summer wine
: wt sie 25, 2026 4:36 pm
Siedzimy sobie razem z Peach na werandzie drewnianego, letniskowego domku, który wynajęliśmy na weekend, żeby trochę odsapnąć od miejskiego zgiełku i dramatów dnia powszedniego, a także skorzystać z ostatnich podrygów lata, bo jesień niestety zbliżała się wielkimi krokami. Mnie już łapie chandra, więc polewam sobie więcej wina do kieliszka i mówię do Peach - Tego mi właśnie było potrzeba, wino, moja najlepsza ziomalka, domek na zadupiu i widok na jezioro - wzdycham, bo w tym momencie czuję taki spokój, że byłbym gotów porzucić swoje życie w Toronto po to żeby zostać wiochmenem gdzieś na odległym końcu świata. Ale to tylko takie marzenia millenialsa, bo prawda jest taka, że jakby mi przyszło mierzyć się na codzień z życiem poza miastem, to najpierw bym się popłakał, a potem pewnie umarł - Dobrze, że to wykminiliśmy, z tym domkiem - kiwam głową. Dobrze też, że Riczi nadal był moim szoferem, bo taką mieliśmy umowę jak dawałem mu siano na auto, to nas tutaj przywiózł i obiecał, że odbierze za dwa dni. Coś tam się niby wykręcał, że do dupy, Rosa przecież może urodzić w każdej chwili, no ale trzeba było o tym myśleć zanim się zgodził na moje warunki, hehs. W każdym razie dolewam sobie wina do kieliszka i wystawiam butelkę w kierunku Peach - Dolać ci? - pytam. Gdzieś w tle, z głośników starego radia sączy się cicha muzyka, nie mamy zasięgu, na ten moment sąsiadów brak, chociaż i po prawej i po lewej stronie są kolejne dwa domki. Myślę sobie, że fajnie by było gdyby nikt więcej nie przyjeżdżał i oczywiście los musi mi zrobić na przekór, bo już z oddali słychać warkot silnika oraz coś jakby... Chichot? Poprawiam nogi na krześle na przeciwko, ignorując fakt, że już za moment nasz spokój najprawdopodobniej zostanie zakłócony, po czym wypijam na hejnał kieliszek wina i polewam sobie kolejny. W tym samym czasie na horyzoncie pojawia się różowy, niewielki kabriolet, który z impetem parkuje tuż przy domku obok. Z wnętrza słychać czyjeś śmiechy, natomiast już za moment dociera do nas znajomy głos - NO NIE WIERZĘ! Piczi! Bill! - krzyczy Corrina we własnej osobie, ta sama, która towarzyszyła nam podczas pamiętnej imprezki w jacuzzi. Podnosi na głowę swoje ciemne okulary, po czym wysiada z auta i rusza szybkim krokiem w naszą stronę, machając energicznie jedną ręką. Nadaje jak katarynka - Wy razem tutaj! Ktoś z wami jest? Czy sobie urządzacie jakiś romantyczny weekend? - śmieje się, ale zanim którekolwiek z nas zdąży jej odpowiedzieć to nagle staje jak wryta tuż przy wejściu na werandę i na krótką chwilę zasłania usta dłońmi, mocno wciągając w płuca powietrze - Ojacie!!! Wiedziałam, że ten pocałunek wtedy to nie był przypadek tylko przeznaczenie! Będziesz się jej oświadczał?! - rzuca. Najpierw mnie trochę zaskakuje, ale zanim ogarnę jej słowa to już rusza w moją stronę żeby się przywitać krótkim uściskiem - No cześć, Riri - mówię, klepiąc ją po plecach. Zaraz odwraca się w kierunku Peach, żeby i ją mocno przytulić - No cześć kochana, wiesz, że nadal jestem z tym trenerem Galena? Normalnie on jest taki słodki, że nie mogę, będzie tu dzisiaj później, urządzamy imprezkę - gada, w międzyczasie z samochodu wychodzą kolejne trzy laski i zbliżają się do nas - Ojacie to jest Peach Pepper?! Miałaś rację, Cori, na żywo jest jeszcze ładniejsza, Boże, obserwuję cię od zawsze, ja jestem Lara - podbija do Picz i wystawia w jej kierunku rękę. Wbija w nią błyszczące spojrzenie, no, Pepper chyba ma wierną fankę. Ja w tym czasie wymieniam uprzejmości z innymi - Ja jestem Sara - przedstawia się jedna - A ja jestem Cara - dodaje druga. Niezła ekipka.
Peach J. Pepper
Peach J. Pepper