Strona 1 z 1

scary movie — labubu edition

: pt sie 28, 2026 11:19 am
autor: Effie Granger
trigger warning
mogą pojawić się absurdalne żarciki z religii i wierzeń wszelakich, przekleństwa i inne słodkości
1
Pryč, démone!
Zaczęło się zupełnie niewinnie, po prostu… rzeczy nagle zmieniały swoje położenie. W domu pełnym ludzi nie jest to nic dziwnego, że ktoś coś przełoży, prawda? Tak to sobie tłumaczyłam… ale potem to się pogorszyło.
Dramatyczna muzyka przerwała pełen napięcia monolog, a Effie zaczęła nerwowo pogryzać serowe chrupki.
Co zaczęło się dziać? — zapytał damski głos z offu.
Łomotanie — wyszeptała główna bohaterka odcinka. — Boże, jak to tłukło… tak tłukło i tłukło, całą noc i cały dzień, tak łututu, tak to tłukło… zginęła mi też moja ulubiona chochla do zupy. Co prawda okazało się później, że to moja sąsiadka ją ukradła podczas obiadu charytatywnego dla naszych parafian, ale to tylko pogłębiło grozę! Ja myślałam, że naprawdę wariuję… a potem jeszcze te siniaki…
Pojawiły się u pani siniaki? — Głos z offu wyraźnie się ożywił.
No tak! Poprzedniego dnia zleciałam ze schodków, jak zanosiłam ogórki do piwnicy, ale zdążyłam o tym zapomnieć…
Co za pierdolety, pomyślała Effie, z rozczarowaniem wyłączając filmik i wracając do przeglądania wyników wyszukiwania.
Od kilku tygodni trochę nieśmiało, ale regularnie wracała do tych samych haseł, które brzmiały tak idiotycznie, że chwilami samej przed sobą było jej po prostu głupio. „Nawiedzone domy”, „oczyszczanie energii”, „odciski aury”, „duchy i poltergeisty”, „jak pozbyć się upiora w siedmiu krokach” i inne tego typu bzdety, ale im dalej wpadała w tę króliczą norę, tym bardziej dochodziła do wniosku, że nie ma to najmniejszego sensu.
Być może naprawdę padło jej na banię, jak twierdziła ta kurwa, Jennifer Montmofiufiurufufą, regularnie pisząca o niej plotkarskie wrzuty w Spill.
Pociągnęła solidny łyk z wysokiej szklanki, będąc już gotową na wyłączenie laptopa, kiedy jedna miniaturka szczególnie przykuła jej uwagę. Ciężko powiedzieć, co było elementem decydującym — wykrzywiona przestrachem twarz popularnego youtubera, ewidentnie zmodyfikowana przez AI, krzykliwy żółty napis „konsultacja z demonologiem” czy dziwnie znajomy wizerunek kobiety, która chyba miała być owym demonologiem… niemniej Effie kliknęła odruchowo, nawet nie czytając tytułu filmiku.
Znajdujemy się w mega nawiedzonej rezydencji na obrzeżach Toronto, a jest z nami mega wprawiona w bojach pogromczyni duchów, Yonaka Le… La… Lafufu…? Yonaka, mega mi miło, że zgodziłaś się do nas dołączyć w tej mega niebezpiecznej wyprawie…
Yonaka Lafufu obrzuciła gospodarza kanału morderczym spojrzeniem.
Jesteś mega doświadczoną demonolożką, wobec tego powiedz mi — czego możemy się tam spodziewać?
Osiadającej konstrukcji, niestabilnych fundamentów, wilgoci rozszczelniającej deski stropu, uszkodzenia instalacji hydraulicznej, rodziny szopów na poddaszu… — Kobieta obróciła się plecami do kamery, obrzucając spojrzeniem dość ponuro wyglądający dom w tle. — Albo schizofreników.
A… duchy?
Effie nagle zatrzymała nagranie. Jej wyczekującemu, pełnemu napięcia spojrzeniu odpowiedziała głucha cisza panująca w domu. Klik.
Duchów akurat spodziewam się najmniej.
Klik. Znowu cisza. Effie wypuściła wstrzymywane przez kilka długich chwil powietrze i... nagle zamarła.
Na piętrze dało się słyszeć ciche, ale wyraźne skrzypnięcie otwieranych drzwi.

