Strona 1 z 1

quite a way to find new opportunities

: wt sie 25, 2026 3:37 pm
autor: sabi a. wolfhart
001.
Spotkania towarzyskie w niedużym gronie były dla Sabi czymś, co poprawiało humor i podładowywało socjalne baterie. Tego samego nie mogła powiedzieć o oficjalnych, większych eventach, na których tłoczyło się zazwyczaj pełno ludzi. Nie chodziło tu do końca o ich samych, a bardziej o przebodźcowanie przez ich ilość, a także przez rozmach całego wydarzenia. W trakcie nigdy nie odczuwała tego aż tak, ale gdy wracała do mieszkania po wszystkim, czuła się jakby ktoś spuścił z niej powietrze.
Dzisiaj tak pewnie będzie wyglądać jej wieczór, gdyż zgodziła się pojawić na imprezie charytatywnej swoich znajomych. Jeszcze tego nie żałowała, ale upłynęła może najwyżej godzina? Sama nie była jeszcze pewna. Wolfhart już się rozkręciła, poznając parę nowych osób, a teraz uczestniczyła w rozmowie w grupce ze swoimi znajomymi i paroma osobami, których jeszcze nie poznała. Dziwiła się, że jej znajomi mieli jeszcze tyle innych znajomych, a wszyscy wyglądali na bardziej elitarnych czy bogatszych. Sama miała ogrom kontaktów, ale w takich miejscach tylko przekonywała się, że nie jest aż tak dużym social butterfly jakim mogłaby być.
Jak na razie gawędziło się jej dość swobodnie, a towarzystwo miało nawet całkiem fajne poczucie humoru. Rozmowa nie tyczyła się już stricte eventu, co też nieco rozluźniało atmosferę, przynajmniej dla niej. Nie lubiła przesadnej powagi lub skupiania się na jednym temacie i maglowaniu go w kółko. Może nie była mistrzem żartów, ale czasami fajnie jak ona czy ktoś inny wtrącał coś zabawnego do rozmowy. Takich ludzi doceniała.
Po kilkunastu minutach rozmowy organizatorzy, czyli jej znajomi, poszli zabawiać innych gości i część nieznajomych też już odeszła w bliżej nieokreślonym kierunku. Z całej grupki została jedynie Sabi i blondynka, której imienia jeszcze nie poznała. Postanowiła zaryzykować, zwłaszcza że kobieta chyba nie planowała na razie nigdzie odchodzić.
Czy Agnes i Sam to również Twoi znajomi? — rzuciła niby od niechcenia, ustawiając się przodem do kobiety by było wiadomo, że to do niej mówi. Wyciągnęła też do niej rękę, obdarzając ją sympatycznym uśmiechem. — Jestem Sabrina, ale mów mi Sabi — przedstawiła się po krótkiej pauzie, oczywiście zaznaczając pseudonim, którym posługiwała się częściej niż imieniem.

