mixing two flavours together
: wt sie 25, 2026 3:57 pm
1
first time tasting it; it's nice to mix two flavours together
i wanted to behave; but i know i'll do it again
{ outfit + gacie w syrenki }
i wanted to behave; but i know i'll do it again
{ outfit + gacie w syrenki }
Sage wstaje, otwiera okno i mówi, że idzie pod prysznic.
Elmo na pewno wykrztusza z siebie jakąś reakcję – wątłe „okej” albo „jasne”, albo coś równie głupiego – wpatrując w jej nagie, coraz bardziej oddalające się od łóżka plecy. Czuje się tak, jakby jego mózg był zrobiony z galaretki. Nie – jakby całe jego ciało było z galaretki. Kiedy przewraca się na bok, żeby sięgnąć ręką do porzuconej na podłodze bielizny, ma wrażenie, że zaraz straci swoją formę, spłynie po boku łóżka i rozpaćka się na ziemi.
Zdąża wciągnąć na siebie bokserki (tym razem w cholerne syrenki; gdyby wiedział jak skończy się ten wieczór, założyłby jakieś normalniejsze) nim Sage staje w drzwiach prowadzących na korytarz i odwraca się w kierunku wnętrza pokoju.
– Nie idź jeszcze, jak nie musisz.
Elmo z pewnym opóźnieniem zdaje sobie sprawę z tego, że mówi do niego. Docierające do jego głowy informacje są niewyraźne i posklejane. Wini za to wciąż lekko przyspieszony puls, za bardzo skoncentrowane, gorące powietrze w pokoju i całą tę niestworzoną sytuację.
Gdyby ktoś zapytał go, co się tu właśnie stało, chyba nie potrafiłby odpowiedzieć.
Sage nie wydawaje się podzielać jego zmieszania. Ściąga gumkę z nadgarstka, wiąże nią swoje długie, jasne włosy i uśmiecha się łagodnie.
– Możemy coś obejrzeć – proponuje. – Chcieliśmy ostatnio puścić sobie Lighthouse, pamiętasz, Kenny? Może akurat teraz? Jak wrócę z łazienki to coś wymyślimy.
Wychodzi, pozostawiając Eliela i Kendalla samych ze swoimi wciąż nieco przyspieszonymi oddechami, lepkimi od wysiłku ciałami i niezdarnie dużą, dzielącą ich przestrzenią.
Elmo żałuje, że leży na lewej stronie łóżka, która znajduje się dalej od okna. Trochę chłodnego powietrza na pewno dobrze by mu zrobiło. Mimo lata, noce są przyjemne. Po zachodzie słońca żar dnia szybko ustępuje miejsca łagodnemu, bardziej rześkiemu powietrzu. Elmo uwielbia czerwiec – chmury zakrywające nieznośne słońce, ciepłe deszcze. Nie jest jesczcze tak gorąco jak w lipcu czy sierpniu; jest przyjemnie. Tym razem przez otwarte okno też wpada lekka bryza niosąca zapach wilgotnej od deszczu ziemi i tętniącego za oknem miasta, ale Eliel znajduje się zbyt daleko od niego, aby poczuć ulgę.
Podnosi się lekko na łokciach, żeby zmienić swoją pozycję na półsiedzącą i dopiero wtedy znajduje w sobie odwagę, aby spojrzeć na Kenny’ego.
Wygląda tak dobrze, jak jeszcze nigdy wcześniej. Jego włosy są potargane, oczy przymknięte. Elmo czuje ukłucie czegoś niezrozumiałego, gdy Kendall zaczyna rozglądać się za własnymi ubraniami. Nie opuszcza go wrażenie, że nie wykorzystał oglądania go w tym przyjemnym, zrelaksowanym stanie tak bardzo, jak tego chciał.
Nagle przechodzi mu przez myśl, że być może za bardzo ociąga się ze wstaniem. I że może Kenny niekoniecznie chce teraz jego obecności. I że cała ta sytuacja jest już wystarczająco dziwna, a on tylko ją utrudnia.
– Mogę iść jak chcesz – mówi, przemykając wzrokiem po wciąż jeszcze odkrytej klatce piersiowej Weaversa. – To znaczy jeśli wolicie obejrzeć ten film sami. Nie mam nic… – chce powiedzieć „przeciwko”, ale w ostatniej chwili zdaje sobie sprawę z tego, że brzmi to tak, jakby zajmował w tej relacji miejsce dające mu prawo do jakiegokolwiek sprzeciwu. – To znaczy… to właściwie brzmi dla mnie logicznie – poprawia się, czując jak ze stresu przyspiesza mu bicie serca. – Że możecie chcieć pobyć sami – kończy i nawet zdobywa się na beztroski uśmiech, który ma potwierdzić jego zrozumienie wobec jakiejkolwiek odpowiedzi Kendalla.
kendall weavers