Strona 1 z 1

dirty little drunk boy

: ndz sie 30, 2026 6:41 pm
autor: Alfie Bloom
   Wszedł do łazienki zaraz za Edwardem. Po raz kolejny przesadzili z ilością alkoholu, bo Alfie miał wrażenie, że marmurowa podłoga, na której stał, zaraz wyślizgnie mu się spod nóg, a on uderzy w nią twarzą. Kręciło mu się w głowie, ale jednocześnie myśli jego przepełnione były euforią. Nie było mu niedobrze i nie czuł się źle. Cieszył się jednak, że postanowili się ulotnić i iść do hotelu, który był niedaleko. Alfie nie miał ochoty jechać ani do posiadłości Edwarda, ani do swojego mieszkania, bo wydawało mu się, że podróż samochodem mogłaby się dla niego źle skończyć. Jedyne czego chciał, to wziąć prysznic i położyć się spać, mając nadzieję, że jutrzejszy dzień przywita go z dobrym samopoczuciem i bez bólu brzucha.
   Zostawił drzwi do łazienki otwarte, żeby para nie zbierała się w pomieszczeniu, tylko rozeszła się po całym apartamencie i nie dusiła ich, gdy będą brać prysznic. Nie chciał się do tego przyznawać, nie tylko przed sobą, ale szczególnie przed Edwardem, że polubił go. Była to dziwna znajomość, bo brakowało w niej zbliżeń i seksualnych uniesień, pomimo tego, że wielokrotnie widzieli się nago. Odmienność ich relacji sprawiała, że Alfie chciał ją dalej podtrzymywać i w sumie podobało mu się to bardziej, niż pieniądze, które od niego dostawał za to towarzystwo.
   – Ej, poczekaj – powiedział, łapiąc go za nadgarstek, gdy chwiejnymi krokami przekroczyli próg łazienki. Wolną dłonią zaczepił palcami o drewnianą framugę drzwi, chcąc zakotwiczyć siebie i zatrzymać Edwarda, aby żaden z nich nie zaliczył twardego lądowania na ziemi. Nie byli bowiem aż tak pijani, ale ostrożności nigdy za wiele. Nie musieli wybierać się na wycieczkę do szpitala czy na oddział ratunkowy. – Pomogę ci – mruknął, prowadząc chłopaka do toalety, na której pomógł mu usiąść. Oparł jego ciało o spłuczkę i przytrzymał aby ten mógł stabilnie się rozsiąść. Zaczął się rozbierać. Szybko pozbył się marynarki, którą rzucił na pralkę obok. Następnie, nieco niepewnymi palcami, zaczął rozpinać swoją koszulę i spinki od mankietów, które włożył sobie do kieszeni, pasek rzucił w kąt, a spodnie opadły mu na ziemię. Znalazł się w samej bieliźnie, która to dokładnie podkreślała to, co miała podkreślać.
   – Jest okej? – zapytał, z dziwną troską, która czaiła się gdzieś w tonie jego głosu. Nie chciał, żeby mu się coś stało. I chociaż wiedział, że bycie pijanym nie jest szczególnie niebezpieczne, to i tak mu na nim zależało w pewnym stopniu. Aż dziwne, że pozwalał sobie na takie uczucia względem osoby, która była jego klientem. Edward był jednak szczególnym przypadkiem. – Bądź grzecznym chłopcem, Misiu, i siedź spokojnie – mruknął mu do ucha, zdejmując ostrożnie marynarkę, którą miał ubraną i która była skrojona na miarę tak dobrze, że ciężko było ją z niego zsunąć. Udało mu się jednak. Nie chciał się chwalić, ale miał spore doświadczenie, jeśli chodziło o rozbieranie innych mężczyzn, więc nie zakładał porażki również i w tym wypadku. Ukląkł między jego nogami, przyciskając swoje kolana do zimnej, marmurowej posadzki, a pośladkami usiadł na swoich piętach. Powoli i delikatnie rozpinał guziki koszuli i odpiął kolejną parę spinek, które tym razem włożył do kieszeni spodni Edwarda. Rozpiął pasek, guzik i rozsunął rozporek, żeby ułatwić zsunięcie spodni.
   Wkrótce obaj byli już w samej bieliźnie.
   I owszem, ktoś mógłby powiedzieć, że powinni pójść spać w ubraniach, a nie męczyć się z prysznicem, ale to, przynajmniej u Alfiego, nie wchodziło w grę i jedyną opcją, przez którą mógł znaleźć się w łóżku będąc ubranym była ta, gdy tracił przytomność.
   Wstał z podłogi, wspierając się na kolanach Edwarda, przyciskając tym samym jego uda do deski sedesowej, co zapewne pozostawiło delikatne ślady na skórze mężczyzny. Nie był to jednak duży problem. Przeciągnął się, ciesząc z tego, że nie dopadły go zawroty głowy, co świadczyło o tym, że nie było z nim jeszcze tak tragicznie.

