Strona 1 z 1

one way or another, I'm gonna get ya

: pt sie 28, 2026 12:09 pm
autor: Jonas Forstner
#1
and if the lights are all out i'll follow your bus downtown


Kira pojawiła się w jego kanadyjskim życiu na tyle wcześnie, że Jonas z czasem przestał potrafić przypomnieć sobie Toronto bez jej obecności. Była jedną z pierwszych osób, które poznał po przeprowadzce i jedną z niewielu, przy których podobieństwo rodzinnych historii zupełnie nie przekładało się na podobieństwo charakterów. Oboje wychowani w domach, w których sukces traktowano bardziej jak obowiązek niż możliwość, oboje przyzwyczajeni do odpowiednich nazwisk przewijających się przy kolacjach i rodziców mających znacznie więcej czasu dla własnych karier niż dla dzieci - a jednak wyrośli z tego na dwa zupełnie różne sposoby.
Jonas nauczył się mieścić w wyznaczonych ramach.
Kira zdawała się czerpać perwersyjną przyjemność z ich przekraczania.
Nauczyła go, że plan można zmienić pięć minut przed wyjściem, kolacja nie wymaga rezerwacji z kilkudniowym wyprzedzeniem, a czasami najlepszym rozwiązaniem jest skręcenie w ulicę, której nie było na trasie.
Nie zawsze robił to bez protestu.
Właściwie prawie nigdy.
Mimo to, gdzieś pomiędzy jednym spontanicznym pomysłem a kolejnym, sztywne niemieckie ramy zaczęły odrobinę trzeszczeć.
Może właśnie dlatego, kiedy potrzebowała kogoś do przygotowania zdjęć do kolejnego materiału motoryzacyjnego, zgodził się niemal natychmiast. Oficjalnym powodem było to, że wiedział, jak przełożyć jej pomysł na obraz. Nieoficjalnie natomiast, ta znajomość nauczyła go, iż pozostawienie Kiry samej z samochodem, kamerą i słowami mam pomysł mogło zakończyć się interwencją służb miejskich.
Parking nieopodal stacji kolejowej nie miał w sobie niczego, co zasługiwałoby na uwiecznienie. Kilkanaście rzędów samochodów, beton poprzecinany wypłowiałymi liniami, pojedyncze plamy oleju mieniące się w latarnianym świetle i regularny pomruk pociągów przetaczających się gdzieś za ich plecami. Miejsce stworzone raczej po to, by zostawić w nim samochód i czym prędzej o nim zapomnieć, niż spędzić tutaj większą część wieczoru.
Jonas uznał je za idealne. Przynajmniej przez pierwsze dwadzieścia minut.
Jeszcze raz — słowa przebiły się przez wypuszczane głośno powietrze, kiedy opuścił kamerę i zmarszczył brwi, przyglądając się niewielkiemu ekranowi podglądowemu. Na obrazku, pozornie wszystko komponowało zgodnie z ustaleniami, co pozostawiało tylko jeden możliwy problem - jego samego. Nie podobało mu się.
Przykucnął przy kamerze, zmienił jej ustawienie o ledwie zauważalny ułamek i ponownie spojrzał w stronę samochodu. — Teraz będzie dobrze. Pół kroku w lewo — nie było to pierwsze teraz będzie dobrze tego wieczoru. Prawdopodobnie nie miało być również ostatnim. — Na litość, Kira, moje lewo — obok ich prowizorycznego stanowiska leżała otwarta skrzynka ze sprzętem, dwa obiektywy, zwinięty z niemal chorobliwą dokładnością przewód i papierowy kubek z kawą, której Jonas zdążył już dwukrotnie zapomnieć wypić. Wszystko miało swoje miejsce.
Wszystko poza Kirą.

