Strona 1 z 1

Music flows through our veins like an untroubled mountain river.

: czw sie 27, 2026 7:32 pm
autor: Damien Blais
Damien miał mieć dzisiaj zajęcia wokalne, trochę się tym stresował, ponieważ poszedł na nie bez wiedzy rodziców. Matka nie kazała mu chodzić na takie lekcje, bo uważała to za stratę czasu, a on to lubił, wręcz kochał. To jego hobby, sam nie wiedział czy chce swoje życie prowadzić w tym kierunku, może zostawić to jako hobby, coś co powoduje, że Damien po prostu odcina się od rzeczywistości i daje się porwać muzyce. Niekoniecznie musi to być śpiew, czy pisanie piosenek. Słuchanie muzyki również pozwala mu się odstresować po ciężkim dniu nastolatka. Nie ma co ukrywać, że rodzice wywierają na nim ogromną presję, aby dobrze się uczył, brał udział w tych wszystkich olimpiadach, zawodach i innych takich konkursach. Dosłownie we wszystkim o czym tylko można sobie pomarzyć, bo w końcu to się liczy na studiach, prawda? Punkty, osiągnięcia, ponadprzeciętne wyniki oraz wiedza. Ma pamięć fotograficzną, ale również jego głowa i ciało potrzebowały odpoczynku od setek zdań przetwarzanych w jego umyśle, natłoku wiadomości, które musiał dobrze posegregować. Musiał również wykonywać ćwiczenia, aby rozwijać pamięć fotograficzną. Szkoda, że przez to nie może zostać telepatą czy kimś podobnym i by sobie wyczytywał z umysłu nauczycielki pytania na testy, byłoby mu trochę łatwiej. Czy to oszustwo? Jeśli ktoś by się skapnął. Pomarzyć zawsze można, prawda?
Nie musiał wymyślać żadnego kłamstwa, aby wymknąć się z domu, bo po prostu nie musiał tego robić. Wyszedł jak gdyby nigdy nic z pustego domu, bo jego rodzicielka wyjechała na kolejne sympozjum czy coś. Nie słuchał zbytnio o jej pracy, jak na razie go to nie dotyczyło. Jest sobie nastolatkiem, na razie odsuwa od siebie tę myśl, ale wie, że będzie musiał iść na medycynę. Nie ma innego wyjścia. Mama mu tego nie odpuści. Rozumiał, że chce dla niego jak najlepiej, jednak zmuszanie go do tego nie jest dobrym pomysłem. Rodzinna spuścizna.
Dzisiaj mieli mieć zajęcia w grupie, dla niego to było fajne, ponieważ mógł spotkać ludzi, którzy tak samo jak on lubili muzykę, a wręcz kochali. Dla niego takie znajomości są wartościowe.
Wszedł i usiadł obok dziewczyny, bo trenera jeszcze nie było.
- Cześć, jestem Damien - uśmiechnął się w stronę dziewczyny.

Seungyeon Han

Music flows through our veins like an untroubled mountain river.

: śr wrz 09, 2026 9:02 am
autor: Seungyeon Han
#
IV
Music flows through our veins like an untroubled mountain river.


Pierwsze słowa piosenki wyrwały się miękko spomiędzy jej ust, rozlewając się po wnętrzu sali treningowej. Były lekkie, ciepłe, niemal miękkie w brzmieniu. Han nie brakowało ani talentu, ani tego przyciągającego uroku, który pojawiał się w niej, gdy wychodziła na scenę. Miała siedemnaście lat, niedawno przeniosła się do Toronto; zaledwie kilka tygodni temu, pełna ekscytacji, podpisywała kontrakt z wytwórnią. Teraz mogła kontynuować swoją muzyczną podróż i zacząć naprawdę ciężko pracować. Zajęcia wokalne, zajęcia taneczne, zajęcia wyjaśniające działanie relacji parasocjalnych…

S t o p.