Edward Wentworth

dirty little drunk boy

: pn sie 31, 2026 6:52 pm
autor: Edward Wentworth
Pomysł z hotelem należał do tych, które po alkoholu wydają się nie tylko dobre, ale wręcz genialne. Perspektywa samochodu była wręcz odpychająca. Dom znajdował się nagle absurdalnie daleko, jakby w ciągu wieczoru ktoś przeniósł go na drugi koniec Ontario. Poza tym powrót do domu oznaczał Marthę następnego ranka. Marthę, która nie zadawała pytań, co było znacznie gorsze od zadawania pytań, ponieważ potrafiła postawić przed nim kawę z tym szczególnym wyrazem twarzy, który zawierał w sobie całe kazanie. Hotel natomiast znajdował się kilka minut stąd. Wyciągnął telefon. Pierwsza próba odblokowania go zakończyła się niepowodzeniem. Druga również. Za trzecim razem Edward odkrył, że przykłada do ekranu niewłaściwy palec, chociaż telefon i tak rozpoznawał jego twarz.
- Technologia mnie nie szanuje - poinformował Alfiego. Rezerwacja pokoju zajęła mu zdecydowanie zbyt długo. Litery na ekranie stały za blisko siebie i najwyraźniej przesuwały się, kiedy próbował w nie trafić. Alfie raz próbował zajrzeć mu przez ramię z ofertą pomocy, ale Edward odsunął telefon.
- Nie. Zajmuję się nami. Wszystko pod kontrolą! - Brzmiało to bardzo odpowiedzialnie. (Nie było.) Przesuwał kolejne opcje z namarszczonym czołem. Pokój typu king. Junior suite. Executive suite. Apartament. Zatrzymał kciuk. Nie sprawdził ceny. Właściwie nawet jej nie zauważył. Cena była jednym z tych szczegółów, które Edward zwykle uważał za problem osoby sprzedającej, nie kupującej. Nacisnął kilka razy ekran, Apple Pay rozpoznało jego twarz z większą wyrozumiałością niż on sam i chwilę później telefon zawibrował.
Hotel nocą wyglądał inaczej niż za dnia. Wszystkie dobre hotele tak wyglądały. Za dnia należały do biznesmenów, walizek na kółkach i ludzi pytających o godzinę wymeldowania. Po północy stawały się miejscami przejściowymi, trochę nierzeczywistymi. Ludzie pojawiali się w nich i znikali bez historii. Nikt nie wiedział, skąd przyszli, z kim przyjechali ani dlaczego o drugiej nad ranem zamawiali do pokoju smażonego kurczaka i szampana (Niech żyje KFC!). Edward lubił hotele właśnie za tę dyskrecję. Dom pamiętał wszystko. Hotel rano wymieniał pościel.
W lustrzanych ścianach windy zobaczył ich obu naraz. Trochę rozczochranych, zdecydowanie zbyt elegancko ubranych jak na tę godzinę, z policzkami zaróżowionymi od alkoholu. Alfie wyglądał idealnie. Edward wyglądał, jego zdaniem, znakomicie. Było to oczywiście kłamstwo, ale jedno z tych, które człowiekowi wolno opowiadać samemu sobie po drugiej w nocy. Nacisnął przycisk dwudziestego drugiego piętra. Drzwi się zamknęły.
Winda ruszyła, ale żołądek Edwarda został na parterze. Złapał Alfiego za przedramię.

