Strona 1 z 1

party which never happened

: pn sie 31, 2026 8:41 pm
autor: Aurelia M. Gomez
Są takie zlecenia, których się nie odmawia. I są takie, które otwierają drzwi, do pokojów do których się nawet nie marzyło, że będzie można wejść. Wiele razy w swoim życiu narzekałam na to, że moi rodzice nie mają znajomych w LA, albo przynajmniej w teatralnej części Kanady - bo dobrze wiedziałam, że aby przebić się w tej branży, bardzo ważne były znajomości. Póki sama musiałam się starać o angaże, albo o to, by przyjęła mnie jakakolwiek agencja, to niestety nie miałam czasu na rozwijanie swojego kunsztu aktorskiego. I to nie była idealna sytuacja, bardzo mnie to zresztą frustrowało. Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że Murphy J. Rockwell ma wystąpić w reklamie energetyka, którą ja też dostałam, to nagle zorientowałam się, że orety, może jednak moi starzy nie są tacy bezużyteczni?! Może w końcu jakiś kolega ojca zrobił coś dla mnie?! Bo jakie jest prawdopodobieństwo, że dostałam tę rolę sama za swoje zasługi? Głupia nie byłam i dobrze wiedziałam, że jeżeli kolega mojego ojca był w to zaangażowany, to na pewno mi pomógł.
Potem okazało się jednak, że jest gwiazdka przy moim kontrakcie. Bardziej byłam podekscytowana samym tym, że będę w takiej reklamie, niż tym, żeby sprawdzić do jakiej roli i kiedy okazało się, że mam być jego on-screen super hot laską, to trochę miałam mieszane uczucia. Z jednej strony - no super, że jak ktoś spytał kto będzie według niego najlepiej wyglądać u jego boku, to wskazał mnie, ale z drugiej strony trochę to chyba dziwne, że kolega ojca sobie mnie sam wybrał, no nie? Szybko jednak uznałam, że przecież to praca, że ja jestem aktorką, więc na pewno nie powinnam się doszukiwać tu żadnego drugiego dna. Byliśmy profesjonalistami, więc zagraliśmy wszystko według scenariusza. Reżyser się jarał naszą energią i ciągle powtarzał, że chce widzieć jeszcze więcej chemii pomiędzy postaciami, mimo że ja to czułam chemię od pierwszego klapsa. Oczywiście mówię o takim klapsie filmowym, wcale nie o takim w tyłek. Kiedy patrzyłam jaki Murphy był przystojny i jakim mnie obdarzał spojrzeniem i jeszcze jak napinał mięśnie, czasami łapałam się na tym, że przygryzam paznokietek i odpływam obserwując to co mi prezentuje. Na całe szczęście nie zrobiłam z siebie pośmiewiska, bo połowa planu tak samo patrzyła na Rockwella. Ogólnie chyba wyszło nam całkiem nieźle, bo na sam koniec wszyscy nam bili brawo, a to mi się nigdy w pracy nie zdarzyło, ale może chodziło o to, że połowa tego planu filmowego miała crush na MJ i to nawet nie chodzi o jego przystojną buźkę, o, nie nie, to chodzi o to, że jest legendą wyścigów.
Niestety kręcenie reklamy to nie to samo co kręcenie filmu, więc po trzech dniach zdjęć, mieliśmy się rozejść. A ja przecież chciałam panu MJ podziekować za to, że mi pomógł!!! Doceniałam niesamowicie jego wkład w to, że dostałam tę szansę. Gdzieś przy lunchu zażartował, że może mi pokazać jak imprezują takie gwiazdy jak my, co oczywiście odebrałam jako sygnał do tego, że on mnie personalnie zaprasza na imprezkę po pracy. Byłam wymalowana do roli, ubrana cała w jeans - miałam obcisłe dżinsy i gorsecik z dżinsu i w sumie to czułam się gotowa na każdą propozycję, która mogłaby paść z jego ust. Kiedy już zrobił wszystkie wywiady, uzbierała się grupka - bo okazało sie, że on takie zaproszenie wystosował do przynajmniej tuzina ludzi- i MJ mówi, że idziemy na steki a później w melanż. Nie umiałam odmówić.
Wsiadamy do jego limuzyny, ktoś nas zawozi najpierw na drineczki, na steki, potem znów wsiadamy, ktoś się dosiada, ktoś wysiada, w tym chaosie to praktycznie nie miałam możliwości pobyć z Murphym sam na sam, żeby mu podziekować. Tak na prawdę, kiedy dopiero dojechaliśmy na imprezę w porcie i wylewamy się z tego auta, to w końcu mogę go dopaść. Oczywiście, że był oblegany bo tak jak mówię, połowa planu była fanami F1. Przebieram nóżkami i już go dogoniłam, jakoś zmyślnie przepędzając chłopca, który znów chciał mu truć o tym, zeby opowiedział mu o historii wyścigów.
- O wow, MJ, co ty za miejsce wymyśliłeś na imprezkę - wciskam się więc obok niego pod jego ramię i zerkam do góry, kiedy idziemy przez ciemne uliczki przy porcie. Nielegalna impreza w porcie to był taki klimat o którym wolałabym, żeby moi rodzice się nie dowiedzieli, na prawdę. Niech sądzą, że ich córcia idzie na poważną kolację z kolegą z pracy, a nie że ten ją na nielegalny melanż właśnie wprowadza. - Wiesz, chciałam Ci podziekować, bo coś czuję, że miałeś jakiś wpływ na produkcję przy wyborze aktorki do tej roli - patrzę na niego i wachluję tymi długimi rzesami, żeby wiedział, jak ja mu bardzo ładnie dziękuję.

