Strona 1 z 1
The same old fears, wish you were here
: ndz sie 30, 2026 1:05 pm
autor: River Cross
— To jak? Pijemy, bo są urodziny Ani, tak? Ani moje, ani twoje! — Caspar klapnął koło River, która siedziała przed lustrem w samym staniku i się malowała. Spojrzała z politowaniem najpierw na przyjaciela, a potem w obiektyw telefonu, którym właśnie ich nagrywał, żeby wstawić to na relację na prywatnym koncie na Instagramie. Cross nawet nie zastanawiała się, kto będzie to później oglądał. Do głowy jej nie przyszło, że właśnie z tego konta Caspar tak żywo zaczepiał Prescott. Wychodziła przecież ze skóry, byle tylko o niej nie myśleć, więc nic dziwnego.
— Wiesz, że mogę jeszcze zrezygnować, nie? — mruknęła, wracając do malowania się. Fernwood niespecjalnie przejął się tą groźbą. Nagranie urwało się na cmoknięciu jej w policzek.
Spojrzała do góry, znowu skupiając się na obiektywie, który wycelował w nich Caspar. Oboje trzymali kieliszki, które unieśli, pozując do zdjęcia. Skorzystała z możliwości przejrzenia się w ekranie telefonu i strzepnęła z ramienia czarnego crop topu z logiem Ramones jakiś pyłek. Przeczesała palcami włosy, które nieco zasłaniały łańcuch z kłódką, który miała na szyi. Nie uśmiechnęła się do zdjęcia (w przeciwieństwie do Caspara), ani nie przyglądała się chłopakowi, który starał się wybrać to zdjęcie, na którym wyszli najlepiej. Wlała w siebie w siebie kieliszek i zamówiła kolejny, gdy on wstawiał zdjęcie na relację opisując, że to ich pierwszy szot tego dnia.
Huczało jej w głowie. Szła przed siebie, stukając obcasami o płyty chodnikowe. Próbowała skupić się na tym rytmie, skoro i tak nie docierały do niej rozmowy grupki osób, która szła przed nią. W sumie nawet nie była pewna, kiedy oni wszyscy pojawili się wokół niej i Caspara. Zatrzymała się podobnie jak reszta, gdy jeden z ich znajomy zaczął wspinać się na znak drogowy. Fernwood śmiał się głośno, nagrywając go. Facet spierdolił się z rury z hukiem, a Caspar skierował obiektyw na resztę grupy, która zaśmiewała się do łez. Cross gdzieś w tle kadru próbowała odpalić papierosa zacinającą się zapalniczką.
Wpatrywała się w oczy dziewczyny, która siedziała jej na kolanach. Była zmęczona, nie miała ochoty więcej tańczyć, mimo jej namawiania. W loży wokół niej siedziała większość ekipy. Pozostali pewnie byli przy barze albo na parkiecie. Nie słuchała tego, co dziewczyna do niej paplała. Skupiała się wyłącznie na basie piosenki, od którego skakał jej żołądek. Caspar przesuwał kamerą powoli, starając się uchwycić wszystkich po kolei. Dwóch gości bardzo żywo dyskutowało ze sobą na jakiś temat. Siedząca obok nich dziewczyna pisała smsa, a raczej esej, biorąc pod uwagę, jak była wkurwiona. Kolejna dziewczyna podniosła się z loży i klasnęła w dłonie. Zachwycona piosenką, która właśnie zaczęła lecieć, pobiegła na parkiet. Siedząca obok niej Cross wbiła paznokcie w kark dziewczyny, którą przyciągnęła do siebie. Oprócz basu słyszała jej cichy jęk wywołany kolejnym pocałunkiem. Facet siedzący obok nich chyba drzemał, a ostatni z nich machał wesoło do Caspara i wszystkich widzów jego relacji.
Miała ochotę się porzygać. A może nie? Sama już nie wiedziała, czego potrzebowała. Wyszła z klubu już jakiś czas temu i odeszła kilkaset metrów, by przypadkiem nie wpaść na nikogo z ekipy, z którą się dzisiaj bujali. Głównie przez to, że nawet nie do końca pamiętała, kto wchodził w jej skład. Siedziała po turecku na ławce na przystanku i wpatrywała się w budynek po drugiej stronie ulicy. Nie miała pojęcia, jak interpretować rozmowę, którą właśnie odbyła z Prescott przez telefon. Nie wierzyła jej, że tu przyjdzie. Była naprawdę wykończona próbami dogadania się z nią i zrozumienia, o co jej chodzi. Potarła nerwowo kark, zastanawiając się, co ma zrobić. Czuła, że pachnie cudzymi perfumami, których w życiu by dla siebie nie wybrała. Miała ochotę się rozebrać. Sięgnęła po pustą paczkę po papierosach, która leżała obok niej, ale niestety nadal była pusta. To smutne. To wyjątkowo i cholernie smutne. Miała ochotę zapalić, a nie mogła. Nie wiedziała, co ma zrobić ze swoimi emocjami, jak się ich pozbyć. Nawet nie pamiętała, kiedy ostatnio nie chciało jej się rysować. Strasznie nie chciała się tak czuć.