kira finch

one way or another, I'm gonna get ya

: pt sie 28, 2026 1:38 pm
autor: kira finch
026.
camera /kæm.rə/
noun
a device for taking photographs or making films or television programmes
"it was said of Marilyn Monroe that the camera loved her "
Jonas był dziwny. To było jej pierwsze skojarzenie, kiedy ich drogi się przecięły. A Kira lubiła dziwaków. Na początku nie była przekonana, czy ta znajomość ma jakikolwiek większy sens, bo różnili się diametralnie pod wieloma względami, ale im dłużej przebywała w jego towarzystwie, tym mocniej utwierdzała się w przekonaniu, że lubi tego gościa. Tak zwyczajnie, cholera, go lubi. Przestała uważać jego nadmierną ostrożność za wadę, a przy nim zaczynała nawet rozumieć, czym można zapłacić za zbytnią niefrasobliwość i brawurę. To on karcił ją za zbyt szybką jazdę i kazał ściągać nogę z gazu, kiedy razem jechali przez miasto. I całe, kurwa, szczęście, bo już kilkakrotnie zdarzało się, że za rogiem stali chłopcy-radarowcy. Ojciec znowu wściekłby się na nią, że jeździ jak wariatka.
Okolice stacji kolejowej były jej dobrze znane. To między innymi tutaj organizowano nielegalne wyścigi. Oczywiście było to jedno z wielu takich miejsc, ale Finch dobrze czuła się na tej trasie. Ostatnio nawet wygrała i zgarnęła całą pulę z zakładów. Nigdy jednak nie brała pieniędzy dla siebie. Nie potrzebowała ich. Hajsu miała jak lodu, więc nagrody przeznaczała na różne charytatywne cele - schroniska, domy samotnej matki czy fundacje zajmujące się chorymi dziećmi. Może w ten sposób nie otrzyma przepustki do nieba za to, co odpierdalała na ziemi, ale przynajmniej pozostawi po sobie dobre wrażenie.
Ale co ci znowu nie pasuje? — wywróciła oczami, kiedy Forstner zażądał powtórki. — Wyglądam przecież znakomicie — machnęła włosami, a delikatny podmuch wiatru rozwiał je niczym w reklamie szamponu L'Oréal Paris, ponieważ była tego warta.
Wypuściła powietrze przez nos i przesunęła się zgodnie ze wskazówką, opierając się nonszalancko o maskę samochodu. Prychnęła pod nosem, co było jedyną reakcją, na jaką było ją stać po kolejnym skarceniu.
Nie rób ze mnie kretynki, Jonas — odburknęła. Potrafiła odróżnić kierunki. Była genialnym kierowcą. Może po prostu niech się dokładniej określa, bo jego lewo nie miało nic wspólnego z tym jej. — To mów, że prawo — ledwo powstrzymała się przed wyrzuceniem rąk w powietrze. Zamiast tego uniosła dumnie podbródek i spojrzała prosto w obiektyw. — Tylko nie każ mi się uśmiechać — poprosiła, bo chyba nie było nic gorszego od niespontanicznego szczerzenia się do kamery.
Kira zdecydowanie nie mogłaby zostać aktorką. Ani nawet modelką. Chociaż modelką już prędzej. Podobno miała predyspozycje i naprawdę dobrze wychodziła na zdjęciach. Sama musiała to nieskromnie przyznać. A jeszcze na takich, na których pozowała prawie nago? Bajka. Najchętniej okleiłaby sobie cały dom własnymi fotkami. W sumie, dlaczego jeszcze tego nie zrobiła? Mieszkała sama, mogła wytapetować sobą wszystkie ściany i nikomu nic do tego.
Mogę zdjąć kurtkę, jeśli to coś pomoże — zaproponowała, zaciskając palce na materiale swojej jeansowej kapoty z naszywkami.
Może powinna zapozować w samej koszulce? Albo najlepiej bez? W staniku? Z gołymi cyckami? Forstner chyba sam do końca nie wiedział, w czym leżał problem. Bo na pewno nie w przepięknym, żółtym Ferrari, które Finch kochała bardziej niż własnego ojca. Co akurat wcale trudne nie było.

