Damn, it’s you again
: pt sie 28, 2026 7:44 pm
outfit
Pora wrócić do gry.
Koniec użalania się nad sobą.
Koniec z wrzucaniem wszystkich facetów do jednego worka.
Trzeba wziąć się w garść i zacząć korzystać z życia. Korzystać z okresu jako singielka. Nawet jeśli miałaby nią zostać już do końca życia, to niech się chociaż dobrze bawi, dzięki braku jakichkolwiek zobowiązań. Dlatego postanowiła wprowadzić parę urozmaiceń zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym.
Już od dłuższego czasu czuła, że stoi w miejscu, a poczucie stagnacji jedynie działało na nią demotywująco. Jak miała pomagać innym, skoro sama czuła, że wpada w ten depresyjny dołek? Oczywiście problemy ze sobą miała już od dobrych kilku lat, ale dopiero teraz czuła, że zaczyna sięgać dna. Należało więc się od niego odbić. Brakowało jej samorozwoju, więc zdecydowała się na napisanie pracy naukowej, co zmusiło ją do rozpoczęcia kilku badań. Z kolei w życiu prywatnym zainstalowała ponownie aplikację randkową starając się przy tym nie być aż tak wybredną tym razem. Chociaż czy faktycznie miała aż tak duże wymagania? Nie sądziła, żeby tak było, ale może najwyraźniej trzeba było spróbować innej taktyki.
Pierwszy kryzys przyszedł wtedy, kiedy okazało się, że byli żołnierzy wcale nie są tacy chętni do rozmowy o swoim PTSD. Męska duma brała górę i ciężko jej było znaleźć odpowiednich kandydatów do badania, co zaczynało ją frustrować i studzić początkowy entuzjazm. Drugi kryzys nastąpił podczas pierwszej randki po przerwie, kiedy facet po dziesięciu minutach rozmowy o komunikacji miejskiej i zamówieniu raptem przystawek, rzucił klasycznym pytaniem u mnie czy u Ciebie. To nie wróżyło niczemu dobremu.
Jednak nie poddawała się. Umówiła się z dawnym kolegą po fachu w kwestii pomocy nad pracą i zdecydowała się na kolejną randkę z kolejnym mężczyzną. Siedziała z nim godzinę i pluła sobie w brodę, że nie wyszła wcześniej. Nie. Żałowała, że w ogóle się tutaj pofatygowała. Już dawno przestała się łudzić, że są jeszcze mężczyźni, którzy przynoszą chociaż jednego kwiatka na randkę i otwierają drzwi kobietom bądź chociażby w nich przepuszczają. Ba, nawet przestawała już zwracać uwagę na wygląd. Jedyne czego wymagała to umiejętności rozmowy i słuchania. Jej towarzysz oczywiście miał z tym problem, nie mogąc nawet zapamiętać jej imienia i non stop je mylił, chociaż mu zwracała uwagę. Po piątym razie przestała. Kiedy jednak zdała sobie sprawę, że nie zadał jej żadnego pytania, a jedynie zasypywał ją opowieściami o swoim (jakże nudnym) życiu, uznała że musi uciekać. Wciąż miała w sobie jakieś pokłady szacunku, więc na razie zamierzała się ulotnić na chwilę, by opracować odpowiednią wymówkę.
- Przepraszam, muszę skorzystać z toalety- rzuciła z lekkim, nieszczerym uśmiechem i szybko ruszyła w kierunku toalet. Niestety tuż przy przejściu do wnęki z drzwiami prowadzącymi do toalet, stało dwóch mężczyzn sprzeczających się głośno. Przewróciła oczami z zażenowania, bo naprawdę miała już dość męskiego ego. - Panowie, dajcie spokój. Walkę testosteronów możecie urządzać na zewnątrz i nie przeszkadzać innym- powiedziała wyraźnie poirytowana i odważnie wchodząc pomiędzy nimi. Lecz zanim ich minęła, poczuła nagle mocne uderzenie w głowę. - Kurwa!- krzyknęła tym razem wkurwiona łapiąc się za głowę i instynktownie uchylając się przed ewentualnym kolejnym uderzeniem. Czy ten wieczór mógł być jeszcze gorszy?
