it's your fault, you nasty stranger.
: ndz sie 30, 2026 3:09 pm
#2
Wolny dzień. Niby miała czas dla siebie, a i tak od rana zerkała na telefon i sprawdzała rzeczy, które spokojnie mogły poczekać do poniedziałku. Aurora chyba zwyczajnie nie umiała odciąć się od pracy. W końcu zamiast siedzieć w domu pojechała do Yorkdale, bo przynajmniej było tam co robić. Kawa, ciasto, trochę sklepów. Brzmiało całkiem nieźle. Przed wyjściem narzuciła na siebie czarne, krótkie szorty z wysokim stanem, dopasowany czarny top i luźną czarną koszulę, której rękawy podwinęła niedbale do łokci. Do tego jakieś zwykłe Conversy, mała torebka przewieszona przez ramię, drogi zegarek i kilka drobnych rzeczy, bez których i tak nie ruszała się z domu. Wygodnie, ale nadal po jej myśli. Przez chwilę nawet faktycznie odpoczywała, siedząc w kawiarni z kawałkiem brownie i pierwszą kawą. Obserwowała ludzi, ich zachowanie i to jacy są szczęśliwi. Westchnęła ciężko na myśl o tym, że gdyby nie jej ambicja i ojciec to mogłaby teraz bezproduktywnie siedzieć i gadać o czymś, co zapomni za kilka chwil.
Potem oczywiście zaczęła przeglądać papiery, raporty pisemne na temat zwierząt. Robiła notatki i zapisywała do kogo powinna się przysrać gdy tylko wejdzie do zoo. Dużo nieścisłości i bałaganu. Zirytowana, postanowiła że opuści to miejsce, ale też musiała zamówić drugą kawkę. Americana na wynos, dokumenty pod pachę i można było iść dalej. Zmienić miejsce, może na jakieś „otwarte” miejsce, gdzie będzie inaczej. Telefon miała w drugiej ręce, kilka wiadomości nie może przecież poczekać pięciu minut, prawda? Przecież potrafiła robić kilka rzeczy naraz.
No, jak widać nie.
Szła środkiem jednej z alejek, kompletnie zapatrzona w ekran. Przeczytała jedno zdanie, potem drugie i już zaczynała się zastanawiać, co odpisać, kiedy nagle coś, a właściwie ktoś, znalazł się prosto przed nią. Nawet nie zdążyła podnieść głowy. Zderzenie było konkretne, kubek przechylił się w dłoni, kawa wylała się na na nią, na dokumenty a część kartek poleciała na podłogę. Aurora odruchowo zacisnęła palce na telefonie, żeby go nie upuścić. Ustała równo na nogach, chociaż ją zachwiało. Przez chwilę stała jak wryta, patrząc na mokrą kartkę wystającą spod pachy.
- Ja pierdole... - syknęła pod nosem. Spojrzała na kawę, z której wieczko wyskoczyło na ziemię, a napoju została raptem połowa. Później na dokumenty, jeszcze raz na kubek. No pięknie. Po prostu zajebiście. Wolny dzień, spokojna kawa i oczywiście musiała sobie go sama spierdolić.
Dopiero wtedy spojrzała na kobietę, z którą się zderzyła. Twarz Aurory od razu zrobiła się dużo bardziej nerwowa. Schyliła się po jedną z kartek, ale kiedy zobaczyła wielką plamę po kawie, aż prychnęła pod nosem.
- Czy ty w ogóle patrzysz, gdzie idziesz?! - wypaliła, podnosząc głos. Nawet przez sekundę nie pomyślała o tym, że sama przed chwilą szła z nosem w telefonie. Do ewidentnie była jej wina, ale przecież nie mogła pokazać tego, że jest w błędzie. Teraz liczyły się dokumenty. JEJ dokumenty.
- To są ważne papiery! - podniosła mokrą kartkę, pokazując ją kobiecie przed nosem.
- Naprawdę ważne, a nie jakieś gówno, które można sobie wyrzucić i wydrukować jutro
Przerzuciła wzrok na kolejne kartki leżące na podłodze.
- I tak pewnie nic z tego nie rozumiesz...- urwała, zaciskając usta. Była wściekła, serio. Dała się ponieść emocjom i to zdecydowanie aż za bardzo. Robienie scen czasem się jej zdarzało, ale na tę sytuację, na kawę, na dokumenty i chyba najbardziej na fakt, że właśnie miała ochotę zrobić komuś awanturę nie miała wpływu. To szło samo, od serca.
Podniosła kolejną kartkę i otrzepała ją, chociaż niewiele to dawało.
- Wiesz w ogóle, co zrobiłaś? - rzuciła, patrząc już prosto na nieznajomą.
- Mam teraz zalane dokumenty, rozlaną kawę i pewnie będę musiała pół tego gówna robić od nowa. Super. Naprawdę super.
Poprawiła nerwowo włosy, wsunęła telefon do kieszeni i spojrzała na kolejną mokrą stronę.
- I nawet nie mów mi, że „to tylko kawa”, bo to nie jest tylko kawa.
Pokręciła głową, wyraźnie oburzona całą sytuacją. Na przeprosinach się nie skończy. Nie zostawi tak tego.
