Strona 1 z 1

summer wine

: wt sie 25, 2026 4:36 pm
autor: William N. Patel
Siedzimy sobie razem z Peach na werandzie drewnianego, letniskowego domku, który wynajęliśmy na weekend, żeby trochę odsapnąć od miejskiego zgiełku i dramatów dnia powszedniego, a także skorzystać z ostatnich podrygów lata, bo jesień niestety zbliżała się wielkimi krokami. Mnie już łapie chandra, więc polewam sobie więcej wina do kieliszka i mówię do Peach - Tego mi właśnie było potrzeba, wino, moja najlepsza ziomalka, domek na zadupiu i widok na jezioro - wzdycham, bo w tym momencie czuję taki spokój, że byłbym gotów porzucić swoje życie w Toronto po to żeby zostać wiochmenem gdzieś na odległym końcu świata. Ale to tylko takie marzenia millenialsa, bo prawda jest taka, że jakby mi przyszło mierzyć się na codzień z życiem poza miastem, to najpierw bym się popłakał, a potem pewnie umarł - Dobrze, że to wykminiliśmy, z tym domkiem - kiwam głową. Dobrze też, że Riczi nadal był moim szoferem, bo taką mieliśmy umowę jak dawałem mu siano na auto, to nas tutaj przywiózł i obiecał, że odbierze za dwa dni. Coś tam się niby wykręcał, że do dupy, Rosa przecież może urodzić w każdej chwili, no ale trzeba było o tym myśleć zanim się zgodził na moje warunki, hehs. W każdym razie dolewam sobie wina do kieliszka i wystawiam butelkę w kierunku Peach - Dolać ci? - pytam. Gdzieś w tle, z głośników starego radia sączy się cicha muzyka, nie mamy zasięgu, na ten moment sąsiadów brak, chociaż i po prawej i po lewej stronie są kolejne dwa domki. Myślę sobie, że fajnie by było gdyby nikt więcej nie przyjeżdżał i oczywiście los musi mi zrobić na przekór, bo już z oddali słychać warkot silnika oraz coś jakby... Chichot? Poprawiam nogi na krześle na przeciwko, ignorując fakt, że już za moment nasz spokój najprawdopodobniej zostanie zakłócony, po czym wypijam na hejnał kieliszek wina i polewam sobie kolejny. W tym samym czasie na horyzoncie pojawia się różowy, niewielki kabriolet, który z impetem parkuje tuż przy domku obok. Z wnętrza słychać czyjeś śmiechy, natomiast już za moment dociera do nas znajomy głos - NO NIE WIERZĘ! Piczi! Bill! - krzyczy Corrina we własnej osobie, ta sama, która towarzyszyła nam podczas pamiętnej imprezki w jacuzzi. Podnosi na głowę swoje ciemne okulary, po czym wysiada z auta i rusza szybkim krokiem w naszą stronę, machając energicznie jedną ręką. Nadaje jak katarynka - Wy razem tutaj! Ktoś z wami jest? Czy sobie urządzacie jakiś romantyczny weekend? - śmieje się, ale zanim którekolwiek z nas zdąży jej odpowiedzieć to nagle staje jak wryta tuż przy wejściu na werandę i na krótką chwilę zasłania usta dłońmi, mocno wciągając w płuca powietrze - Ojacie!!! Wiedziałam, że ten pocałunek wtedy to nie był przypadek tylko przeznaczenie! Będziesz się jej oświadczał?! - rzuca. Najpierw mnie trochę zaskakuje, ale zanim ogarnę jej słowa to już rusza w moją stronę żeby się przywitać krótkim uściskiem - No cześć, Riri - mówię, klepiąc ją po plecach. Zaraz odwraca się w kierunku Peach, żeby i ją mocno przytulić - No cześć kochana, wiesz, że nadal jestem z tym trenerem Galena? Normalnie on jest taki słodki, że nie mogę, będzie tu dzisiaj później, urządzamy imprezkę - gada, w międzyczasie z samochodu wychodzą kolejne trzy laski i zbliżają się do nas - Ojacie to jest Peach Pepper?! Miałaś rację, Cori, na żywo jest jeszcze ładniejsza, Boże, obserwuję cię od zawsze, ja jestem Lara - podbija do Picz i wystawia w jej kierunku rękę. Wbija w nią błyszczące spojrzenie, no, Pepper chyba ma wierną fankę. Ja w tym czasie wymieniam uprzejmości z innymi - Ja jestem Sara - przedstawia się jedna - A ja jestem Cara - dodaje druga. Niezła ekipka.

Peach J. Pepper

summer wine

: śr sie 26, 2026 9:33 pm
autor: Peach J. Pepper
William N. Patel

Peaches w wielkich okularach, stroju kąpielowym i narzuconej na niego lnianej koszuli siedzi na werandzie zadowolona, bo piękny latynos ją przywiózł, słonecznko świeci, teraz jej Patelek polewa - no czego chcieć więcej! Ogólnie to ciekawe, że ten latynos co ich przywiózł to był mąż Rosi. Peach z początku się nie zorientowała, bo myślała, że to po prostu jakiś szofer od Patelów, oni zawsze mieli na podorędziu kilku. Wręczyła mu swoją torbę i zostawiła walizkę i dopiero jak ich zapakował i kiedy jechali za miasto i Peach wpadła na pomsł, że napiłaby się już zimnych bąbelków w samochodzie, to musieli się zatrzymać w sklepie i wtedy się William wygadał i mówi, że jego szofer to jest tak na prawdę Ricardo Martinez i Peach oczy się dopiero wtedy otwarły i zaraz jak wsiadł to go tak z boku obserwuje no i faktycznie to jest mężuś jej psiapsi. Popija sobie bąbelki i zagaduje do Dicka o różne rzeczy, ale oczywiście głównie o to jak się Rozi czuje w ostatnim trymestrze, więc połowę drogi do domków letniskowych William i Picz słuchają o ciąży Roski i Ricza. Ciekawe to było, ale jednak spoko, że ich zostawił, bo Picz już się na język pchały opowieści o Dicku, których przy nim powiedzieć nie mogła. Macha do niego, kiedy odjechał i mówi odrazu do Williama:
- Dobrze, że oni się z Rosą pogodzili, jakby on ją zostawił w tej ciąży... wyborażasz sobie być samotną matką bliźniaków? To jest mój największy po prostu stres, że mnie chłopak zostawi z dzieckiem w brzuchu, okropna sytuacja - pokręciła głową niezadowolona, przy okazji też dając mu po raz kolejny sygnał, że jeżeli on zrobi to samo tej dziewczynie, której zrobił bobasa, to niech wie, że ona mu będzie prawić morały. Patrzy na Billiego, żeby wziął jej walize, bo przecież ona nie będzie tego targała. - A jak to się stało, że został Twoim szoferem? Dobrze mu płacisz? Trzeba im pomóc teraz, skoro mają dzieci w drodze - zakomenderowała, sugerując, żeby William dał pokaźnego tipa Dickowi.
Tak czy siak, jak się już rozłożyli w domku, to zaraz Peach się przebiera do opalania i teraz siedzi właśnie taka zadowolona i cieszy się ciszą no i tym, że sobie z Williamem taki dzionek zrobili, a jak jej znów chce dolać, to nawet nic nie powiedziała, tylko kieliszek nadstawia. Napiła się znów, tak jakby chciała się tu ubzdryngolić w ekspresowym tempie i obniża okulary do połowy nosa, żeby spojrzeć na Williama rozbawionymi oczkami : - Jesteś ciekawy, jaki mam dla ciebie prezent? - no tak, bo przecież tak się mijali non stop, najpierw William był gdzieś tam, poźniej Peach mieszkała u Galena, potem miała wycieczkę z horroru, później znów siedziała na chacie, a William był w Bangoku (a moze dopeiro tam leci, ciężko za nim nadążyć!), potem ona się stresowała staklerem, więc aż do dziś nie mieli chwili, żeby celebrować jego urodziny.
I pewnie by sobie w spokoju celebrowali, ale nagle ktoś wydziera się do nich od strony podjazdu. Peach powoli podsuneła okulary spowrotem do góry, nieco się obawiając, że to może być ktoś kogo nie chciałaby zobaczyć, ale kiedy blond czupryna wyskakuje do nich na podwórko, to zaśmiała się na jej widok serdecznie. Na jej sugestie trochę mniej serdecznie się już zbiera do tego, żeby jej odpowiedzieć, że nie, nie, gdzie tam, ale z drugiej strony może lepiej jak nie będzie Corrinki wyprowadzać z błędu, bo jakby się dowiedziała, że Billy jest tutaj singlem, to jeszcze by kolejnej dziecko zrobił??
- Hahaha no rzeczywiście ten nasz pocałunek to było coś co zmieniło naszą relacje - odkrzyknie jej Picz, Ale zaraz już patrzy na Billego. Oni to w sumie nawet nie zdołali nigdy porozmawiać o tym co to zmienia pomiędzy nimi, ale może nic i dlatego to nie jest aż takie istotne??? No a może to za trudna rozmowa, na którą nikt nie jest gotowy, bo jakby nagle się okazało, że mieszkają ze sobą i mają do siebie uczucia, a William zrobił komuś dziecko, a Peach chodzi z jego przyjacielem… nie, to by było chyba zbyt skomplikowane.
- Ojeju, to Corrina - i Peach spogląda na Billego niepewna, czy on zaprosił tu Corrinę, czy o co tu chodzi. Czy to jest jego prezent dla niej? Od pamiętnej imprezy w jacuzzi, Peach zadbała o to, zeby Corrina więcej nie przyłaziła do Galena na seks masaże, bo umówiła ją z jego trenerem. Tak jak sądziła, świetnie im się razem układało - jednak Peach dobrze wie kto do kogo pasuje i nigdy ją intucija nie zawiodła (chyba, że mowa o jej sercu). Billy się podniósł, więc i Peach wstaje i przytula ją na przywitanie.
- Ojeju, no to się Cieszę bardzo, że się polubiliście. Wiesz, miałam co do was przeczucie - uśmiecha się zadowolona ze swojego sukcesu, oczywiście najbardziej to była zadowolona z tego, że Galen już nie miał takiej masażystki tantrycznej na telefon, chociaż kto go tam wie!!!
Kiedy przyszły koleżanki Corriny, to Picz się z każdą wita i dziękuje za komplementy a później tak się wycofuje do Billego, trochę oszołomiona, bo raczej nie spodziewała się dziś fanek!!
- Ale przypadek, dziewczyny, a co to za imprezka, którą szykujecie?
Corrina aż się prawie zapowietrzyła, ale przejmuje narracje i już opowiada machając rękami.
- Kochani, musicie koniecznie wpaść, słuchajcie to będzie imprezka jakiej nie zapomnicie nigdy... jeżeli oczywiście będziecie mogli cokolwiek zapamiętać, bo zamierzamy się świetnie bawić. Nasza Cara - tu pokazała na ostatnią blondynkę, która się im przedstawiła - Była ostatnio na wycieczce w Meksyku i potem zrobiła roadtripa przez całe Stany, żeby przywieźć to co przywiozła. To są takie specjalne grzyby halucynki... - i Cora zaczyna im opowiadać o tych grzybach, William to już pewnie cały nagrzany, a Peach dopiła swój kieliszek, bo jeżeli ma brać jakieś grzybki, to na trzeźwo tego nie przeżyje. Uśmiecha się do Billego widząc jaki on jest zachwycony takim pomysłem i wywróciła oczami. Po chwili Corrina zaczyna dalej mówić - A dziś będziemy celebrować schyłek lata, kochani to będzie prawdziwa uczta duchowa... Co powiesz na to Billy? Wyglądasz na takiego, który lubi takie klimaty - Peach aż zasłania usta, żeby się nie roześmiać, ale no tak, szamani, te sprawy, to jest w stylu Billego. Ona zresztą też nie jest obojętna na takie rzeczy, inaczej pewnie by nie prowadziła ośrodka na Bali.

