Strona 1 z 1

The fish go swimming five by five, the little one stops to do a dive

: pn sie 31, 2026 11:11 pm
autor: Felix Carlson
Ostatnimi czasy życie go nie oszczędzało. Miał wrażenie, że nic nie wyglądało tak ja powinno i chociaż do jego codzienności wróciła osoba, za którą serce tęskniło najmocniej, tak nadal nie potrafił się do tego przyzwyczaić. Minęło tak wiele lat, tak wiele nocy spędzonych na nierealnych scenariuszach, w których jego przyjaciel leżał obok, rozmawiając z nim. A teraz, kiedy ostatecznie zdawało się, iż wszystkie sny stały się jawą, nie mógł dłużej nazywać go swoim przyjacielem. Jak powinien się do niego zwracać, skoro z tej dwójki to właśnie Felix posiadał wszystkie wspomnienia, kiedy druga strona nie wiedziała nic?
Wydawało mu się, że oddając się w wir pracy, zarówno na komisariacie, jak i w domu, uda mu się jakoś zapanować nad tym całym chaosem, ale szczerze to nie na wiele się to zdawało. Tracił skupienie, tracił część codzienności, pozwalając my myśli uciekały w tak dobrze znanym sobie kierunku. Przecież przez tyle miesięcy nie robiły niczego innego - teraz jedynie skupiały się wokół faktycznie istniejącej osoby.

Nic dziwnego, że nie oponował, kiedy Rain wysłała mu wiadomość z zapytaniem, czy nie ma ochoty na krótką wycieczkę. Może podświadomie wyczuł, że z Carlsonem coś było nie tak, a może po prostu był to czysty zbieg okoliczności. Co nie byłoby ostateczną przyczyną, analityk przystał na propozycję, pakując niezbędne rzeczy, by być gotowym o umówionej godzinie. Tym razem nie on prowadził, jakoś nie miał do tego głowy, a spowodowanie wypadku nikomu by nie pasowało.
-Zaskakujące, że udało ci się znaleźć trochę wolnego czasu - uśmiechnął się do przyjaciela, kiedy znaleźli się na miejscu. Kto by pomyślał, że będą tu takie tłumy! Felix chyba naprawdę powinien skupić się bardziej na realnym życiu, bo umykały mu takie fakty jak sezon wakacyjny. - Ale cieszę się, że tu jesteśmy. Mi też przyda się odrobina wytchnienie - dodał, żeby przypadkiem Rain nie pomyślał, że programiście coś nie pasuje. Pasowało, chociaż egoistycznie myślał, że równie chętnie pojawiłby się tutaj z kimś innym. Z kimś, to był dla niego jeszcze bardziej niedostępny, niż kiedyś.
Przechadzali się po okolicy, kiedy niespodziewanie jego towarzysz zaproponował wzięcie udziału w zawodach wędkarskich, na co Carlson jedynie zmarszczył brwi.
-R, mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że ja ryby łowiłem tylko w grach komputerowych! I to nie symulatorach, a zwykłych MMO - powiedział z westchnieniem, ale jakby mógł mu odmówić? Był słaby, kiedy druga strona patrzyła na niego tak intensywnie, jakby w duszę mu się wwiercała.
-No dobrze, ale musisz mi pokazać jak się obchodzić z wędką - skomentował i zanim się obejrzał, już stali wśród innych uczestników, którym rozdano wędki.

Rain Chandler

The fish go swimming five by five, the little one stops to do a dive

: śr wrz 02, 2026 9:33 pm
autor: Rain Chandler
Przestał liczyć na jakąkolwiek poprawę życiowej sytuacji, odkąd ojciec postanowił się o niego upomnieć. Właściwie przeszedł do codzienności z tym, co nastąpiło i był przekonany, że nic go już nie zaskoczy w tym roku. Przygotował się na najgorsze scenariusze, co uczyniło go trochę szczęśliwszym. Okazało się, że sposób starszego brata na obojętne przechodzenie wobec kolejnej sytuacji, na którą nie miało się żadnego wpływu, wychodziło mu na lepsze, niż zatruwanie się kolejnymi przytłaczającymi scenariuszami. Miał za sobą trudny okres — był jedną z wielu osób, które musiały mierzyć się z przewrotnością losu. Choćby chciał poczuć się przez chwilę wyjątkowy i zrozumiany, wiedział, że nie było takiej możliwości. Dzieciaków, takich jak on było wielu. Wielu wywodziło się z przemocowych rodzin i tak samo wielu (choć zapewne w mniejszej ilości) cierpiało za grzechy rodziców. W przypadku Raina był to ojciec morderca. Zdarzało się, prawda?
Przeszłość była bolesna, ale nie potrafił jej zmienić.
Wycieczka nad jezioro przyszła mu do głowy dość nagle. Gdzieś między pierwszym i trzecim przegranym rankedem w lolu Rain doszedł do wniosku, że wyjście z komfortowych czterech ścian i niekomfortowej gry mogło wpłynąć lepiej na jego samopoczucie. Już ostatnio rozmawiał z Felixem na temat wyjazdu, lecz ze względu na brak czasu ostatecznie nie udało im się zrealizować tego planu. Chandler zadbał o to, by by było inaczej, załatwiając im miejscówki nad jeziorem Ontario. Po pierwsze miał się tam rozegrać konkurs wędkarski, w którym Rain chciał wziąć udział bardziej po to, by sprawdzić swoje umiejętności, aniżeli po to, żeby wygrać. Na to nie liczył. Wędkarzem dobrym nie był, lepiej odnajdywał się w cyfrowym świecie, ale kto nie potrafił zarzucić wędki? Dawno nie brał udziału w takich rozrywkach. Ostatnio był nad jeziorem kilka lat temu, jak jeszcze mieszkał w Orleanie. Zdarzało mu się wychodzić z ojcem na ryby, gdy mężczyzna był akurat trzeźwy i — szczerze mówiąc — Chandler całkiem dobrze wspominał te wspólne wyjścia.
Czuł, że ojciec go zauważa.

