3rd times a charm? ekhem..second
: ndz sie 30, 2026 1:51 pm
outfit Connie
Poranek zaczął się spokojnie. Connie obudziła się wcześniej niż zwykle, jakby jej ciało samo wiedziało, że potrzebuje więcej czasu na przygotowanie się mentalnie. Zrobiła sobie lekkie śniadanie, jogurt z miodem i garścią orzechów i usiadła przy oknie, patrząc na miasto budzące się do życia. W głowie miała mieszankę myśli: niepewność, ciekawość, a nawet odrobinę ekscytacji, której nie chciała przed sobą przyznać. W ciągu dnia próbowała zająć się zwykłymi obowiązkami. Posprzątała mieszkanie, zrobiła pranie, przejrzała listę rzeczy na biwak, który planowała z Lettie. Ale każda czynność była jakby lekko przytłumiona, jakby jej myśli krążyły wokół jednego punktu: wieczoru.
Po południu Connie weszła pod prysznic, pozwalając gorącej wodzie spłynąć po ramionach, które od kilku dni były napięte jak struny. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie, że stres spływa z niej razem z wodą. To był jej mały rytuał, sposób na uspokojenie się przed czymś, co wykraczało poza jej strefę komfortu. Po prysznicu stanęła przed szafą. Wiedziała, że musi wybrać coś, co doda jej pewności siebie. Jej wzrok padł na białą mini sukienkę, którą kupiła rok temu, ale nigdy nie miała odwagi założyć. Materiał był miękki, lekko połyskujący, a krój podkreślał jej sylwetkę bez przesady. Do tego dobrała białe mini szpilki, które dodawały jej kilka centymetrów wzrostu, nie potrzebowała więcej.
Gdy patrzyła na siebie w lustrze, poczuła coś dziwnego. Nie była to pewność siebie, ale raczej jej cień, obietnica, że może wieczór nie będzie taki straszny. Przed wyjściem usiadła na łóżku i wzięła głęboki oddech. W jej głowie pojawiły się myśli, które próbowała uporządkować. Ale zaraz potem przyszła myśl, która przeważyła: „Jeśli nie spróbuję, będę żałować.” Wzięła małą torebkę, wrzuciła do niej telefon, błyszczyk, chusteczki i klucze. Nic więcej nie potrzebowała. Zapięła pasek sukienki, poprawiła włosy i wyszła z mieszkania, czując lekki dreszcz na plecach.
W taksówce Connie siedziała prosto, z dłońmi splecionymi na kolanach. Miasto za oknem migało światłami, a ona czuła, jak jej serce bije szybciej niż zwykle. Kierowca zapytał, czy jedzie na imprezę, ale odpowiedziała tylko krótkim uśmiechem. Nie miała ochoty tłumaczyć, że to jej trzeci albo czwarty raz w dorosłym życiu, kiedy w ogóle wybiera się do klubu. Gdy taksówka zatrzymała się przed wejściem, Connie poczuła, jak jej żołądek zaciska się lekko. Ale wysiadła. Zrobiła krok, potem drugi, aż dotarła do drzwi, za którymi dudniła muzyka.
W środku było głośno, duszno i kolorowo. Światła przecinały przestrzeń jak ostrza, a ludzie poruszali się w rytmie, który wydawał się jej obcy. Connie poczuła, jak jej nerwy napinają się ponownie, ale nie pozwoliła sobie na wycofanie. Weszła prosto do baru, jakby to było jedyne bezpieczne miejsce. Zamówiła kilka szotów, nie zastanawiając się nad tym, czy to rozsądne. Chciała tylko poczuć, że jej ramiona przestają boleć, że jej myśli zwalniają.
Nie minęło wiele czasu, gdy została zaczepiona przez grupkę mężczyzn. Wyglądali na rozbawionych, ale nie groźnych. Mieli już przy sobie kilka dziewczyn, które śmiały się głośno i beztrosko. Connie poczuła, że może to jest właśnie ten moment, w którym powinna spróbować być bardziej społeczna. Dołączyła do nich po krótkiej rozmowie, bardziej z impulsu niż z przemyślenia. Zamówiła drinki dla wszystkich, chcąc pokazać, że potrafi się wyluzować. Czuła, jak jej ramiona nadal są napięte, ale miała nadzieję, że kilka drinków więcej pomoże jej je rozluźnić i może nawet poprawi jej humor, w czasie gdy alkochol powoli zaczynał swoje magiczne działanie.
