i know you, but i don't
: czw sie 27, 2026 11:46 pm
Czwarta rocznica śmierci Caleba od samego rana sprawiała, że Nerissa miała wrażenie, jakby wszystko, co przez ostatnie lata próbowała od siebie odsunąć, wróciło ze zdwojoną siłą. Doskonale pamiętała dzień, w którym dowiedziała się o jego śmierci, choć z perspektywy czasu wiele szczegółów zaczęło się zacierać. Jedno pozostało jednak niezmienne - sposób w jaki wtedy jej to wyjaśniono. Cole miał przedawkować. Przy jego historii, uzależnieniu i problemach, które ciągnęły się za nim przez długi czas, dla większości ludzi była to wystarczająca odpowiedź. Dla Nerissy nigdy nie była.
Nie zamierzała wybielać własnego brata ani udawać, że ich relacja wyglądała dobrze. Wręcz przeciwnie. Przez ostatnie lata jego życia potrafili kłócić się o najmniejsze rzeczy, a każda kolejna awantura sprawiała, że coraz bardziej oddalali się od siebie. Caleb wielokrotnie ją zawodził, składał obietnice, których później nie dotrzymywał, znikał wtedy, kiedy najbardziej się o niego martwiła, a jego uzależnienie sprawiło, że z człowieka, którego kiedyś znała, coraz częściej pozostawało niewiele. Nerissa miała dość ciągłego strachu, tłumaczenia jego zachowania i zastanawiania się, czy tym razem naprawdę potrzebuje pomocy. Zdarzały się chwilę, kiedy była na niego tak wściekła, że nie chciała nawet słyszeć jego głosu. Dzisiaj jednak, kiedy nie było już możliwości kolejnej kłótni ani pogodzenia się po niej, wszystkie te emocje mieszały się ze sobą w sposób, którego nadal nie potrafiła uporządkować.
Najbardziej męczyło ją jednak to, że po upływie czterech lat nadal nie potrafiła całkowicie uwierzyć w jego śmierć tak, jak została przedstawiona. Wiedziała, że Caleb brał narkotyki i że jego życie od dawna było dalekie od normalności, dlatego chodziło o to, że uważała przedawkowanie za niemożliwe. Po prostu od samego początku coś w tej historii wydawało jej się niewłaściwe. Nie potrafiła wskazać jednego konkretnego szczegółu, który mógłby potwierdzić jej podejrzenia, a jednak wewnętrznie czuła, że nie powinna tak łatwo przyjąć wszystkiego za pewnik. Przez długi czas próbowała przekonać samą siebie, że to jedynie żałoba i niepogodzenie się ze śmiercią brata, ale dzisiaj, w rocznicę jego odejścia, pytania powróciły ze zdwojoną siłą.
Właśnie wtedy zaczęła zastanawiać się, do kogo mogłaby się zwrócić. Na rodziców nie mogła liczyć. Od starszego brata zapewne ponownie by usłyszała, że brat był uzależniony i że takie rzeczy się zdarzają. Potrzebowała kogoś, kto spojrzałby na wszystko chłodno i bez emocji, kto potrafiłby dostrzec szczegóły, których ona mogła nie zauważyć. I wtedy pomyślała o nim.
Cree.
Ich historia zaczęła się jeszcze w szkole średniej, podczas wymiany Nerissy w Nowym Orleanie. Byli ze sobą na tyle blisko, że przez pewien czas Nerissa naprawdę wierzyła, że zostaną razem na długo. Był jej chłopakiem, ale przede wszystkim osobą, której ufała i przy której nie musiała ukrywać swoich problemów. Znał ją jeszcze zanim życie zaczęło się komplikować, zanim pojawiły się sprawy, z którymi coraz trudniej było jej sobie radzić. Paradoksalnie właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebowała jego obecności, między nimi zaczęło się psuć. Cree coraz więcej czasu poświęcał nauce i książkom, miał własne cele i obowiązki, a Nerissa coraz częściej zostawała sama ze swoimi problemami. Początkowo próbowała to rozumieć i cierpliwie czekała, aż znajdzie dla niej więcej czasu, ale z czasem zaczęła mieć poczucie, że jej potrzeby zawsze znajdują się gdzieś na końcu jego listy.