***

Wściekle różowy Dodge Challenger zatrzymał się z piskiem opon na parkingu katedry św. Michała. Dobór sąsiedniej lokalizacji pod sklep ezoteryczny wydawał się jednym wielkim żartem, ale może najciemniej było pod latarnią albo poświęcona ziemia i boskie fluidy dodawały mocy sprzedawanym w LaVoodoo ochronnym amuletom…
Szybka fajka na odwagę zdążyła spłonąć zaledwie do połowy i dokonała ostatecznie żywota pod szpiczastym czubkiem bucika z eko-skóry w wężowy wzór. Nie pojebało cię, powtarzała sobie Effie z animuszem, wykonując coś w rodzaju rozgrzewki przed wejściem do środka. Nie pojebało cię, po prostu próbujesz wszystkiego co w twojej mocy, więc zbieraj ten swój chudy zadek w troki i…
Przepraszam, ja rozumiem, że akceptacja metafizycznego wymiaru naszej rzeczywistości może być trochę problematyczna i wymaga autozachęty, niemniej byłabym wielce zobowiązana, gdyby zechciała pani swój rzeczony chudy zadek przesunąć odrobinę, by osoba ś w i a d o m a oraz zdecydowana — czyli ja, w tym wypadku — mogła wejść do środka. Bardzo dziękuję.
Że… że co?
Ale zjawisko już wyminęło ją zgrabnie i zniknęło za drzwiami LaVoodoo, pozostawiając skołowaną Effie… cóż, po prostu jeszcze bardziej skołowaną. Aha, więc jej pep talk był tak intensywny, że zupełnie niezamierzenie odbyła go na głos. Biorąc to za jakiś omen — ni to dobry, ni to zły, bo zasadniczo to w ani jedne, ani drugie oficjalnie nie wierzyła, pchnęła drzwi i weszła do środka.
Uderzyła ją woń staroci, kadzideł, mieszanki ziół, świec i kurzu — bardzo zbliżona do zapachu panującego w antykwariatach, które chętnie przecież odwiedzała. Trochę niepewnie ruszyła wąskim przesmykiem między regałami, nagle zupełnie tracąc rezon. Czego ona właściwie tu szukała? Miała zamiar po prostu się rozejrzeć w poszukiwaniu czegoś, co potencjalnie mogłoby jakoś pomóc, ale niezupełnie wiedziała, od czego zacząć. Sięgnęła więc z braku laku po najbliższą książkę, ale natrafiwszy na jakiś antyczny sposób pozbywania się kurzajek poprzez pocieranie ich magicznym kamieniem, a następnie trzykrotne splunięcie przez lewe ramię i odtańczenie dziękczynnego tańca przy świetle księżyca — zrezygnowała z dalszej lektury.
Przyglądała się akurat z rosnącym zainteresowaniem amuletom ochronnym, gdy gdzieś niedaleko posłyszała prowadzoną szeptem rozmowę. Obejrzała się w tamtym kierunku — zjawisko sprzed sklepu, odziane w ciężkie futro mimo letniej pogody, rozmawiało przyciszonym głosem z wysoką, ciemnowłosą kobietą, w której Effie nawet w półmroku rozpoznała swój dzisiejszy cel.
Widząc ją jednak na żywo — zaczęła powątpiewać.
Czy była aż tak zdesperowana, żeby prosić o pomoc demonologa-sceptyka? Może wystarczyłoby okadzić chatę szałwią albo innym zielskiem (a najlepiej zielskiem) i problem by zniknął?
Bez względu na ostateczną decyzję — potrzebowała profesjonalnej porady. Zebrała więc całe swoje samozaparcie i zamierzała ruszyć w kierunku rozmawiających wcześniej kobiet.
Jezu, kurwa, Chryste!
Tyle musiało chwilowo wystarczyć za powitanie — bo oto Yonaka Lafufu stała tuż przed nią z ramionami skrzyżowanymi na piersi.
Umie się pani teleportować?