summer wine

: ndz wrz 06, 2026 12:28 pm
autor: William N. Patel
- Taa - rzucam tylko, bo wiem doskonale do czego pije Peach. Tylko, że przecież dziecko Gaby okazało się jednak nie moje, więc w tym przypadku problem rozwiązał się sam. A Charlotte? Wciąż intensywnie myślała nad aborcją i wydaje mi się, że podjęła już decyzję. Aczkolwiek to było ostatnie o czym chciałem dziś myśleć, skoro przyjechaliśmy tu się wyluzować - Ano wiesz, Ricz potrzebował pracy, a ja kiepsko prowadzę i tak jakoś wyszło - wzruszam ramionami, ucinając temat, bo przecież jej nie powiem, że kupiłem im auto w zamian za wożenie dupy, bo ustaliliśmy, że Rosa nie może się dowiedzieć. Nie to, żebym nie ufał Peach w kwestiach swoich tajemnic, ale wiadomo jak było - od słowa do słowa i nagle pół miasta wie, lepiej nie ryzykować. Nawet się cieszę, że muszę te walizki nasze (ale głównie Peach, bo ja miałem dosłownie jeden malutki plecak) tachać do środka, bo przynajmniej jest wymówka żeby nie drążyć tematu mojego układu z Martinezem, a już szczególnie tych nieszczęsnych ciąż. I faktycznie już za moment siedzimy na werandzie i czilujemy bombę popijając winko - Prezent? - niby to faktycznie był taki mój a la urodzinowy wypadzik, ale nie spodziewałem się - Serio masz dla mnie prezent? No to kurwa, wiadomo, że jestem ciekawy - poprawiam się na krześle - Laurkę co mi wysłałaś to sobie wydrukowałem i mam w pracy przy kompie - śmieję się, ale to prawda. Co ktoś przychodzi zaglądać mi przez ramię do ważnych plików to zerka na nią i pyta czy to moja dziewczyna, a ja tylko uśmiecham się tajemniczo i nie komentuję. Czasem jak mam gorszy dzień to sobie na nią patrzę i myślę, że po pracy może uda się zjeść wspólną kolację, co oczywiście zawsze w ekspresowym tempie poprawia mi humor. Wychodzi więc na to, że już sama laurka była całkiem dobrym prezentem, ale teraz to zdecydowanie chcę więcej. Kto nie lubił dostawać więcej? Na pewno nie ja. Ale nasz spokój zakłóca pojawienie się innych dziewcząt i jak Peach się trochę nerwowo śmieje na wspomnienie tego naszego pocałunku to zerkam na nią badawczo. Jak to wpłynęło na naszą dotychczasową relacje? Ciężko stwierdzić, bo nie mieliśmy okazji tego przedyskutować i chyba nie było takiej potrzeby? W sensie... No Pepper i tak była dziewczyną Galena, który z kolei był przecież moim przyjacielem, więc najprościej będzie uznać, że ten pocałunek nic nie znaczył i był tylko wykonanym zadaniem. Ot, to wszystko. Może później nadarzy się lepsza okazja żeby porozmawiać, o ile którekolwiek z nas będzie w ogóle chciało wracać do tematu. Na pewno nie wśród tych wszystkich chichoczących bab, które jedna po drugiej zwalają nam się na werandę - No, totalnie miałaś nosa, dziewczyno, w zeszłym tygodniu zaprosił mnie na taką ekskluzywną kolację w bardzo drogiej restauracji i to wreszcie oficjalne, że jesteśmy parą - chwali się Corrina - No muszę wam powiedzieć, że tamto spotkanie to był jakiś przełom chyba w moim życiu uczuciowym, ale chyba nie tylko moim, co? - i znowu tak na nas patrzy z jakimś takim znaczącym uśmieszkiem, bo ostatecznie żadne z nas nie zaprzeczyło, więc ona w tej swojej blond główce już sobie dopisała całą historię. Widzę w jej oczach, że korci ją, żeby zapytać o Galena, ale zamiast tego to nagle wypala - Dzięki w ogóle, Billy, za bycie jednym z moich patronów na OF, ty chyba nie jesteś o to zazdrosna co, Peach? Bo wiesz, to są tylko fotki, to jest część mojej pracy. Steve jest okej z tym, jak coś, myślimy nawet czy nie zacząć razem streamować, jakieś wiecie, zboczone treningi czy coś takiego, myślę, że się to może dobrze sprzedawać bo obydwoje jesteśmy totalnie hot - robi taki gest, że ślini palec i przykłada go sobie do biodra z głośnym tssss. Cóż, nie sposób się nie zgodzić. Zerkam jeszcze na Pepper, którą już atakują inne dziewczyny i kiwam głową - No w sumie niezły pomysł - przyznaję, na pewno zboki będą zachwycone oglądając kamasutrę na macie. Riri to jednak ma łeb do interesów, albo raczej do seks biznesu. Peach się do mnie zbliża, a ja ją obejmuję jedną ręką w pasie, w geście takiego przyjacielskiego wsparcia, żeby ją tamte harpie nie rozerwały na strzępy tylko dlatego, że każda chce mieć jakąś część swojej idolki z Instagrama. Rzucam jej krótkie spojrzenie i puszczam oczko. Corrina tymczasem dalej nadaje, tym razem o imprezce, którą planują tutaj w domku obok naszego. Muszę przyznać, że zapowiada się wieczór znakomity, bo w grę wchodzą magiczne grzyby prosto z Meksyku oraz duchowe objawienia. Mnie już się oczy świecą na samo wspomnienie i po cichu liczę na to, że zaraz zacznie dzielić porcje, od razu bym wpierdolił ze dwie garści - No kurde, raczej, ja kiedyś też pojechałem do Meksyku żeby wziąć udział w takiej sesji z peyotlem i od tej pory zupełnie inaczej patrzę na świat, trochę mi to otworzyło oczy w niektórych kwestiach - przyznaję, ale daruję sobie szczegóły. Za to znowu odzywa się Cora - No, a ja zrobiłam taki internetowy kurs szamański, co prawda kosztował pięćset dolców i nie ma z tego żadnego certyfikatu, ale tu chodzi o duchowość, co nie? Poprowadzę was, będę przewodniczką dzisiaj, tak to się nazywa - mówi bardzo poważnie. Unoszę w zdziwieniu obie brwi, ale postanawiam nie komentować. Zamiast tego Lara macha na nas rękami - Ale to musimy z tym poczekać na chłopaków, dobra? Pomożecie nam się wypakować? Mamy w chuj alko w bagażniku - pomożecie nam się wypakować czyli one plotkują, a ja noszę. No nic, zabieramy ze sobą resztkę wina, która nam została i całą grupą idziemy do domku obok. Faktycznie większość noszenia spada na mnie, ale jak w końcu siadamy w środku na trochę wysłużonych, aczkolwiek mega wygodnych kanapach, przy starym, drewnianym stole, to wzdycham z ulgą, zatapiając się w siedzisku - To co? Komu drinka? Żartowałam, haha, polewam szoty dla wszystkich, chłopcy będą gdzieś za godzinę, może pogramy w jakąś grę? Może w nigdy nie? Znacie to? Kto chce zacząć? - okazuje się, że Sara jest barmanką i właśnie zaczyna nam rozlewać kolorowe szociki na bazie wódy i zagęszczonych soków. Robi się całkiem ciekawie.