Nie chodziło o to, że oczekiwała od niego rozwiązania wszystkich swoich problemów. Potrzebowała po prostu jego obecności, rozmowy i świadomości, że kiedy wszystko zacznie ją przerastać, będzie miała obok siebie kogoś, na kim może polegać. Zamiast tego coraz częściej czuła się samotna w związku, który kiedyś dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Z czasem pojawiły się pretensje, niedopowiedzenia i coraz większy dystans, aż w końcu ich relacja się skończyła.
Od tamtej pory minęło wystarczająco dużo czasu, żeby ich wspólna przeszłość przestała być czymś, o czym Nerissa myślała każdego dnia, ale nie na tyle dużo, żeby całkowicie zapomniała, jak dobrze kiedyś go znała. Nie wiedziała, czy będzie chciał jej pomóc po tym wszystkim, co wydarzyło się między nimi, ani nawet czy odpowie na jej wiadomość, ale nie potrafiła znaleźć nikogo innego, komu mogłaby zaufać w tej sprawie.
Długo wahała się przed wysłaniem pierwszej wiadomości. Sam fakt, że po tylu latach ponownie otworzyła rozmowę z Cree, wywoływał w niej dziwne uczucie, którego nie potrafiła jednoznacznie nazwać. Nie była pewna, czy bardziej chodziło o niepewność, jak zostanie przyjęta, czy o świadomość, że wraz z jego imieniem wracały wspomnienia, których przez lata nie chciała już dotykać. Mimo wszystko potrzebowała jego pomocy i to wystarczyło, żeby w końcu przełamać własne wahanie.
Sam kontakt z byłym chłopakiem przypomniał jej, jak wyglądały ostatnie miesiące ich związku i ile niewypowiedzianego żalu zostało między nimi. Teraz, po latach, rana nie była już świeża, ale wystarczyło kilka chwil rozmowy, żeby znów poczuła znajome ukłucie. Nie próbowała więc być przesadnie miła ani udawać, że między nimi wszystko zostało dawno zapomniane. Jej żal momentami przebijał przez sposób, w jaki odpowiadała, nawet jeśli nie mówiła wszystkiego wprost. Nie chciała jednak wracać do przeszłości tylko po to, żeby po raz kolejny się pokłócić. Najważniejsze było dla niej to, po co naprawdę się odezwała, choć na razie zachowywała ten powód dla siebie.
Przez kolejne dwa dni Nerissa starała się nie wracać myślami do rozmowy z Cree częściej, niż było to konieczne. Nie zawsze jej się to udawało, zwłaszcza, ze sama świadomość zbliżającego się spotkania sprawiała, że coraz częściej zastanawiała się, jak właściwie będzie wyglądało ich pierwsze spotkanie po tak długim czasie. Ostatecznie jednak nie zamierzała się z tego wycofywać.
W dniu spotkania przygotowała się bez większego pośpiechu, choć sama od samego rana towarzyszyło jej trudne do pozbycia się napięcie. W końcu chwyciła kluczyki i wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi.
Droga na cmentarz nie była długa. Jechała w ciszy, skupiając wzrok na drodze, a jednocześnie próbowała poukładać sobie w głowie wszystko, co chciała powiedzieć mężczyźnie. Nie chodziło jej o przygotowanie konkretnej rozmowy, bo doskonale wiedziała, że kiedy już stanie naprzeciwko niego, słowa mogą przyjść zupełnie inaczej. Bardziej zależało jej na tym, żeby nie pozwolić emocjom przejąć kontroli i nie wrócić do tego, co wydarzyło się między nimi przed laty.
Kiedy w końcu skręciła w drogę prowadzącą w stronę cmentarza, zwolniła nieco, a jej spojrzenie mimowolnie przesunęło się w stronę znajomej bramy. Była tutaj już wcześniej, ale dzisiaj wszystko wydawało się inne. Nie przyjechała wyłącznie po to, żeby odwiedzić grób brata. Tym razem miała spotkać człowieka, którego przez lata próbowała wyrzucić ze swoich myśli, a który teraz mógł stać się częścią czegoś, co od dawna nie dawało jej spokoju.