Cree Bellerose
Poranek zaczął się spokojnie. Connie obudziła się wcześniej niż zwykle, jakby jej ciało samo wiedziało, że potrzebuje więcej czasu na przygotowanie się mentalnie. Zrobiła sobie lekkie śniadanie, jogurt z miodem i garścią orzechów i usiadła przy oknie, patrząc na miasto budzące się do życia. W głowie miała mieszankę myśli: niepewność, ciekawość, a nawet odrobinę ekscytacji, której nie chciała przed sobą przyznać. W ciągu dnia próbowała zająć się zwykłymi obowiązkami. Posprzątała mieszkanie, zrobiła pranie, przejrzała listę rzeczy na biwak, który planowała z Lettie. Ale każda czynność była jakby lekko przytłumiona, jakby jej myśli krążyły wokół jednego punktu: wieczoru.
Po południu Connie weszła pod prysznic, pozwalając gorącej wodzie spłynąć po ramionach, które od kilku dni były napięte jak struny. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie, że stres spływa z niej razem z wodą. To był jej mały rytuał, sposób na uspokojenie się przed czymś, co wykraczało poza jej strefę komfortu. Po prysznicu stanęła przed szafą. Wiedziała, że musi wybrać coś, co doda jej pewności siebie. Jej wzrok padł na białą mini sukienkę, którą kupiła rok temu, ale nigdy nie miała odwagi założyć. Materiał był miękki, lekko połyskujący, a krój podkreślał jej sylwetkę bez przesady. Do tego dobrała białe mini szpilki, które dodawały jej kilka centymetrów wzrostu, nie potrzebowała więcej.
Gdy patrzyła na siebie w lustrze, poczuła coś dziwnego. Nie była to pewność siebie, ale raczej jej cień, obietnica, że może wieczór nie będzie taki straszny. Przed wyjściem usiadła na łóżku i wzięła głęboki oddech. W jej głowie pojawiły się myśli, które próbowała uporządkować. Ale zaraz potem przyszła myśl, która przeważyła: „Jeśli nie spróbuję, będę żałować.” Wzięła małą torebkę, wrzuciła do niej telefon, błyszczyk, chusteczki i klucze. Nic więcej nie potrzebowała. Zapięła pasek sukienki, poprawiła włosy i wyszła z mieszkania, czując lekki dreszcz na plecach.
W taksówce Connie siedziała prosto, z dłońmi splecionymi na kolanach. Miasto za oknem migało światłami, a ona czuła, jak jej serce bije szybciej niż zwykle. Kierowca zapytał, czy jedzie na imprezę, ale odpowiedziała tylko krótkim uśmiechem. Nie miała ochoty tłumaczyć, że to jej trzeci albo czwarty raz w dorosłym życiu, kiedy w ogóle wybiera się do klubu. Gdy taksówka zatrzymała się przed wejściem, Connie poczuła, jak jej żołądek zaciska się lekko. Ale wysiadła. Zrobiła krok, potem drugi, aż dotarła do drzwi, za którymi dudniła muzyka.
W środku było głośno, duszno i kolorowo. Światła przecinały przestrzeń jak ostrza, a ludzie poruszali się w rytmie, który wydawał się jej obcy. Connie poczuła, jak jej nerwy napinają się ponownie, ale nie pozwoliła sobie na wycofanie. Weszła prosto do baru, jakby to było jedyne bezpieczne miejsce. Zamówiła kilka szotów, nie zastanawiając się nad tym, czy to rozsądne. Chciała tylko poczuć, że jej ramiona przestają boleć, że jej myśli zwalniają.
Nie minęło wiele czasu, gdy została zaczepiona przez grupkę mężczyzn. Wyglądali na rozbawionych, ale nie groźnych. Mieli już przy sobie kilka dziewczyn, które śmiały się głośno i beztrosko. Connie poczuła, że może to jest właśnie ten moment, w którym powinna spróbować być bardziej społeczna. Dołączyła do nich po krótkiej rozmowie, bardziej z impulsu niż z przemyślenia. Zamówiła drinki dla wszystkich, chcąc pokazać, że potrafi się wyluzować. Czuła, jak jej ramiona nadal są napięte, ale miała nadzieję, że kilka drinków więcej pomoże jej je rozluźnić i może nawet poprawi jej humor, w czasie gdy alkochol powoli zaczynał swoje magiczne działanie.
Cree Bellerose