seven minutes in heaven
: pn sie 31, 2026 4:59 pm
Dał się wyciągnąć na tę imprezę, chociaż w sumie miał inne plany na ten wieczór. Nigdy nie należał do osób, które lubiły imprezować, a już z pewnością, jeśli imprezy te były tak dużo. Preferował bowiem skromniejsze domówki w bardziej kameralnym gronie. Teraz byli w czyimś mieszkaniu należącym do grupy znajomych, których Tomashek poznał na studiach. Zaskakującym było to, jak wielu ludzi można było spotkać na kampusach i uczelnianych ogrodach. Zaskakującym było również to, jak różne te osoby były, bo Tomashek miał wrażenie, że poznał już każdą możliwą wersję człowieka, która tylko istniała na ziemi.
Planował siedzieć w domu i odpocząć po dość ciężkim tygodniu. Jutrzejsza sobota miała być wolna, więc Tomashek planował poczytać coś albo oglądać jakiś serial do późna, by obudzić się następnego dnia przed południem i oddać się jakimś rzeczom, które wpadną mu do głowy. Niestety teraz wiedział, że pewnie wróci do domu późno w nocy i z pewnością położy się spać zaraz nad ranem, co sprawi, że wstanie niewyspany, bo nikt nie pozwoli mu spać dłużej niż do południa. No ale trudno, bo jak się okazało impreza wcale nie była taka zła, jak mógłby się tego spodziewać.
Wchodząc do mieszkania niemal od razu dostał drinka. Alkohol był ledwo wyczuwalny, więc Tomashek wypił kilka łyków zdecydowanie zbyt szybko, zapominając, że nie pije zwykłego słodkiego soku, by ugasić swoje pragnienie. Alkohol niemal od razu uderzył my do głowy i wprowadził w dobry nastrój. Szybkość tej reakcji była jasną wskazówką i ostrzeżeniem, że powinien przystopować. Dlatego też skończył swojego drinka po godzinie trzymania go w dłoni i zjedzeniu kilku porozkładanych przekąsek. Zaczął rozmawiać ze swoimi znajomymi, z którymi tu przyszedł, gospodarzami, którzy organizowali tę imprezę, jak również nieznajomymi, których poznał.
No a potem go poniosło i wkręcił się w jakąś głupią zabawę z nieznajomymi, którzy byli już chyba równie pijani, jak on. Siedem minut w niebie znał jedynie z licealnych opowieści koleżanek i kolegów, którzy chcieli udawać, jak bardzo odważni i szaleni są, więc nie powinno nikogo dziwić to, że zabawa ta kojarzyła mu się właśnie z liceum i niewyżytymi nastolatkami.
Dlatego właśnie był niesamowicie zdziwiony, że pozwolił sobie wkręcić się w tę zabawę i siedział teraz zamknięty w szafie i pogrążony w ciemnościach razem z nieznajomym chłopakiem.
Było tu nie tylko ciemno, ale też ciasno i szybko zrobiło się gorąco i duszno. Czuł zapach drinków, które pił on i jego towarzysz, które to mieszały się ze sobą w tej ograniczonej przestrzeni. Czuł również wiszące na wieszakach ubrania, ocierające się o jego plecy i odsłoniętą szyję, druciane wieszaki szarpiące go za włosy i półkę, która wbijała mu się w biodro.
Było ciemno, niekomfortowo i dziwnie. Nie miał pojęcia, jak powinien się zachować i co w ogóle miał zrobić. Wiedział mniej więcej na czym ta zabawa polegała, ale czy w ogóle istniały osoby, które robiły rzeczy, które mieli zrobić? Zgadywał, że większość z bawiących się robiła właśnie to co on i ten drugi blondyn, stojący naprzeciwko niego. I tyle. Później udawali, że robili dokładnie to, co powinni.
– To głupia zabawa, nie wiem, dlaczego się zgodziłem w to bawić – przyznał szeptem, żeby usłyszał go tylko chłopak, który stał teraz razem z nim w tej szafie. Wątpił oczywiście, żeby ktoś miał ich podsłuchiwać, nie mówiąc już o tym, że ciągle dało się usłyszeć muzykę puszczaną głośno z głośników.
Sebastian Crawford