Vesper Shaw

quite a way to find new opportunities

: wt sie 25, 2026 9:39 pm
autor: Vesper Shaw
~2~


Vesper ceniła sobie spokój w we własnych czterech ścianach, ale tylko w tych momentach gdzie była mocno przemęczona, a jej chęć do życia była już na minusowych procentach. Działo się tak zawsze jak tylko zawalała sobie grafik, bo przecież ogarnie wszystko! Co to dla niej. Niestety czasami następowało przegrzanie systemu i gapienie się beznamiętnie w migające obrazki na telewizorze było czymś mocno fascynującym.
Na szczęście dzisiaj nie był ten dzień, chociaż kilka godzin temu dopiero wróciła do kraju i powinna chociaż odrobinę odespać jetlag. Jednak nie było na to czasu, bo przecież nie mogła ominąć imprezy charytatywnej znajomych. Co jak co, ale jeśli faktycznie obiecała się pojawić to musiała się wydarzyć tragedia żeby jej nie było na evencie. Ogarnęła się w miarę szybko by wyglądać jak człowiek i pojawiła na imprezie w porę by nie być uważaną za spóźnialską. Nie lubiła gdy się ją za taką uważało. Może nie spóźniała się często, a jak już to dużym prawdopodobieństwem było to, że coś się przedłużyło i nie mogła pojawić się na czas.
Część ludzi z całego towarzystwa kojarzyła. Może nie ze wszystkimi była na ty, ale kojarzyła. Przynajmniej nie była jak jej ojciec, który udawał, że kogos zna nie mając bladego pojęcia nawet jak ten ktoś ma na imię. Vesper była bezpośrednia i po prostu bez owijania w bawełnę pytała o czyjeś imię.
Takie imprezy charytatywne były często gęsto tak bardzo pod publiczkę, że aż się jej na to nie chciało chodzić. Najczęściej wysyłała wszystkich innych twierdząc, że sama nie ma czasu, ale tym razem wiedziała, że jej znajomi naprawdę działają na szczytny cel.
Rozmowy w gronie się nawet kleiły. Ktoś rzucił żartem, ona uderzyła głupim komentarzem... no po prostu było przyjemnie w porównaniu do takich imprez gdzie większość snobów miała kije w tyłkach. Vesper nie znosiła takich ludzi, chociaż sama należała do takiej rodziny.
Grupka wzajemnej adoracji powoli zaczynała się wykruszać i Ves miała też odejść za moment w poszukiwaniu alkoholu i jedzenia gdy jedna z towarzyszek rozmowy stanęła przed nią. V uśmiechnęła się uroczo -Powiedziałabym, że bardziej Sam niż Agnes. Chodziliśmy wspólnie do klasy. - skinęła lekko głową w kierunku organizatorów. -Nie wierz mu jak Ci będzie mówił, że go wiecznie biłam. Co złego to nie ja - uniosła ręce w obronnym geście. Takie bicie to prędzej było po przyjacielsku, więc Sam nic jej nie udowodni! -Miło poznać. Vesper chociaż wszyscy raczej zwracają się do mnie Ves albo V jak kto woli. - uścisnęła delikatnie wyciągniętą dłoń. -Szampana? Bo właśnie namierzyłam kelnera z pełną tacą i zamierzam mu ukraść kilka kieliszków - może to nie był dobry pomysł by piła po podróży, ale przecież kilka jej nie zabije prawda? Poza tym prowadziła, a nie chciała rozwalić jednego ze swoich aut. Była odpowiedzialnym człowiekiem pod tym względem.

