentrowana przed ekranem laptopa, z którego wydobywałby się charakterystyczny język Simlish lub muzyczka, gdyby wykonywała prace remontowe domu. Wtedy chyba musiałby się podjąć radykalnych środków, takich jak odłączenie zasilania lub zamknięcie górnej pokrywy laptopa.
Parsknął śmiechem, w momencie, kiedy dotarły do niego słowa Camy o tym, że był tajemniczy.
- Mogę Ci zdradzić jeden sekret… bardzo Cię kocham. - powiedział, patrząc swojej dziewczynie prosto w oczy, i kiedy on nachylił się, by pocałować swą lubą, ta pierwsza złączyła ich usta w pocałunku, więc nie pozostało mu już nic innego, jak tylko go pogłębić, chcąc ruchami warg oraz językiem potwierdzić prawdziwość swoich słów.
- A może… później pomalujemy salon? - zarpoponował nagle, choć kurcze… zawsze mogli zająć się sobą po skończonej robocie, aczkolwiek pytanie, czy będą mieli siłę? Bo bądź co bądź, trochę ich ręce popracują.
Musiał przyznać, że Stones wyglądała uroczo zarówno w ogrodniczkach, jak i wtedy, kiedy kopiowała jego ruchy. Widząc jej poczynania, uniósł kąciki ust wraz z kciukiem, by dać znać, iż - jego zdaniem - dobrze wykonywała zadanie, niczym fachowa osoba malująca wnętrza domów.
Poczuł pewnego rodzaju ulgę wraz z satysfakcją, kiedy nie usłyszał krzyku spowodowanego pobrudzeniem ogrodniczek Camy, choć to przytulenie… chyba domyślał się, co chciała zrobić, lecz jedyne, co dał radę zrobić, to wykonać dwa kroki do tyłu, nim poczuł na sobie dłonie dziewczyny.

Cholibka…
- Dopadłaś mnie. Gratuluję. - powiedział, a zaraz potem otrzymał jeszcze prezent w postaci kropki zdobiącej jego nos.
- Gdybyś miała czerwoną farbę, zostałbym Rudolfem. - nieważne, że do świąt mieli jeszcze trochę czasu.
- Dziękuję. W głównej mierze to dzięki Tobie… A powiedz mi, długo planujesz mnie tak trzymać? - spytał, podejmując próbę wyswobodzenia - lecz bezskutecznie - bo choć kochał Camę, tak musiał przyznać, że malowanie w takiej pozycji było nieco utrudnione… Nagle puścił trzymany wałek, by dać znać, iż NICZEGO złego NIE planował; aczkolwiek nie omieszkał dotknąć farby, która przyozdabiała jego nos, żeby po paru sekundach dotknąć czoła Stonesówny.
- Przypominasz trochę hinduskę. - rzucił, szczerząc się, bo czuł dumę z wykonanej czynności. Cóż, obydwoje byli pięknie naznaczeni. Czy można było uznać, że było 1:1?

are you hindi now?