Nie powinna skupiać się na tym, co czekało na nią po powrocie z wokalu. Potrzebowała głębokiego wdechu, przymknięcia powiek, skupienia. Chciała, by każdy dźwięk był czysty, swobodny i dokładnie taki, jak powinien. Głos to twoje narzędzie, a o narzędzia trzeba dbać — znała tę mantrę już na pamięć. Potrafiłaby wypowiedzieć ją intonacją swojego trenera i nawet by się przy tym nie zawahała. Rozkojarzyła się. Nim się spostrzegła, skala jej głosu zboczyła z prostego toru, wchodząc zbyt głęboko w wysokie dźwięki — a melodia była stonowana. Musiała się w nią wsłuchać, by na nowo poczuć ten rytm i wrócić na dobrą ścieżkę.
Cholera! rzuciła w ojczystym języku, przeczesując palcami jasne włosy.
Poczuła się zirytowana i rozczarowana. Głównie sobą, a przede wszystkim tą cholerną piosenką. Szanowała Billie Ellish i zaczęła doceniać ją jeszcze bardziej, gdy zaczynała rozumieć, że ujarzmienie melodii tej piosenki było strasznie trudne — when party it’s over, tak? Ta piosenka brzmiała tak lekko, jakby jej dźwięki nie potrzebowały żadnego wysiłku. Odnosiło się wrażenie, że wystarczyłoby stanąć, sięgnąć po mikrofon i po prostu zacząć śpiewać. Ale nie, to wcale tak nie wyglądało. Każda nuta wymagała od niej uwagi i cierpliwości. Gdyby wzięła do serca uwagę trenera (a może po prostu przestaniesz walczyć z melodią i dasz jej się prowadzić? Muzyka ma uszczęśliwiać, a nie wbijać drzazgi). Oczywiście akurat dzisiaj, Han musiała wstać z buntowniczym nastrojem. Ta piosenka wymagała spokoju, cierpliwości i delikatności, których Yeon najwidoczniej nie potrafiła w sobie tego dnia odnaleźć.
Rozdrażniona nastolatka i coś, co wymagało spokoju?

Huh, no way.


A później zajęcia grupowe… Na nie przyszła równie podminowana i niezadowolona. Zajęła miejsce gdzieś w połowie sali, żeby dokładnie słyszeć trenera. Przez pierwsze kilka minut zajęć siedziała w milczeniu, wystukując palcami rytm piosenki, która zniszczyła jej doszczętnie poranek. Yeon, no weź ty się ogarnij. Przecież wczoraj radziłaś sobie dobrze. Wydała z siebie pomruk niezadowolenia, starając się opanować wrzącą złość. Ruch tuż przy jej ramieniu i szelest ubrań uświadomiły siedemnastolatce, że ktoś się do niej dosiadł. Zerknęła kątem oka na ciemnowłosego chłopaka, poświęcając mu trochę więcej uwagi niż planowała, bo był… Uznała go za atrakcyjnego. I nie była pewna, czy przedstawił się z kultury, czy bo zerkała na niego chwilę dłużej niż powinna, ale dzięki poznała jego imię. Damien, przyjemnie.
— Seungyeon, ale w sumie tutaj mówią Yeon. Więc możesz skracać, jeśli chcesz oczywiście — uśmiechnęła się do niego ciepło. — Od dawna tu przychodzisz? Bo ja od dwóch tygodni tak w sumie. I jeszcze totalnie nie ogarniam ludzi — podobnie jak angielskiego, co dało się wyłapać po akcencie i drobnych niedociągnięciach, ale naprawdę się starała!

Damien Blais

Music flows through our veins like an untroubled mountain river.

: czw wrz 10, 2026 10:03 am
autor: Damien Blais
Posiadanie czegoś czego sie kocha w takim wieku jest bardzo ważne. W pewnych momentach Damien czuł sie bardzo samotny, jego mama cały czas była w podróżach, a ojciec pracował, więc chłopak był zostawiony sam sobie przez większość czasu, ba, przez większość swojego życia. Przyzwyczaił sie do tego, ale to nie tak, że jego mama to okrutna i zimna kobieta. Nic z tych rzeczy! Jego kochana i opiekuńcza, czasem nawet za bardzo. Wychowała go na dobrego człowieka i odpowiedzialnego. Taki właśnie chce być, słuchał sie jej, dlatego nie powiedział co dla niego znaczy muzyka i śpiew. Wiedział, że tego nie zaakceptuje. Bycie lekarzem to rodzinna tradycja. Tak, pochodzi z rodziny lekarskiej od dziada pradziada. Za długo by opowiadać. Na czymś zbudowali swój majątek, do którego on miał również dostęp, ale na nim pieniądze nigdy nie robiły wrażenie. Pewnie można mu zarzucić, że tak jest, ponieważ wychował sie w dobrobycie. Możliwie, że tak jest. Niczego mu nie brakuje, ale nie jest typowym bananowym dzieckiem, które za kasę rodziców sie bawi i nic pożytecznego nie robi w życiu. Nigdy nie był też dzieciakiem, który buntuje sie, nie przechodził tego buntu.
Potrzebował czegoś swojego, a muzyka właśnie dla niego tym była. Mógł sie zatracić w tym całkowicie i nie martwić sie niczym. Chciał wiele przekazać swoją muzyką – to co sie dzieje w jego głowie, to jakie emocje w nim buzują, a tego gromadzi sie wiele. Nigdy nie był człowiekiem, który pokazuje swoje emocje, wręcz emanuje nimi. Zachowuje wszystko w sobie, może to dlatego, że nie było w jego świecie osoby, której tak w stu procentach by ufał. To właśnie muzyka pozwala mu wyzwolić sie od tego chaosu, który jest w jego głowie i sercu, wyrzuca to z siebie podczas grania czy śpiewania, mimo, że nie ma jakichś super umiejętności, bo dopiero sie uczy, ale jego glos podobno jest wyjątkowy, ale czy on w to wierzy? Hm, trudne pytanie, na które sam nie potrafi w tym momencie odpowiedzieć. Kocha to i pomaga mu sie wyzwolić, odetchnąć i odpocząć, kiedy tego potrzebuje. Słuchawki są z nim zawsze. Kiedy spaceruję, jedzie do szkoły czy nawet podczas nauki. Wtedy może sie o wiele lepiej skupić.
Uśmiechnął sie.
- W takim razie milo cię poznać Seungyeon - powiedział tak jak powinno sie wymówić jej imię. Tak, potrafił mówić po koreańsku. Lubi sie uczyć nowych języków. - Też tak mniej więcej tu jestem, ale sam nie wiem kto jest kto, bo zbytnio sie tym nie interesowałem - zaśmiał sie, jednak nie okłamywał dziewczyny. Przychodził tutaj dla śpiewania, ale kiedy usiadł obok Yeon to poczuł takie pozytywne wibracje, więc postanowił sie odezwać do dziewczyny. - Chodzisz też na indywidualne tutaj? - Zapytał zainteresowany.