Peach J. Pepper

summer wine

: ndz wrz 06, 2026 8:41 pm
autor: Peach J. Pepper
William N. Patel


- No tak, w sumie to niesamowite jak ty źle prowadzisz, chociaż podejrzewam, że gdybyś nie był częściej nietrzeźwy niż trzeźwy w życiu to szło by ci lepiej - ocenia, trochę się z nim przedrzeźniając, bo ona akurat rzadko z Wiliamem miała przyjemność jeździć, z nim jako kierowca. Tak na prawdę to chyba jedyny raz jak jej bodyguards Pinki i Mózg utknęli w korkach, a ona musiała zdążyć na samolot do Galena, oczywiście jakby wiedziała jak się potoczy ten wyjazd, to by wcale nie płakała, że “ojeju Billy, musisz mi pomóc, co ze mnie za zidiociała dziewczyna, że nie umiem nawet zaplanować sobie poranka tak żeby zdążyć na romantyczny getaway z moim boo”, tylko wzięłaby to za omen i wcale nie jechała nigdzie ani na lotnisko ani wogole nigdzie z Galenem. A tak to William ją przewiózł, prawie się kilka razy wyjebali, a Peach tylko oczy zamykała i modliła się w jakimś dialekcie influencerskim, żeby przypadkiem przez to nie mieli wypadku. No tak, William średnio jeździł, nie to co Ricz, ten nie dość że fajnie za kółkiem wyglądał to jeszcze mówi “Pani Brzoskwinio to, pani Brzoskwinio tamto”, a poza tym to jeszcze na wychodne coś powiedział, że żałuje że ona z Jeffem nie skończyła. Słodki.
Tak czy siak, Peaches wyczilowana uśmiecha się do Williama, i zastanawia czy Galen na przykład sobie trzyma zdjęcie z nią na kompie w pracy, bo na telefonie to nie ma, a szkoda, bo zawsze jak chłopak sobie ustawi na tapecie swoją dziewczynę to znaczy że to jest poważny związek.
- Ojejciu, na prawdę ??? Billy Ty słodziaku, czyli jak jesteś w pracy to też o mnie myślisz?- aż za wachlowała rzęsami, mzoe troche się z tego nabijając a może wcale nie, bo jednak właśnie się dowiaduje, że jej współlokator to zachowuje się bardziej jak jej chłopak niż jej chłopak. W jakiś sposób jej to jednocześnie poprawia i pogorsza humor. Z jednej strony znów do niej dociera, że Galen to tylko kupuje jej wszystko, zamiast się emocjonalnie zaangażować, a z drugiej to sobie myśli, że William to się tak emocjonalnie angażuje nawet w przyjaźń. Aż sobie wzdycha zadowolona na samą myśl, że Billy tak robi, ale zaraz się już opanowuje, bo a) pomyślała nagle o tym przedziwnym pocałunku w jacuzzi a b) chyba nie powinna o nim myśleć, w każdym razie nie w takim kontekście. - No dobrze, to wieczorem dostaniesz - obiecała, wcale nie zdradzając co to może być, ale to mzoe byc cokolwiek, natomiast Peaches specjalnie wzięła taką wielką walizę żeby schować prezent, więc powinien się domyśleć że to będzie coś epic.
Corrina się rozkręca, opowiada o swoim związku ze Steve-o, i o tym że są już oficjalnie parka, no i pyta o nią i Williama i Peach na prawdę nie chciała kłamać swojej koleżance ale prawda jest taka, że jednak było to dziwne tak obiektywnie patrząc, że dziewczyna w związku jedzie sobie na samotny wyjazd ze swoim przystojnym przyjacielem, upijają się i co… no właśnie dlatego skinęła lekko głową.
- Wiesz Corrinka, my jeszcze nie jesteśmy na takim etapie jak ty i Stevo- mówi ciezej, jakby w sekrecie - Ale może ten wyjazd coś zmieni, wiesz, teraz jak tu jesteś to liczę na Twoją pomoc
Tak jak ona pomogła jej że Stevo. No już się Corrina zajarała i Peach normalnie widzi jak ona podskakuje w miejscu, gotowa wymyślić sposoby żeby jej koleżanka Peach miała tak samo dobrze w związku jak ona. No i też liczyła trochę na to, że jak ta rozpuści, że Billy jest na jej radarze, to inni faceci nie będą jej podrywać.
Stoją sobie tak i się okazuje, że William płaci Corrinie, Peach to tak wysoko powędrowały brwi i patrzy na Williama w ciężkim szoku, ale na pytanie Corriny oczywiście pokręciła głową.
- Nie no gdzie tam kochanieńka, Billy zresztą mi koniecznie musi pokazać twój ulubiony filmik, conie?- tak go uszczypnęła w cycka, może trochę za mocno jak na taką zwykłą współlokatorską pieszczotę. I też wywalone ma oczy kiedy słyszy o pomyśle Corriny. - A co Stevo na to, wiesz jednak z tego co mówił, to on ma matkę strasznie wierzącą, on się tym nie stresuje , że to do niej dojdzie?
Corrina trochę się zasmuciła i kiwa głową.
- Właśnie totalnie to jest jego jedyny argument, mówi że jego mama jak się dowie, to mega się wkurwi, więc najpierw chce jej to powiedzieć, ale wiecie jaki jest Steve. Powiedział, że musi to zrobić twarzą w twarz, więc będziemy jechali na wycieczkę za tydzień do jego matki. To jest wogole slowiankka, polka, i sie stresuje bo to pierwszy raz jak sie poznamy
Peach to pomyślała, że pojebane, pojechać do rodziców wybranka i przedstawić się i w jednym zdaniu powiedzieć, że miło poznać mamo, a w drugim że namawiam twojego syna do seksworkingu. Ale oczywiście nic nie powiedziała tylko się na Williamie opiera i patrzy na niego.
-William, ty znasz polki, jak myślisz jak ona zareaguje? - tak go pod pociąg wrzuciła, ale on ma znajomą Charlotte Kowalsky. Ona bitch zna tylko z tego, że kiedyś ją zaatakowała brokatem.
Tak oni sobie tu gadu-gadu, a przecież imprezka się zbliża. Peach z otwartym umysłem postanowiła podejść do tych grzybów, przewodników, do szamanów i do szotów. Więc nic nie nosi oczywiście, ale jak już trzyma w ręku szocika to macha ręką :
- To może dziewczyny, wy pierwsze - zachęciła je i Cara wstaje i mówi. -Dobra, to przyznam wam się, że bardzo zawsze chciałam tego i uważam że to bardzo romantiko, ale jeszcze nigdy nie hajtnęłam się po pijaku albo nacpana z nikim - i oczywiście Patelek na to MUSIAŁ się napić, bo przecież to zrobił a oprócz niego zrobiła to jeszcze Sarka. Peach zareagowała śmiechem i mówi - Billy to chyba pierwszy raz jak na imprezie jest ktoś kto ma taki sam case. Sara??? Sarka, ja już znam historię Billego ale jak to było z tobą? - aż zaciekawiona pyta, a sobie tak przysiadła na podłokietniku fotela w którym siedział Billy.
Jak dziewczyna opowiadała, to Peach słucha, słucha, ale szczerze to myśli nad tym co ona powie że ona robiła, a raczej czego nie robiła. Wiedząc, że ma do czynienia ze swoimi followersami , to nie chciała powiedzziec czegoś co później mogłoby wycieknąć, ale z drugiej strony, to przecież zaraz będzie brała w jakiejś dzikiej imprezie.
- Ja nigdy nie brałam takich grzybków - mówi w końcu i patrzy czy jest jedyna, która czegoś takiego nie brała i skoro była jedyną to musi wypić swojego szocika. Skrzywiła się, chociaż był dość smaczny i zerka na Williama. Żeby go spytać po cichu - To jest bezpieczne?
Ciekawe czy będzie miał flashback, jak miała szesnaście lat i pierwszy raz z nimi wciągała i też się spytała jego i albo Galena albo Madoxa czy to bezpieczne.

