Strona 1 z 1

never look down

: pn sie 31, 2026 1:19 pm
autor: Miles Howard
011.
Brzdęk potrąconej filiżanki, odkładanej pod dyszę ekspresu, czysty i niczym niezatarty, rozległ się z chwilą wejścia Elliota Carlisle do dyżurki. Wystarczył zaledwie upław spojrzenia tego młodzieńca (z którego Miles zdał sobie sprawę, gdy zerknął w kierunku drzwi), by pamięć o TEJ twarzy — niezwykle młodej i ujmującej — i jej podobieństwo do eks Milesa, zrobiła resztę.
Spiął się momentalnie.
Płochość ciała — zupełnie niepodobna do Howarda, czego nawet on sam nie rozumiał, bo tak rzadko z tym stanem niepewności obcował — zdawała się właśnie rozlewać po powierzchni jego skóry i uparcie szukać dojścia do wszelkich szczelin ciała, próbując wchłonąć się między gruboskórne dotąd tkanki. Tym samym pierwszy raz od dawna w obecności kogoś innego czuł się tak spięty i tak b e z r a d n y. Zanim jednak zdążył dojść do źródła tego absurdalnego stanu, powód tych odczuć przemaszerował przez pomieszczenie, potęgując dodatkowo jego odczucia.
Niech Cię szlag, Carlisle, przemknęło mu przez myśl, gdy w akcie desperackiej próby zdystansowania się skupił wzrok na maszynie do kawy, nawet na niego nie patrząc, ani go nie witając.
Nie był nieśmiały. Nie był nawet pruderyjny, uchodził za stanowczego i pewnego siebie, a mimo tego ciało i wygląd tego konkretnie mężczyzny potrafiła wprowadzić go w stan tak skrajnej krępacji, że zaczynał wątpić, czy wciąż był przy nim sobą. Nigdy przecież się tak nie zachowywał: nie tracił spokoju tak szybko. Przy Elliocie jednak powściągliwość wydawała się zmieniać swoją istotę i fakturę, jakby z solidnego, murowanego domu zamieniała się w kruchy domek z kart, w który wystarczyło tylko dmuchnąć, by całość runęła bezpowrotnie, pozbawiając go spokoju i poczucia bezpieczeństwa.
Jakim cudem było to w ogóle możliwe? Nie wiedział. Czuł jedynie, jak cichy głos: obcy, niezrozumiały, świadczący o jego niepewności, szeptał nieprzyzwoicie długie historie w jego własnej głowie, od jakiegoś czasu towarzysząc mu zawsze wtedy, gdy ratownik medyczny pojawiał się na horyzoncie.
Głos ten odzywał się jeszcze przed rozsądkiem.
Cholera!, zaklął w myślach, patrząc, jak w kolejnym uderzeniu napięcia, ręka zsunęła mu się niechybnie nie na ten przycisk co trzeba, sprawiając, że zamiast czarnej kawy, ekspres wypuścił z dyszy mleko. Bez przemyślenia kolejnego ruchu, odsunął gwałtownie filiżankę od strugi lejącego się napoju, w wyniku czego część płynu wlała się w talerzyk pod ekspresem, a porcelana obiła się o twardy plastik ekspresu do kawy, znów wydając z siebie charakterystyczny brzdęk.
Krótkie drżenie dłoni spoczęło na krawędzi pustego wciąż naczynia, gdy zatrzymał strugę przyciskiem STOP, ponawiając podłożenie filiżanki w wyznaczone miejsce, tym razem jednak naciskając odpowiednią opcję na panelu. I wszystko byłoby w porządku, drobne upokorzenie mogło skończyć się na tej jednej błahostce, o której obaj szybko by zapomnieli, gdyby nie to, że Miles — dla własnego bezpieczeństwa i komfortu psychicznego — postanowił wyjść z pomieszczenia, zostawiając ratownika samego w dyżurce. Z tą myślą i z już gotową kawą, wycofał się najpierw do głębi dyżurki, a że wciąż na Elliota nie patrzył, stało się to, co nieuniknione: trącił go ramieniem, częściowo wylewając na siebie dopiero co zaparzoną kawę.
Szeleszczący między wargami krótki syk był aktem przyjęcia na siebie całego gorąca, od którego aż przechodziły mu po dłoni ciarki, zamiast jednak skupić się na ratowaniu ręki i ustabilizowaniu porcelanowego naczynia, zerknął na niego żałośnie zbity z tropu.
Marzył mu się dzień, w którym Elliot Carlisle przestanie mu się tak bezczelnie kojarzyć z tak beznadziejnie wieloma rzeczami, które w głowie Milesa tworzyły istną sieczkę.
Nie chciał, by patrząc na niego myślał o:
ostatnio podjętym romansie z dużo młodszym pacjentem,
swoim cholernie przystojnym eks z czasów szkolnych,
tym, jak wiele razy wcześniej się przed Elliotem ośmieszył.
Elliot Carlisle

