the end of all our troubles
: wt sie 25, 2026 10:24 pm
Jak jedna, z pozoru niewinna wizyta lekarska mogła odmienić całe życie? O tym Lucien i Zoya mieli się dziś przekonać.
Mężczyzna w ciągu tych dwóch tygodni, odkąd dowiedział się o ciąży, zdążył już w pewnym stopniu przywyknąć do myśli, że zostanie ojcem. I przywyknąć do tego, że Zoya już zawsze będzie w jego życiu. Co prawda, nadal z trudem wyobrażał sobie przyszłość, ale poznawszy kobietę bliżej, wierzył w to, że z czasem wszystko powinno się ułożyć. Potrzebował tylko zapewnienia, że dziecko miało się dobrze.
Obawiał się tej wizyty.
Ciemnowłosa zdążyła już udowodnić, że całe to zajście nie było ogromną pomyłką, jak uznał w pierwszym odruchu w szatni. W ciągu tych kilku spotkań, które pozwoliły im się zbliżyć do siebie, nie dostrzegał niczego, co mogłoby obudzić w nim podejrzenia, że coś było nie tak. Wierzył jej. Wierzył w tę naturalność i zdroworozsądkowe podejście do sprawy. Wierzył, że nie chciała od niego niczego więcej, jak obecności na tyle, ile był w stanie jej obiecać.
Jej wizyta lekarska wzbudzała w nim niepokój nie ze względu na informacje, jakie mogła przekazać im doktor. Jego podskórny lęk spowodowany był tym, jak po potwierdzeniu ciąży poinformuje o tym najbliższych. Mimo czasu na oswojenie się z tym samemu, nie wiedział, czy dało się przygotować na rozmowy i działania, które w związku z tym go czekały.
Podjechał pod klinikę punktualnie. Widząc Zoyę wychodzącą z budynku, w pierwszej chwili uśmiechnął się nieznacznie do siebie. Wyglądała jednak na mocno zamyśloną, więc kiedy ze wzrokiem wbitym w chodnik, niemal minęła jego auto, zatrąbił na nią krótko, a następnie skinął na nią, gdy wreszcie podniosła na niego oszołomione spojrzenie.
— Hej — powiedział łagodnym tonem na przywitanie, spoglądając, jak zajmowała miejsce obok. Jej milczenie i odwrócone spojrzenie wydało mu się dziwne, dlatego bez słowa odpalił silnik i włączył się do ruchu.
— Jak tam? Długo musiałaś czekać na wizytę? — zagadnął, zachowując typowy dla siebie spokój. Gdy po chwili nie uzyskał odpowiedzi, mimowolnie nabrał w płuca trochę głębiej. — Jak było? Wszystko w porządku? — dopytał, na moment odrywając wzrok od drogi, żeby spojrzeć na Zoyę. Jej milczenie i dziwne spięcie zaczynało go niepokoić i nasuwać mu myśl, że c o ś musiało się stać. Ta niepewność powoli zaczynała zżerać go od środka. — Zoya — jego opanowany głos wcale nie wskazywał na nic, co kłębiło się w jego myślach, ale kiedy upłynęła kolejna chwila jazdy w milczeniu, postanowił ją nieco ponaglić. — Zoyaaa — powiedział tym razem głośniej, jednocześnie na kilka sekund kładąc swoją dłoń na jej udzie, by chociaż tak zwrócić na siebie jej uwagę. — Powiedz mi, co się dzieje — poprosił, gdy na moment udało mu się złapać jej spojrzenie.
Zoyaaa
Mężczyzna w ciągu tych dwóch tygodni, odkąd dowiedział się o ciąży, zdążył już w pewnym stopniu przywyknąć do myśli, że zostanie ojcem. I przywyknąć do tego, że Zoya już zawsze będzie w jego życiu. Co prawda, nadal z trudem wyobrażał sobie przyszłość, ale poznawszy kobietę bliżej, wierzył w to, że z czasem wszystko powinno się ułożyć. Potrzebował tylko zapewnienia, że dziecko miało się dobrze.
Obawiał się tej wizyty.
Ciemnowłosa zdążyła już udowodnić, że całe to zajście nie było ogromną pomyłką, jak uznał w pierwszym odruchu w szatni. W ciągu tych kilku spotkań, które pozwoliły im się zbliżyć do siebie, nie dostrzegał niczego, co mogłoby obudzić w nim podejrzenia, że coś było nie tak. Wierzył jej. Wierzył w tę naturalność i zdroworozsądkowe podejście do sprawy. Wierzył, że nie chciała od niego niczego więcej, jak obecności na tyle, ile był w stanie jej obiecać.
Jej wizyta lekarska wzbudzała w nim niepokój nie ze względu na informacje, jakie mogła przekazać im doktor. Jego podskórny lęk spowodowany był tym, jak po potwierdzeniu ciąży poinformuje o tym najbliższych. Mimo czasu na oswojenie się z tym samemu, nie wiedział, czy dało się przygotować na rozmowy i działania, które w związku z tym go czekały.
Podjechał pod klinikę punktualnie. Widząc Zoyę wychodzącą z budynku, w pierwszej chwili uśmiechnął się nieznacznie do siebie. Wyglądała jednak na mocno zamyśloną, więc kiedy ze wzrokiem wbitym w chodnik, niemal minęła jego auto, zatrąbił na nią krótko, a następnie skinął na nią, gdy wreszcie podniosła na niego oszołomione spojrzenie.
— Hej — powiedział łagodnym tonem na przywitanie, spoglądając, jak zajmowała miejsce obok. Jej milczenie i odwrócone spojrzenie wydało mu się dziwne, dlatego bez słowa odpalił silnik i włączył się do ruchu.
— Jak tam? Długo musiałaś czekać na wizytę? — zagadnął, zachowując typowy dla siebie spokój. Gdy po chwili nie uzyskał odpowiedzi, mimowolnie nabrał w płuca trochę głębiej. — Jak było? Wszystko w porządku? — dopytał, na moment odrywając wzrok od drogi, żeby spojrzeć na Zoyę. Jej milczenie i dziwne spięcie zaczynało go niepokoić i nasuwać mu myśl, że c o ś musiało się stać. Ta niepewność powoli zaczynała zżerać go od środka. — Zoya — jego opanowany głos wcale nie wskazywał na nic, co kłębiło się w jego myślach, ale kiedy upłynęła kolejna chwila jazdy w milczeniu, postanowił ją nieco ponaglić. — Zoyaaa — powiedział tym razem głośniej, jednocześnie na kilka sekund kładąc swoją dłoń na jej udzie, by chociaż tak zwrócić na siebie jej uwagę. — Powiedz mi, co się dzieje — poprosił, gdy na moment udało mu się złapać jej spojrzenie.
Zoyaaa