summer wine

: czw wrz 10, 2026 7:41 pm
autor: William N. Patel
- No czasem tak - wzruszam ramionami, bo wiadomo, że ja w pracy to często myślę o wszystkim tylko nie o swoich obowiązkach. Jak mam jakąś sprawę, która wymaga zaangażowania to się angażuje na 101%, ale mam też mnóstwo takich, które tylko niepotrzebnie zajmują mój cenny czas i wtedy właśnie zlecam je swojej stażystce, a sam mam przestrzeń na myślenie o Peach albo na pisanie smsów z Gabą, chociaż z Gabi to już właściwie przeszłość i jak ponownie sobie to uświadamiam to wzdycham bardzo ciężko. Ale chuj, nie jesteśmy tutaj żeby się smucić - A ty o mnie nie myślisz czasem w ciągu dnia? - na pewno myślała, na przykład co zrobię dziś na kolację, albo czy jej kupię po drodze mrożoną yerba mate - No dobra, może wytrzymam do wieczora - chociaż aż się muszę poprawić na krześle z tego wszystkiego, bo mnie nosi. Peach doskonale wie, że ja jestem w chuj ciekawski, a jak już zasiała ziarno, to teraz co pięć minut będę ją pytać czy to już jest ten moment żebym dostał prezent. Więc z drugiej strony może i dobrze, że zaraz się robi tłoczno na naszej werandzie, bo nie mam okazji truć dupy mojej współlokatorce, kiedy myśli zajmują już całkiem inne rzeczy. Na przykład to, że Corrina i Steve są już oficjalnie parą, albo to, że szykuje się dzisiaj niezła imprezka. Próbuję podsłuchać co tam sobie szepczą do ucha Riri i Piczi, ale tamte inne laski skutecznie je zagłuszają swoim beztroskim trajkotaniem - Jest taki jeden filmik jak robisz tą sekwencje z powitaniem słońca albo pożegnaniem, nie pamiętam. Może ty też byś spróbowała tak zrobić u nas na mieszkaniu, Peach? - rzucam pół żartem pół serio, bo wiadomo, że jakby odpierdalała jakąś jogę w naszej chacie to ja bym chętnie popatrzył, a już szczególnie jakby odjebała jogę z instruktażem Corriny. Tymczasem Riri tak na nas patrzy zdziwiona - Coooo? To wy już razem mieszkacie?! - dziwi się i nagle wygina usta w podkówkę - Ja ciągle mówię Stevowi, że powinniśmy razem wynajmować, ale on się wykręca, że niby jeszcze nie teraz, bo ma umowę na mieszkanie do końca roku - wzdycha ciężko. Zerkam kątem oka na Pepper i macham ręką - Nie no słuchaj, to na pewno nie jest żadna wymówka, przedwczesne zrywanie umów dużo kosztuje, nie oddają wtedy kaucji i w ogóle, wiem co mówię, jestem prawnikiem - pocieszam ją i chyba nawet zdaje to egzamin bo uśmiech wraca na jej śliczną buźkę. Potem już nawija o tym spotkaniu z matką i jak Peach mnie pyta o Polki to wciągam mocno w płuca powietrze - Wiesz co w Polsce mają takie powiedzenie, że za dwadzieścia złotych nic nie załatwisz, ale za flaszkę wódki to już wszystko, więc może kup jej flaszkę. Tylko jakąś dobrą - tak jej podpowiadam, bo fakt, jak Charlotte odpieła wroty to się działo. Nawet na moment wracam myślami do tych naszych wspaniałych chwil, ale szybko je odganiam bo wiadomo jak się skończyło, a o tym nie chcę dziś myśleć. Potem robi się trochę chaotycznie kiedy przenosimy się z jednego domku do drugiego. A potem siedzimy u nich i zaczynamy rozgrywkę w nigdy nie. Zaczyna Sara i na jej wyznanie muszę się napić. Corrina wtóruje śmiechem Pepper, bo ona też już słyszała moją opowieść, ale wpierw jednak wszyscy chcemy posłuchać dziewczyny - No to wyobraźcie sobie, że byłam kiedyś na takim festiwalu i tam dawali śluby i ja z takim nowo poznanym chłopakiem imprezowaliśmy całą noc i nad ranem, przy wschodzie słońca poszliśmy się pobrać bo szczerze to myśleliśmy, że to taki pic na wodę fotomontaż, a potem się okazało, że jednak to było na serio. Ale w sumie dobrze wyszło, bo on był mega bogaty i przy rozwodzie musiał się ze mną podzielić swoim majątkiem, dobrego prawnika wtedy miałam, jego zresztą też poznałam na imprezie - widzę na jej twarzy takie XD jak kończy i ja też się śmieję. No nieźle go porobiła. Streszczam także mój ślub z Madoxem, bo dziewczyny są ciekawe. Następna jest Peach więc jak gada o tych grzybach to nagle wszyscy piją, jakoś mnie to specjalnie nie dziwi szczerze mówiąc, bo już zdążyłem zauważyć, że amatorów tutaj nie ma - Spoko, bezpieczne, zaufaj mi - dosłownie to samo jej powiedziałem lata temu jak pytała o koks i co? I było zajebiście, teraz też pewnie będzie - Puścimy jakaś muzyczkę? Wybierz coś, Piczi - daję jej swój telefon, żeby sobie wybrała, kod zna, bo akurat przed nią nie mam nic do ukrycia - To teraz ja - kiwam głową, a Sara leje nam kolejne szoty - Nigdy nie kochałem się z dwoma facetami na raz - no wiadomo, czasem się zdarzył jakiś trójkąt ja plus dziewczyna plus chłopak, a jak było nas więcej niż czworo to już takich figur nie liczę, po prostu jestem ciekaw czy laski lecą na takie trójkąty i muszę to jakoś sensownie ubrać w słowa. Wszystkie trzy piją i każdy w tym momencie wlepia spojrzenie w Peach, czy ona też ma na koncie takie przygody.