sabi a. wolfhart

quite a way to find new opportunities

: pn sie 31, 2026 2:48 pm
autor: sabi a. wolfhart
Przy dużym zmęczeniu Wolfhart nie była wyjątkiem, choć ją to chyba ciężko było całkowicie wytrącić z równowagi i pozbawić całej energii. Być może była zbyt ambitna na lenistwo, a może wiązało się z tym coś więcej. Jej odpoczynek był zatem wystarczający, ale nieprzesadny. Była też typem osoby, który nie męczył się aż tak w towarzystwie innych. Chociaż z pewnością zależało to od tego, o kim akurat była mowa. Zdarzały się jednostki, które wysysanie energii uważały za życiowe powołanie.
Najwidoczniej wśród bogaczy były dwa typy ludzi. Jeden, co pławił się w luksusach i wysługiwał innymi. Drugi natomiast umiał pracować i pojawiać się w ważnych miejscach nawet w trudniejszych warunkach. Zarówno Sabi, jak i jej nowa koleżanka z pewnością zaliczały się do tego grona. Ta pierwsza, nawet jeśli pozwoliłaby sobie na nieco więcej luzu, rankiem i tak szykowałaby się do dalszej pracy. Ojciec nie zrobiłby jej wyrzutu gdyby zrobiła sobie dzień wolny, ale Wolfhart zwykła zostawiać to „na wszelki wypadek”. Ten zaś nigdy nie nadchodził, więc wychodziło na to, że praktycznie nigdy nie robiła sobie wolnego. Chyba, że już musiała.
Większość imprez w bogatym gronie robiło się dla picu. Albo dla pokazania, jaki ktoś to nie był bogaty czy wpływowy. Sabi również zwykła omijać opcjonalne wydarzenia, gdzie status materialny przebijał faktyczny cel, dla którego wszystko w ogóle organizowano. Ostatnio nie miała natomiast zbyt dobrze, bo ojciec szykował ją powoli do większej ilości obowiązków skoro miała przejąć biznes. Odkryła tym samym, że czasami trzeba było zacisnąć zęby i iść w takie miejsce by utrzymać nie tylko pozycję, ale i ważne znajomości. Cieszyło ją zatem, że w dniu dzisiejszym chodziło bardziej o przyjemność z relacji i wspieranie ważnego celu. Dodatkowo zyskiwała też wszystkie inne korzyści z tym związane, a to tylko lepiej. Tak można było żyć. Szkoda tylko, że nie w każdym wypadku dało się łączyć przyjemne z pożytecznym.
O, to ciekawe. Mi akurat bliżej do Agnes. Znamy się właściwie od dziecka. Nasi rodzice to debeściarze — podsumowała, uśmiechając się pod nosem. Parsknęła na wzmiankę o „przyjacielskim” biciu. — Haha, okej, okej — nie pozwalała sobie jeszcze na odważniejsze żarty, bo dopiero co poznawała tę kobietę. To byłoby trochę nie na miejscu. Wydawała się być jednak rozbawiona tą wzmianką. — Ładne imię. I to V. Jak Vendetta — tu już trochę pozwoliła sobie zażartować, puszczając blondynce oczko. — A chętnie się napiję — szampan nie był jej ulubionym napojem, ale jeden różnicy jej nie zrobi. Ona akurat nie siadała za kółko, więc nie musiała debatować nad tym aspektem przy alkoholu i tym podobnych.

Vesper Shaw

quite a way to find new opportunities

: wt wrz 01, 2026 6:47 am
autor: Vesper Shaw
Wolne było świętością u Vesper. Lubiła mieć czas dla siebie nawet jeśli to było kilka godzin gdzie po prostu wsiadała w auto i jeździła bez większego celu po mieście i poza nim. Jednak też nie była człowiekiem, który wysiedziałby samotnie w czterech ścianach zbyt długo. Wolne jakie by nie miało być musiała mieć. Chociaż obiecie jest na tyle głupia, że zapełnia sobie kalendarz jak najbardziej się ta, więc tego wolnego też ostatnio występuje u niej w ilościach... wcale. Wychodzi na to, że obie lubiły pracować i to chyba aż za bardzo.
Niestety obracanie się w takich a nie innych kręgach wiązało się z uczestniczeniem w imprezach, które są mocno dla picu. Byleby pokazać jak bardzo wpływowym ktoś jest. Z reguły omijała takowe szerokim łukiem to niestety na sporej ilości musiała być przez wzgląd na nazwisko. Najlepiej jednak na takie imprezy zabierać kogoś zaufanego kto może zdecydowanie poprawić człowiekowi humor i takie imprezy nie będą wtedy aż tak nudne i sztywne, chociaż miała wrażenie, że niektórym ludziom to kije od szczotek powłaziły do tyłków już tak na stałe i nic ich nie uratuje. Na szczęście dzisiaj jej to aż tak bardzo nie przeszkadzało. Może dlatego, że miała wokół siebie znajomych.
-Dwa różne obozy. Rozumiem, rozumiem. Dzisiaj nie ma bicia kolegi ani podstawiania nóg - uśmiechnęła się szeroko. Już od Agnes zarobiła kiedyś w łeb za dokuczanie Samowi, więc nowa znajoma nie omieszka stanąć murem za koleżanką z dzieciństwa i jeszcze obie ją stłuką na kwaśne jabłko. Będzie musiała uważać! Nie miała nic przeciwko robieniu z siebie głupka i klauna. Dzięki temu takie imprezy łatwiej przeżyć, ale widocznie dzisiaj miała dobry humor mimo zmęczenia, więc tym bardziej sypała głupimi tekstami jak tylko mogła. Nawet jeśli miała wyjść na debila w oczach nowej znajomej. -Podziękowania należą się mamie. Ona ma fioła na punkcie imion. Swojego nowego psa nazwała Sir Bartolomeo - uśmiechnęła się lekko. -A Vendetta u mnie to się odpala bardzo rzadko - pokiwała głową, a uśmieszek nie znikał z jej buźki. Jak trzeba to i się odpali, a w tedy klękajcie narody.
Gdy usłyszała, że towarzyszka się napije momentalnie skinęła głową i odeszła odrobinę by faktycznie upolować dwa kieliszki szampana. -Proszę bardzo - wręczyła kobiecie kieliszek -To czym się zajmujesz Sabi? - spytała grzecznie będąc wyraźnie zaciekawiona jej osobą.