Lysander
Pora wrócić do gry.
Koniec użalania się nad sobą.
Koniec z wrzucaniem wszystkich facetów do jednego worka.
Trzeba wziąć się w garść i zacząć korzystać z życia. Korzystać z okresu jako singielka. Nawet jeśli miałaby nią zostać już do końca życia, to niech się chociaż dobrze bawi, dzięki braku jakichkolwiek zobowiązań. Dlatego postanowiła wprowadzić parę urozmaiceń zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym.
Już od dłuższego czasu czuła, że stoi w miejscu, a poczucie stagnacji jedynie działało na nią demotywująco. Jak miała pomagać innym, skoro sama czuła, że wpada w ten depresyjny dołek? Oczywiście problemy ze sobą miała już od dobrych kilku lat, ale dopiero teraz czuła, że zaczyna sięgać dna. Należało więc się od niego odbić. Brakowało jej samorozwoju, więc zdecydowała się na napisanie pracy naukowej, co zmusiło ją do rozpoczęcia kilku badań. Z kolei w życiu prywatnym zainstalowała ponownie aplikację randkową starając się przy tym nie być aż tak wybredną tym razem. Chociaż czy faktycznie miała aż tak duże wymagania? Nie sądziła, żeby tak było, ale może najwyraźniej trzeba było spróbować innej taktyki.
Pierwszy kryzys przyszedł wtedy, kiedy okazało się, że byli żołnierzy wcale nie są tacy chętni do rozmowy o swoim PTSD. Męska duma brała górę i ciężko jej było znaleźć odpowiednich kandydatów do badania, co zaczynało ją frustrować i studzić początkowy entuzjazm. Drugi kryzys nastąpił podczas pierwszej randki po przerwie, kiedy facet po dziesięciu minutach rozmowy o komunikacji miejskiej i zamówieniu raptem przystawek, rzucił klasycznym pytaniem u mnie czy u Ciebie. To nie wróżyło niczemu dobremu.
Jednak nie poddawała się. Umówiła się z dawnym kolegą po fachu w kwestii pomocy nad pracą i zdecydowała się na kolejną randkę z kolejnym mężczyzną. Siedziała z nim godzinę i pluła sobie w brodę, że nie wyszła wcześniej. Nie. Żałowała, że w ogóle się tutaj pofatygowała. Już dawno przestała się łudzić, że są jeszcze mężczyźni, którzy przynoszą chociaż jednego kwiatka na randkę i otwierają drzwi kobietom bądź chociażby w nich przepuszczają. Ba, nawet przestawała już zwracać uwagę na wygląd. Jedyne czego wymagała to umiejętności rozmowy i słuchania. Jej towarzysz oczywiście miał z tym problem, nie mogąc nawet zapamiętać jej imienia i non stop je mylił, chociaż mu zwracała uwagę. Po piątym razie przestała. Kiedy jednak zdała sobie sprawę, że nie zadał jej żadnego pytania, a jedynie zasypywał ją opowieściami o swoim (jakże nudnym) życiu, uznała że musi uciekać. Wciąż miała w sobie jakieś pokłady szacunku, więc na razie zamierzała się ulotnić na chwilę, by opracować odpowiednią wymówkę.
- Przepraszam, muszę skorzystać z toalety- rzuciła z lekkim, nieszczerym uśmiechem i szybko ruszyła w kierunku toalet. Niestety tuż przy przejściu do wnęki z drzwiami prowadzącymi do toalet, stało dwóch mężczyzn sprzeczających się głośno. Przewróciła oczami z zażenowania, bo naprawdę miała już dość męskiego ego. - Panowie, dajcie spokój. Walkę testosteronów możecie urządzać na zewnątrz i nie przeszkadzać innym- powiedziała wyraźnie poirytowana i odważnie wchodząc pomiędzy nimi. Lecz zanim ich minęła, poczuła nagle mocne uderzenie w głowę. - Kurwa!- krzyknęła tym razem wkurwiona łapiąc się za głowę i instynktownie uchylając się przed ewentualnym kolejnym uderzeniem. Czy ten wieczór mógł być jeszcze gorszy?
Lysander