Peach J. Pepper

summer wine

: pt wrz 11, 2026 7:20 pm
autor: Peach J. Pepper
Peaches musi się koniecznie dowiedzieć o tym, że z Gabi to już koniec. Właśnie to jej wpadło do głowy, kiedy tak sobie jeszcze siedzieli na tej werandzie. Narazie się jednak dowiedziała, że Billy całe dnie o niej myśli i aż jej się tak miło zrobiło. Jakby się tak zastanowić, to ona nie myślała chyba o nim aż tak dużo i intensywnie jak on, ale może dlatego że wszystkie swoje myśli poświęciła swojemu chłopakowi niewdzięcznemu. Ale od teraz na pewno będzie więcej myśleć o Billym, skoro on myśli o niej.
- Nie wiem, no mzoe troche.. - Peach kręci winkiem które ma w kieliszku zastanawiając się nad tym, kiedy miała takie myśli. - Może jak mam sesję z super modelkami i zastanawiam się, czy więcej ich zaliczyłeś Ty czy Galen? - chociaż oboje wiemy, że pewnie Galen, skoro jest chory na seks. Ale z drugiej strony takie modelki to tez miały trochę inne wymagania, możliwe że im taki William filozof może nawet bardziej przypaść do gustu. Picz może sobie to rozkminiac, ale nigdy nie dowie się jak to jest być taką modeleczką Victorias Secret, którą wyrywa Patel i Wyatt na zmianę, bo jeden ją traktuje jak brat, a drugi jest zdradzieckim chłopakiem. Oczywiście o tym, że zdradzieckim to się zaraz Peaches dopiero dowie. Smutna to była więc rozkminka, że jedyne co sprawia, że Peach myśli o jednym czy drugim to w kontekście innych dziewczyn. To się powinno leczyć, ale jedyna znajoma psychiatra Rosario jest teraz na urlopie macierzyńskim.
- Wiesz, że napisałam do Madoxa ?- zrzuca na Williama taką bombe i jak on na nią spojrzał zdumiony to skinęła głową - To było wtedy co była u nas ewakuacja, co ci mówiłam. Chciałam się upewnić, że jego pies na pewno nie został w płonącym budynku, ale… no dowiedziałam się, że już Sombra nie ma - posłała smutną minkę Williamowi, bo on to na pewno wiedział wcześniej, a swoją drogą to ciekawe że nie powiedział o tym Peaches, ale pewnie mu wypadło z głowy, taki jest zapracowany chłop. Patrzy na Billego przeciągle, jakby mu chciała dać znać, że to była ważna sprawa ten sms do Madoxa, ale Billy na pewno wie, bo przecież sam był ofiarą tego że Peach i Madox się do siebie nie odzywali przez pół roku. - Nawet był miły
Może to mógł być w sumie taki prezent dla Williama na jego urodziny? No nic, stracna szansa.
Tak czy siak, kiedy już dziewczyny zaczęły ze sobą gadać, wydało się, że William swój zarobiony ciężko - no albo wcale nie tak ciężko - hajs, przeznacza na filmiki Corriny bez stanika i gaci, w końcu Peach może się trochę rozeznać w tym, kogo przywiało. Są więc cztery dziewczyny, każda niższa od kolejnej ale za to mega wysportowane. Peaches przy nich to jest wielka jak modelka, a one zadzierają głowę żeby na nią patrzeć z uwielbieniem. - No pewnie, pewnie - tka to Peach powiedziała na propozycję Williama jak Zenek Martyniuk, nawet go poklepała lekko po plecach, na co jednak Riri się mega zaciekawiła, że oni już mieszkają. O cholerka! Peach chciała już mówić, że to dla niej też za wcześnie by było, ale przecież udają parkę więc cicho siedzi w tej kwestii.
- A to wiesz tak się złożyło, że akurat moje mieszkanie zostało zalane i to tak, że ściany całe praktycznie miesiąc schły… może z Twoim mieszkankiem też coś się wydarzy, tak tylko sugeruje - zaśmiała się i puszcza jej oczko, bo gdyby na przykład ona chciała się wprowadzić do swojego chłopaka to na pewno by zrobiła taki ruch, no akurat tym razem to nie była jej decyzja, ale jej rodziców i to jest chyba najśmieszniejsze. Na te rade kupienia flachy nic nie mówi, tylko wzrusza ramionami, to jest ogólnie dość powszechne, że najłatwiej się dogadać ze starymi jak są znieczuleni. No chyba, że są alkoholikami to wtedy może być ciężej.
- Ojacie, Ty to jednak jesteś William, ze znasz takie powiedzonka, hihi! Okay, kupię jakąś wódeczkę i wspomnę koniecznie pani mamie Stevo kto mi to doradził - zaśmiała się wesolutko Corrinka i wyprostowała, że aż jej cycki prawie z koszulki dzierganej na szydełku wypadły.
No ta historia Sarki to brzmiała dla Peach trochę dziwnie podejrzanie, jak historia z zycia Williama, ale kiedy na niego zerkała, to wcale nie wyglądał, jakby to było o nim. No najwyraźniej więcej jest takich prawników. Peach cos dodała o tym, że ma nadzieje, że coś odpaliła temu który udzielał im ślubu wtedy, a później sobie cziluje i słucha znów historii Madoxa i Willa i tym razem trochę bardziej ją to bawi, może dlatego, że już nie boczy się na Madoxa tak strasznie jak za pierwszym razem, kiedy tego słuchała? Może się właściwie to już wcale nie boczy.
Williamowi akurat ufała w kwestii narkotykowej, jak nikomu. Co prawda ona pewnie połowy tego co on brał i jak dużo, to nie wie, ale w jej oczach jest takim kolesiem, który zna się na efektach i mógłby jej skombinować odpowiednią mieszankę żeby mogła poczuć to co chce. I faktycznie nigdy się nie zawiodła na nim, w takim sensie, że jak jej dał emke to się bawiła świetnie, jak powiedział że poleca koks to było świetnie - więc dlaczego grzybki miałyby być inne? Uśmiecha się w odpowiedzi więc. Postanowione! Będzie dziś je jeść!
- Oki, ale jak się zrzygam i ktoś mnie tu nagra to napiszesz pozwy za free- umawia się z nim, bo też prawda jest taka, że trochę nie wiedziała co się stanie po tych grzybkach, a William czasami omijał takie info, bo myślał, że ona jako dziewczyna na przykład nie będzie miała srackzi bo jest dziewczyna a one nie chodzą do toalety może???
Wzięła od niego telefon i zaczyna w nim klikać i włącza Midnight Sun i zaczyna się zadowolona bujać, dodaje jakieś pioseneczki do kolejki i jest bardzo milusio, słoneczko, drineczki, gra, muzyczka. Ale padło pytanie od Williama, więc uniosła spojrzenie i nagle widzi, że wszyscy patrzą na nią wyczekująco. No tak, pewnie to jest jedno z takich pytań, które chciałoby się zadać swojej ulubionej gwieździe, ale problem w tym, że ona aż się zarumieniła i kręci głową, że nie robiła takich rzeczy nigdy. Ciekawe czy teraz już nie będzie ich ulubioną influencerką. Sarka śmieje się pod nosem i razem z Corrina stukają się i pija do dna, a Peach bierze kolejnego szocika i na chwilę się wyłącza, bo prawdę mówiąc się zestresowała trochę, że jest w takim towarzystwie, gdzie wychodzi na jakąś zakonnicę, która nic nie robiła w swoim żywocie. A to nieprawda, bo ona umiała być crazy, tylko może nie aż tak jak oni? Zresztą, jej się te figury i orgię grupowe źle kojarzą, bo jak miała szesnaście lat to przeżywała to, czy pójść do łóżka z chłopakiem, a się okazało, że on ją zghostował dla jakiś bliźniaczek. Potem te bliźniaczki wcale mu nie dały, ale niesmak pozostał. Peach od wtedy nie lubi seksu grupowego i ciągle ma wrażenie, że faceci wybierają sobie wszystkich tylko nie ją.
W każdym razie, kiedy tak odleciała myślamo i już ułożyła kolejkę, zerka znad telefonu na Williama i ponieważ OKROPNIE ją to korciło to kliknęła w dymek, który się pojawił z wiadomością od Galena. Z tego co jej mówił jej chłopak, to powinien być teraz we Francji. I pomyślała sobie, ojej, jaki on słodki, że pisze do Williama po nocy, ciekawe że spać nie może czy co? Ale niestety, kiedy kliknęła dymek i weszła w smski pomiędzy Billym a Galenem to stała się rzecz OKROPNA, bo przeczytała takie rzeczy… ech, no żałowca będzie bardzo tej swojej ciekawości. W oczy jej się rzuciły tylko wiadomości o tym, że on nie chce żeby mu ktoś przeglądał wiadomości i robił o to afery i o to, że William ma nic jej nie mówić, że on z jakąś dupa pojechał do Francji. Wygasiła ekran i patrzy przez chwilę na Williama a później oddaje mu telefon.
- Zaraz wrócę kochani, idę spojrzeć czy Moto ma się dobrze i czy na pewno ma co jeść i pić - podniosła się jak w zwolnionym tempie i poszła do ich domku i pewnie nie było to dla nikogo dziwne, poza Williamem, który doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że Moto został na ten weekend u sąsiada, a nie wcale tak jak powiedziała Peach u nich w domku.
I trzymała uśmiech jeszcze długo, ale kiedy otwierała drzwi domku łzy to jej płynęły strumieniami po policzkach, trzęsła się okropnie i łapała za klatkę piersiową, próbując złapać oddech. Pobiegła do swojego pokoju i padła na łóżko i tak płakała, płakała, aż więcej łez już nie miała, a serce już było tak rozbite na milion kawałeczków, że praktycznie nie było co zbierać. Nagle wchodzi William i Peach chciała na niego się wydrzeć, ale zamiast tego ma jakiś atak paniki i nie może wziąć wdechu żadnego, więc William jej musi pomóc przeżyć. No i oby pomógł, bo jak tylko się trochę uspokoiła to zaraz jego ręce odrzuca od siebie i mówi:
- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś, myślicie z Galenem oboje że mi nic nie można powiedzieć?! Że lepiej żebym żyła jakimś kłamstwem? - wstała i tupnęła nogą - Ja sobie świetnie poradzę z prawdą, nie wiesz tego? Przecież wiem z kim się związałam, głupia nie jestem. On też mi wmawiał jakieś bajki o wierności, a ja dobrze wiem kim on jest, bo znam go odkąd byliśmy dziećmi - i tak się na Billym wyżywa, że z tych emocji to go popukała w klatę - Ale on też musi wiedzieć z kim jest, a jak nie wie, to mu współczuję bo znów się chłopak psychicznie załamie. Idziemy - zadecydowała nagle i wychodzi z pokoju, żeby wrócić na imprezkę. Akurat widzi jak podjeżdżają chłopaki dziewczyn, na szczęście jest ich nawet o dwóch więcej niż dziewczyn, więc albo trafiły im się geje albo single, z oboma opcjami Picziz będzie się świetnie dziś bawiła.