Ruelle I. Prescott
The same old fears, wish you were here
: ndz sie 30, 2026 2:34 pm
autor: Ruelle I. Prescott
To wszystko było absolutnie pojebane.
Właśnie takimi słowami mogła określić ten cały pierdolnik, który wytworzył się między nią a River. To wszystko nie miało najmniejszego sensu. Sama widziała z perspektywy czasu, że zaprzeczała swoim własnym słowom, wycofywała się z nich i przeinaczała, ale pod wpływem emocji, które wywoływała w niej artystka trudno było jej się trzymać jakiejkolwiek spójnej narracji. Właśnie tak na nią działała. Cholera jasna.
Nie spodziewała się, że po tych dwóch kłótniach River się do niej odezwie. Z drugiej strony to była tak pijana, że pewnie sama nie wiedziała, co robi. Może nawet zapomniała o tym, że zdążyły się porządnie pogryźć po dwakroć. W tym raz na tyle mocno, że Cross wyszła z własnego mieszkania, trzaskając drzwiami. Ruelle przez jakiś czas zastanawiała się, co powinna zrobić, ale w końcu również wyszła, stwierdziwszy, że nie w jej interesie leży to czy ktoś okradnie niezamknięty na klucz loft.
Chciała od niej odpocząć. Nie myśleć już o niej w żaden sposób, bo siała w jej umyśle zbyt wielkie spustoszenie. Chciała się zwyczajnie od niej odciąć i zrobić sobie przerwę, która pomogłaby jej wrócić do pewnej równowagi. Już i tak pogrążyła się, gdy zaciągnęła Raphaela do łóżka. Może i było jej cudownie, ale było to zbyt perfidne zagranie. Nawet jak na nią.
Wszystko szło idealnie dopóki nie nastała druga w nocy parę dni po jej wymianie wiadomości mającej doprowadzić do tego by powróciły do tego, co było na samym początku. Sam seks i szkice. Nic poza tym. Chociaż pewnie najlepiej wyszłyby na tym, gdyby całkowicie zerwały ze sobą kontakt. Jak jednak widać: nie potrafiły.
Trudno było jej się dogadać z River. Zaczęła nawet przeglądać instagrama, aby upewnić się czy dziewczyna nie wskazała gdzieś tam swojej lokalizacji. Zero podpowiedzi. Był jednak Caspar. On również zasypywał ją wiadomościami, a w dodatku wstawiał zdjęcia i relacje z wypadku do klubu. Na kilku ujęciach zobaczyła wyraźnie czarną kłódkę zwieszającą się na szyi rysowniczki. Przez moment zastanawiała się czy zrobiła to specjalnie. Dopiero potem przypomniała sobie, że przecież nie dała jej klucza. Artystka czy tego chciała czy nie była skazana na jej prezent. O ile nie wpadłoby jej do głowy, aby przeciąć łańcuch.
Widziała obrazy z imprezy: urywki, tagi osób, miejsc i latające emotki. Fernwood naprawdę miał specyficzny sposób wrzucania treści.Im więcej widziała tym bardziej złość mieszała się w niej z jakimś kompletnie innym uczuciem. Czy to była rezygnacja? Może. Miała wrażenie, że z jakiegoś powodu także martwi się o River. Nie chciała jej takiej oglądać. Widok obcej dziewczyny na kolanach rysowniczki w tych okolicznościach nie robił na niej żadnego wrażenia. Nie chciała jedynie tego, aby przez alkohol i własną głupotę przydarzyło się jej coś złego.
W końcu doczekała się tego adresu. Zaczepiała też o niego wcześniej Caspara, ale jego odpowiedzi również nie były zbyt precyzyjne, a River dodatkowo się od nich oddaliła. Pięknie, kurwa, pięknie. Czyli była sama. Oby tylko jej żaden żul ani perwers nie zaczepił. Wątpiła, aby w takim stanie zadziorna Azjatka była w stanie się bronić.Mogła od razu wyjść z domu. Czekała na tę przeklętą pinezkę, gdy była już ubrana i siedziała przy drzwiach. Musiała teraz tylko dotrzeć na przystanek, gdzie koczowała River. Ktoś musiał dopilnować, aby nic jej się nie stało skoro jej znajomych to przerastało.
Wciąż była wkurwiona, zmęczona i wyjątkowo zmartwiona, gdy zmierzała w stronę przystanku autobusowego, na którym znajdowała się rysowniczka. Przynajmniej miała nadzieję, że to była ona. Z tej odległości nie była w stanie rozpoznać postaci. Zwłaszcza przy nikłym oświetleniu.
- River! - krzyknęła jej imię, licząc na jakąkolwiek reakcję, a potem przyspieszyła kroku. - Co ty tu, kurwa, robisz?
Ledwie powstrzymała się od przejścia na hiszpański. To było odruchowe. Musiała w głowie zapanować nad pojawiającymi się tam słowami, które błyskawicznie tłumaczyła na angielski. Chyba latynoska krew odzywała się w niej po raz kolejny. Tym razem z powodu zmartwienia.