👻 yonaka 👻

scary movie — labubu edition

: pt sie 28, 2026 6:25 pm
autor: Yonaka Levin
Jeżeli to rzeczywiście klątwa, to nie powinna pani próbować jej zwalczać siłą. — Yonaka mówiła spokojnie, rzeczowo i z takim namaszczeniem, jakiego wymagał temat, którego sama nie uważała za szczególnie namaszczony.
Starsza kobieta stojąca naprzeciwko niej zaciskała obie dłonie na torebce z krokodyla, jakby właśnie powierzono jej informacje o tajemnicach państwowych.
Ale od tygodnia nie mogę się zmusić do wizyty w łazience. Ani razu. A wszystko, co zjem, zwracam. I jeszcze ten zapach…
Yonaka uniosła wzrok znad lady, walcząc z potrzebą wykrzywienia ust.
Tak... Zapach również jest istotny.Bardzo. W domu?
W całym domu. Szczególnie w sypialni. W nocy, gdy się budzę, jest nie do zniesienia. Czasem... — Kobieta urwała, gdy dzwonek nad drzwiami wejściowymi brzdęknął. Nagle rozległo się ciche piśnięcie. Zaraz po nim powietrze dookoła klientki i Yonaki skisło. — Co ja to...? Ach, tak! — Pochyliła się bliżej i zakryła usta z jednej strony. — Pani Levin, bo ja... ja czasem mam wrażenie, że woń samego piekła za mną się ciągnie.
Piekła... — powtórzyła Yonaka. — Ach, tak?
Kobieta wytrzeszczyła oczy i wysyczała z pasją:
Odór siarki. — Machnęła torebką przed swoim nosem. — Okropny!
Rozumiem.
Nie, nie rozumiała, a właściwie — rozumiała aż za dobrze.
Krokodylowa Dama przez ostatnie dziesięć minut opowiadała jej o demonie, który miał się do niej "przykleić" po tym, jak odmówiła pieniędzy nieznajomej kobiecie pod sklepem. Zaznaczała, że to najpewniej wysłanniczka romskiej sekty, jakich pojawiło się w jej dzielnicy ostatnio wielu. Według jej własnej teorii demon najpierw zabrał jej apetyt, później "zamknął wnętrzności", a teraz próbował zatruć dom negatywną energią.
Patrząc na Damę, oceniając jej posturę, napięty brzuch wylewający się zza paska starej spódnicy w kant, Yonaka stworzyła swoją teorię. Nie każdy problem wymaga demonologii. Niektóre wymagają po prostu odrobiny samoświadomości.
Mam coś, co może pani pomóc w oczyszczeniu organizmu. — Sięgnęła do jednej z szuflad za ladą i wyciągnęła niewielką papierową paczuszkę. — Proszę zaparzyć zgodnie z instrukcją. Jedną porcję wieczorem. Nie więcej.
Kobieta spojrzała na pakunek z nabożnym skupieniem, jakim obdarowała wielebnego ojca Jonathana z Katedry obok LaVoodoo.
I to wypędzi demona?
Powinno pomóc pozbyć się tego, co pani organizm uznał za obcą, szkodliwą energię.
A jeśli będzie bardzo bolało?
Może być nieprzyjemnie. — Yonaka zawahała się na ułamek sekundy. — I proszę się nie niepokoić, jeżeli w nocy będzie pani musiała wielokrotnie korzystać z toalety.
Dama pobladła.
Czyli jednak. To... opętanie? Bo wielebny mówił dziś podczas porannego kazania...
Wręcz przeciwnie — Yonaka wtrąciła się z uśmiechem. — To znak, że oczyszczanie działa. Im więcej negatywnej energii się pani pozbędzie, tym szybciej organizm wróci do równowagi.
W rzeczywistości był to wyjątkowo mocny preparat ziołowy o działaniu przeczyszczającym. Yonaka nie miała najmniejszych wątpliwości, że kobieta spędzi najbliższą noc w łazience. Miała natomiast pewne wątpliwości, czy rano skojarzy ten fakt z tym, że przez tydzień nie była w stanie zrobić tego, co jej organizm najwyraźniej bardzo chciał zrobić.
Proszę jutro do mnie zadzwonić — oznajmiła, wręczając wizytówkę LaVoodoo.
Naprawdę?
Oczywiście.
Kobieta podziękowała jej ze łzami w oczach, zapłaciła i wyszła.
Yonaka odprowadziła ją wzrokiem do drzwi. Dopiero kiedy dzwoneczek nad wejściem ucichł, kobieta pozwoliła sobie westchnąć.
Ludzie naprawdę zrobią wszystko, żeby nie przyznać, że od tygodnia nie byli w toalecie. — Jej rozmówczyni w ciężkim futrze parsknęła cicho. Taissa, Białorusinka odpowiedzialna za dostawy w sklepie, jak zawsze mówiła wprost ze skórzanego szezlongu w rogu sklepu. — W moich stronach mówi się, że kiedy chłop chciał puścić bąka, to się z wrażenia zesrał. A ta babuszka chyba nie wierzy, że może mieć taki prosty problem. Chyba nie każdy ma twoją odwagę, żeby nazwać gówno gównem.
To nie odwaga. To psychologia. — Yonaka zamknęła szufladę. — I trochę hydrauliki. Czy możesz otworzyć okno witrynowe? Trzeba tu... przewietrzyć.
Mam dostawę do rozpakowania.
Siedzisz tu już czterdzieści minut.
Mapuję mentalnie przestrzeń magazynu! Prawie nie można się w nim poruszać w pełnym wyproście, Yoki... Może tam trzeba zrobić jakąś noc oczyszczenia?
Yonaka westchnęła cicho, świadoma przegranej w boju z Taissą. Jeżeli nie chciała czegoś zrobić, nie zrobi tego. Daremne były pytania i prośby, ale czasami łudziła się, że jeszcze może jakoś wpłynąć na kobietę. Inaczej niż groźbami o cięciu godzin czy odebraniu miesięcznej premii. Przeszyła ostatni raz wzrokiem towarzyszkę sklepową o grubych, rudych dredach i dzwonach z worków jutowych, i poszła w stronę wejścia.
Chwilę później usłyszała przed sobą:
Jezu, kurwa, Chryste!
Między regałami stała chuda dziewczyna, która najwyraźniej przed chwilą prowadziła jakąś bardzo intensywną wewnętrzną dyskusję z własnym sumieniem. Nie nie widziała jej w ogóle. To zdarzało się rzadko. Nie dlatego, że miała oczy dookoła głowy. Po prostu poruszała się cicho. Nabyta przez lata pracy na farmie cecha, która okazała się wyjątkowo użyteczna w sklepach pełnych ludzi przekonanych, że każdy skrzypiący regał ma własną świadomość.
Teraz dziewczyna patrzyła na nią tak, jakby właśnie przyłapała ducha na kradzieży własnego portfela.
Yonaka uniosła lekko brew.
Umie się pani teleportować?
Przez sekundę nic nie mówiła. Potem kącik jej ust drgnął.
Nie. — Spojrzała na dziewczynę od góry do dołu, zatrzymując wzrok na charakterystycznej mieszance stroju, miny i ogólnego chaosu, która przywodziła jej na myśl pewien bardzo konkretny typ klienta.
Studenci, zwłaszcza ci, którzy odkąd zaczęła pojawiać się na zajęciach z literatury staroangielskiej jako wolny słuchacz, zaczęli pojawiać się również w LaVoodoo. Niektórzy kupowali kadzidła. Niektórzy książki. Niektórzy przychodzili tylko po to, żeby zobaczyć, czy demonolożka z internetu rzeczywiście istnieje poza ekranem.
Ta wyglądała raczej na tę trzecią kategorię.
Yonaka założyła ręce za sobą.
Ale przyznaję, "teleportacja" jest nowa. Zwykle ludzie pytają, czy stoję tu od pięciu minut i ich obserwuję. — Przeniosła spojrzenie na książkę, którą Effie najwyraźniej wcześniej wyciągnęła z półki. — Chociaż jeśli przyszła pani po instrukcję pozbywania się upiora poprzez trzy splunięcia, kamień księżycowy i taniec dziękczynny, to uprzedzam — ten dział literatury popularnej jest po lewej. — Wdech i wydech. — Jeżeli natomiast przyszła pani po coś, co faktycznie działa, to ma pani szczęście. — Wyprostowała się i wskazała brodą w stronę półek pod ścianą. — Mamy środki na mrówki, pleśń, mole, bezsenność, bóle głowy, problemy z koncentracją i jeden naprawdę dobry odstraszacz na kuny. — Spojrzała jej prosto w oczy. — Demonów LaVoodoo chwilowo zabrakło. — Przez moment wyglądała na całkowicie poważną. Dopiero po chwili dodała: — Ale mogę zamówić na poniedziałek.
Wszyscy klienci uwielbiali souveniry ich marki — podrabiane Labubu.