sabi a. wolfhart

quite a way to find new opportunities

: pt wrz 04, 2026 4:08 pm
autor: sabi a. wolfhart
Zbyt duża ilość wolnego czasu mogła być dla Sabi zgubą. Dlatego nie lubiła zbyt długo się obijać i wolała spożytkować czas w jak najbardziej owocny sposób. Dodatkowo, lubiła też swoją pracę, a jej głowa była pełna pomysłów na kolejne budynki. Czasami nawet rozrysowywała sobie budowle z książek, przenosząc swoje wizje na papier, ale ostatecznie zamykając je w szufladzie biurka. To było bardziej dla niej, ale tylko pokazywało to, jak bardzo zaangażowana była w architekturę. Nie tylko tym żyła, wiadomo, ale była to dla niej zarówno pasja, jak i praca.
Obecność zaufanej, niesztywnej od bogactwa osoby był niewątpliwie pomocny. Dlatego cieszyła się, że często i tak towarzyszył jej ojciec, albo odnajdywała tam potencjalnie kogoś znajomego. Czasami udawało jej się poznać nową, potencjalnie interesującą osobę. Vesper była jedną z nich, choć była to jedynie wstępna opinia. Gawędziło jej się natomiast przyjemnie, więc może coś miało szansę z tego wykiełkować.
Tak. I ciągnięcia za warkocze, bo podobno bardzo lubiłam włosy Agnes jak byłam mała. Niestety tego nie pamiętam — uśmiechnęła się pod nosem. Równie dobrze jej rodzice mogli to sobie wymyślić. A może to był sygnał? Chłopców raczej tak nie dręczyła. Nie zamierzała się jednak wtrącać między Vesper a Sama. Nawet, jeśli zachęcałaby ją do tego Agnes. To nie był właściwie jej interes i dopóki było to jedynie droczenie się, a nie realna krzywda, mogłaby nawet odwrócić wzrok w innym kierunku. Ale to też zależy. — O kurczę, to ciekawe. Moja wszystko czerpała z popkultury i tym podobnych — wzruszyła ramionami. Jej imię nie było dla niej jakoś szczególne, chyba że mogłaby powiązać się z czarownicą Sabriną. Do Carpenter było jej dość daleko. Parsknęła w odpowiedzi do kolejnych słów, ale nie zdecydowała się ich skomentować.
Dziękuję — przyjęła kieliszek i upiła drobnego łyka, nie śpiesząc się zbytnio. — Jestem architektem. Pracuję w rodzinnej firmie. Może słyszałaś o Wolfhartach — nie robiło jej różnicy to, czy kobieta mogłaby ich znać czy też nie. Nie chciała się też zbytnio rozdrabniać, bo niekoniecznie chciała zdradzać na pierwszym spotkaniu że jest pierwsza w kolejce do odziedziczenia biznesu. — A ty, Vesper? — odbiła też piłeczkę, po części z grzeczności, po części z ciekawości.