River Cross
The same old fears, wish you were here
: pn sie 31, 2026 12:58 pm
autor: River Cross
Kontrolowanie tego, co Caspar robi na własnych social mediach, mijało się z celem. Wiedziała, że i tak jej nie posłucha, więc po prostu w którymś momencie ich znajomości zaczęła to ignorować. Z czasem przyzwyczaiła się do tego tak bardzo, że przestała zwracać jakąkolwiek uwagę na telefon, którym wymachiwał często w absolutnie idiotycznych momentach. Niech sobie robi po swojemu. Była mu wdzięczna, że chciał jej pomóc i na tym powinni się przecież skupiać. Doskonale zdawał sobie sprawę, że z Cross było coś nie w porządku. Znaczy się – bardziej nie w porządku niż zazwyczaj. Nie zaskoczył jej swoją gwałtownością, podszedł do sprawy dość delikatnie i pozwolił jej mówić. Wcale nie miała ochoty opowiadać zbyt dużo, a on na szczęście nie naciskał. Wiedział, że coś się wydarzyło między nią a Ruelle. Wiedział, że artystka kompletnie nie ma pomysłów, jak sobie z tym poradzić. On z kolei nie do końca wiedział, jak poradzić sobie z River. Upijanie jej może nie było najbardziej odpowiedzialną decyzją świata, ale do innych nie miała ochoty się dostosowywać. Założył, że skoro nie była w stanie wlać tych emocji w sztukę, to może od nadmiaru alkoholu jej się uleje i coś się wreszcie ruszy. Rozumiała tę logikę, chciała za nią podążać, udając, że wcale nie widzi, że jest skazana na porażkę.
Ufała mu w kwestii nieprzekraczania niepisanych granic. Pamiętała, że wciąż bardzo starał się zaprzyjaźnić z Prescott i jej to nie przeszkadzało. Chyba. Wierzyła, że nie zacznie rozmawiać z nią na ich temat... a raczej, że nie zacznie opowiadać Ruelle o tym, jak to wszystko wpływa na rysowniczkę, bo makijażystka zwłok nie była najbardziej rozmownym typem człowieka na świecie. A może z nim zaczęłaby jednak szczerze rozmawiać? Bez ogólników, bez wykręcania się, bez wycofywania się z własnych słów? Może jednak to River była tutaj problemem, przez który znowu dzieją się między nimi takie rzeczy? Nie lubiła tak o sobie myśleć, ale może jednak powinna zacząć? Czy z Raphaelem to tak nie działało? Przespała się, a on zaczerpnął z tego nowe inspiracje. Zaczerpnął ich całkiem sporo, o czym nie omieszkał jej poinformować. W szczegółach. Nie była pewna, czy chciał zrobić jej na złość, czy to była jego kolejna pokręcona metoda na zwrócenie na siebie uwagi. Nie spodziewała się po sobie, że może mieć z tym tak kolosalny problem. Fakt, że ją przeprosił niczego nie zmienił. Może gdyby odczytała te dziesiątki wiadomości, które jej napisał po tym, jak kazała mu spierdalać, nieco rozjaśniłyby sytuację? Może. Ale poznałaby tylko jego perspektywę, a na nią miała wyjebane. Ruelle nie miała zamiaru przedstawiać jej swoich motywacji. Musiał wystarczyć ochłap informacji, że się z nim przespała i była zadowolona. Ale czemu właściwie to zrobiła? Czemu z miliardów mężczyzn na świecie poleciała do niego? Czy naprawdę zależy jej wyłącznie na obserwowaniu artystów przy pracy? Znowu wracają do tematu bycia wibratorem z funkcją rysowania. Czy ona była nią zainteresowana tylko dzięki temu, że ładnie rysuje? Od tych wszystkich pytań znowu zaczęło robić jej się niedobrze.
Obróciła głowę, słysząc znajomy głos. Naprawdę nie spodziewała się, że ją dzisiaj zobaczy. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy to już jakieś halucynacje po alkoholu, ale chyba nie. Zwid był coraz bliżej i się na nią wydzierał. To musiała być prawdziwa Prescott. Rysowniczka podniosła się gwałtownie z ławki. Zachwiała się niepewnie, złapała oparcia, żeby się nie przewrócić. W jej wieku trzeba uważać z takim szybkim wstawaniem. A może to wina tych wysokich butów? Tak, to na pewno tego kwestia. Uśmiechnęła się, bo pierwszym odruchem była radość z faktu, że może znowu ją zobaczyć.
— Serio przyszłaś! — zauważyła rezolutnie, chcąc pochwalić się, jaka była mądra i spostrzegawcza. Naprawdę miała więcej zalet niż talent artystyczny. Dotarło do niej jednak, że dziewczyna jest naprawdę o coś zdenerwowana. Tylko o co?
— Nic nie robię. Siedzę sobie. Byliśmy z Casparem gdzieś... tam. — Machnęła ręką w kierunku, z którego wcześniej przyszła. Chyba. Tak jej się wydawało. A może z drugiego? Obróciła głowę, analizując trasę. No dobrze, nie była aż tak pewna, gdzie był ten klub, w którym byli pod koniec. Mruknęła niezadowolona i usiadła z powrotem na ławce bez grama gracji. Posmutniała na myśl, że nie jest w stanie zaimponować swojej modelce swoją orientacją w terenie.