⚰️Effie Granger⚰️

scary movie — labubu edition

: pt sie 28, 2026 9:41 pm
autor: Effie Granger
Effie nerwowo obrzuciła wzrokiem to jedną, to drugą półkę, wskazaną przez właścicielkę przybytku. Zaskoczyła ją nieco obecność takich środków tutaj — trutka na mrówki albo spray na pleśń w miejscu, które powinno być przesycone magią?
Z wolna pokręciła głową.
Szczerze wątpię, żeby to mrówki albo kuny otwierały mi drzwi i przestawiały rzeczy, kiedy śpię — powiedziała, przez dłuższą chwilę wytrzymując wzrok Yonaki. Dopiero po paru sekundach wróciła spojrzeniem do butelek z atomizerem, plastikowych pudełeczek i saszetek, które — gdy zwrócono jej uwagę na ich istnienie — wyróżniały się dosyć mocno na tle kamieni, przykurzonych woluminów i innych tajemniczych artefaktów.
Była gotowa na to, że w pierwszej kolejności usłyszy całą listę racjonalnych rozwiązań. Wydarcie się na ostatnią deskę ratunku mogło jednak okazać się trochę kontrproduktywne, więc trzeba było zachować spokój, a przynajmniej sprawiać takie pozory. Nie była tylko w stanie zapanować nad coraz bardziej intensywnym stukaniem obcasa o podłogę.
Widzi pani — podjęła po krótkiej chwili Effie, wracając spojrzeniem ku kobiecie — nie wydaje mi się, żeby to, co dzieje się u mnie w domu było kwestią przeciągu albo nieszczelnej rury. To coś innego. — Z tego, jak dramatycznie zabrzmiały te słowa, zdała sobie sprawę dopiero po chwili — głównie przez to, jak bardzo jej rozmówczyni próbowała zachować powagę. Zupełnie jak Valentina, jej agentka z bożej łaski, kiedy Effie po raz pierwszy zadzwoniła do niej w środku nocy płacząc, że ktoś chyba chodzi po jej domu.
Na pewno coś ci się tylko przyśniło, Eff. To pewnie zły sen — uspokajała ją, ale w jej głosie nawet przez telefon czuć było zniecierpliwienie. — Bierzesz te tabletki od doktora Khana?
I tyle było z jej cholernego wsparcia.
No trudno, raz kozie śmierć.
Nie wiem ile razy dziennie pani to słyszy, ale budzę się w nocy i czuję na sobie czyjś wzrok. Kiedy wstaję, moje rzeczy nie są w tych samych miejscach, gdzie je zostawiłam. Początkowo myślałam, że to po prostu moje roztrzepanielub totalna bomba po imprezieale, cholera jasna, nie! Drzwi same się otwierają i zamykają… słyszę kroki w innych pokojach, a mieszkam sama… i uprzedzając pytania o zwierzaki — moje nie mają odnóży, którymi mogłyby tak hałasować. Zresztą gdyby moje maleństwa zwiały z terrarium, to cholerne duchy byłyby zdecydowanie ostatnim z moich problemów.
Sięgnęła do tylnej kieszeni kusych dżinsowych szortów, a po chwili w jej palcach zatańczyła metalowa zapalniczka. Chyba z odruchu chciała zapalić, ale zbyt późno przypomniała sobie, że w sklepie raczej nie wypada. Jeszcze wkurzyłaby jakieś opiekuńcze byty (lub właścicielkę) i sprowadziła na siebie dodatkowe nieszczęście… poprzestała więc na obracaniu przedmiotu w dłoniach. Opuszki wodziły po inicjałach wyklejonych różowymi kryształkami tak intensywnie, jakby faktycznie dodawało jej to odwagi.
No więc — przedłużająca się cisza chyba działała jej na nerwy — może ma pani coś sprawdzonego o szerokim spektrum działania na metafizyczne skurwysyństwa? Jakaś szałwia, piołun czy inne dziadostwo? Kadzidło do palenia trzy razy dziennie? Woda święcona? Krzyże, których papież Franciszek bosą stópką dotykał? Cokolwiek?

👻 yonaka 👻

scary movie — labubu edition

: pt sie 28, 2026 10:41 pm
autor: Yonaka Levin
Yonaka nawet nie mrugnęła.
"Metafizyczne skurwysyństwa" miały to do siebie, że często brały się z przewrażliwionej wyobraźni. Tańczące na ścianach cienie okazywały się drzewami miotanymi wiatrem za oknem nie marami, z kolei przesuwające się przedmioty — przeciągiem między zapomnianymi oknami. Wszystko miało swoje wytłumaczenie. Nawet obecność tejże ekstrawaganckiej osoby, jakich wiele na kampusie Uniwersytetu Toronto.
Cisza przedłużała się w niekomfortowy sposób. Yonaka patrzyła na zmieniające się mikroekspresje na zatroskanej twarzy potencjalnej klientki z takim zaangażowaniem, że jeszcze przed chwilą ktoś mógłby ją bezpardonowo oskarżyć o tracenie zainteresowania. Z przyjemnie błyszczących — względnie — oczu zniknęły iskierki mówiące „szybki zysk”, a pojawiło się… rozczarowanie.
To nadal biznes — przypomniała sobie w duchu. — Ale nie trzeba się przesadnie spoufalać.
Opuściła ręce wzdłuż ciała i zaczepiła kciuki o szlufki. Taissa, łypiąca ukradkiem zza lady, wiedziała, że to oznacza jedno: brak zainteresowania. Yonaka za nic w świecie nie weźmie zlecenia od kogoś, kto wygląda, jakby do śniadania pomylił odżywkę dla mięśni z metaamfetaminą; i tak cały czas, oceniając posturę blondwłosej fanki zdarzeń paranormalnych.
Czyli ma pani problem z niechcianym współlokatorem — podsumowała. — Rozumiem.— Zabrakło jednak przejęcia, które okazała Krokodylowej Damie jeszcze trzy minuty temu. — Proszę podejść do mojej asystentki za ladą. — Wskazała ruchem głowy na Taissę. — Umówi termin oględzin dla ekipy i dalej już oni się tym zajmą. Ale wcześniej… — Jej uwaga na moment zawisła na półce ze środkami do deratyzacji.. Święty Graal LaVoodoo działający cuda w osiemdziesięciu procentach zgłoszeń. — Zaczęłabym od pułapek na gryzonie. — Ton zabrzmiał bardzo płasko, adekwatnie do niknącego zainteresowania Yonaki. — Ewentualnie olejki eteryczne z yuzu i lawendy. Trzeci regał od okna. Odstraszają zwierzęta, uspokajają człowieka... — Sugestywnie łypnęła na metalową zapalniczkę dziewczyny. — I dobrze działają na harmonię ducha. — Zamilkła. — Cóż. Życzę powodzenia.
Bezszelestnie przemknęła wzdłuż regału z przeklętą porcelaną z Bolesławca w stronę okna. Jeżeli wśród nich przebywał niechciany byt, była to siarka pozostawiona przez Damę.

