scary movie — labubu edition
: pt sie 28, 2026 11:19 am
trigger warning
mogą pojawić się absurdalne żarciki z religii i wierzeń wszelakich, przekleństwa i inne słodkości1
Pryč, démone!
Dramatyczna muzyka przerwała pełen napięcia monolog, a Effie zaczęła nerwowo pogryzać serowe chrupki.
— Co zaczęło się dziać? — zapytał damski głos z offu.
— Łomotanie — wyszeptała główna bohaterka odcinka. — Boże, jak to tłukło… tak tłukło i tłukło, całą noc i cały dzień, tak łututu, tak to tłukło… zginęła mi też moja ulubiona chochla do zupy. Co prawda okazało się później, że to moja sąsiadka ją ukradła podczas obiadu charytatywnego dla naszych parafian, ale to tylko pogłębiło grozę! Ja myślałam, że naprawdę wariuję… a potem jeszcze te siniaki…
— Pojawiły się u pani siniaki? — Głos z offu wyraźnie się ożywił.
— No tak! Poprzedniego dnia zleciałam ze schodków, jak zanosiłam ogórki do piwnicy, ale zdążyłam o tym zapomnieć…
Co za pierdolety, pomyślała Effie, z rozczarowaniem wyłączając filmik i wracając do przeglądania wyników wyszukiwania.
Od kilku tygodni trochę nieśmiało, ale regularnie wracała do tych samych haseł, które brzmiały tak idiotycznie, że chwilami samej przed sobą było jej po prostu głupio. „Nawiedzone domy”, „oczyszczanie energii”, „odciski aury”, „duchy i poltergeisty”, „jak pozbyć się upiora w siedmiu krokach” i inne tego typu bzdety, ale im dalej wpadała w tę króliczą norę, tym bardziej dochodziła do wniosku, że nie ma to najmniejszego sensu.
Być może naprawdę padło jej na banię, jak twierdziła ta kurwa, Jennifer Montmofiufiurufufą, regularnie pisząca o niej plotkarskie wrzuty w Spill.
Pociągnęła solidny łyk z wysokiej szklanki, będąc już gotową na wyłączenie laptopa, kiedy jedna miniaturka szczególnie przykuła jej uwagę. Ciężko powiedzieć, co było elementem decydującym — wykrzywiona przestrachem twarz popularnego youtubera, ewidentnie zmodyfikowana przez AI, krzykliwy żółty napis „konsultacja z demonologiem” czy dziwnie znajomy wizerunek kobiety, która chyba miała być owym demonologiem… niemniej Effie kliknęła odruchowo, nawet nie czytając tytułu filmiku.
— Znajdujemy się w mega nawiedzonej rezydencji na obrzeżach Toronto, a jest z nami mega wprawiona w bojach pogromczyni duchów, Yonaka Le… La… Lafufu…? Yonaka, mega mi miło, że zgodziłaś się do nas dołączyć w tej mega niebezpiecznej wyprawie…
Yonaka Lafufu obrzuciła gospodarza kanału morderczym spojrzeniem.
— Jesteś mega doświadczoną demonolożką, wobec tego powiedz mi — czego możemy się tam spodziewać?
— Osiadającej konstrukcji, niestabilnych fundamentów, wilgoci rozszczelniającej deski stropu, uszkodzenia instalacji hydraulicznej, rodziny szopów na poddaszu… — Kobieta obróciła się plecami do kamery, obrzucając spojrzeniem dość ponuro wyglądający dom w tle. — Albo schizofreników.
— A… duchy?
Effie nagle zatrzymała nagranie. Jej wyczekującemu, pełnemu napięcia spojrzeniu odpowiedziała głucha cisza panująca w domu. Klik.
— Duchów akurat spodziewam się najmniej.
Klik. Znowu cisza. Effie wypuściła wstrzymywane przez kilka długich chwil powietrze i... nagle zamarła.
Na piętrze dało się słyszeć ciche, ale wyraźne skrzypnięcie otwieranych drzwi.