Connie Ainsleigh
Wolny dzień. Niby miała czas dla siebie, a i tak od rana zerkała na telefon i sprawdzała rzeczy, które spokojnie mogły poczekać do poniedziałku. Aurora chyba zwyczajnie nie umiała odciąć się od pracy. W końcu zamiast siedzieć w domu pojechała do Yorkdale, bo przynajmniej było tam co robić. Kawa, ciasto, trochę sklepów. Brzmiało całkiem nieźle. Przed wyjściem narzuciła na siebie czarne, krótkie szorty z wysokim stanem, dopasowany czarny top i luźną czarną koszulę, której rękawy podwinęła niedbale do łokci. Do tego jakieś zwykłe Conversy, mała torebka przewieszona przez ramię, drogi zegarek i kilka drobnych rzeczy, bez których i tak nie ruszała się z domu. Wygodnie, ale nadal po jej myśli. Przez chwilę nawet faktycznie odpoczywała, siedząc w kawiarni z kawałkiem brownie i pierwszą kawą. Obserwowała ludzi, ich zachowanie i to jacy są szczęśliwi. Westchnęła ciężko na myśl o tym, że gdyby nie jej ambicja i ojciec to mogłaby teraz bezproduktywnie siedzieć i gadać o czymś, co zapomni za kilka chwil.
Potem oczywiście zaczęła przeglądać papiery, raporty pisemne na temat zwierząt. Robiła notatki i zapisywała do kogo powinna się przysrać gdy tylko wejdzie do zoo. Dużo nieścisłości i bałaganu. Zirytowana, postanowiła że opuści to miejsce, ale też musiała zamówić drugą kawkę. Americana na wynos, dokumenty pod pachę i można było iść dalej. Zmienić miejsce, może na jakieś „otwarte” miejsce, gdzie będzie inaczej. Telefon miała w drugiej ręce, kilka wiadomości nie może przecież poczekać pięciu minut, prawda? Przecież potrafiła robić kilka rzeczy naraz.
No, jak widać nie.
Szła środkiem jednej z alejek, kompletnie zapatrzona w ekran. Przeczytała jedno zdanie, potem drugie i już zaczynała się zastanawiać, co odpisać, kiedy nagle coś, a właściwie ktoś, znalazł się prosto przed nią. Nawet nie zdążyła podnieść głowy. Zderzenie było konkretne, kubek przechylił się w dłoni, kawa wylała się na na nią, na dokumenty a część kartek poleciała na podłogę. Aurora odruchowo zacisnęła palce na telefonie, żeby go nie upuścić. Ustała równo na nogach, chociaż ją zachwiało. Przez chwilę stała jak wryta, patrząc na mokrą kartkę wystającą spod pachy.
- Ja pierdole... - syknęła pod nosem. Spojrzała na kawę, z której wieczko wyskoczyło na ziemię, a napoju została raptem połowa. Później na dokumenty, jeszcze raz na kubek. No pięknie. Po prostu zajebiście. Wolny dzień, spokojna kawa i oczywiście musiała sobie go sama spierdolić.
Dopiero wtedy spojrzała na kobietę, z którą się zderzyła. Twarz Aurory od razu zrobiła się dużo bardziej nerwowa. Schyliła się po jedną z kartek, ale kiedy zobaczyła wielką plamę po kawie, aż prychnęła pod nosem.
- Czy ty w ogóle patrzysz, gdzie idziesz?! - wypaliła, podnosząc głos. Nawet przez sekundę nie pomyślała o tym, że sama przed chwilą szła z nosem w telefonie. Do ewidentnie była jej wina, ale przecież nie mogła pokazać tego, że jest w błędzie. Teraz liczyły się dokumenty. JEJ dokumenty.
- To są ważne papiery! - podniosła mokrą kartkę, pokazując ją kobiecie przed nosem.
- Naprawdę ważne, a nie jakieś gówno, które można sobie wyrzucić i wydrukować jutro
Przerzuciła wzrok na kolejne kartki leżące na podłodze.
- I tak pewnie nic z tego nie rozumiesz...- urwała, zaciskając usta. Była wściekła, serio. Dała się ponieść emocjom i to zdecydowanie aż za bardzo. Robienie scen czasem się jej zdarzało, ale na tę sytuację, na kawę, na dokumenty i chyba najbardziej na fakt, że właśnie miała ochotę zrobić komuś awanturę nie miała wpływu. To szło samo, od serca.
Podniosła kolejną kartkę i otrzepała ją, chociaż niewiele to dawało.
- Wiesz w ogóle, co zrobiłaś? - rzuciła, patrząc już prosto na nieznajomą.
- Mam teraz zalane dokumenty, rozlaną kawę i pewnie będę musiała pół tego gówna robić od nowa. Super. Naprawdę super.
Poprawiła nerwowo włosy, wsunęła telefon do kieszeni i spojrzała na kolejną mokrą stronę.
- I nawet nie mów mi, że „to tylko kawa”, bo to nie jest tylko kawa.
Pokręciła głową, wyraźnie oburzona całą sytuacją. Na przeprosinach się nie skończy. Nie zostawi tak tego.
Connie Ainsleigh