Jonas Forstner

one way or another, I'm gonna get ya

: pt sie 28, 2026 3:04 pm
autor: Jonas Forstner
Jonas z kolei dość szybko doszedł do wniosku, że Kira stanowiła chodzący argument przemawiający za istnieniem jakichkolwiek regulacji i ograniczeń. Paradoksalnie, właśnie dlatego ją polubił. W jego uporządkowanym do granic możliwości życiu niewiele było osób, które najpierw robiły, później myślały, a konsekwencjami przejmowały się dopiero wtedy, gdy te uprzejmie zapukały do drzwi.
Nie potrafiłby powiedzieć dlaczego, a przynajmniej nie w sposób, który dla kogokolwiek poza nim stanowiłby wystarczający argument do powtarzania ujęcia po raz piąty. Za pierwszym razem samochód pojawił się w kadrze odrobinę za szybko. Za drugim słońce schowało się za chmurą. Za trzecim jakiś mężczyzna postanowił przeciąć parking dokładnie za nimi, ciągnąc walizkę w kolorze tak intensywnej czerwieni, że Jonas przez następne pół minuty patrzył za nim z autentyczną urazą.
Czwarte było dobre.
I właśnie w tym tkwił problem.
Było tylko dobre.
Materiał Kiry potrzebował czegoś więcej niż kilku sterylnych przebitek samochodu i dziennikarki recytującej dane techniczne przed obiektywem. Jonas od początku uparł się, że jeżeli już ma przykładać do tego rękę, całość powinna przypominać bardziej krótką filmową formę niż kolejną internetową recenzję. Kira potrzebowała materiału. On najwyraźniej potrzebował małego dzieła kinematografii.
Chwilka pracy, zapewniał.
Kilka godzin temu.
Nie gra. Nic tu nie gra — wymamrotał z brodą niemalże pod klatką piersiową, a pieczenie w oczach przypominało mu, że przez ułamek sekundy musi stracić kontakt z kamerą, aby mrugnąć, tudzież przetrzeć zmęczone oczy. Nie chodziło o Kirę, wyglądała świetnie, rzecz najprawdziwsza na świecie, pomimo tego, że Jonas nie prawił komplementów.
Rzecz rozchodziła się o jego wyczucie estetyki, które w tamtym momencie zamarło razem z opustoszałym parkingiem po zmroku.
Przecież kiwam głową, w którą stronę — nie kiwnął. Musiał wykaraskać się z tego paskudnego oszczerstwa z jej strony, bo dla Jonasa nie istniało coś takiego, jak źle podana instrukcja. Było dobrze, bo było po mojemu.