Effie Granger

scary movie — labubu edition

: pt sie 28, 2026 11:23 pm
autor: Effie Granger
W pierwszej chwili po prostu oklapła — jej ramiona opadły wzdłuż ciała, a cała sylwetka zdawała się utracić te kilka centymetrów, których dodawały jej buty na obcasie. A więc to tyle — brzmiała niewiarygodnie nawet dla kogoś, kto na co dzień słucha z uwagą opowieści o wstrzymywanych przez tydzień pierdach.
Zwykle blada, szczupła twarz Effie z wolna zaczęła pokrywać się rumieńcem — sama nie była jeszcze pewna, czy ze wstydu, czy z czystego, rosnącego z każdą sekundą wkurwienia. Palce jednak samoistnie zacisnęły się na zapalniczce do tego stopnia, że wbijające się w skórę kryształki zaczęły sprawiać jej ból, a skroń zaczęła niebezpiecznie pulsować; jak zawsze tuż przed wybuchem złości.
Nie była mistrzynią odczytywania ludzkich emocji czy intencji, ale nawet ostatni debil był w stanie wyczuć, kiedy jest ewidentnie spławiany. A Effie Granger nienawidziła w życiu trzech rzeczy — nadmiernie rozcieńczonych drinków, ludzi idących przed nią wolniej niż ona sama oraz nade wszystko — braku odpowiedniego poziomu atencji.
Chwila, chwila! — zawołała za madame Lafufu, a kiedy to nie podziałało, ruszyła za nią przy akompaniamencie donośnego stukotu szpilek. Stanowiło to spory kontrast dla miękkiego, cichego kroku demonolożki, dla której rozmowa ewidentnie była już skończona.
Ale nie dla Effie.
Przebierając szybko nóżkami, dogoniła Yonakę i chwyciła ją za ramię. Impet nie wystarczył, by obrócić kobietę w jej stronę, a ciasne przejście między półkami wcale nie ułatwiało sprawy. Dłoń blondynki została więc na swoim miejscu, a krótko ścięte paznokcie z każdym słowem wbijały się nieco głębiej w skórę Yonaki.
I to tyle? Ekipa się tym zajmie, a wcześniej niech pani wykluczy inwazję szczurów i pierdoloną nerwicę?! Nie jestem, kurwa, znerwicowana!
Lekko potargana czupryna, wczorajszy makijaż i rosnący obłęd w oczach ewidentnie sugerowały coś wprost przeciwnego.
Ja bardzo podziwiam to całe sceptyczne podejście — kontynuowała, ale brzmiało to tak, jakby w każdej chwili powstrzymywała się ostatkami sił przed wyszarpaniem Levin za kudły — ba, sama jestem ostatnią osobą, która wierzyłaby w jakieś pokrętne, parapsychiczne sralis-magdalis, ale to co się dzieje w moim domu n i e m a logicznego wytłumaczenia, a szukałam go już sama, więc mogłaby mnie pani, z łaski, kurwa, swojej, potraktować przez chwilę poważnie, zamiast jaja sobie robić!
Wszystko powiedziała na jednym oddechu, więc aż się z tego wszystkiego zasapała.