- O nie. Chyba mam chorobę lokomocyjną w windzie. - Spojrzał na zmieniające się cyfry nad drzwiami.
- To było bardzo niepotrzebne. - Kiedy winda zatrzymała się na ich piętrze, Edward wyszedł z niej pierwszy z ulgą człowieka, który właśnie przeżył katastrofę lotniczą. Korytarz był cichy, miękko wyłożony dywanem, który okazał się ogromnym udogodnieniem, bo Edward odkrył, że chodzi się po nim znacznie łatwiej niż po marmurze. Znalezienie pokoju zajęło im chwilę. Znalezienie właściwej strony karty, jeszcze dłużej. Za trzecim razem zamek zaświecił się na zielono.
- Wiedziałem - powiedział Edward, chociaż dwie poprzednie próby należały również do niego. Wpuścił Alfiego pierwszego. Apartament przywitał ich ciemnością, chłodem klimatyzacji i ogromnymi oknami, za którymi Toronto leżało rozświetlone poniżej. Edward zapalił tylko jedną lampę. Nie potrzebowali więcej. Miasto wystarczało za światło. Rzucił telefon na stolik. Do łazienki dotarli już właściwie dzięki wspólnemu wysiłkowi, trochę idąc, trochę opierając się o siebie i ściany. I właśnie wtedy Alfie złapał go za nadgarstek.
- Przecież czekam! - zaprotestował, chociaż jeszcze sekundę wcześniej wyraźnie dokądś zmierzał. Nie pamiętał już dokąd.
- To jest okropne. Naprawdę. Człowiek próbuje mieć jakieś standardy, charakter, zainteresowania… - Machnął ręką w stronę Alfiego.
- A potem ty zdejmujesz spodnie i cała praca nad osobowością idzie na marne. - Zaśmiał się sam z własnego stwierdzenia i ponownie oparł głowę o spłuczkę.
- Naprawdę, Alfie. Dziesięć na dziesięć. Żadnych uwag. - Krótka pauza, podczas której wziął szybki wdech. Całe zdanie powiedział niemal bez nowej dostawy tlenu. Alkohol chyba częściowo sprawił, że Edward zapomniał o konieczności oddychania.
- Może jedną. - Uniósł palec.
- Powinieneś częściej chodzić po moim domu w samej bieliźnie. - Dopiero wtedy dotarło do niego, że Alfie pytał, czy wszystko z nim w porządku. Edward oderwał wzrok od jego brzucha i spojrzał mu w twarz.
- Tak. Oczywiście. – pokiwał głową, jakby utwierdzając go w przekonaniu, że czuje się w pełni trzeźwy! Po chwili tylko zsunął się na podłogę, na kolana, podchodząc nieco bliżej Alfiego.
– Jesteś boski. – mruknął, patrząc na niego z dołu.