party which never happened

: czw wrz 17, 2026 12:47 am
autor: Murphy J. Rockwell
3
Dla kogoś takiego jak Murphy Rockwell występowanie w reklamie podrzędnego energetyka to absolutna żenada. W końcu u szczytu kariery reklamował luksusowe samochody, alkohole i zegarki, najczęściej ubrany w smoking albo kombinezon rajdowy w barwach Aurory.
Obecnie miał zakaz występowania w klubowych kolorach, bo jego wizerunek był na to zbyt nadwyrężony, by Tate był w stanie to przełknąć. Nikt też nie chciał dać mu angażu w projekcie wystarczająco eleganckim na smoking.

Może to dlatego pomyślał o młodziutkiej Aurelii, gdy reżyser zapytał o jego sugestię. Może potrzebował, żeby ktoś patrzył na niego z zachwytem, zupełnie nieświadom, że z wielkiej gwiazdy MJ stał się w przeciągu roku absolutną porażką, która musiała godzić się na reklamowanie taniego energola, żeby spiąć budżet ekstrawaganckich nawyków.
Takiej Aurelii, która próbowała przebić się do aktorskiego światka, musiało to jednak imponować. Gdyby to była reklama luksusowego auta albo burbonu, Rockwell pewnie nawet przez sekundę by o niej nie pomyślał – chyba że kumpel wyświadczyłby mu jakąś ogromną przysługę i właśnie o to poprosił w zamian. To jednak było mało prawdopodobne, by chciał swoją córeczkę oglądać w takiej roli.

Patrzyła na niego z takim podziwem, że Murphy od razu czuł się lepiej sam ze sobą – czuł się tak, jakby faktycznie nadal coś znaczył. Zażenowanie samym sobą spowodowane koniecznością uciekania się do czegoś podobnego spychał gdzieś bardzo głęboko. W tym też pomagała cała ta impreza – limuzyna, grono zaślepionych fanów, którym łaskawie pozwolił nazywać się swoimi przyjaciółmi, chociaż nie miał o ich życiu najbledszego pojęcia – ani oni nie wiedzieli, jaki MJ tak naprawdę jest. Nikt z ekipy przemierzającej obecnie ciemne uliczki portu nie należał do bliskich mu osób. Ich drogi rozejdą się zresztą zapewne całkiem niedługo, gdy Murphy uzna, że jednak są zbyt upierdliwi.
Dzisiaj jednak pomagają mu czuć się kimś, tak samo jak Perez.

Tylko chwilami dociera do niego całe to jego zażenowanie – ale wtedy sięga po następnego drinka, skromnie przyjmuje kolejny komplement i pozwala Aurelii znaleźć się pod swoim ramieniem. Potrafi wyobrazić sobie, że to wszystko wygląda tak, jak w czasach jego świetności, więc w to brnie, a na słowa młodej dziewczyny uśmiecha się półgębkiem, podając jej jedną z butelek drogiego szampana, które krążą między zebranymi.
Nie byłaś tu wcześniej? No nie mów, że nie — przekomarza się. Oczywiście, że tu wcześniej nie była, on też nie – zaufał jednemu z tych swoich fanów, którzy przyszli na podsumowanie planu zdjęciowego, bo typ miał na sobie drogie buty i dobry zegarek. — Zawsze uważałem, że trzeba wspierać młode talenty, no wiesz... nie popieram gatekeepingu, jak ktoś ma możliwości, to powinien się nimi dzielić — prawi sobie komplement – jej trochę też, ale mniej. Aczkolwiek, fakt faktem – Aurelię naprawdę uważał za utalentowaną. — Jak ci się podobało? Bo to chyba twój pierwszy raz na tak dużym planie zdjęciowym, co? — pyta.

Aurelia M. Perez