💀 Yonaka 💀

scary movie — labubu edition

: sob sie 29, 2026 12:10 am
autor: Yonaka Levin
Yoki? — Rozległo się zza lady. — Wszystko w porządku?
To Taissa, gotowa do ataku, już stojąca, a nie wyłożona jak rusałka, mierzyła towarzystwo sklepowe spojrzeniem mrożącym krew w żyłach. W lewej dłoni trzymała telefon z wybranym numerem a w prawej — mosiężną pieczęć w kształcie gwiazdy. Ostatni souvenir z wyprawy do Havelock sprzed dwóch lat.
Yonaka uniosła rękę i wbiła wzrok w dłoń blondynki. Drobna. Wypindrzona. Pretensjonalna. Nie wyglądała, ale miała krzepę, a skórę na paliczkach — szorstką, jakby z wypustkami na czubkach.
To nie jest ręka zwykłej studentki.
Yonaka przekrzywiła głowę. Starannie ścięty bob ułożył się po skosie.
Nie wiem, Taisso — powiedziała, wiodąc oczami od chudego nadgarstka po zarumienione policzki klientki i spytała: — Czy wszystko w porządku?
Głośne przełknięcie śliny.
Niespodziewany wybuch to coś, czego Yonaka zwykle spodziewała się po ludziach przewrażliwionych. Szukających absolutnie ostatniej deski ratunku… I podobnie, jak z popierdolonymi przewrażliwionymi kotami, zatapiającymi kły w rękę, która je karmi, należało postępować ostrożnie, ale zdecydowanie.
Krok do przodu. Yonaka naparła ręką, aż kobieta wpadła plecami na wystającą dzidę ceramicznego wojownika Terakotowej Armii. Palce wnet puściły. Dewocjonalia na regale cicho zachybotały. Krzyż na kamiennej podstawce niebezpiecznie wychylił się za krawędź i poleciał w dół.
Taissa wydała z siebie krótkie syknięcie i odwróciła głowę. Wolała nie widzieć. Pierwszy duch LaVoodoo, co poległ pod ciężarem krucyfiksu podarowanego przez młode małżeństwo, będzie nawiedzał sklep piskliwym głosem oraz stukotem tandetnych butów imitujących węża, bo zmarł przez własną głupotę: dotknął Yonakę.
Teraz naprawdę będą musieli przeprowadzić rytuał wypędzenia i…
Cisza okazała się zdradliwa.
Bardzo nie lubię, kiedy klienci niszczą mi sklep — padło. — Jeszcze bardziej nie przepadam, gdy narusza się moją przestrzeń osobistą. — Spokojne i ciche. — Problem z duchem, czy przyjęciem odmowy, to nie jest powód, aby puszczały pani hamulce.
Przestrzeń osobista Yonaki lubiła jednak coś bardziej od zdrowego dystansu — wolność od cudzej krwi, guzów oraz pozwów sądowych, bo ciężki krzyż rozbił komuś głowę w imię Jezusa Chrystusa.
Stała z ręką wyciągniętą ku górze. Trzymała odwrócony krucyfiks w garści nad blond czupryną. Między nią a klientką — kilka centymetrów wolnej przestrzeni. O włos od tragedii.

⚰️Effie Granger ⚰️

scary movie — labubu edition

: sob sie 29, 2026 12:56 am
autor: Effie Granger
Niewiele było Effie potrzebne do rozpętania piekła, a stanowcze popchnięcie jej zadziałało na nią niczym płachta na byka. Była gotowa się bić, wyrywać, gryźć i drapać, jeśli ofiara z krwi demonolożki miałaby przybliżyć ją choćby o pół kroku do prawdy o tym, co dzieje się w jej domu. Poczuła nacisk czegoś chłodnego i spiczastego na plecach, zaskoczenie i impet kazały jej puścić Yonakę i szukać oparcia dłońmi, ale oparcie nie nadeszło. Wargi już wykrzywiały się w jakieś paskudne przekleństwo, które jednak nigdy nie padło na głos.
Tylko krótki, niewyjaśniony impuls kazał jej się zawahać i zamknąć buzię, a czas jakby na moment zwolnił.
Rozpalone wściekłością spojrzenie powoli wspięło się z niewzruszonej twarzy Yonaki po jej wyciągniętej ręce, nadgarstku i w końcu zatrzymało się na dłoni, ściskającej ciężki krzyż. Nawet ogarniętej szałem Effie nie zajęło dużo czasu, by dodać dwa do dwóch i zrozumieć, że centymetry — oraz uprzejmość napastowanej przez nią kobiety — uchroniły ją przed niezbyt romantycznym rozbryzganiem własnej tkanki mózgowej na środku sklepu z ezoterycznymi precjozami.
Uff — sapnęła, a powietrze jakby momentalnie z niej zeszło. Z wolna wróciła wzrokiem do twarzy swojej wybawicielki, która może i nie chciała potraktować poważnie kwestii nawiedzenia, niemniej uratowała ją przed niechybną śmiercią lub chociaż ciężkim uszkodzeniem. — Niestety nie załapuję się już do klubu dwadzieścia siedem, więc tragiczna śmierć poszłaby na marne. Dzięki. Chyba się porzygam — oświadczyła mechanicznie i osunęła się na ziemię u stóp Yonaki.
Wbrew zapowiedzi, wcale nie zamierzała się porzygać; po prostu na moment ukryła twarz w dłoniach i wzięła kilka głębokich oddechów. Nie pomogło jej to wcale się uspokoić, ale ręce miała zimne z nerwów; podziałały więc trochę jak kompres na rozpalone policzki.
Swoją drogą — rozległ się nagle przytłumiony głos Effie — to bynajmniej nie niszczyłam pani sklepu. To pani mnie popchnęła prosto na tę cholerną knagę...
Burza przeszła; równie szybko, jak zaczęła szaleć, drobna blondynka zupełnie opadła z sił, przedstawiając już nie obraz potencjalnego zagrożenia, a raczej… obraz nędzy i rozpaczy w stylu Y2K z punkowym twistem.
Sprzedajecie tu może wino mszalne? — Głos wciąż wydobywał się spomiędzy lekko drżących palców. — Nie musi być nawet poświęcone... byle kopało.