— Potrzebowałem trochę wyluzować. Powiedzmy, że siedzenie przed kompem mnie ostatnio znudziło — przyznał, spuszczając na moment spojrzenie z drogi, by zerknąć w stronę Felixa. Kąciki ust Raina uniosły się ku górze, uwydatniając dołeczki w policzkach. Obecny kolor włosów Felixa przypadł mu do gustu, mimo tego, iż widział go od jakiejś godziny, wciąż bezwiednie zatrzymywał spojrzenie na miękko opadające pasma, których odcień kojarzył się Rainowi z późnym latem i orzechami laskowymi. Zdecydowanie był to ładny kolor.
— Nie przejmuj się totalnie. Sam nie pamiętam, kiedy ostatnio łowiłem, więc dla mnie to będzie… Jak poprawka z egzaminu? — zmarszczył brwi, kontynuując swoją wypowiedź, jakby zastanawiał się, czy użyte przez niego porównanie było odpowiednie. Chyba tak?
Samochód zatrzymał się nad łowiskiem, na którym miały odbić się zawody.
Stanowiska podpisane numerkami: 11 i 12 miały należeć do ich dwójki.
— No więc… Nie umiem ci tego wyjaśnić. Po prostu trzeba nawinąć tę linkę na kołowrotek, żeby jakoś to działało. Chyba tak to się robiło? Będziemy totalnymi przegrywami na tym konkursie, ale no cóż. Życie, nie? — wzruszył nieco ramionami, pokazując Felixowi, w jaki sposób powinien przygotować wędkę do łowienia. Czynność ta wymagała cierpliwości, której na szczęście nie brakowało Rainowi.

Felix Carlson

The fish go swimming five by five, the little one stops to do a dive

: wt wrz 29, 2026 6:31 pm
autor: Felix Carlson
Był przekonany, że w grach łowienie ryb wyglądało znacznie łatwiej. Po pierwsze nie musiał sam szamotać się z ciężarem zwierzaka, zastanawiając się przy tym czy czasami nie wyłowił buta, a po po drugie samo posługiwanie się wędką w grze miało znacznie łatwiejszy mechanizm, niż w realnym świecie.
Nic dziwnego, że Felix pokładał nadzieje w Rainie, który jego zdaniem miał w tym znacznie większe doświadczenie. Ostatecznie sam ich tam zaciągnął, prawda? Gdyby nie miał pojęcia, jak to się robi, pewnie ostatecznie skończyliby zajadając się fastfoodami, których na około było całkiem sporo. Na samą myśl o frytkach lub dobrym burgerze analityk poczuł się głodny. A jeśli jeszcze uda mu się znaleźć stoisko z wypiekami, mógłby sprzedać własną duszę! Potrzebował tego cukru, potrzebował tego spotkania, by jego myśli na nowo stały się bardziej czyste i optymistyczne. Chociaż zaczynał wątpić, czy kiedykolwiek faktycznie takie były, skoro myśl o Brianie nie odstępowała go na krok, przypominając o sobie zawsze, kiedy wzrok lądował na przedmiocie, z którym wiązało się tak wiele wspomnień. Jak miał się przyzwyczaić do myśli, że jego przyjaciel żył, kiedy przez ostatnie lata niemal zadręczał się myślą, że go zabił?
Potrząsnął głową, wracając do rzeczywistości. Zorientował się, że Rain coś do niego mówi, ale niestety Carlson nie zrozumiał wszystkiego - za bardzo się wyłączył. Może dlatego też umknęło mu spojrzenie, które chłopak posłał w jego stronę, a był pewien, że gdyby tylko je zarejestrował zarumieniłby się odrobinkę, co czynił często, kiedy ten dłużej mu się przyglądał.
-Ale masz przynajmniej jakieś podstawy! Ja wiem tyle, że się rzuca, czeka aż zacznie ciągnąć i wyciąga - zaśmiał się, bo brzmiało to totalnie jak opis niczego. A już z pewnością nie sztuki łowienia ryb, której teraz mieli się oddać. - Ja tylko mam nadzieję, że nikogo przy tym nie uszkodzimy, bo wtedy nici z zabawy. Ale niezależnie od wyniku, później muszę pójść coś zjeść, bo już mnie wewnętrznie głód skręca, jak pomyślę o tym wszystkim - powiedział, przyglądając się wędce. No nic, raz kozie śmierć, prawda?
Postąpił, a przynajmniej taką miał nadzieję, zgodnie z instrukcjami przyjaciela i zarzucił wędką, całe szczęście nie porywając haczykiem żadnej części niczyjej garderoby. Ostatnie, czego pragnął to zostać posądzonym o molestowanie w miejscu publicznym.
Chwilę później jego oczom ukazała się jakaś ryba, którą wyciągnął z wody, chwilę się z nią siłując.
-Na Thora, Rain, patrz!!! Wyłowiłem! - rzucił uradowany. Nie ma to jak szczęście początkującego.