William N. Patel

summer wine

: pt wrz 25, 2026 5:30 pm
autor: William N. Patel
Wiadomo, że ja więcej zaliczyłem, chociaż Galen by pewnie powiedział, że on, ale zaś on nigdy nie zaliczył księżniczki, a ja tak. Postanawiam jednak nie komentować więcej tej kwestii, szczególnie, że się okazuje, że mamy w sumie dużo ważniejsze sprawy do przegadania niż moje potyczki z Wyattem - Hm? - patrzę na Peach z zainteresowaniem, jednak nawet nie muszę prosić o szczegóły, bo sama od razu zaczyna gadać dalej. W sumie durny jestem trochę jak tak teraz myślę, bo akurat o Sombrze mogłem jej powiedzieć to może już wcześniej by zaczęli ze sobą rozmawiać, bo wiadomo jak jest, że człowiek z człowiekiem to się czasem godzi dopiero nad czyimś grobem - Pogodziliście się? Wreszcie, ile można się kłócić o jakieś pieniądze - dla mnie to był akurat bardzo błahy powód, ale ja miałem taki stosunek do hajsu, że trzeba go wydawać, nie ma co gromadzić. Z okazji tych wspaniałych nowin stukam się z Peach kieliszkiem i pijemy wino.
Słucham o czym gadają dziewczyny i nagle unoszę wysoko obie brwi - Wiesz co, Peach, zaczynam podejrzewać, że to twoje zalanie to wcale nie był przypadek - śmieję się i ją szturcham w bok, bo wiem przecież doskonale, że był, bo to właściwie nawet nie był jej pomysł, żeby się wprowadzić akurat do mnie. Niemniej ten tekst pasował mi do fabuły. Corrinie już się oczy świecą, bo pewnie kmini co też by się mogło stać w jej mieszkaniu, żeby Steve musiał przyjąć ją do siebie? Potem jej nawet polecam jaką wódkę kupić najlepiej, żeby przyszła teściowa poczuła się jak na swoich ojczystych ziemiach, akurat na wódzie to się znam. Prawie tak dobrze jak na narkotykach bo jednak dragi są lepsze od chlania. Więc kiedy Peach się zgadza to posyłam jej uśmiech - Spoks - jakbym w ogóle kiedykolwiek brał jakiś hajs od znajomych za różne usługi prawne. Gra toczy się dalej, leją się kolejne szoty, padają pytania oraz anegdotki w odpowiedzi. W końcu zadaje swoje i wszyscy gapimy się na Pepper, a ta płonie rumieńcem i kręci głową. Znowu ktoś polewa, zaś reszta leje w gardło aż miło. Generalnie po pierwszych kilku kielonkach atmosfera robi się jeszcze luźniejsza, natomiast rozmowy bardziej frywolne. Już każdy pierdoli jeden przez drugiego, a ja sobie słucham w spokoju co tam dziewczyny mają do powiedzenia, spoglądając na każdą po kolei. I wtedy odzywa się Peach, więc patrzę w jej stronę, łapiąc to dziwne spojrzenie. Odbieram od niej telefon, od razu odkładając go na blat stolika, bo robi akurat za odtwarzacz. Moto? Przecież Moto został u zaprzyjaźnionego sąsiada, który kocha pieski (nie Gaby), to o co tu chodzi? Unoszę w zdziwieniu obie brwi, przez chwilę mam mocną rozkmine, jednak kiedy Pepper znika za spływającą z drzwi wejściowych kotarą z drewnianych koralików to także wstaję - Przyniosę blanty - mówię do dziewczyn, ale zanim wyjdę to Sara mnie łapie za ramię i mówi, że mam polane, muszę wypić. No to piję jeszcze jeden, potem kolejny i trzeci, zanim wreszcie uda mi się uwolnić. W KOŃCU wbijam do naszego domku - Peach? - rozglądam się, jednak nigdzie jej nie widzę, za to z pokoju na końcu dochodzi do mnie głośny szloch. Kieruję tam swoje kroki, natomiast kiedy przekraczam próg to widzę jak moja współlokatorka leży na łóżku i zanosi się płaczem - Peach?... - powtarzam, a ona dosłownie dostaje jakiegoś ataku paniki oraz jeszcze większego płaczu. Dobrze, że znam taki jeden psychologiczny trik, więc stosuje go na Pepper i rzeczywiście się uspokaja. Tylko od razu odrzuca moje ręce, a ja w wyrazie zdziwienia otwieram szerzej oczy. W pierwszej chwili nie czaje w ogóle o co jej chodzi, szczególnie, że mam już trochę bombę od tych szybkich szotów, ale po kolejnych słowach Peach zaczynam łączyć kropki - Czytałaś moje prywatne wiadomości?! - najpierw odwracam kota ogonem, jakoś tak automatycznie, ale szybko sobie uświadamiam, że w tej relacji to żaden powód do kłótni. Czasem jak dostawałem jakieś wiadomości na tinderze, na przykład, to pokazywałem je Pepper i konsultowałem się co do odpowiedzi, albo jak dorzucała kolejne nutki do odtworzenia i akurat mi przyszedł SMS to jej mówiłem żeby odczytała, a potem dyktowałem wiadomość zwrotną. Jakoś nie pomyślałem, że Galen pisze takie przypałowe rzeczy i gówno. No oczywiście - Poczekaj - łapię ją za rękę - Dobra, Peach, to teraz powiem ci prawdę. Galen zawsze będzie miał jakieś dupy na boku, więc albo się z tym pogódź, albo znajdź sobie kogoś innego, może lepszego - obydwoje przecież doskonale znaliśmy Wyatta, ja z nim to się w chodzikach o siebie obijaliśmy, a Peach dołączyła niedużo później. Chociaż jak tak sobie przypominam jej poprzednich chłopaków czyli Clyda, który nas okradł, po czym zniknął oraz Jeffa, który był po prostu zjebem, to jednak Galen był najlepszy - Ale to znaczy, że ty też możesz robić co chcesz - takie układy działają tylko w dwie strony. Wypuszczam z uścisku jej nadgarstek i pozwalam iść dalej. Ja biorę blanty (obiecałem dziewczynom), po czym także wychodzę na dwór. Akurat podjeżdżają chłopaki, z samochodu wysypuje się cała chałastra, a laski witają się z nimi rzucając w ramiona. Słyszę, że Corrina już nadaje, że jest tu z nimi Peach i William, więc jak tylko zbliżamy się do towarzystwa, to witam się z resztą. W akompaniamencie śmiechów i rozmów wbijamy do środka, a nasza dzisiejsza szamanka od razu zaczyna dzielić porcje grzybów, mówiąc, że jak weźmiemy zaraz to największy peak będziemy mieli akurat na zachód. Zgrzybione zachody są naprawdę piękne. Kiedy skończy rytuał dzielenia przechodzi do następnego, porcję podaje nam prosto do ust, jakbyśmy faktycznie brali udział w jakimś obrzędzie. Kurwa, może ten internetowy kurs wcale nie był taki zły, już teraz czuję się mistycznie.