Ruelle I. Prescott
The same old fears, wish you were here
: pn sie 31, 2026 5:56 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Do czasu otrzymania wiadomości od Cross, Ruelle nie miała najmniejszego powodu do tego, aby wchodzić na media społecznościowe i sprawdzać swoje wiadomości. Lub też relacje i zdjęcia wstawiane, co rusz przez jej przyjaciela. Zapewne w ogóle nie wiedziałaby o tym szalonym wypadzie, gdyby dziewczyna nie zaczęła do niej wypisywać. Pewnie zignorowałaby wszystkie posty, albo zniknęłyby gdzieś w gąszczu zupełnie nowego contentu.
W swojej skrzynce odbiorczej miała od groma nieco bełkotliwych zaczepek Caspara, który wciąż traktował ją jakby była również jedną z jego najlepszych kumpeli. Wypisywał coś na temat tego, że twojej nie-dziewczynie jest smutno, więc poszliśmy się rozerwać. Nie miała pojęcia czy River opowiedziała mu o tym, co między nimi zaszło. Przypuszczała, że nie. To raczej nie były zjadliwe komentarze, do których Fernwood pewnie w ogóle nie byłby zdolny. Wyglądało to raczej jak pijane śmieszki nawiązujące do tego, jak to kiedyś powiedziała mu, że zdecydowanie nie mają się z River ku sobie. On jednak uważał inaczej. Dodatkowo wyglądało na to, że uważał je za swoje OTP i shippował jakby były jakąś parą z popularnego serialu. Przedziwny człowiek.
Naprawdę nie wiedziała, co powinna sądzić o ich aktualnej relacji. Z jednej strony zgodziły się na to, aby ją kontynuować, ale jedynie na płaszczyźnie seksualno-artystycznej, ale... Coś Prescott podpowiadało, że żadna z nich nie była zadowolona z podobnego układu. Wydawał się niezadowalający, ale miał je uchronić przed kolejnymi komplikacjami. Czemu żadne rozwiązanie nie wydawało się tanatopraktorce odpowiednie? W dodatku jeszcze starała się uderzyć w swoją artystkę i zniszczyć ją emocjonalnie poprzez przespanie się z jej dawnym partnerem. Wszystko dlatego, że była w jakiś pokrętny sposób o niego zazdrosna. Zupełnie jakby liczyła na to, że dzięki wepchnięciu się w jakiś dziwny układ sił artystycznych, mogła znaleźć się bliżej swojej rysowniczki. Może nawet stać się w jakiś sposób częścią tego, co przeżywała tamtej nocy z Raphaelem przez zdobycie podobnych doświadczeń? Sama do końca nie pojmowała swojej logiki. Działała pod wpływem impulsu, a mężczyzna był bardziej niż chętny, aby pójść z nią do łóżka.
Trafiła w odpowiednie miejsce. Rue dosyć szybko zrozumiała, że chyba jeszcze nigdy nie widziała dziewczyny tak pijanej. Owszem, widywały się w barach, gdzie alkohol się swobodnie lał strumieniami, ale nawet wtedy River trzymała się nieco pewniej na nogach. Może i nie była w stanie chodzić prosto, ale nie zataczała się w tak spektakularny sposób. Było źle. Jeszcze ten ton, którym się do niej zwracała. Jakby zapomniała o wszystkim i cieszyła się zwyczajnie na jej widok. Niczym radosny szczeniak na powrót właściciela.
- Mówiłam ci, że przyjdę - odparowała, podchodząc bliżej do dziewczyny.
I co ona miała z nią zrobić? Miała właśnie przed sobą zalaną w płaskorzeźbę rysowniczkę, która w tych swoich niebotycznie wysokich butach górowała nad nią wzrostem jeszcze bardziej niż zwykle. Ogarnianie jej w takim stanie na pewno byłoby ogromnym wyzwaniem.
- Nic nie robisz? To dlaczego siedzisz sama na przystanku? Wybierasz się gdzieś? - zapytała jeszcze, ale przypuszczała, że artystka nie będzie w stanie jej odpowiedzieć na żadne z zadanych właśnie pytań.
Zamiast tego jedynie obserwowała, jak Cross zachwiawszy się, usiadła z powrotem na ławce. Sytuacja była naprawdę kiepska. Najlepiej, gdyby miała jeszcze jakieś wparcie. Wyciągnęła telefon i natychmiast wyszukała na instagramie kontakt z Fernwoodem, który był jedynym z imprezowej ferajny, którego znała.
- Gdzie masz Caspara? - zapytała jeszcze, bo może przy odrobinie szczęścia chłopak zgarnie swoją zgubę i odeskortuje ją do mieszkania.
Nie. To kiepski pomysł. Wydawało się, że sam znajdował się w nie lepszym stanie. Pewnie nie powinna mu powierzać w ogóle opieki nad kimkolwiek. Musiała zatem w jakiś sposób sama się z tym wszystkim uporać.