Sięgnął do kieszeni kurtki po lekko pogniecioną paczkę papierosów. Jednego wsunął między wargi, odpalił i zaciągnął się głęboko, nadal przyglądając się parkingowi.. — Nie uśmiechaj się, nie pasuje ci to na filmie — wypowiedział opróżniając płuca z dymu długi i przeciągłym wydechem. Szarość dymu lekko przysłoniła mu ekran, gdy na myśl przyszedł mu jego brak manier. Rzucił do blondynki paczkę fajek, pomimo że zapewne własną miała na wyciągnięcie ręki.
I to było to.
Wystarczyło jednak jedno spojrzenie na samochód, później na ciągnące się wzdłuż parkingu latarnie i tory niknące gdzieś za betonową zabudową, żeby dotychczasowe niezadowolenie ustąpiło miejsca nagłemu olśnieniu. Pomysł pojawił się bez ostrzeżenia, układając rozsypane dotąd elementy w całość znacznie ciekawszą od tej, którą pierwotnie zaplanował. Jonas znieruchomiał na krótką chwilę, wodząc spojrzeniem po przestrzeni, jak gdyby kolejne ujęcia wyświetlały mu się już pod powiekami. Momentalnie złapał za kamerę, wciskając między usta w połowie wypalony papieros.
Nie zdejmuj, twoje prawo, szybki krok — wyrzucał z siebie polecenia, niczym maszyna losująca numerki. W obu przypadkach, gdzieś po drodze została zwolniona blokada i akcja mogła nabrać tempa. Pociąg ponownie przeciął ciszę metalicznym łoskotem. Jonas zaczekał, aż ostatni wagon zniknie za budynkami, po czym zerknął przez wizjer. Światło latarni stopniowo uciekało. Kira znajdowała się dokładnie pośrodku wyznaczonego przez niego kadru.
Co, biorąc pod uwagę kilka ostatnich lat ich znajomości, było prawdopodobnie jedynym rodzajem ram, w których kiedykolwiek pozwalała mu się zatrzymać.
Kurwa — wycedził. — Od początku.
Pauza. Stop. Zatrzymać plan.
I zanim mnie zabijesz, to sama zobacz — powód w sposób iście ceremonialny przeciął mu kadr, niespiesznie przemierzając parking z jaskrawym plecakiem zarzuconym na jedno ramię.
Jonas odprowadził intruza spojrzeniem znad kamery, z rosnącą irytacją obserwując, jak rażąca plama koloru skutecznie rozbija całą kompozycję. Mężczyzna najwyraźniej nigdzie się nie spieszył; kręcił się pomiędzy przestrzenią z uporem człowieka całkowicie nieświadomego, że właśnie stał się największym wrogiem cudzej wizji artystycznej.