Peach J. Pepper

summer wine

: sob wrz 26, 2026 12:19 pm
autor: Peach J. Pepper
Peaches się uśmiecha pod nosem, na komentarz Williama i wzrusza ramionami. Właściwie, jak to teraz tak ujął, to faktycznie trochę lipny powód do kłótni, jeżeli oni z Madoxem przeżyliśmy dużo, a się pokłócili o to, że nie chciał oddać jej pieniążków. Ale imo on wtedy nie miał za dużo w głowie, plus myślał chu7em, jak zawsze kiedy w gre wchodzi ta jego żona.
- Nie wiem, czy się pogodziliśmy. Trochę jest dziwny vibe, ale przynajmniej odpisuje na moje smsy - przyznaje Picz - Spytałam go co sądzi o tym, że Galen się kocha w jego żonie - zagryza usteczka Piczi patrząc uwaznie po Williamie co on na przykład sądzi na ten temat. Bo Billy to akurat powinien mieć najnowsze info, jeżeli np Galen by obracał na boku Pilar to tylko on by o tym wiedział. Bo można mu zaufać jako prawnikowi, pewnie dlatego wszyscy mu o wszyskim mówią! A ona się już prawie nauczyła przez całe te lata czytać jego prawniczą twarz, chociaż czasami na przykład jak mu daje do spróbowania nowy sos, to nie jest pewna, czy mu smakuje, bo niby mówi, że dobre, a jednak trochę nim wzdryga.
Imprezka toczy się swoim tonem, w sumie to dopiero intro do imprezki, taki biforek, więc to nie jest nic dziwnego, że ta gra się szybko rozproszyła. Zresztą Peach zupełnie inaczej będzie pamiętała ten before od pozostałej części imprezy, ale o tym później.
To co się działo w domku, niech zostanie tylko pomiędzy nimi, ale Peach rzeczywiście uspokoiła się z tego swojego ataku dopiero dzięki Williamowi. On nie dość, że jest prawnikiem, to jeszcze przy okazji całkiem dobrym przyjacielem, się okazuje, skoro umie ją uspokoić nawet w takich ekstremalnych sytuacjach. Nie dziekuje mu jednak, bo przecież jest oburzona. Wydziera się na niego, potem się rzuca i chce wyjść, przekonana że już wszystko powiedziała, ale Billy ją zatrzymuje. Spojrzała na niego uważnie i zbiła łzy napływające do oczu. No miał rację, jasne, że miał. Galen zawsze będzie sobie pogrwać z jej sercem, bo taką już ma naturę, wymówkę, że jest chory na seks, a do tego buźkę taką, że pół Toronto na niego leci. To, że ona chce czegoś innego w życiu może być problemem, ale jakby się tak zastanowić czy chce bardziej Galena czy kogokolwiek innego, ale wiernego to... no niestety Picz wybierze Galena. Później to będzie budowało w niej poczucie, że jest nic niewarta, a już napewno nie jest warta tego, żeby ją kochać absolutnie i wpadnie w kompleksy, ale... właśnie takie dziewczyny lecą na Galena. I takie podrywa z sukcesem.
- Wiem przecież! - wyrwała rękę jakby to była jego wina, a wcale tak nie było! Patrzy jednak na niego lekko w szoku, że on jej uświadamia, że jest w owartym związku - Czyli zamiast go ranić tak jak on mnie rani, to mam po prostu sobie znaleźć kochanka - patrzy na niego jakby Amerykę przed nią odkrył. Ona tu planowała się mścić, zrobić coś takiego, co zniszczy go tak jak on ją teraz, to ma sobie znaleźć kogoś do odskoczni? Aż się cała nadymała i wraca na chwilę do domku i patrzy na Williama. - To co chcę to mieć normalny związek, ale najwryraźniej to za dużo - uniosła ręce ku górze no i tyle bybyło, bo wyszli już z domków i Corrinka woła:
- A co wy na szybki numerek już uciekliście, wracajcie tu kochani! Poznajdzie naszych chłopaków! - i Peach z Billym poszli wszystkich poznać. Stevo trochę się spiął, jak ich zobaczył i coś zagaduje do Picz skonfundowany "A co z Galenem?", na co ona przechyla głowę i uśmiecha się słodko, żeby zmienić temat. Niestety Stevo już ma zakodowane w głowie, żeby się swojego podopiecznego dopytać czy już się rozszedł z tą influencerką. Pewnie gdyby nie to, że się zeszli z Corrinką, to by do niej uderzał.
A później się okazało, że będą jednak jedli te shroomsy. Peach bierze do buzi zaoferowanego grzyba i myśli sobie tak: jak ją to wykończy, to przynajmniej nie będzie tak bardzo czuła tego co się dzieje z jej sercem obecnie. Bardzo głęboka była to myśl, do tego smutna, ale mimo tego, jaki miała humor to jednak dość pozytwynie się nastawiła na to całe doświadczenie.
Przez moment siedzieli w kółeczku i dziewczyny zmieniły muzykę na nieco spokojniejszą. Peach siedzi po turecku obok Williama i go trzyma za rękę, żeby się uspokoić, ale jak tak zerka po wszystkich zgromadzonych, to się okazuje, że połowa osób (głównie lasek) patrzą na nią, pewnie nie mogą się doczekać aż opowiedzą, że brały grzyby z Pepper. Nagle ta główna dziewczyna - jak ona się nazywała? Sara? - jednak mówi, że wszyscy mają się zbierać, bo rytułał trzeba rozpocząć od kąpieli. Wstali więc i Picz trochę pijana już też była, więc może nie zauważyła, że jak puściła rękę Williama i poszła za tłumem to kolejną rękę, która złapała to była właśnie ręka tej Sary, ale jak staneli na brzegu jeziora Ontario i Sara się nagle przed nią zmaterializowała, to Peach się orientuje, że wcale nie ma Billego obok niej? Próbowała go znaleźć spojrzeniem, ale wszyscy się nagle zaczynają rozbierać, a że to są same białasy, to Peach trochę się zastanawiała przed tym, czy też się rozbierać, ale w końcu ściąga te koszule i myślała, że będą się kąpali w strojach, ale ktos jej pokazuje strój, że trafili na plażę nudystów? Nagle znalazła spojrzenie Billego i zawołała go do siebie ruchem głowy i niepewnym uśmeichem.
- Billy ja nie mogę, jak ktoś mi zrobi zdjęcie.. - mówi mu cicho, chociaż William to jest już taki pijany, że pewnie nie wie z kim gada.