River Cross
The same old fears, wish you were here
: pn sie 31, 2026 6:53 pm
autor: River Cross
Mogła zgadywać, że nawet w tym momencie patrzyły na ich relację kompletnie inaczej. Fakt, że żywiła wobec Ruelle dużo cieplejsze uczucia niż odwrotnie, a raczej po prostu potrafiła się do tego przyznać, bo nie była tchórzliwą cipą, nie był jedynym problemem. Nie czuła, żeby właściwie się dogadały w trakcie ich ostatniej wymiany wiadomości. W ten sposób rozmawiać jest jednak trudniej. Zdejmuje to jednak ryzyko zamienienia kłótnię w seks, co przecież też im się już zdarzało. Takie odwracanie uwagi i udawanie, że problem przestał istnieć, bo któraś z nich doszła, było wyjątkowo durne. Nie miała pojęcia, jak sprawić, by były w stanie porozmawiać ze sobą całkowicie szczerze, nie rzuciły się w wir fizyczności, a potem jeszcze uczciwie trzymały się tego, co ustaliły. Jeżeli kiedyś im się to uda, trzeba będzie urządzić porządną celebrację. Na przykład poprzez seks. Nie, chwila. Miało być zupełnie inaczej.
Na pewno byłoby bardzo trudno dogadać się po pijaku. Niby pierwszy raz poszły do łóżka, kiedy to Ruelle się zalała, ale to jednak coś innego. Z seksem przecież nigdy nie miały problemu! A nie, chwila. Miały. Ostatnio przez to River dostała w pysk. Najpierw dosłownie, a potem w przenośni radosną informacją o zaciągnięciu do łóżka Raphaela. Może więc powinna przez cały czas milczeć? Takie siedzenie obok siebie w ciszy też na pewno byłoby bardzo miłe. Problem w tym, że nagle poczuła w sobie dziwaczną chęć gadania. Przez cały wieczór wypowiedziała może z dziesięć zdań, a teraz jakiś tajemniczy głos w głowie sugerował jej, że powinna napierdalać losowe słowa generator freestyle. Ta tajemnicza siła miała na imię tequila. Nie miała nigdy okazji aż tak spić się w jej towarzystwie. Zawsze chciała być w stanie kontrolować sytuację. Tym razem nie miała obok siebie nikogo, o kogo chciałaby zadbać. Caspar to przecież duży chłopiec, świetnie radzi sobie sam ze sobą. A reszta? Jebać całą resztę.
— Może powinnam się gdzieś wybrać. Co tu jeździ? — Spojrzała w stronę rozkładu jazdy, który w ogóle jej wcześniej nie obchodził. Nie była pewna, na jakiej znajduje się ulicy, a co dopiero, jakie tu miała możliwość skomunikowania się z resztą miasta. Oparła ręce o ławkę, chcąc się na nich wesprzeć i podnieść. Ledwo wyprostowała ręce i z tego zrezygnowała. Rozkład był przecież tak cholernie daleko. Na całe szczęście żyły w dwudziestym pierwszym wieku. Wyjęła ze spodni telefon i odpaliła wyszukiwarkę. Ku jej wielkiemu zdziwieniu wpisanie "gdzie stad dojadę gdzie bedzie milo" niespecjalnie jej pomogło. Zmarszczyła brwi, wyraźnie zirytowana i zawiedziona tym, co zaoferowała jej technologia. Chuja warte te telefony.
Obróciła głowę w jej stron, gdy znowu usłyszała jej głos. Znowu na moment poczuła przepełniającą ją radość, której tak zawzięcie poszukiwała na dnach kieliszków. Trwało to jednak mgnienie oka. Opuściła smutno ramiona i oparła się o ławkę. Ponownie spojrzała w telefon i kierowana pamięcią mięśniową włączyła Instagrama, którego zaczęła bezmyślnie scrollować.
— A. O Caspara ci chodzi. Nie wiem, chyba został w klubie? — mruknęła, sunąc powoli w dół feedu. Nie rejestrowała ze zbyt wielką uwagą mijanych postów. Docierał do niej może co piąty. Zrobiło jej się strasznie przykro na myśl, że Prescott chciała po prostu dołączyć do imprezy Fernwooda, a nie spędzić czas z artystką, ale w sumie jak mogła ją za to winić? Caspar to przecież fajny facet.
— Są chyba w Bezsenności. Nie. W Obsesji? W Nartęct... — zawiesiła głos, zaskoczona faktem, że wypowiedzenie tego słowa sprawiło jej trudność. — W Natręctwie — poprawiła się, wypowiadając je bardzo powoli i z mocnym akcentem na literę r.
— Jakaś taka chujowa nazwa — dodała, wzruszając ramionami. Większość klubów nazywała się przecież jakoś zdecydowanie bezsensownie i pseudo tajemniczo. Tamten, z którego wyszła, na pewno też. Prescott to mądra dziewczyna, na pewno poradzi sobie ze znalezieniem właściwego lokalu.