kira finch

one way or another, I'm gonna get ya

: pt sie 28, 2026 4:22 pm
autor: kira finch
To nie tak, że Finch była nieogarnięta i siała wokół siebie chaos. Bywała impulsywna i porywcza, miała w zwyczaju działać spontanicznie, ale w pracy potrafiła w pełni oddać się skupieniu. Można było więc powiedzieć, że w Kirze drzemały dwa wilki - jeden redakcyjny, który potrafił postawić ją do pionu, i drugi, który wychodził z niej nocą, kiedy brała udział w nielegalnych, undergroundowych wyścigach. A tam już nie dało się jej okiełznać. Była zdeterminowana i łasa na zwycięstwo, chociaż wciąż trzymała się granicy fair play. W przeciwieństwie do jej konkurencji, która niewiele robiła sobie ze zdrowej rywalizacji. Finch nie zliczyłaby nawet, ile razy prawie zginęła, kiedy ktoś próbował wypchnąć ją z trasy. Regularnie zdarzały się też ucieczki przed policją albo tłumaczenia na komisariacie, że to przecież nic takiego i na pewno więcej się nie powtórzy. Nigdy przecież nie twierdziła, że jest prawdomówna.
Jonas — przycisnęła sobie palce do nasady nosa. Nie ukrwi z tym człowiekiem. — Bo zaraz tym jebnę. Zacznij kiwać łbem i nic nie mów. Widzę przecież, mam oczy — zaznaczyła i już miała dodać, że całkiem ładne oczy, ale wtedy Forstner stwierdził, że uśmiech nie pasował jej na filmie i mina jej szybko zrzedła. Ona mogła tak mówić, ale on? Wstydu nie miał, czy co?
Fuknęła pod nosem, trochę jak kot, ale zaraz uniosła podbródek, podążając za jego wskazówkami. Najchętniej też zapaliłaby papierosa, ale chyba nie będzie pasować do tego, co nagrywał Jonas. A może? W sumie czemu nie? Pozowanie z fajkami dodawało animuszu.
Zrobiła ten szybki krok w prawo. Jej prawo. Tu-tu, tu-du, tu-tu, tu-du. Odgłosy przejeżdżających obok pociągów zaczynały działać jej na nerwy. Ludzie naprawdę mieszkali w budynkach naprzeciwko? Niewiarygodne. Czekała, aż Jonas zrobi ostatnie ujęcia. Miała nadzieję, że będą tymi ostatnimi, ale nic bardziej mylnego.
Od początku.
Nie, kurwa, nie — zaprotestowała natychmiast, odbijając się od samochodu jak piłeczka kauczukowa. — Ciągle jest od początku. Jak ci coś nie pasuje, to nie wiem, zmień sobie modelkę — łypnęła na niego spode łba. Dobrze, że miała wiele innych atutów i nie zamierzała pieklić się o takie bzdury.
Mimo wszystko westchnęła ciężko i podeszła bliżej, żeby zerknąć na to, o czym mówił Forstner. Była naprawdę zajebiście ciekawa, co mu tam znowu nie pasuje. Chujowej baletnicy to i rąbek od spódnicy... no właśnie!
Nie można go później jakoś wyciąć? — zapytała, ściągając brwi, patrząc na... na co ona właściwie patrzyła? A tak, typ z pomarańczowym plecakiem! — Chłopaki z działu wideo robią przecież takie różne machlojki. Poza tym nikt nie będzie wiedział, że zamysł był inny — wzruszyła ramionami, ale zaraz wyłapała jego spojrzenie. Wystarczyło, żeby Jonas wiedział, że zamysł był inny i wcale nie taki, jak sobie to zaplanował. A przecież to chyba najważniejsze, prawda? Artysta musiał być zadowolony ze swojego dzieła. Modelka mogła najwyżej ładnie wyglądać i nie przeszkadzać. A Kira bardzo lubiła przeszkadzać i kręcić nosem. Zwłaszcza kiedy coś trwało zdecydowanie za długo. Ceniła sobie swój czas, a Forstner zaczynał już odpierdalać.
Jeszcze raz? — widząc frustrację w jego oczach, uśmiechnęła się do niego łobuzersko. — Dawaj, teraz na pewno wyjdzie — sprzedała mu kuksańca w bok i znów ruszyła w stronę samochodu.
Potrzebowała tylko konkretnych komunikatów. Nie była najlepsza w domysłach. Mogła być świetnym kierowcą, całkiem niezłą dupą i nawet czasami zachowywać się jak dorosła kobieta, ale czytanie ludziom w myślach zdecydowanie nie znajdowało się na liście jej talentów.

