fast (pretty) and furious
: ndz sie 30, 2026 6:58 pm
Kingsley naprawdę kochała prędkość.
Równie mocno kochała też adrenalinę, swój samochód i przekraczanie wszelkich granic zdrowego rozsądku. Po stracie już obojga rodziców, Toronto było dla niej innym wymiarem, o którym tęsknie myślała, gdy była jeszcze nastolatką. Świadomość, że w końcu tu była i żyła pełną piersią, tak jak zawsze tego chciała, była dla niej… przyjemnie przytłaczająca. Chyba znalazła swoje miejsce na świecie, przynajmniej na parę kolejnych lat, gdzie będzie układać swoje dorosłe życie. Od pogrzebu jej ojca minął równy rok, a co za tym idzie, minęło już jedenaście miesięcy, od kiedy mieszka w Toronto. Ten dzień był dla niej wyjątkowy, ale zamiast zaszywać się w swoim domu, zadręczając się rodzinnymi wspomnieniami, Rizz wolała wyjść do ludzi. Samotność nie działała na nią zbyt dobrze. Nie lubiła myśleć o tym, że straciła swoją jedyną, najbliższą rodzinę, zostając na świecie zupełnie sama. To przerażające uczucie często chwytało ją nocą za gardło, przez co czuła się, jakby ktoś ją dusił; cholerna paranoja. Nienawidziła tego pozbawienia kontroli i jednoczesnej pustki, dlatego właśnie w rocznicę utraty ojca, a zarazem ostatniego członka rodziny, Kingsley postanowiła, że w imię jego pamięci wygra nadchodzący wyścig. Tak jak przystało na lojalną, kochającą córkę.
Rizz była piekielnie dobra w ściganiu się i znała się na autach. Naprawdę. Od wyjazdu Leo po swoją wielką karierę, dziewczyna zaczęła bardziej przykładać uwagę do motoryzacji i naprawdę jej się to spodobało; dostarczało jej to emocji, dzięki którym czuła się bardziej żywa i w końcu miała swoją zajawkę. A przecież o to jej teraz chodziło; o szukanie pasji, doświadczeń i skrajności. Nie wszystko jednak zawsze szło po jej myśli. Miała utalentowanych przeciwników i czasem wystarczył jeden drobny szczegół, by straciła kontrolę. To właśnie dlatego, Paris siedziała teraz w swoim różowym sportowym samochodzie, kupionym z drugiej ręki za sprzedany dom w Oakville, zaciskając mocno palce na kierownicy. Dudniło jej w uszach, a z każdej możliwej strony, dochodziła do niej głośna muzyka. Zajęła… drugie miejsce? Jej ojciec byłby zawiedziony. — Cholera — sapnęła, nie mogąc zebrać się w sobie, by wydostać się z samochodu. Nie chciała, żeby dopadli ją ci wszyscy ludzie, którzy zaleją ją niewygodnymi pytaniami. Max znowu naskoczy na nią, bo przecież kazał każdemu na nią postawić. Blondynka odchyliła głowę, przymykając na krótką chwilę oczy; stało się wszystko, co tylko mogło pójść nie tak jak powinno.
Kingsley wysiadła, przebierając swoje trampki na kozaki na wysokiej szpilce; jeśli już przegrała to musiała zrobić to z klasą, tak? Uśmiechnęła się w charakterystyczny sposób, mówiący “i’m totally fine”, po czym ruszyła w stronę wielkiego zgrupowania, wsuwając dłonie w kieszenie swojej dżinsowej miniówy. Nienawidziła przegrywać, a już szczególnie w tak ważne dla niej dni. I jeszcze była trzeźwa. Przejebane. Paris szybko dostrzegła znajomą blond czuprynę; przełknęła porażkę, czekając na odpowiedni moment, by wkroczyć. — Gratulacje, Finch — rzuciła, starając się przy tym, by głos jej nie zadrżał. — Zaczęłaś całkiem fajnie jeździć — dodała kąśliwie; to miał być komplement, a wyszło jak zawsze. Ach, a miała trzymać nerwy na wodzy.
kira number one