Ruelle I. Prescott
The same old fears, wish you were here
: pn sie 31, 2026 8:48 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie miała właściwe pewności w jaki sposób widzi ich relację. Wiedziała jedynie tyle, że naprawdę lubiła towarzystwo rysowniczki. Może i czasami ta przesadzała, drażniąc się z nią na masę przeróżnych sposobów, ale mimo wszystko była nadzwyczaj ciekawą osobą. Chciała ją lepiej poznać. Chciała też spędzać po prostu z nią czas oraz rozkoszować się jej obecnością. Podobało jej się odkrywanie kolejnych fragmentów jej osobowości. Zupełnie jakby była cudowną zagadką, która paliła jej umysł. Nie sposób też było zignorować sposób w jaki reagowało na nią jej ciało. Uwielbiała jej dotyk, pocałunki i wszystko, co tylko dziewczyna była w stanie jej zaoferować. Chyba właśnie na tej płaszczyźnie się najlepiej dogadywały. W zasadzie to, co do tego nie było większych wątpliwości.
Pijana Prescott stawała się ogromną przylepą i atencyjną kurwą. Potrzebowała wtedy uwagi osoby, która znajdowała się obok niej. Właśnie dzięki temu tak ochoczo władowała się na kolana rysowniczki tamtego pierwszego spotkania w barze, a potem ruszyła za nią do jej mieszkania, aby pokazać jej to, że nie posiada kompletnie żadnych hamulców. Wszystko, co wydarzyło się później było już jednym wielkim szaleństwem, w którym obie się pogrążyły. Szkoda tylko, że wpłynęło ono na nie zupełnie inaczej. River się zakochała, a Ruelle... No właśnie. Nie miała pojęcia. Wiedziała, że darzyła ją pewnego rodzaju sympatią, ale czym to dokładnie było? Nie miała pojęcia.
Na razie jednak jej czyny i słowa świadczyły o czymś zupełnie przeciwnym. Nie umiała wyrazić tego wszystkiego w odpowiedni sposób. Za każdym razem kończyła raniąc ją jeszcze bardziej. W dodatku wychodziło jej to coraz lepiej, a każdy cios był wymierzany precyzyjniej. Sprawiał więcej bólu i trudniej było się z nim pogodzić. Nie podobało jej się to, co sama robiła, a jednak nie potrafiła się od tego powstrzymać.
- Może powinnaś pojechać do domu, co? Twoje łóżko się na pewno za tobą stęskniło - rzuciła w ramach komentarza, który miał dziewczynę zachęcić do tego, aby za cel swojej podróży wybrała swoje mieszkanie.
Niemal automatycznie wyciągnęła ręce, aby móc asekurować dziewczynę, której zachciało się nagle podnieść z ławki. Całe szczęście zrezygnowała z tego pomysłu i sięgnęła zamiast tego po telefon. Przez jakiś czas Rue przyglądała się jej poczynaniom. Coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że nie powinna jej w ogóle zostawiać samej. Przecież ta dziewczyna zginie przy pierwszej lepszej okazji.
Cała gama emocji zdołała przejść przez twarz River. Zawód, nadzieja, radość, milion uczuć, których nie potrafiła nazwać. Wyglądało jednak, że każde z nich trwało tyle, co ułamek sekundy, aby zaraz przejść w coś zupełnie innego.
Mruknęła twierdząco, ale z relacji Caspara wynikało jasno, że znajdował się gdzieś ewidentnie poza klubem. Pewnie nawet sam nie wiedział gdzie. Wokół niego było pełno roześmianych osób. Ktoś palił trawę, inna osoba pociągała piwo z butelki, a jakaś dziewczyna tańczyła na rurze, śpiewając jeden z hitów Shakiry. Istne szaleństwo.
- Chodzi mi o to dlaczego nie jesteście razem, ale nieważne - mruknęła, bo wiedziała chyba już wszystko, co musiała.
Przyglądała się jeszcze dziewczynie, gdy plątał jej się język. Dopiero po jakimś czasie wydusiła z siebie nazwę klubu, która na pewno była zbyt skomplikowana dla ludzi, którzy tak jak ona wlali w siebie zdecydowanie zbyt wiele.
- Zdecydowanie chujowa nazwa - przytaknęła, bo nie chciała się kłócić.
Jeszcze przez moment przyglądała się swojej rysowniczce spojrzeniem, które miało w sobie wystarczająco wiele przygany oraz zmartwienia. Nie zauważyła, żeby miała przy sobie jakąkolwiek torebkę, torbę czy cokolwiek innego. W jej strony nie dostrzegała też żadnych kieszeni, które mogłyby być wypełnione czymś innym niż telefonem.
- Nie masz żadnych rzeczy? - zapytała jeszcze i zaraz zaczęła się w myślach modlić o to, aby dziewczyna miała przy sobie chociaż klucze od domu.
Jak inaczej miałaby ją odstawić do mieszkania?