Alfie Bloom

dirty little drunk boy

: śr wrz 02, 2026 8:09 pm
autor: Alfie Bloom
   Spojrzał na niego, uśmiechając się pod nosem i szybko pokręcił głową. Z jakiegoś powodu pijany Edward zawsze go rozczulał. Nie miał pojęcia, z czego to wynikało, ale zgadywał, że mogło to mieć związek z naturą chłopaka. Wielu klientów Alfiego po alkoholu stawało się agresywnych albo złośliwych i chociaż nigdy nie miał problemów z tym wiązanych, to nie znaczyło to, że czuł się wtedy komfortowo. Edward natomiast nie sprawiał wrażenia agresywnego. No ale Edward nigdy nie wykazywał się tą cechą, dlatego czuł się przy nim dość komfortowo i spokojnie.
   Poza tym Edward zawsze wywoływał w nim jakieś dziwne instynkty. Alfie nigdy nie miał rodzeństwa, więc nie miał pojęcia, jak by się zachowywał, gdyby miał brata lub siostrę, ale zakładał, że mogło to wyglądać podobnie. Oczywiście relacja jego i Edwarda nie była relacją rodzinną, niemniej jednak wydawała mu się dość bliska. A przynajmniej bliższa niż między nim a jakimkolwiek innym klientem.
   – Sugerujesz że jestem poza twoimi standardami? – zapytał, uśmiechając się szerzej. Był dość pewny siebie, swojego wyglądu i umiejętności, więc niewiele można było zrobić lub powiedzieć, żeby zwątpił w to, co oferował. Wiedział, że jeśli chodziło o standardy, to spełniał je wszystkie, a nawet z nawiązką. Edward na pewno zdawał sobie z tego sprawę i Bloom wiedział, że nie miał nic złego na myśli. Wiedział, jak działał na innych i że na wielu mężczyzn wywierał duży wpływ. Edward niestety nie należał do szczególnie opornych na jego wdzięki, co tylko ułatwiało mu jego pracę.
   Pomógł mu pozbyć się ubrań, żeby wkrótce mogli przenieść się do wanny. W łazience, która była wyjątkowo przestronna, jak na to pomieszczenie, znajdował się dwuosobowy prysznic i ogromna wanna. Byli w takim stanie, że stanie pod prysznicem, na śliskiej podłodze nie wchodziło w grę. Kąpiel w wannie wydała mu się przyjemnym rozwiązaniem. Z wielką chęcią zanurzy się w ciepłej wodzie. Może udałoby im się znaleźć jakieś przyjemnie pachnące olejki? Ogólnie, jeśli o niego chodziło, to lubił pachnieć ładnie i nie znaczyło to, że musiały to być jakieś męskie zapachy. W sumie w domu posiadał całkiem pokaźną kolekcję perfum. No ale oprócz tego w grę wchodziły również zapachy najróżniejszych środków czystości.
   – Już przestań mnie komplementować – mruknął do niego, gdy Edward nagle znalazł się na podłodze. Był to przyjemny widok, bo tak rzadki. Zazwyczaj jego klienci byli tymi, którzy chcieli dominować podczas spotkań z nim. Nie przeszkadzało mu to, bo lubił rolę, do której go sprowadzali i w sumie nie miał ochoty na zmianę tego ustawienia. Edward jednak… cóż, było mu zdecydowanie bliżej do Alfiego, dlatego też relacja z nim była dla blondyna dość interesująca.
   – Miśku, najpierw kąpiel – powiedział, pochylając się w jego stronę, by delikatnie wsunąć mu dłoń we włosy i położyć na jego rozgrzanej głowie. – Śmierdzimy alkoholem… chcę się umyć – dodał, odpychając go lekko, by samemu wyprostować się, przeciągnąć i podejść do wanny.
   Zanim zaczął napuszczać do niej wodę, przyjrzał jej się uważnie. Wanna była wykonana z tego samego marmuru, który został położony na podłodze, jakby wyciosana została z tego samego kawałka marmuru. W sumie mu się to podobało, ale nawet nie chciał zastanawiać się nad tym, jak wyglądało wprawianie tej wanny w podłogę. Odkręcił szybko wodę i nie czekając aż ta wypełni wannę, wlał do środka zawartość kilku poukładanych obok buteleczek, które, jak sądził, były olejkami do kąpieli i żelami. Zdjął swoją bieliznę i wszedł do wanny, pozwalając by woda powoli pochłaniała jego ciało. Rozsiadł się wygodnie.
   – Miśku… woda jest przyjemna – powiedział, zamykając oczy, pozwalając, aby ogarnęło go błogie rozmarzenie. Niemal czuł, jak jego ciało odpręża się i rozluźnia.

Edward Wentworth