between keys and instinct
: ndz sie 30, 2026 5:23 pm
002.
Pasowało mu to. Nie chciał zdominować jej procesu twórczego własną obecnością. Świadomie schował się więc w poduszkach kanapy, opierając plecy o miękkie obicie i krzyżując przy tym ręce na piersi, jakby gest ten miał pomóc mu zniknąć za solidną barierą rąk.
Siedząc po lewej stronie od niej, śledził w milczeniu kolejne wyrazy i ściągnięte na monitor litery… od ogółu do szczegółu, przyglądał się konstrukcjom wprawnie ułożonych zdań, nieco może tylko miejscami surowych, które z chęcią oplótłby w mocniejszy epitet, czy śmielszą metaforę — coś, co przypominałoby sznur stanowczego wyznania, którego u niej mu brakowało.
Delikatność zdawała się być jej głównym atrybutem.
Rozrastała się, jak piękny pąk, nie tylko w słowach, ale również w obecnych u niej gestach. Jakże przyjemny był to widok, gdy w skupieniu obserwował jej szczupłe palce, które z rodzajem łagodnego oddania wypełniały cyfrowe strony dokumentu.
Była uosobieniem wszystkiego, co nie chciało sięgnąć jego duszy, a jednocześnie wszystkim tym, czego jej zazdrościł, i czego czasem — w dyskrecji nawet przed samym sobą — pragnął. Była wizją tego, co dawno już w nim zakurzone, porzucił za plecami: własną niewinność.
Kąciki jego ust zagięły się w lekkiej paraboli ironii, niemal tak, jakby dopiero szukał w tym uśmiechu. Zaraz jednak powstrzymał się przed resztą tego gestu, rozluźniając usta i wzdychając cicho, bezradnie wobec własnych odczuć. To właśnie w chwilach, gdy kontrast między nimi buzował mu w głowie głośnym natręctwem myśli, bliski był zerwania maski nudnego mentora.
Bliski był powiedzenia czegoś, czego nie powinien…
…a na to — póki co — nie mógł sobie pozwolić.
W zamian za odkrycie własnych myśli, zerwał z biernością. Ciało Lennarta posunęło się do przodu, gdy przysuwając się bliżej krawędzi kanapy i nachylając się w kierunku monitora wskazał na jeden z akapitów, rozpoczynających pewną tezę:
— Zamiast sugerować odpowiedź, narzuć ją. W innym przypadku kontekst w dalszych zdaniach rozmyje Ci się, zanim czytelnik dojdzie do sedna tego, co masz na myśli.
Z ręką wciąż zawieszoną na monitorze, przerzucił na nią spokojnie wzrok. Była piękna. Młoda. Nie dotknięta przez cynizm i nawarstwiające się z czasem w człowieku uprzedzenia.
Dziś pozostawała przy tym jego (uczennicą).
Czy mogło istnieć coś bardziej ponętnego, niż oddać komuś klucz do własnego umysłu, dzielić się zdobytą wiedzą i pozwolić jej dotykać miejsc, do których nie sięgały dłonie?
— Musisz być śmielsza, Giselle — dodał miękko, niejednoznacznie, wpatrzony w nieidealną, ale wciąż przyciągającą symetrię kobiecej twarzy. W bliskości z jej ciałem, choć nie mówił wiele, samym skupieniem potrafił oddać własne zaangażowanie.
To była jedyna forma niewinnego oddania, na jaką było go stać.
Giselle Hastings-Wells