River Cross
The same old fears, wish you were here
: wt wrz 01, 2026 12:28 am
autor: River Cross
Im lepiej dawała się jej poznać, tym Ruelle bardziej ją zaskakiwała. Co ciekawe – nie tylko negatywnie! Gdyby tak było, to przecież nie chciałaby ciągle być bliżej i bliżej. Szkoda, że to kompletnie do Prescott nie docierało, mimo że River mówiła jej o tym bardzo wyraźnie. Nie da się jednak ukryć, że zaskakiwała ją też negatywnie. Ciągle znajdowała nowe sposoby na to, żeby jej dowalić i robiła to coraz lepiej. Na początku te ich przepychanki słowne spływały po Cross jak po kaczce. Bardziej ją bawiły niż robiły jakiekolwiek wrażenie. A teraz? Proszę bardzo! Snuła się od wielu dni smutna i zatopiona w beznadziei, odechciało jej się absolutnie wszystkiego i pewnie powinna się zawinąć w kokon i płakać w poduszkę, zamiast szlajać się po mieście i chlać. Nie była jednak fanką płaczu, rzadko ją oczyszczał. No i nie chciała dawać Raven aż takiej satysfakcji, że może jednak miała co do tego wszystkiego rację.
— Nie jestem śpiąca — burknęła niechętnie. Problemy ze snem wróciły do niej ze zdwojoną siłą. Jej organizm nie mógł się zdecydować, czy woli nie spać w ogóle, czy robić to kilkanaście godzin dziennie. Czuła się trochę jak na haju, ale nie na takim przyjemnym. Trzymanie się jawy było po prostu wygodniejsze niż leżenie w tym wielkim łóżku i zastanawianie się, czy lepiej jest jej, gdy gnije w nim sama, czy powinna zaciągnąć do niego kogoś, czyją obecnością będzie sobie łatać problemy.
Nie miała pojęcia, co wyprawia w tym momencie Caspar. Nie otworzyła jeszcze żadnej z jego relacji, mimo mnóstwa powiadomień świadczących o tym, że co rusz ją na czymś oznaczał. Po co miała to teraz oglądać, skoro przed momentem tam była? Wymknęła się z klubu bez rozmawiania z kimkolwiek. Po prostu zgarnęła papierosy ze stolika w ich loży i skierowała się do wyjścia. Jeżeli ktokolwiek w ogóle to zauważył, to pewnie uznał, że poszła zapalić. Nikt jednak nie miał żadnego obowiązku pilnowania jej, przecież była dużą dziewczynką. A na tych obcasach to już w ogóle sporą. Miała dobre i miękkie serce, więc pewnie byłaby gotowa pomóc Ruelle, gdyby tylko posiadała jakieś konkretniejsze informacje. Niestety nie była w stanie jej podpowiedzieć, gdzie znajdzie Fernwooda, na którym najwyraźniej zaczęło jej teraz strasznie zależeć. Nie podejrzewała, że ich relacja aż tak zdążyła się w międzyczasie rozwinąć. Czy jego też miała zamiar zaciągnąć do łóżka? To dopiero było zaskakujące. River dałaby sobie głowę uciąć, że nie był w typie Prescott.
— Co? Jak to razem? Nigdy nie wpadło nam do głowy, że moglibyśmy być razem. On w ogóle teraz to nikogo nie ma — wyjaśniła powoli, zastanawiając się, czy na którymś etapie jej nie okłamuje. Ale nie. Słowa dobrała bardzo mądrze, jak totalnie trzeźwy człowiek. Może mówiła ciut szybciej niż zwykle i czasami zlewały jej się literki, ale poza tym nie było przecież po niej widać alkoholu, co nie? To chyba Ruelle była jakaś pijana, skoro zakładała, że Cross i Fernwood mogliby być kiedyś w związku. Byli serdecznymi przyjaciółmi, ale nie pasowali do siebie w ten sposób.
Skupiła się na lajkowaniu jakichś losowych zdjęć, które akurat przyciągnęły jej uwagę. Miała ochotę pooglądać jakieś słodkie kotki, ale nie miała takich rzeczy na feedzie. Same nudziarstwa. Albo coś o sztuce albo jakieś mądre rzeczy o polityce albo po prostu ładni ludzie. Mignął jej jakiś piesek, na którym zatrzymała się na dłużej, ale to tyle.
— Słucham? — Podniosła wzrok na dziewczynę, próbując zrozumieć, o co ją tym razem zapytała. Rozejrzała się wokół, próbując zlokalizować jakieś swoje rzeczy. Sięgnęła po paczkę papierosów, w których była tylko zapalniczka, żeby pokazać jej swoje towary.
— Dzisiaj Caspar nosił klucze, chusteczki i prezerwatywy — wyjaśniła i wróciła do przeglądania Instagrama. Na drodze krótkiej dyskusji uznali, że Cross nie chce się taszczyć żadnej torebki i to Fernwood ma się martwić o niezgubienie tego wszystkiego, co było im potrzebne. On miał to wszystko przy sobie. Prawdopodobnie. Nie miała głowy się nad tym zastanawiać, bo wpisała w wyszukiwarkę słodkie kotki i wreszcie miała, co przeglądać.