👹Yonaka Lafufu 👹

scary movie — labubu edition

: sob sie 29, 2026 1:53 am
autor: Yonaka Levin
Yonaka przez chwilę patrzyła na blondynkę z krucyfiksem wciąż uniesionym nad jej głową. Nie drgnęła nawet wtedy, kiedy ta osunęła się na podłogę. Dopiero gdy zrozumiała, że dziewczyna rzeczywiście nie zamierza jej ponownie złapać, a zamiast tego siedzi pod regałem, dysząc i próbując zebrać się do kupy, opuściła rękę. Boski Osąd odroczono.
Taissa?
Już.
Mosiężna pieczęć zniknęła z dłoni, telefon również. Taissa poszła na zaplecze, rzucając Yonace krótkie spojrzenie, które mówiło mniej więcej tyle, co: „Mam zadzwonić po kogoś, czy jeszcze nie?”. Yonaka pokręciła głową.
Co przynieść?
Wody — odparła Levin.
Z czymś?
Tak. Z wodą.
Białorusinka prychnęła pod nosem, ale sięgnęła po butelkę stojącą w lodówce. Yonaka natomiast przykucnęła przed blondynką. Dopiero z tej perspektywy mogła przyjrzeć się jej naprawdę. Zaczerwienione policzki. Drżące dłonie. Przyspieszony oddech. Źrenice. Napięcie szczęki. Ślady po zaciskaniu palców na zapalniczce. I przede wszystkim ten rodzaj wyczerpania, który pojawia się, kiedy człowiek od dłuższego czasu funkcjonuje na adrenalinie. Nie wyglądała jak ktoś, kto przyszedł tutaj dla zabawy.
To było… kłopotliwe. Znacznie łatwiej było sprzedać komuś kadzidło i powiedzieć, że odstrasza złe energie, kiedy klient sam traktował sprawę jak zakup kolejnej świeczki. Ta tutaj wyglądała, jakby naprawdę zaczynała się bać i potrzebowała realnej pomocy. Niedobrze… Licencja psychologa, choć aktywna, zdążyła zebrać grubą warstwę kurzu.
Pozwolę sobie nie pytać na razie o imię. — Głos Yonaki był znacznie cieplejszy niż wcześniej, ale nieprzesadnie miły. Po ostatnich trzydziestu sekundach uznała, że zachowanie odpowiedniego dystansu może być dobrym pomysłem. Tak samo, jak zaczęcie "od nowa". To jeszcze raz: — Nie będę pani sprzedawać żadnego demonicznego odkurzacza. — Dosadnie i stanowczo. — Choć... gdybym chciała, pewnie znalazłabym coś odpowiednio drogiego na półce.
Taissa wróciła z butelką wody. Yonaka wyciągnęła po nią rękę.
Dzięki.
Zanim ruda wróciła na swoje miejsce przy szezlongu, jeszcze raz spojrzała na klientkę i posłała jej widelczykowe spojrzenie.
Jeśli zacznie znowu gryźć, tym razem naprawdę dzwonię po policję.
Słusznie. — Yonaka odkręciła wodę i podała ją blondynce. — Proszę. Powoli. — Przez chwilę milczała, obserwując, jak kobieta pije, a dopiero potem odezwała się ponownie: — Wie pani, że chyba potrzebuje pani trochę innej pomocy niż ta, po którą tutaj przyszła? — Nie było w tym kpiny. Wprost przeciwnie. Yonaka zmrużyła lekko oczy, przyglądając się jej twarzy. — I zanim pani zapyta — nie, nie mam na myśli psychiatry. — W słowiańskim przykucu oparła podbródek o zwiniętą piąstkę. — Chociaż gdyby miała pani ochotę porozmawiać z psychologiem, znam paru dobrych. — W końcu zrezygnowała i oparła przedramiona na kolanach. Nie potrafiła długo być nonszalancka. — Mam na myśli to przerażenie. Naprawdę. I widać teraz, ze od jakiegoś czasu próbuje pani znaleźć dla tego lęku wyjaśnienie, nadając mu rangę ewenementu wprost nie z tego wymiaru. — Spojrzenie Yonaki na moment uciekło w bok. — A kiedy człowiek wystarczająco długo szuka odpowiedzi w internecie, internet bardzo chętnie zaczyna odpowiadać mu tym, czego najbardziej się boi.
Taissa zachichotała pod nosem. Nie umknęło to Yonace.
Tak, wiem. Brzmię jak psycholog.
Bo nim jesteś.
Ślicznie dziękuję. Bardzo potrzebowałam przypomnienia. Czy możesz w końcu otworzyć okno, jak cię o to poprosiłam, a zostałam zbyta obowiązkami? — Nie czekając na odpowiedź, ponownie spojrzała na upadłą duszę. Tragiczny obraz, doprawdy. Ale gdy nie bluzgała, nie awanturowała się i nie strzelała na powitanie crazy eyes wyglądała nawet na "do polubienia". Absurdalna myśl. — Więc zacznijmy od początku. Bez demonów. Bez duchów. Bez rytuałów. I… bez filmów na YouTubie. — Niedyskretnie skrzywiła się na to ostatnie. — Dlaczego właściwie uważa pani, że ma pani problem paranormalny? Nie pytam, żeby panią zbyć. I nie pytam, żeby udowodnić, że jest pani głupia. — Lekko przechyliła głowę. — Chcę wiedzieć, co się dzieje. Od pierwszej rzeczy, którą pani zauważyła. I nie mam na myśli znikających przedmiotów znalezionych w innej części domu czy przeciągu o trzeciej w nocy. — Yonaka zerknęła jeszcze na krucyfiks, który nadal tkwił w jej drugiej dłoni. Dziwnie ciążył. Odstawiła go na podłogę obok. — A jeśli po drodze okaże się, że naprawdę mamy tu demona, to będę pierwszą osobą, która go o to osobiście zapyta.

