one way or another, I'm gonna get ya
: pt sie 28, 2026 12:09 pm
and if the lights are all out i'll follow your bus downtown
Kira pojawiła się w jego kanadyjskim życiu na tyle wcześnie, że Jonas z czasem przestał potrafić przypomnieć sobie Toronto bez jej obecności. Była jedną z pierwszych osób, które poznał po przeprowadzce i jedną z niewielu, przy których podobieństwo rodzinnych historii zupełnie nie przekładało się na podobieństwo charakterów. Oboje wychowani w domach, w których sukces traktowano bardziej jak obowiązek niż możliwość, oboje przyzwyczajeni do odpowiednich nazwisk przewijających się przy kolacjach i rodziców mających znacznie więcej czasu dla własnych karier niż dla dzieci - a jednak wyrośli z tego na dwa zupełnie różne sposoby.
Jonas nauczył się mieścić w wyznaczonych ramach.
Kira zdawała się czerpać perwersyjną przyjemność z ich przekraczania.
Nauczyła go, że plan można zmienić pięć minut przed wyjściem, kolacja nie wymaga rezerwacji z kilkudniowym wyprzedzeniem, a czasami najlepszym rozwiązaniem jest skręcenie w ulicę, której nie było na trasie.
Nie zawsze robił to bez protestu.
Właściwie prawie nigdy.
Mimo to, gdzieś pomiędzy jednym spontanicznym pomysłem a kolejnym, sztywne niemieckie ramy zaczęły odrobinę trzeszczeć.
Może właśnie dlatego, kiedy potrzebowała kogoś do przygotowania zdjęć do kolejnego materiału motoryzacyjnego, zgodził się niemal natychmiast. Oficjalnym powodem było to, że wiedział, jak przełożyć jej pomysł na obraz. Nieoficjalnie natomiast, ta znajomość nauczyła go, iż pozostawienie Kiry samej z samochodem, kamerą i słowami mam pomysł mogło zakończyć się interwencją służb miejskich.
Parking nieopodal stacji kolejowej nie miał w sobie niczego, co zasługiwałoby na uwiecznienie. Kilkanaście rzędów samochodów, beton poprzecinany wypłowiałymi liniami, pojedyncze plamy oleju mieniące się w latarnianym świetle i regularny pomruk pociągów przetaczających się gdzieś za ich plecami. Miejsce stworzone raczej po to, by zostawić w nim samochód i czym prędzej o nim zapomnieć, niż spędzić tutaj większą część wieczoru.
Jonas uznał je za idealne. Przynajmniej przez pierwsze dwadzieścia minut.
— Jeszcze raz — słowa przebiły się przez wypuszczane głośno powietrze, kiedy opuścił kamerę i zmarszczył brwi, przyglądając się niewielkiemu ekranowi podglądowemu. Na obrazku, pozornie wszystko komponowało zgodnie z ustaleniami, co pozostawiało tylko jeden możliwy problem - jego samego. Nie podobało mu się.
Przykucnął przy kamerze, zmienił jej ustawienie o ledwie zauważalny ułamek i ponownie spojrzał w stronę samochodu. — Teraz będzie dobrze. Pół kroku w lewo — nie było to pierwsze teraz będzie dobrze tego wieczoru. Prawdopodobnie nie miało być również ostatnim. — Na litość, Kira, moje lewo — obok ich prowizorycznego stanowiska leżała otwarta skrzynka ze sprzętem, dwa obiektywy, zwinięty z niemal chorobliwą dokładnością przewód i papierowy kubek z kawą, której Jonas zdążył już dwukrotnie zapomnieć wypić. Wszystko miało swoje miejsce.
Wszystko poza Kirą.
kira finch