Ruelle I. Prescott
The same old fears, wish you were here
: wt wrz 01, 2026 1:24 am
autor: Ruelle I. Prescott
Wciąż nie można było powiedzieć, aby znały się wybitnie dobrze, ale na pewno zdążyły przed sobą odsłonić te najbardziej wrażliwe fragmenty duszy. Przykładem mogła być ta dziwna rozmowa na cmentarzu, która miała dość ciężki charakter. Dowiedziały się jednak o sobie rzeczy, których normalnie nie mówiły nikomu. Przynajmniej Prescott. Nigdy raczej nie opowiadała o tym dlaczego zdecydowała się tak naprawdę na pracę w zakładzie pogrzebowym. To było zbyt osobiste. Jednak wyjawiła to River w reakcji na jej własne wynurzenia na temat Raven... Raven, która na pewno w tym momencie nienawidziłaby jej najbardziej na świecie.
- Nie? I nie kusi cię, aby się zwinąć pod miękką kołdrą? - zaproponowała jeszcze, ale nie przypuszczała, aby był to argument, który przekona w tym momencie pijaną rysowniczkę.
Na dobrą sprawę nie miała pojęcia, co się u niej działo w przeciągu tych ostatnich paru dni. Nie widziały się od momentu kłótni w jej mieszkaniu. Raz pokłóciły się przez wiadomości tekstowe, a teraz artystka wypisywała do niej, aby zjawiła się obok niej. Normalnie może zignorowałaby te wiadomości, ale w momencie, gdy ta znajdowała się kompletnie zalana na mieście to nie mogła jej tak po prostu zostawić. Miała sumienie.
Wbrew pozorom. Zapewne niejedna osoba mogłaby ją oskarżyć o brak serca, ale to był jeden z jej naturalnych odruchów. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby River coś się stało przez to, że postanowiła ją olać w takim momencie. Zwłaszcza, że jej najlepszy przyjaciel w tym momencie miał pewnie więcej promili alkoholu we krwi niż komórek mózgowych we łbie. No i dodatkowo nie wiadomo, gdzie się w ogóle szlajał.
Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego jakie aktualnie wywoływała poruszenie w głowie Cross. Na pewno miała ona bujną wyobraźnię, gdy tylko wypiła zbyt dużo. Dodatkowo potrafiła mistrzowsko dokonywać błędnej interpretacji wypowiedzianych w jej stronę komunikatów.
- Super, ale nie o to mi chodziło - mruknęła, bo chyba musiała jakoś lepiej wyjaśnić dziewczynie, co właściwie chciała jej przekazać. - Zastanawiałam się dlaczego nie jesteście w tym samym miejscu. No, ale nieważne...
Chyba naprawdę rozmowa z nią w tym stanie nie miała większego sensu. Nie dowie się nic istotnego, a zamiast tego jedynie dozna większej frustracji wynikającej z faktu, że River przeinacza jej słowa, bo zupełnie inaczej rozumiała to, co do niej mówiono. A ludzie mówili, że semantyka nie miała znaczenia.
Spoglądała na to jak dziewczyna scrollowała swojego instagrama i sama nie wiedziała, co właściwie powinna w tej chwili zrobić. Z jednej strony było coś rozbrajająco uroczego w widoku Cross, która przyglądała się zdecydowanie dłużej niż powinna zdjęciu jakiegoś ładnego psiaka. Była trochę jak dziecko. Naprawdę wyrośnięte i cholernie pijane, ale jednak.
Znajdująca się na podorędziu paczka papierosów raczej nie stanowiła jakiegoś wyjątkowo imponującego dobytku. Zaraz też jej wątpliwości zostały rozwiane w momencie, gdy tylko artystka przyznała się do tego, że klucze od jej mieszkania posiadał Caspar, a ten... obecnie był ciągle w ruchu i trudny do zlokalizowania.
- Joder - zaklęła jeszcze, chwytając w palce nasadę swojego nosa.
Ta dziewczyna naprawdę ją osłabiała. Poza tym jednak nie dawała jej większego wyboru. W końcu jakie miała w tym momencie alternatywy? Na pewno żadne na tyle dobre, aby z nich skorzystać. Na dobrą sprawę ze znajomych River znała wyłącznie Caspara oraz Maeve. Były też jej matki, ale nie chciałaby im przekazywać pijanej córki. Nawet, gdyby miała do nich kontakt.
- Dobra... Trudno. Zabieram cię do siebie, princesa - oświadczyła w końcu, bo to chyba było najlepsze, co mogła w tym momencie zrobić.
Dobrze, że miała teraz cały dom dla siebie. Rodzina Prescottów postanowiła bowiem wyjechać na wakacje, z których Ruelle zrezygnowała. Nie miała pojęcia do samego końca, kiedy właściwie przypadnie jej termin letnich praktyk w szpitalu. Poza tym, ktoś musiał karmić Salema. Choć do tego pewnie mogliby zaprzęgnąć kogoś z sąsiadów albo znajomych.
- Ale wpierw zdejmijmy ci te buty. Nie chcę, żebyś skręciła sobie przypadkiem kostkę - powiedziała jeszcze, podchodząc bliżej i klękając przed rysowniczką na jedno kolano.
Trudno byłoby jej manewrować tak wysoką dziewczyną, a w dodatku spodziewała się tego, że ta mogłaby z łatwością sobie wykręcić nogę ze względu na te buty, które były wyższe niż ustawa przewidywała, a Rue jako przyszły lekarz wolała zapobiegać potencjalnym kontuzjom.
River Cross