William N. Patel

summer wine

: pn paź 05, 2026 6:38 pm
autor: William N. Patel
Wywracam oczami - Kocha się w jego żonie? Daj spokój, po prostu ma ból dupy bo do niej uderzał, a ona mu nie dała, to nie jest miłość, Peach - kręcę głową. Nie wiem czy Galen kiedykolwiek kogokolwiek kochał tak naprawdę oraz czy w ogóle kiedykolwiek się to zmieni, ale kibicowałem jego związkowi z Pepper, obydwoje byli moimi przyjaciółmi i obydwu życzyłem szczęścia, razem czy osobno - to już się okaże na przestrzeni czasu - A możemy o tym nie gadać? - bo to zdecydowanie nie jest temat, który chcę poruszać z okazji swoich urodzin. Ani w ogóle kiedykolwiek, obiecałem sobie, że już się nie będę wpierdalał żeby uniknąć niepotrzebnych dramatów. Wszyscy byli dorośli, więc niech sobie załatwiają między sobą swoje dorosłe sprawy. Niemniej stukam nerwowo w stolik, a Peach przecież doskonale zna wszystkie moje nerwowe tiki - zaczyna się od bombienia w blaty, natomiast w sytuacjach kryzysowych obgryzam paznokcie. To jednak nie była sytuacja kryzysowa, bardziej tabu, o którym naprawdę nie chciałem więcej rozmawiać.
A potem to już zresztą nie ma co roztrząsać tematu, bo siedzimy w sąsiednim domku i wszyscy walą kolejkę za kolejką, zadając sobie różne pytania i opowiadając anegdotki z życia wzięte. Jest miło i całkiem zabawnie, przynajmniej dopóki Peach nagle nie wypadnie z chaty, a ja zresztą zaraz za nią. Robi się trochę nieprzyjemnie, prawdę mówiąc - Nie wiem, może powinnaś? - tylko to zdecydowanie nie było w stylu Peach, ona w ogóle potrafiłaby mieć kochanka? Chociażby takiego, którego wcale nie musiałaby ukrywać przed Galenem - A ty w ogóle umiałabyś mieć kochanka? - pytam głupio - Albo otwarty związek? - czasem nawet mi było ciężko, szczerze mówiąc, a ja miałem mocno liberalne poglądy na tematy okołomiłosne. Teraz to mi zresztą bania paruje bo po pierwsze to jestem już trochę pijany, po drugie to w perspektywie najbliższego czasu jest ojebanie grzybów, a po trzecie to myślałem, że skoro to mój wypad urodzinowy to będziemy poruszać tylko przyjemne tematy. Tymczasem ciągle coś - jak nie żona Madoxa, to chłopak Peach, echhhhh. Jeszcze tylko brakowało tego, żeby przytoczyć moje aktualne relacje z Gabą i mamy kurwa komplet spierdolenia. Aż się wzdrygam na samą myśl. Otwieram jeszcze usta, żeby coś dodać, ale zanim zdążę to moja bff załamuje ręce i wychodzi, ja wywracam oczami, cofam się żeby wziąć ze sobą blanty i dołączam do towarzystwa. Na słowa Corriny tylko wzruszam ramionami. Jej chłopak, Steve, co rusz zerka na nas jakoś podejrzliwie i w gruncie rzeczy cieszę się, że uprzejmości mamy za sobą i możemy wreszcie przejść do konkretów. Czyli grzybowpierdalania. Wszyscy siedzimy w kółku w atmosferze oczekiwania na pierwsze efekty. Trzymam Peach za rękę, tak żeby jej było raźniej, opieram nawet głowę na jej ramieniu i przymykam na moment oczy, wsłuchując się w spokojną muzykę, która niespiesznie sączy się z przenośnego głośnika. Pewnie chwila minie zanim strawimy te magiczne, meksykańskie grzybki, ale tak po prawdzie to mnie już jest całkiem przyjemnie. Tylko nagle Sara (to chyba była Sara, wszystkie mi się mylą oprócz Corriny) mówi, że trzeba się wykąpać, więc wszyscy zbieramy się ze swoich miejsc i całą grupą ruszamy nad jezioro. Nawet nie wiem kiedy właściwie rozłączamy się z Pepper, ale na trasie zagaduje mnie jeden z tych chłopaków, rozmawiamy o jakiś pierdołach, podążając krętą, leśną ścieżką. Kiedy po raz pierwszy rozglądam się za swoją współlokatorką to widzę, że przyjęła ją nasza dzisiejsza przewodniczka, więc chyba spoko. W końcu docieramy na niewielką plażę, osłoniętą gęstymi krzakami, tablica na wejściu informuje nas, że to plaża nudystów, ale dla mnie akurat żaden problem. Zresztą dla innych chyba też, bo większość szybko pozbywa się ubrań, które lądują na piachu, rozrzucone dosłownie wszędzie, ja również ściągam ciuchy i jak podchodzę do Peach, jedynej która się waha, to jestem już całkiem goły - Przecież nikogo tu nie ma, wyluzuj - wzruszam ramionami, bo faktycznie na plaży była tylko nasza ekipa. Połowa zdążyła się już zanurzyć, ktoś krzyczy, że woda zimna, a ktoś inny, że wcale nie aż tak. Widzę jak Steve chlapie swoją dziewczynę, na co reaguje głośnym, aczkolwiek radosnym okrzykiem. Uśmiecham się szeroko na ten widok, chociaż może też dlatego, że zaczynam już mieć niezłą bombę - A jak zrobi, to przyjebie mu takim pozwem, że się nie wypłaci do końca życia - wzruszam ramionami. Wiadomo, jeszcze będzie musiał przeprosić i udawać, że to AI - Chodź, Peach - macham na nią głową, po czym robię kilka kroków wgłąb jeziora. Woda faktycznie jest trochę zimna, więc w pierwszej chwili dreszcz przebiega mi wzdłuż kręgosłupa, ale szybko się przyzwyczajam. Wchodzę dalej, będąc zanurzonym już po pas. Sara krzyczy do nas - Chodźcie, szybko! Musicie się zanurzyć przed zachodem! - odwracam się do Peach i tym razem przywołuję ją do siebie machnięciem ręki. Wszystko nabiera na intensywności - kolory robią się bardzo wyraziste, chlapanie wody oraz radosne okrzyki zaskakująco wyraźne, ostatnie promienie zachodzącego słońca są gorące jak nigdy, a sam zachód iście zjawiskowy. Wszystko płynie - nieliczne chmury na niebie, drzewa na horyzoncie i nawet te wszystkie otaczające nas, uśmiechnięte twarze. Zaczyna się. Chyba nie tylko mi, bo widzę jak dziewczyny ruszają w sensualne pląsy w wodzie, natomiast panowie próbują im wtórować. Ładny to widok, trochę zabawny.

Peach J. Pepper

summer wine

: sob paź 10, 2026 10:44 pm
autor: Peach J. Pepper
Peach tak patrzy uważnie w Williama, bo to co on mówi to bardzo zmienia wszystko co Peach uważała o relacji Galena z Pilar. Nie spali ze sobą? Okay, to brzmi bardziej prawdopodobnie niż to, że Galen się w niej kocha. Zmierzyła go uważnym spojrzeniem i oczywiście, że ją korciło, żeby jeszcze pociągnąć temat, ale to były urodzinki Williama, więc wzruszyła ramieniem, jakby ją wcale to nie obchodziło i jakby miała gdzieś jakie tam są uczucia, ale że się zgadza o tym nie rozmawiać.
- Sam pytałeś - mówi cicho pod nosem, jakby to miało zmienić to, że Billy nie chciał słuchać o dramie pomiędzy nią a Madoxem, albo Madoxem a Galenem, albo Galenem a nią? No już niewiadomo, o czym słuchać nie chciał, ale Peach to jednak trochę była zła jakby nie patrzeć na to, że jak się pokłóciła z Madoxem to nikt nie zabiegał o to, żeby się pogodzili. Dla niej to był symoliczny znak, że Madox wcale nie jest zainteresowany dalej tą znajomością.
A kiedyś niby by za sobą wskoczyli w ogień.
Kolejne trudne pytania padają już w domku. Peach skrzyżowała ręce, bo nie chce mu odpowiadać. Nigdy się nie zastanawiała nad tym, bo nikt jej nigdy czegoś podobnego nie proponował ani nie sugerował, że tak wygląda jej obecna relacja. Dlatego nieco się zdziwiła że William to tak szybko wychwycił.
- Chyba żartujesz - odpowiedziała mu bardzo dosadnie. - Jak mam mieć takiego chłopaka, który mnie nie zadowala i musze mieć kochanków, to po co mi taki chłopak? Jest ich całe multum na świecie, w Toronto też. Jakbym miała sześćdziesiąt lat i mój mąż by nie mógł... to tak, wtedy bym mogła mieć kochanka, ale teraz? To po co być w związku z tym a nie z tym kochankiem? - zadała takie retoryczne pytanie, potem jeszcze moment myśli o otwartym związku. - Nie wiem nawet jak miałabym się zachowywać w takim związku. Ja mam dużo pracy, William, ledwo mam czas na randkowanie z jednym, to miałabym nagle przechodzić to z dziesięcioma na raz? Brzmi jak piekło. Nie wiem czy byłeś kiedyś na randce z heteroseksualnym meżczyzną, ale one wcale nie są takie fajne - wzdycha sobie, a później już poszli do ludzi.

Peach sięstara nie patrzeć w dół, nie żeby nie widziała Williama bez gaci nigdy, bo jednak mieszkają razem, ale chyba nigdy go nie widziała bez gaci tak blisko siebie, jak dzielą ich tylko centrymetry, a do tego w głowie myśli jej podpowiadają same pozytywne rzeczy. A mimo to, kiedy się odwrócił to jej oczy tam poleciały na jego tyłeczek i zobaczyła tam jakieś wielkie gałki oczne. One ją tak zafascynowały, że się nawet nie zorientowała, jak nagle cała się zanurzyła w wodzie. Stanik gdzieś tam zostawiła po drodze, i teraz próbowała zdjąć pod wodą majtki, ale cieżkie to było i pomimo prób jednak się zanurzyła cała pod wodą.

Kiedy była pod wodą, wydawało jej się nagle, że nie potrzebuje już powiertrza i się wynurzać. Zimnawa woda ochładzała jej ciało, a przez zamknięte oczy, po wyłączeniu jednego ze zmysłów, wszystko czuła jeszcze dosadniej. woda chciała wypchnąć ją na powierzchnię, ale Peach nie chciała się dać wyciągnąć ponad wodę. Jej ciało ułożyło się w pozycji poziomej, ale jej głowa wciąż była zamoczona, bo leżała twarzą do ziemi. Do gruntu. I dopiero po chwili poczuła mocne szarpnięcie i się aż zakrztusiła, kiedy stanęła znów na piasku. Stara się wytrzeć włosy z oczu i patrzy na tego, co ją wyratował.
- Madox? Ale ciebie tu nie było - zdziwiła się trochę i wytrzeszcza oczy jeszcze mocniej na blondyna, który ją przywrócił do życia, gdzie jest potrzebne powietrze. - Też przyszedłeś się najeść słońca? - i Peach kładzie dłoń swoją na szyji tego blondyna, a moze to wcale nie blondyn jest, tylko tak słońce śmiesznie pada zza faceta...

William N. Patel