Zaparkowała niedaleko wejścia i przez chwilę pozostawała w samochodzie. Oparła dłonie na kierownicy i pozwoliła sobie na kilka spokojnych oddechów, zanim w końcu wyłączyła silnik. Jeszcze przez moment siedziała w ciszy, patrząc przed siebie. W końcu jednak wysiadła z samochodu, zamknęła go i ruszyła w stronę bramy. Chłodniejsze powietrze od razu uderzyło ją w twarz, a znajoma cisza cmentarza sprawiła, że poczuła lekki ścisk w żołądku. Rozejrzała się po okolicy, próbując dostrzec Cree, jednocześnie nie chcąc jeszcze kierować się w stronę grobów.
Cree Bellerose
Nie zamierzała wybielać własnego brata ani udawać, że ich relacja wyglądała dobrze. Wręcz przeciwnie. Przez ostatnie lata jego życia potrafili kłócić się o najmniejsze rzeczy, a każda kolejna awantura sprawiała, że coraz bardziej oddalali się od siebie. Caleb wielokrotnie ją zawodził, składał obietnice, których później nie dotrzymywał, znikał wtedy, kiedy najbardziej się o niego martwiła, a jego uzależnienie sprawiło, że z człowieka, którego kiedyś znała, coraz częściej pozostawało niewiele. Nerissa miała dość ciągłego strachu, tłumaczenia jego zachowania i zastanawiania się, czy tym razem naprawdę potrzebuje pomocy. Zdarzały się chwilę, kiedy była na niego tak wściekła, że nie chciała nawet słyszeć jego głosu. Dzisiaj jednak, kiedy nie było już możliwości kolejnej kłótni ani pogodzenia się po niej, wszystkie te emocje mieszały się ze sobą w sposób, którego nadal nie potrafiła uporządkować.
Najbardziej męczyło ją jednak to, że po upływie czterech lat nadal nie potrafiła całkowicie uwierzyć w jego śmierć tak, jak została przedstawiona. Wiedziała, że Caleb brał narkotyki i że jego życie od dawna było dalekie od normalności, dlatego chodziło o to, że uważała przedawkowanie za niemożliwe. Po prostu od samego początku coś w tej historii wydawało jej się niewłaściwe. Nie potrafiła wskazać jednego konkretnego szczegółu, który mógłby potwierdzić jej podejrzenia, a jednak wewnętrznie czuła, że nie powinna tak łatwo przyjąć wszystkiego za pewnik. Przez długi czas próbowała przekonać samą siebie, że to jedynie żałoba i niepogodzenie się ze śmiercią brata, ale dzisiaj, w rocznicę jego odejścia, pytania powróciły ze zdwojoną siłą.
Właśnie wtedy zaczęła zastanawiać się, do kogo mogłaby się zwrócić. Na rodziców nie mogła liczyć. Od starszego brata zapewne ponownie by usłyszała, że brat był uzależniony i że takie rzeczy się zdarzają. Potrzebowała kogoś, kto spojrzałby na wszystko chłodno i bez emocji, kto potrafiłby dostrzec szczegóły, których ona mogła nie zauważyć. I wtedy pomyślała o nim.
Cree.
Ich historia zaczęła się jeszcze w szkole średniej, podczas wymiany Nerissy w Nowym Orleanie. Byli ze sobą na tyle blisko, że przez pewien czas Nerissa naprawdę wierzyła, że zostaną razem na długo. Był jej chłopakiem, ale przede wszystkim osobą, której ufała i przy której nie musiała ukrywać swoich problemów. Znał ją jeszcze zanim życie zaczęło się komplikować, zanim pojawiły się sprawy, z którymi coraz trudniej było jej sobie radzić. Paradoksalnie właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebowała jego obecności, między nimi zaczęło się psuć. Cree coraz więcej czasu poświęcał nauce i książkom, miał własne cele i obowiązki, a Nerissa coraz częściej zostawała sama ze swoimi problemami. Początkowo próbowała to rozumieć i cierpliwie czekała, aż znajdzie dla niej więcej czasu, ale z czasem zaczęła mieć poczucie, że jej potrzeby zawsze znajdują się gdzieś na końcu jego listy.
Nie chodziło o to, że oczekiwała od niego rozwiązania wszystkich swoich problemów. Potrzebowała po prostu jego obecności, rozmowy i świadomości, że kiedy wszystko zacznie ją przerastać, będzie miała obok siebie kogoś, na kim może polegać. Zamiast tego coraz częściej czuła się samotna w związku, który kiedyś dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Z czasem pojawiły się pretensje, niedopowiedzenia i coraz większy dystans, aż w końcu ich relacja się skończyła.