Jonas Forstner

one way or another, I'm gonna get ya

: pt sie 28, 2026 7:48 pm
autor: Jonas Forstner
Nie drgnął nawet, kiedy zagroziła, że zaraz czymś jebnie. Być może dlatego, że po kilku miesiącach znajomości z Kirą zdążył już przyzwyczaić się do jej specyficznej odmiany interpunkcji, którą była agresja słowna.
Posłusznie kiwnął więc głową.
Dobra, dobra. Kiwam łbem — zapewnił, zgodnie z poleceniem wykonując demonstracyjne skinienie. — Pięknie. Naturalnie. Absolutnie niczego bym nie zmienił. — Wytrzymał może dwie sekundy. — Poza tym uśmiechem.
Nie był przecież ślepy. Widział, że zaczyna działać jej na nerwy, ale mimo swojej powierzchownej powściągliwości nawet w sprzyjających warunkach lubił testować te zasoby szczególnie odnawialne. Gdyby naprawdę uważał, że nagranie jest do wyrzucenia, powiedziałby jej to od razu. Problem polegał na czymś zupełnie przeciwnym; materiał był dobry. Miejscami nawet bardzo dobry. A właśnie wtedy Jonasowi najtrudniej przychodziło powiedzenie sobie, że wystarczy.
Bo skoro było dobrze, mogło być jeszcze lepiej.
Zwykłe pochwała i skinienie głową w ramach aprobaty nie wystarczyło. Podczas pracy nikt nie był w stanie przekonać go, że mamy to oznacza faktycznie, mamy to, dopóki on sam nie spojrzał na materiał z uznaniem.
Jeden krok. Obrót. Światło przesuwające się po karoserii. Pociąg przetaczający się gdzieś w tle dokładnie w chwili, w której nie powinien. I Kira, która nawet zirytowana potrafiła przed kamerą wyglądać tak, jakby wszystko działo się dokładnie według jej planu.Problem polegał na tym, że Jonas wiedział, że nie działo. A kiedy już raz zobaczył w głowie właściwy kadr, wszystkie jego gorsze wersje stawały się nieznośnie oczywiste.
Jej gwałtowne nie, kurwa, nie przyjął więc ze spokojem człowieka, który spodziewał się dokładnie takiej reakcji. Opuścił kamerę dopiero przy groźbie wymiany modelki.
Rozważałem — odpowiedział z kamienną twarzą. — Ale nowa mogłaby mieć jeszcze gorszy charakter i musiałbym jej na nowo tłumaczyć strony — stąpał po cienkim lodzie, choć zapewne już dawno przywykła do jego równie ognistej wymiany uprzejmości.
Spojrzał na Kirę z udawanym wyrzutem, ale tym razem uśmiech zdążył już pojawić się na jego twarzy. Można było usunąć mężczyznę z pomarańczowym plecakiem. Oczywiście, że można było. Jonas znał ludzi, którzy potrafiliby usunąć z kadru pół pieprzonego Toronto, gdyby tylko dostało się im odpowiednio dużo czasu i pieniędzy. Nie o to chodziło.
Można — przyznał w końcu, spoglądając na ekran. — Możemy też domalować ci wąsa, zmienić pogodę i przenieść samochód na Marsa, ale skoro jeszcze jesteśmy na parkingu, spróbujmy najpierw zrobić to dobrze — dopiero kiedy stanęła obok, przesunął ekran nieco w jej stronę. Palcem wskazał fragment kadru, w którym pomarańczowa plama plecaka skutecznie odciągała wzrok od niej i samochodu. — Tutaj. Widzisz? Pierwsze patrzysz na niego. Dopiero potem na siebie. — nawet jeśli diabeł tkwi w szczególe, to Jonas w tym wszystkim był prawdziwym utrapieniem, które potrafiło nawet najmniejszy błąd wyłapać i wypleniać do skutku. — Co jest szczególnie tragiczne, bo wyjątkowo dobrze tutaj wyglądasz — komplement padł z taką samą rzeczowością, z jaką jeszcze kilka minut wcześniej krytykował jej uśmiech. Jonas zresztą nie zatrzymał się przy nim wystarczająco długo, by można było podejrzewać go o próbę naprawienia nastroju.
Ponownie poprawił kamerę; teraz na pewno wyjdzie. Nie mówi się takich rzeczy, gdy wszechświat słucha.
Pierwsze kilka sekund rzeczywiście wyglądało tak, jakby tym razem mieli skończyć.
Kira oparła się o samochód, Jonas złapał ostrość, a pomiędzy kolejnymi przejeżdżającymi pociągami trafiła im się nawet krótka chwila względnej ciszy. Przesunął kamerę zgodnie z ruchem jej sylwetki i już miał uznać, że wreszcie dostał swoje ujęcie, kiedy kątem oka dostrzegł ruch po lewej stronie.
Pomarańczowy plecak.
Ja pierdolę, znowu on.
Opuścił kamerę.
Mężczyzna tym razem jednak nie wszedł im w kadr. Stał kilkanaście metrów dalej, w pobliżu stolika, przy którym Jonas zostawił część rzeczy. Nie wyglądał już jak przypadkowy przechodzień próbujący skrócić sobie drogę przez parking.
Jonas zmarszczył brwi.

