medieval times
: sob sie 29, 2026 1:18 pm
through the ages
she's heading west
Dawno, dawno temu, w krainie syropem klonowym płynącej, było sobie królestwo, w którym odkurwiało się od cholery przedziwnych rzeczy. Yubi, pochodząca z biednej rodziny, wieśniaczka, bardzo, ale to bardzo marzyła o tym, żeby kiedyś wybrać się w podróż, która zapierałaby jej dech w piersiach! (A te miała nawet okej. Nie za duże, nie za małe, takie w sam raz, żeby za nie złapać, jakby ktoś się pytał. wink wink.) No i tak sobie szła przez mieścinę, rzucając jabłko ku górze, które prawdopodobnie było jedynym posiłkiem, jaki zjadłaby tego dnia, i nuciła coś pod nosem. Sama nawet nie wiedziała co, ale gdyby żyła w XXI wieku, to pewnie byłoby to coś na bazie Queen czy coś. Taki miałaby gust, o. A tak znała tylko jakieś dworskie przyśpiewki, które słyszała od lokalnego błazna.
Taka faza, o?
No i tak rzuciła sobie jabłko raz, drugi, uśmiechając się pod nosem, kiedy nagle wywaliła się o świniaka, który zdecydował się zmaterializować dokładnie pod jej nogami. No co za świnia! Get it? Hehe. No i leżała tak sobie, już chciała chwycić swoje jabłko, ale nagle BAM, świniak je wszamał. No sytaucja wyglądała w chuj tragicznie. - NIEEE! - krzyknęła zrozpaczona, zanurzając twarz w niezbyt czystym chodniku. Leżała tak przez chwilę, opłakując swój jedyny posiłek, kiedy nagle usłyszała zbliżające się stukanie. Uniosła wzrok. Najpierw zobaczyła czyjeś buty. Podniosła główkę trochę wyżej, mrużąc oczy pod światło, a tam jakiś typo. Zdecydowanie nie rycerz na białym rumaku, bo aż tak schludnie nie wyglądał. Yubi zmarszczyła brwi i burknęła pod nosem, - Co tak stoisz? XD
Jakbyście jeszcze się zastanawiali, to nie będzie jedna z tych disneyowskich historii, gdzie wszystko jest słodkie, lofciowe i kończy się wielkim happily ever after, ite de, ite pe. Ta historia będzie oparta na faktach... z lekkim przymrużeniem oka, rzecz jasna, i kompletnie wyssana z palca dwóch pisarek, które mają całkiem nieźle popierdolone w głowach.
kimżeś ty jest?!
she's heading west
Dawno, dawno temu, w krainie syropem klonowym płynącej, było sobie królestwo, w którym odkurwiało się od cholery przedziwnych rzeczy. Yubi, pochodząca z biednej rodziny, wieśniaczka, bardzo, ale to bardzo marzyła o tym, żeby kiedyś wybrać się w podróż, która zapierałaby jej dech w piersiach! (A te miała nawet okej. Nie za duże, nie za małe, takie w sam raz, żeby za nie złapać, jakby ktoś się pytał. wink wink.) No i tak sobie szła przez mieścinę, rzucając jabłko ku górze, które prawdopodobnie było jedynym posiłkiem, jaki zjadłaby tego dnia, i nuciła coś pod nosem. Sama nawet nie wiedziała co, ale gdyby żyła w XXI wieku, to pewnie byłoby to coś na bazie Queen czy coś. Taki miałaby gust, o. A tak znała tylko jakieś dworskie przyśpiewki, które słyszała od lokalnego błazna.
No i tak rzuciła sobie jabłko raz, drugi, uśmiechając się pod nosem, kiedy nagle wywaliła się o świniaka, który zdecydował się zmaterializować dokładnie pod jej nogami. No co za świnia! Get it? Hehe. No i leżała tak sobie, już chciała chwycić swoje jabłko, ale nagle BAM, świniak je wszamał. No sytaucja wyglądała w chuj tragicznie. - NIEEE! - krzyknęła zrozpaczona, zanurzając twarz w niezbyt czystym chodniku. Leżała tak przez chwilę, opłakując swój jedyny posiłek, kiedy nagle usłyszała zbliżające się stukanie. Uniosła wzrok. Najpierw zobaczyła czyjeś buty. Podniosła główkę trochę wyżej, mrużąc oczy pod światło, a tam jakiś typo. Zdecydowanie nie rycerz na białym rumaku, bo aż tak schludnie nie wyglądał. Yubi zmarszczyła brwi i burknęła pod nosem, - Co tak stoisz? XD
Jakbyście jeszcze się zastanawiali, to nie będzie jedna z tych disneyowskich historii, gdzie wszystko jest słodkie, lofciowe i kończy się wielkim happily ever after, ite de, ite pe. Ta historia będzie oparta na faktach... z lekkim przymrużeniem oka, rzecz jasna, i kompletnie wyssana z palca dwóch pisarek, które mają całkiem nieźle popierdolone w głowach.
kimżeś ty jest?!