Vesper Shaw

quite a way to find new opportunities

: sob wrz 05, 2026 12:38 pm
autor: Vesper Shaw
Posiadanie wolnego czasu jest dobre, ale jeśli jest go za dużo to potem człowiek nie wie co ze sobą zrobić. Vesper jednak mając wolne nie mogła sobie siąść za sterami dla przyjemności, no chyba że helikoptera, a to i też nie zawsze. Jednak Shaw lubiła ludzi, którzy mieli swoje pasje i robili to co tak naprawdę sprawiało im wielką radochę. Sama miała szczęście zajmować się tym co lubiła, chociaż prowadzenie firmy nie było jej tak w stu procentach na rękę. Wielu rzeczy jeszcze musiała się nauczyć.
Vesper lubiła zagadywać ludzi na takich imprezach. Zdecydowanie w ten sposób mogła chociaż jedną osobę bez kija w tyłku znaleźć. Już wiele razy wychodziła na tą niewychowaną, bo przy rozmowach o tym kto ma więcej pieniędzy potrafiła strzelić głupim komentarzem. Cóż miała odrobinę niewyparzoną gębę i chociaż starała się hamować to czasem różne kwiatki uciekały. W tym momencie pozwalała sobie na odrobinę żartów by wybadać czy faktycznie Sabi zniosłaby jej towarzystwo. Podchodziła z lekkim dystansem, ale jeśli nowa znajoma przyjaźniła się z Agnes to może nie było aż tak źle?
-A może po prostu nie chcesz tego pamiętać - zaśmiała się krótko. Poza tym uważała to trochę za urocze. Ona za gówniarza unikała dziewczyn jak ognia. Robiła się strasznie nieśmiała i zdecydowanie wolała latać z chłopakami i się wygłupiać. Dopiero z czasem ogarnęła dlaczego, a jej pewność siebie osiągnęła już granice, których chyba nie powinna osiągać. I dzisiaj zdecydowanie nie zamierzała męczyć przyjaciela. Wiedziała jak ważna jest dla niego ta impreza, więc miała mocne postanowienie iż będzie się zachowywać przyzwoicie. Oczywiście do czasu kiedy już wszyscy sobie popiją, bo wtedy większości gości rozwiązują się języki i jest mniej sztywniej. -Ile osób słyszą Twoje imię momentalnie mówiło o czarownicy? - bo i to jej samej przyszło do głowy. -Często za dzieciaka wolałam mieć normalne imię a nie jakieś z kosmosu - chociaż teraz równie mocno twierdziła, że akurat to imię pasuje do niej idealnie. Przynajmniej nie dostała jakiegoś super wymyślnego imienia a i tak więcej posługiwała się skrótem. Tylko rodzina się posługiwała jej pełnym imieniem.
-Wolfhart? - zmarszczyła lekko brwi próbując odszukać w odmętach pamięci czy faktycznie słyszała. -Wybacz, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Możliwe, ze rodzice wspominali, ale musiałam ich wtedy nie słuchać - uśmiechnęła się przepraszająco. -jak się matka odpala jeśli chodzi o którykolwiek z domów to ja się staram nie słuchać. Ta kobieta swoimi wizjami zanudzi mopsa - dodała jeszcze upijając zaraz trochę szampana. -Podziwiam za zawód. Musisz być naprawdę zajęta - skinęła głową. Wcale nie znała się na tym jak to wszystko wygląda, ale musiało być fajne. -Ja siedzę za sterami samolotów. Pilot w rodzinnych liniach lotniczych - bo to było jej główne zajęcie. Przejęcie firmy było jedynie bonusem, którego nie do końca chciała -Przewożę tyłki tych niektórych snobów tutaj co to myślą, że są ważniejsi niż wszyscy inni - uśmiechnęła się rozbrajająco. Większość z nich nawet nie miało pojęcia, że prywatny odrzutowiec który zamówili od Monarch Jets pilotowała właśnie wnuczka właściciela.