Wściekle różowy Dodge Challenger zatrzymał się z piskiem opon na parkingu katedry św. Michała. Dobór sąsiedniej lokalizacji pod sklep ezoteryczny wydawał się jednym wielkim żartem, ale może najciemniej było pod latarnią albo poświęcona ziemia i boskie fluidy dodawały mocy sprzedawanym w LaVoodoo ochronnym amuletom…
Szybka fajka na odwagę zdążyła spłonąć zaledwie do połowy i dokonała ostatecznie żywota pod szpiczastym czubkiem bucika z eko-skóry w wężowy wzór. Nie pojebało cię, powtarzała sobie Effie z animuszem, wykonując coś w rodzaju rozgrzewki przed wejściem do środka. Nie pojebało cię, po prostu próbujesz wszystkiego co w twojej mocy, więc zbieraj ten swój chudy zadek w troki i…
— Przepraszam, ja rozumiem, że akceptacja metafizycznego wymiaru naszej rzeczywistości może być trochę problematyczna i wymaga autozachęty, niemniej byłabym wielce zobowiązana, gdyby zechciała pani swój rzeczony chudy zadek przesunąć odrobinę, by osoba ś w i a d o m a oraz zdecydowana — czyli ja, w tym wypadku — mogła wejść do środka. Bardzo dziękuję.
— Że… że co?
Ale zjawisko już wyminęło ją zgrabnie i zniknęło za drzwiami LaVoodoo, pozostawiając skołowaną Effie… cóż, po prostu jeszcze bardziej skołowaną. Aha, więc jej pep talk był tak intensywny, że zupełnie niezamierzenie odbyła go na głos. Biorąc to za jakiś omen — ni to dobry, ni to zły, bo zasadniczo to w ani jedne, ani drugie oficjalnie nie wierzyła, pchnęła drzwi i weszła do środka.
Uderzyła ją woń staroci, kadzideł, mieszanki ziół, świec i kurzu — bardzo zbliżona do zapachu panującego w antykwariatach, które chętnie przecież odwiedzała. Trochę niepewnie ruszyła wąskim przesmykiem między regałami, nagle zupełnie tracąc rezon. Czego ona właściwie tu szukała? Miała zamiar po prostu się rozejrzeć w poszukiwaniu czegoś, co potencjalnie mogłoby jakoś pomóc, ale niezupełnie wiedziała, od czego zacząć. Sięgnęła więc z braku laku po najbliższą książkę, ale natrafiwszy na jakiś antyczny sposób pozbywania się kurzajek poprzez pocieranie ich magicznym kamieniem, a następnie trzykrotne splunięcie przez lewe ramię i odtańczenie dziękczynnego tańca przy świetle księżyca — zrezygnowała z dalszej lektury.
Przyglądała się akurat z rosnącym zainteresowaniem amuletom ochronnym, gdy gdzieś niedaleko posłyszała prowadzoną szeptem rozmowę. Obejrzała się w tamtym kierunku — zjawisko sprzed sklepu, odziane w ciężkie futro mimo letniej pogody, rozmawiało przyciszonym głosem z wysoką, ciemnowłosą kobietą, w której Effie nawet w półmroku rozpoznała swój dzisiejszy cel.
Widząc ją jednak na żywo — zaczęła powątpiewać.
Czy była aż tak zdesperowana, żeby prosić o pomoc demonologa-sceptyka? Może wystarczyłoby okadzić chatę szałwią albo innym zielskiem (a najlepiej zielskiem) i problem by zniknął?
Bez względu na ostateczną decyzję — potrzebowała profesjonalnej porady. Zebrała więc całe swoje samozaparcie i zamierzała ruszyć w kierunku rozmawiających wcześniej kobiet.
— Jezu, kurwa, Chryste!
Tyle musiało chwilowo wystarczyć za powitanie — bo oto Yonaka Lafufu stała tuż przed nią z ramionami skrzyżowanymi na piersi.
— Umie się pani teleportować?