😱 Effie Granger 😱

scary movie — labubu edition

: sob sie 29, 2026 3:02 am
autor: Effie Granger
Nie podejrzewała, że lodowata woda podziała tak otrzeźwiająco, a jednak z każdym łykiem równowaga zdawała się stopniowo do niej powracać; a może to dziwnie kojące słowa Yonaki, płynące teraz miękko, bez wyrzutu i bez zawoalowanej kpiny, pomagały Effie się opanować. Cokolwiek przeważało, niespokojny oddech uspokajał się stopniowo, a napięte ramiona odpuściły na tyle, by szczupłe barki przestały dotykać uszu.
Effie odstawiła na bok do połowy opróżnioną butelkę, nagle bardzo zainteresowana bogatą kolekcją pierścionków na lewej dłoni. Zaczęła wyłamywać sobie palce. Ciche strzelanie stawów zdawało się ginąć w ciasnocie przejścia między regałami. Uparcie nie podnosiła wzroku na Yonakę, dziwnie onieśmielona jej… nagłą przychylnością.
Gdyby to był tylko przeciąg lub rzeczy zmieniające czasem swoje miejsce, to pewnie nawet bym tego nie zauważyła — zaczęła, lekko odchylając głowę do tyłu, jakby chciała ją o coś oprzeć. Niestety, pech chciał, że trafiła potylicą w jakiś miedziany kielich, który przewrócił się z paskudnym, metalicznym brzękiem. — I szczerze? Trudno mi wskazać palcem ten jeden moment, kiedy się to zaczęło. Widzi pani, ja mam — wykonała jakiś nieokreślony gest dłońmi — dosyć niestandardowy tryb życia — dokończyła dość niezgrabnie. Nie było to może najtrafniejsze opisanie ostatnich kilku miesięcy, które mijały pod sztandarem podbijania kolejnych klubów przy jednoczesnym omijaniu paparazzich szerokim łukiem. — Czasami nie ma mnie w domu dwa, trzy dni, nawet tydzień, a czasami w ogóle z niego nie wychodzę. Mam dużo szpargałów, które zdarza mi się przekładać i organizować w przypływie weny, a potem rzucam to wszystko byle gdzie, jak już totalnie szlag mnie trafi. Marie Kondo dostałaby u mnie pierdolca.
Być może cały spokój, z takim trudem względnie przywrócony przez Yonakę, uleciałby w tym momencie bezpowrotnie, gdyby Effie podniosła wzrok na rudowłosą asystentkę. Białorusinka strzelała bowiem oczami z wyraźnym zniecierpliwieniem, ale całe szczęście skulone na podłodze metr sześćdziesiąt pięć skrajnego zmęczenia widocznie wkręcało się w swoją historię.
W każdym razie to nie tak, że rzeczy mają u mnie jakieś jedno określone miejsce i każde odstępstwo od normy to już tak poważna anomalia, że zaczynam panikować. Nie… ale ja zwykle wiem, gdzie mam określone drobiazgi, których często używam. Wiem, że kiedy po powrocie z imprezy rzuciłam torebkę na otomanę przy wejściu, to tam właśnie powinna być; jebnięta byle jak i prawdopodobnie w połowie wybebeszona z zawartości, a nie zgrabnie ułożona na komodzie w sypialni. Tak, tak, wiem — wtrąciła, unosząc nagle dłoń, jakby chciała podkreślić, że naprawdę słuchała wytycznych — nie chciała pani słuchać o rzeczach zmieniających położenie, ale… no po prostu nie potrafię tego wyjaśnić. I to nie był jeden raz.
Zaczęła obracać w dłoniach do połowy opróżnioną butelkę, a palcami kreśliła abstrakcyjne wzory w skroplonej parze na jej powierzchni.
Kojarzy pani taki moment, kiedy ktoś intensywnie na panią patrzy? Na przykład w sklepie czy na ulicy… człowiek to po prostu czuje, że ktoś się w niego wgapia jak sroka w gnat. Od kilku tygodni… może nawet miesięcy… ciągle towarzyszy mi to wrażenie. Zwłaszcza po ciemku… zaczęłam nawet spać przy świetle, ale w dziewięciu przypadkach na dziesięć nagle wywala mi bezpieczniki. Uprzedzając oczywiste pytanie — tak, wzywałam elektryka. A nawet trzech niezależnych. I nie znaleźli żadnego przepięcia w instalacji ani innej usterki, która mogłaby to łatwo wyjaśnić.
Effie w końcu zdecydowała się podnieść wzrok na twarz rozmówczyni.
Yonaka Levin patrzyła na nią… bardzo uprzejmie. Niewiele brakowało, a Effie nabrałaby się na wyraz szczerego zainteresowania i może nawet lekkiego współczucia w jej oczach, ale w łagodnym potakiwaniu w odpowiednich momentach, w zachęcającym do mówienia prawie-uśmiechu… było coś wystudiowanego, co pachniało blondynce tym szczególnym rodzajem wyuczonej, zawodowej ciekawości, którym wykazują się dziennikarze podczas wywiadów.
Zastanawiała się, czy mówić o tamtym wieczorze, kiedy zadzwoniła z płaczem do swojej agentki. Wzrok osunął się znowu na dłonie, które choć nie drżały już w nerwach, wciąż były cholernie zimne i sztywne.
Mam wrażenie, jakby w nocy ktoś chodził po domu. I… jestem pewna, że kilka razy widziałam cień tuż za drzwiami sypialni. I… zaczęłam brać leki, żeby po prostu przesypiać noce — dodała, chociaż wcale nie zamierzała o tym wspominać. Może to wrażenie, a może kątem oka dostrzegła, jak przez twarz demonolożki przemknął krótki skurcz, jakaś powstrzymywana reakcja na jej słowa. — Nie zwariowałam — powiedziała jeszcze miękko, słabo, ale z uporem; choć powoli zaczynała zdawać sobie sprawę z tego, że jej opowieść maluje właśnie taki obraz — pogrążonej w chaosie i narkotycznej mgle, zagubionej pomiędzy złym snem a jawą wariatki. — Ale mam wrażenie, że naprawdę niewiele mi brakuje.

😓yonaka Levin 😓