kira finch

one way or another, I'm gonna get ya

: pt sie 28, 2026 10:18 pm
autor: kira finch
Wyrażała się bardzo dosadnie. Przeklinała, kiedy była do bólu wściekła i w ten sam sposób wyrażała swoją radość. Takie kurwa można było przecież podkreślić na wiele sposobów, a wszystko zależało od intonacji. Z jebnięciem było podobnie. Mogła czymś jebnąć ze złości albo mogła jebnąć ze śmiechu. Dobrze, że Jonas już do tego przywykł. W sumie całkiem szybko. Niektórym zabierało całą wieczność, zanim w ogóle ogarnęli charakter Kiry.
Grabisz sobie, Forstner — wymierzyła w niego ostrzegawczo palcem. Co nie tak było z jej uśmiechem? Miała krzywe zęby? Żółte? Było widać dziurę po wyrwanej ósemce? Nie, niemożliwe. Nie uśmiechała się przecież aż tak szeroko. Jeśli faktycznie testował jej granice, to stąpał nie tylko po cienkim lodzie, ale też po zajebiście kruchym lodzie. Zaraz wpadnie do przerębli i się utopi, a Finch stanie nad nim i będzie napawać się widokiem. I wcale nie poda mu ręki.
Niechętnie słuchała jego poleceń, obracając się raz w lewo, raz w prawo. Jeszcze chwila i każe jej stanąć na rękach. I tutaj się zdziwi, bo potrafiła to zrobić. Mogła mu nawet odwalić szpagat na masce Ferrari, żeby tylko pan kamera w końcu był zadowolony. Ale nie, to wciąż było za mało. Jonas stawiał sobie wysoko poprzeczkę, a sam nie potrafił jej przeskoczyć. Kira o tym wiedziała. Ona też zdążyła przyzwyczaić się do jego odchyłów, dlatego przestała wzdychać pod nosem. Ba, nawet nie zareagowała, kiedy rzucił wymownie, że rozważa znalezienie sobie innej modelki. Bzdura. Nigdzie nie znalazłby tak dobrej jak Finch. A już na pewno nie z taką furą.
Myślisz, że dobrze wyglądałabym w wąsie? — podłapała tylko to, co chciała. Mama zawsze mówiła, że ładnemu we wszystkim ładnie. Ale Finchowie mieli takie geny, że we wszystkim prezentowali się świetnie. A najlepiej pewnie bez niczego. — Ja tam na niego nie patrzę, patrzę tylko na siebie — wyjaśniła, ale takie tłumaczenia chyba w niczym nie pomogły. Niestety nie znała złotego środka, którym mogłaby jakoś wesprzeć Jonasa. Trzeba było trzymać kciuki, żeby chłop w pomarańczowym plecaku jak najszybciej wylazł im z kadru.
Wróciła na swoją pozycję i pozowała bez uśmiechu, jak jakaś totalna smutaska. Ale w porządku, Forstner miał własną wizję i tego właśnie oczekiwał, prawda? Nie będzie się z nim wykłócać, bo wszystko znowu trzeba będzie zacząć od nowa. A warto wspomnieć, że nagrywki miały potrwać chwilę. Tylko ta chwila strasznie rozciągała się w czasie.
Co? — odwróciła głowę, słysząc jego słowa. No faktycznie, to znowu był on. Typ z plecakiem tak neonowym, że dałoby się go dostrzec w całkowitej ciemności. — Błagam, powiedz, że to nagrałeś — zerknęła z ukosa na Jonasa. Zaraz jednak jej spojrzenie wróciło do tamtego faceta, który kręcił się przy stoliku. To już było podejrzane. — Pogadam z nim — stwierdziła i odeszła od samochodu akurat w momencie, kiedy mężczyzna zgarnął z blatu kilka rzeczy i pędem ruszył w stronę parkingu.
Co jest, kurwa? — na twarzy Kiry wymalowało się szczere zdziwienie. Wychyliła się zza Ferrari, dostrzegając, że koleś wsiada na motocykl. Czy on właśnie spierdalał jak złodziej? Najwyraźniej. Pewnie dlatego, że był złodziejem.
Finch stała przez moment jak wryta, nie do końca pojmując, co przed chwilą się wydarzyło, ale zaraz oprzytomniała.
Wsiadaj — rozkazała, ruchem głowy wskazując drzwi od strony pasażera. — Dorwiemy go — dodała pewnie, ani trochę nie wątpiąc we własne możliwości. Ani w wydajność swojej ukochanej fury. Typ mógł mieć najszybszego ścigacza na świecie, ale nie mógł równać się z tym, co Finch potrafiła wyprawiać za kierownicą.

Jonas Forstner