never look down

: czw wrz 03, 2026 11:46 am
autor: Elliot Carlisle
outfit


Elliot zauważył Milesa niemal natychmiast po wejściu do dyżurki. Charakterystyczny brzdęk filiżanki zwrócił jego uwagę, ale to nie dźwięk sprawił, że zatrzymał na nim wzrok. Mężczyzna wyglądał na dziwnie spiętego, zdecydowanie bardziej niż zwykle, a Elliot nie potrafił nie zauważyć, jak uparcie Miles unikał jego spojrzenia. Nie zamierzał jednak od razu wyciągać z tego żadnych wniosków. Znał go na tyle, by wiedzieć, że czasami jego milczenie oznaczało znacznie więcej niż jakiekolwiek słowa. Nie odezwał się od razu. Oparł się luźniej o jeden z blatów, obserwując, jak Miles próbuje skupić całą uwagę na ekspresie. Uniósł lekko brew, kiedy zamiast kawy z dyszy zaczęło wypływać mleko. Przez jego twarz przemknął cień rozbawienia, ale powstrzymał komentarz. Nie chciał dodatkowo go peszyć. Dopiero kiedy porcelana ponownie zabrzęczała, Elliot westchnął cicho, przesuwając dłonią po karku. Miał wrażenie, że Miles właśnie przegrał pojedynek z ekspresem. Kiedy Miles najwyraźniej postanowił opuścić pomieszczenie, Elliot odsunął się nieco, żeby zrobić mu miejsce. Nie spodziewał się jednak, że mężczyzna trąci go ramieniem. Wszystko wydarzyło się szybko. Gorąca kawa wylała się na ubranie Milesa, a jego syczący z bólu dźwięk natychmiast sprawił, że rozbawienie zniknęło z twarzy Elliota. Ratownik odruchowo wyciągnął rękę w jego stronę. - Cholera, poparzyłeś się? - zapytał, tym razem znacznie poważniej. Ostrożnie przejął od niego filiżankę, odstawiając ją na blat, żeby nie dopuścić do kolejnego nieszczęścia. Następnie spojrzał na miejsce, na które wylała się kawa. - Pokaż. Nie ruszaj się na razie. - Dopiero wtedy spojrzał Milesowi prosto w oczy. Przez krótką chwilę przyglądał mu się uważnie, jakby próbował ocenić, czy wszystko rzeczywiście było w porządku. Nie widział jednak w jego twarzy zwykłego bólu. Było tam coś jeszcze. Zakłopotanie. Napięcie. Coś, czego Elliot nie potrafił jeszcze nazwać. Elliot sięgnął po papierowe ręczniki i podał mu je bez zbędnego dotykania. Nie zamierzał robić z całej sytuacji czegoś większego, niż była w rzeczywistości. Choć coraz wyraźniej zaczynał podejrzewać, że problem Milesa wcale nie dotyczył kawy ani ekspresu. I właśnie to zainteresowało go najbardziej. Elliot przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, a potem jego spojrzenie zatrzymało się na twarzy Milesa odrobinę dłużej, niż było to konieczne. Nie robił tego świadomie. Po prostu coś w jego reakcji wydało mu się interesujące - ten nagły brak pewności siebie, którego wcześniej u niego nie widział. Kącik ust Elliota uniósł się lekko. - Wiesz, zaczynam się zastanawiać, czy ty przypadkiem nie robisz tego specjalnie. - rzucił spokojnie, podając mu kolejne ręczniki. - Najpierw kawa, teraz próba staranowania mnie. Jak na zwykłą przerwę, całkiem dużo się dzieje. - Zaśmiał się cicho. Elliot przechylił głowę. Zamiast się odsunąć, zrobił pół kroku bliżej, chcąc lepiej przyjrzeć się poparzonemu miejscu. Jego głos stał się przy tym nieco łagodniejszy. - Chociaż muszę przyznać, że całkiem uroczo się denerwujesz. - Słowa wyrwały mu się zupełnie naturalnie. Dopiero po chwili Elliot zmarszczył lekko brwi, jakby sam zastanawiał się, dlaczego właściwie to powiedział. Nie dostrzegł jednak niczego niewłaściwego w swoim zachowaniu. Dla niego był to tylko niewinny komentarz, podszyty rozbawieniem. - Następnym razem po prostu powiedz, że chcesz zwrócić na siebie moją uwagę. Będzie znacznie mniej boleśnie. - Dopiero po wypowiedzeniu tych słów uśmiechnął się pod nosem, najwyraźniej zadowolony z własnego żartu. Zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że granica między zwykłym droczeniem się a niewinnym podrywem została przez niego właśnie przekroczona.

Miles Howard