Seungyeon Han

Music flows through our veins like an untroubled mountain river.

: czw wrz 17, 2026 11:14 am
autor: Seungyeon Han
Muzyka była częścią życia państwa Han — choć powiedzenie, że była dla nich całym światem, nie zawierałoby w sobie ani krzyny kłamstwa. Tata był dyrygentem, mama uzdolnioną wiolonczelistką. W żyłach tej rodziny płynęła miłość oraz szacunek do muzyki klasycznej; Yeon wychowała się przy brzmieniu jej dźwięków. Yeon natomiast miała do niej tylko szacunek. Sama odnajdywała się w popie, nawet jeśli nie satysfakcjonowało to jej rodziców. Ostatecznie dali jej szansę, podpisując umowę z wytwórnią. Zdaniem rodziców pop był prostym, pozbawionym przekazu nurtem muzycznym. Klasyka, ich zdaniem, wnikała w serce i zostawała tam na długo. Ale czy to nie tak, że ostatecznie każdy gatunek zostawał na dłużej w sercach ludzi, którzy byli w nim zakochani? Yeon była otwarta na nowe doświadczenia i trochę współczuła swoim rodzicom tego przywiązania do tradycji.
Kochali muzykę, ale nie byli na nią aż tak otwarci.
Han miała nad nimi przewagę; lubiła poznawać nowe rzeczy.
Wyrażenie emocji poprzez skalę głosu i dźwięków przynosiło jej katharsis. Tylko czasem (tak jak teraz) drażniła ją ta bezsilność, gdy struny głosowe nie współpracowały, a gardło z nieznanych powodów, zaciskało się uniemożliwiając dziewczynie emisję głosu. Pokładała nadzieję w zajęciach grupowych. Siedząc na sali, zastanawiała się, ile osób z tutaj obecnych ostatecznie zwiąże swoją przyszłość z muzyką. Czy wszyscy zostali wysłani na szkolenie przez swoich pracodawców, czy może brakowało im umiejętności i chcieli się podszkolić dla własnej satysfakcji? Siedząca pod oknem dziewczyna sprawiała wrażenie kogoś, kto wręcz dawał się pochłonąć. Słuchając muzyki na słuchawkach, wystukiwała jej rytm o blat stolika tuż obok. Ona, chociaż była skupiona, nie to, co Yeon marnująca czas na zbędnej analizie zebranych tutaj osób.
Słysząc poprawnie wypowiedziane imię, poczuła, jak robi jej się miło. W Toronto było wielu Azjatów, lecz nie wszyscy znali rodzime języki. Wielu z nich po prostu się tutaj urodziło i najwidoczniej nie wszyscy rodzice przywiązywali uwag do tradycji. Miła odskocznia od tego amerykańskiego akcentu.
— Tak. Dzisiaj się zirytowałam, więc liczę na to, że chociaż grupowe poprawią mi nastrój — westchnęła, zdmuchując z czoła kosmyk niesfornych włosów. — Na razie jest całkiem nieźle. W ogóle ile zostało do rozpoczęcia, nauczyciel się spóźnia? — zastanowiła się na głos, odwracając głowę w stronę drzwi wejściowych, jakby sprawdzała, czy nikt przez nie nie wchodzi. Do tej pory nie zdarzyło mu się spóźnić. Może po drodze spotkało go coś nieoczekiwanego? W końcu wypadki się zdarzały, a ulice Toronto o tej godzinie były przepełnione zarówno pieszymi, jak i samochodami.


Damien Blais