Od tamtej pory minęło wystarczająco dużo czasu, żeby ich wspólna przeszłość przestała być czymś, o czym Nerissa myślała każdego dnia, ale nie na tyle dużo, żeby całkowicie zapomniała, jak dobrze kiedyś go znała. Nie wiedziała, czy będzie chciał jej pomóc po tym wszystkim, co wydarzyło się między nimi, ani nawet czy odpowie na jej wiadomość, ale nie potrafiła znaleźć nikogo innego, komu mogłaby zaufać w tej sprawie.
Długo wahała się przed wysłaniem pierwszej wiadomości. Sam fakt, że po tylu latach ponownie otworzyła rozmowę z Cree, wywoływał w niej dziwne uczucie, którego nie potrafiła jednoznacznie nazwać. Nie była pewna, czy bardziej chodziło o niepewność, jak zostanie przyjęta, czy o świadomość, że wraz z jego imieniem wracały wspomnienia, których przez lata nie chciała już dotykać. Mimo wszystko potrzebowała jego pomocy i to wystarczyło, żeby w końcu przełamać własne wahanie.
Sam kontakt z byłym chłopakiem przypomniał jej, jak wyglądały ostatnie miesiące ich związku i ile niewypowiedzianego żalu zostało między nimi. Teraz, po latach, rana nie była już świeża, ale wystarczyło kilka chwil rozmowy, żeby znów poczuła znajome ukłucie. Nie próbowała więc być przesadnie miła ani udawać, że między nimi wszystko zostało dawno zapomniane. Jej żal momentami przebijał przez sposób, w jaki odpowiadała, nawet jeśli nie mówiła wszystkiego wprost. Nie chciała jednak wracać do przeszłości tylko po to, żeby po raz kolejny się pokłócić. Najważniejsze było dla niej to, po co naprawdę się odezwała, choć na razie zachowywała ten powód dla siebie.
Przez kolejne dwa dni Nerissa starała się nie wracać myślami do rozmowy z Cree częściej, niż było to konieczne. Nie zawsze jej się to udawało, zwłaszcza, ze sama świadomość zbliżającego się spotkania sprawiała, że coraz częściej zastanawiała się, jak właściwie będzie wyglądało ich pierwsze spotkanie po tak długim czasie. Ostatecznie jednak nie zamierzała się z tego wycofywać.
W dniu spotkania przygotowała się bez większego pośpiechu, choć sama od samego rana towarzyszyło jej trudne do pozbycia się napięcie. W końcu chwyciła kluczyki i wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi.
Droga na cmentarz nie była długa. Jechała w ciszy, skupiając wzrok na drodze, a jednocześnie próbowała poukładać sobie w głowie wszystko, co chciała powiedzieć mężczyźnie. Nie chodziło jej o przygotowanie konkretnej rozmowy, bo doskonale wiedziała, że kiedy już stanie naprzeciwko niego, słowa mogą przyjść zupełnie inaczej. Bardziej zależało jej na tym, żeby nie pozwolić emocjom przejąć kontroli i nie wrócić do tego, co wydarzyło się między nimi przed laty.
Kiedy w końcu skręciła w drogę prowadzącą w stronę cmentarza, zwolniła nieco, a jej spojrzenie mimowolnie przesunęło się w stronę znajomej bramy. Była tutaj już wcześniej, ale dzisiaj wszystko wydawało się inne. Nie przyjechała wyłącznie po to, żeby odwiedzić grób brata. Tym razem miała spotkać człowieka, którego przez lata próbowała wyrzucić ze swoich myśli, a który teraz mógł stać się częścią czegoś, co od dawna nie dawało jej spokoju.
Zaparkowała niedaleko wejścia i przez chwilę pozostawała w samochodzie. Oparła dłonie na kierownicy i pozwoliła sobie na kilka spokojnych oddechów, zanim w końcu wyłączyła silnik. Jeszcze przez moment siedziała w ciszy, patrząc przed siebie. W końcu jednak wysiadła z samochodu, zamknęła go i ruszyła w stronę bramy. Chłodniejsze powietrze od razu uderzyło ją w twarz, a znajoma cisza cmentarza sprawiła, że poczuła lekki ścisk w żołądku. Rozejrzała się po okolicy, próbując dostrzec Cree, jednocześnie nie chcąc jeszcze kierować się w stronę grobów.
Cree Bellerose