sabi a. wolfhart

quite a way to find new opportunities

: wt wrz 08, 2026 11:42 am
autor: sabi a. wolfhart
Szczerze to management też nie był wymarzoną profesją Sabi. Wolała zdecydowanie być tą osobą pod kimś, robić to, co jej wyznaczono, mając jednocześnie odpowiednie pole do popisu. Pogodziła się już natomiast ze swym losem, powoli nastawiając swoją psychikę na nieco inne postrzeganie pracy i nieco inne działanie. Dobrze, że dopiero się uczyła i była świadoma, że minie wiele lat, zanim będzie czuła się pewnie z przejęciem tak ważnej roli. A kto wie, może nigdy nie poczuje się godna? Któregoś dnia będzie jednak musiała zacisnąć zęby i zmierzyć się z rolą głowy całej firmy.
Sabi wciąż była natomiast sobą, nawet jeśli w przyszłości miała być taką szychą w architekturze. Nie była sztywniarą, a także posiadała swoiste poczucie humoru. Zdecydowanie wolała głupie, ale szczere żarty niż to, czym czasem rzucali ci wszyscy bogacze, by się komuś przypodobać. Często w takim zachowaniu można było dostrzec to, jaki był człowiek. Przy Vesper nie czuła jakiegoś dyskomfortu, wręcz przeciwnie. Całkiem spoko jej się rozmawiało, a żarty nie prowokowały u niej wątpliwości… Przynajmniej na razie. Nie zanosiło się natomiast na to, by poczuła się zgorszona. Wolfhart nie była aż tak delikatna.
Być może. — odpowiedziała tajemniczo, a nawet wzruszyła ramionami z uśmieszkiem, który zniknął prawie natychmiast z jej ust. Mogłaby uznać to za znak, ale nie była pewna, czy właśnie tak chciałaby to postrzegać. Szczerze to przyjaciółka nigdy nie wpadła jej w oko, więc dziecięca wersja Sabi może po prostu lubiła ciągnąć włosy, a akurat dziewczynki miały takie nadające się do tego idealnie. Dobrze, że dorosła wersja nie miała takich upodobań. A nawet jeśli, nie zrobiłaby tego na oficjalnej imprezie. Miała swego rodzaju wyczucie i wiedziała, kiedy pozwalać sobie na odpały, a kiedy nie.
Dość dużo. Nie bez powodu proszę, by nazywać mnie Sabi — zachichotała. Oczywiście to nie tak, że miała dość swojego imienia. Skrót był uroczy, krótszy, ale też właśnie ratował ją od łączenia z czarownicą. Za młodu dzieciaki dość często to wytykały, natomiast teraz ten efekt był zdecydowanie łagodniejszy. I nawet jej nie przeszkadzał. — Wiadomo. Ja też chciałam być zwyczajną Anną, a nie czarownicą — miała nawet moment, gdzie chciała zamienić swoje imiona. Anne Wolfhart. Dzisiaj to brzmiało zbyt prosto. Łatwo było o tym zapomnieć. A Sabi? Nawet ksywka rzucała się w oczy.
Nic nie szkodzi — machnęła ręką. Szczerze? Miła odmiana, że ktoś jej nie kojarzył. Mogła nie być celebrytką, ale rozpoznawalność też niekoniecznie napawała ją wielkim szczęściem. Zdecydowanie bardziej ceniła sobie święty spokój. — Rozumiem. Ja akurat swojej lubię słuchać, tylko że nie jest aż tak wylewna — parsknęła, uśmiechając się pod nosem. Jej matka była dyskretna, może głównie przez to, że nie mogła za wiele mówić chociażby o swojej pracy w szpitalu. Sabi była w stanie to zrozumieć, ale naoglądawszy się tych wszystkich serialów medycznych czasami chciałaby, by choć raz zrobiła dla niej wyjątek.
Mamy sporo pracy, to fakt — mruknęła, upijając szampana. Wysłuchała odpowiedzi blondynki, z uznaniem kiwając głową. — Pilot? Ciekawy zawód. Nietypowy. I pewnie bardzo wymagający — tego akurat nie mogła być pewna, bo nigdy nawet nie myślała o przejęciu sterów w takiej maszynie. Bała się wsiąść za kółko samochodu, a co dopiero mówić o samolotach. — Rozumiem. To prywatna linia, o ile dobrze wnioskuję? — kto wie, może kiedyś nawet korzystali z ich usług, lecąc do innego kraju w kwestiach zawodowych. Chcąc czy nie, też należała do tych „snobów”. Choć jej zachowanie nie było aż tak przekoloryzowane.

Vesper Shaw

quite a way to find new opportunities

: sob wrz 12, 2026 1:00 am
autor: Vesper Shaw
Obie chcą robić swoje i pogodziły się z losem bycia tym dzieckiem, które przejmie po starszych biznes. Niestety to już chyba tak jest w tych rodzicach gdzie któreś z rodziców prowadzi jakąkolwiek firmę. Zawsze oczekują, że któreś z dzieci przejmie pałeczkę i nie trzeba będzie sprzedawać tego na co oni sami zapracowali. Z jednej strony Vesper to rozumiała, ale z drugiej uwiązanie własne dziecko do czegoś co może mu nie pasować to jednak nie jest fajne. Dziadek Shaw miał fuksa, że Ves odnalazła pasję w lataniu.
Vesper była nauczona lawirować między snobami. Wiedziała doskonale kiedy się sztucznie uśmiechać i gryźć w język przed niepotrzebnymi komentarzami by nie narobić sobie jakoś wielu wrogów niepotrzebnie. Jednak kiedy trafiała na towarzystwo z nieco luźniejszym podejściem do życia jak właśnie Sabi i ich wspólni znajomi to Shaw sama mocno się rozluźniała i nie próbowała być nawet sztywna i ułożona. Jasne nadal uważała na wiele rzeczy, ale jednak nie w aż takim stopniu.
Uniosła brew na to całą tajemniczą odpowiedź i reakcję. Jednak ostatecznie postanowiła jakiekolwiek komentarze zostawić dla siebie. To nie było ani miejsce ani czas na kompletne puszczanie hamulców. Lepiej nie robić sobie wrogów gdy Ves widziała tak naprawdę w Sabi osobę, z którą można było spędzić miło czas. Przynajmniej do takiego wniosku doszła akurat teraz. Jeszcze wszystko mogło się tak naprawdę zmienić. Nigdy nic nie jest wiadomo. -Sabi akurat Tobie pasuje - przyznała całkowicie szczerze uśmiechając się przy tym uroczo. -Mam wrażenie, że chyba każdy w jakimś momencie chciał zmienić swoje imię. Albo było zbyt wymyślne albo zbyt proste - wzruszyła lekko ramionami. Do takich wniosków doszła już jakiś czas temu kiedy jeden z jej kolegów stwierdził, że imię Adam jest tak bardzo pospolite, że chętnie zamieniłby się z Ves. Jej imię łatwo zapadało w pamięć z racji oryginalności. -Mogę Ci moją oddać, żeby mogła sobie do kogoś pogadać? W zamian zrobię wszystko - wyszczerzyła ząbki w zadziornym uśmiechu. To nie tak, że nie lubiła słuchać własnej matki. Jednak czasami to było za dużo jak głowę Vesper i nawet naprawdę niechcący potrafiła się wyłączyć z konwersacji. Dostawała wtedy niezły opierdol za ignorowanie jej. Słusznie.
-Podziwiam, że potraficie oddać czyjąś nawet szaloną wizję na papierze a potem jeszcze budynek postawić. Powinnam się zgłosić ze swoją wizją na dom, bo jak matka włączy wyobraźnię to skończę z jakimś dziwadłem - zaśmiała się krótko. Uwielbiała swoją rodzicielkę i bez tej kobiety naprawdę miałaby w życiu zdecydowanie za nudno. -Wymagający bardzo. Nie tylko przez to, że ma się pilotować maszynę, która ma kilkaset ludzi na pokładzie. Długie loty, wieczna nieobecność - dobra to ostatnie może nie aż tak, ale Shaw była w rozjazdach z racji tego, że lubiła pilotować. Nic ani nikt jej w domu nie trzymał, więc pakowała sobie lotów w grafik jak najwięcej mogła. -Dobrze wnioskujesz. Pewnie połowa osób tutaj ze mną latała. Nie wiem czy kojarzysz Monarch Jets - mogła nie kojarzyć. Nie wszyscy musieli znać i Ves była tego w pełni świadoma.

sabi a. wolfhart