1d10

The fish go swimming five by five, the little one stops to do a dive

: wt paź 13, 2026 4:01 pm
autor: Rain Chandler
Chandler wpatrywał się w Felixa z miną człowieka, który właśnie był świadkiem czegoś absolutnie nieprawdopodobnego. Nie dlatego, że jego przyjaciel złowił rybę, bo przecież właśnie na tym polegało wędkowanie, ale dlatego, że udało mu się to szybciej, niż Chandler zdążył zwątpić w sens całego przedsięwzięcia.
— Ty sobie ze mnie żartujesz? — rzucił wreszcie, starając się brzmieć na bardziej oburzonego niż był w rzeczywistości.
— Felix, stary, mieliśmy wspólnie ponieść porażkę. Wspólnie! A ty co? Postanowiłeś mnie upokorzyć już na samym początku? — no dobrze, może odrobinę zazdrościł. Nie na tyle, żeby życzyć Felixowi pustego haczyka, ale wystarczająco, by jego własna duma zaczęła nieprzyjemnie wiercić się gdzieś pod żebrami. — Dobra, pokaż to monstrum — westchnął gorzko, słysząc Felixowe popatrz.
Przysunął się bliżej, przyglądając się zdobyczy z miną eksperta, który właśnie oceniał efekty wieloletnich badań terenowych. Zmrużył oczy, jakby próbował dostrzec w rybie coś więcej niż mokre łuski i dowód na to, że Felix miał dziś więcej szczęścia. Dobra, nie znał się na łowieniu ryb. Coś tam pamiętał z gadaniny osób, z którymi czasem jeździł nad jezioro, ale jego doświadczenie kończyło się i zaczynało na rozpoznaniu karpia.
— No świetnie. Tylko nie wiem, czy ta ryba była zdesperowana, czy bardzo głodna, czy może masz naturalny talent... — mówił z łagodnym uśmiechem, zerkając na Felixa spod lekko przymrużonych powiek. Dobrze było widzieć Felixa tak ożywionego. Właśnie po to wyciągnął go na ten wyjazd — żeby przez chwilę mogli zająć się czymś zupełnie nieważnym, zamiast przejmować się wszystkim, co czekało na nich po powrocie. Chociaż, sądząc po obecnym obrocie spraw, Rain miał przeczucie, że narzekanie stanie się głównym punktem programu — przynajmniej jego programu, póki co. Nie bardzo wiedział, cóż mógł tutaj więcej począć w tej sytuacji. Zamierzał po prostu złowić coś, żeby naturalnie nie wracać do domu znad jeziora z pustymi rękoma.

1d10

Dlatego zarzucił wędkę, cierpliwie czekając, aż jakaś zdesperowana ryba nabierze się na sztuczkę z robalem i połknie haczyk.. Rain wyłowił, owszem, ale nie rybę, na którą tak uparcie liczył. Kiedy poczuł delikatne szarpnięcie, a żyłka naprężyła się pod niespodziewanym ciężarem, od razu wyprostował się i z zapałem zaczął nawijać ją na kołowrotek. Przez krótką chwilę był przekonany, że wreszcie dopisało mu szczęście. Szybko jednak okazało się, że zdobycz nie miała ani płetw, ani ogona. Z wody wyłoniła się za to szklana butelka, oblepiona glonami i pokryta osadem, która zakołysała się na powierzchni, zanim Rain ostrożnie przyciągnął ją do brzegu. W środku, zwinięty i najwyraźniej zabezpieczony przed wilgocią, znajdował się list. Rain przez moment przyglądał się znalezisku z mieszaniną rozczarowania i ciekawości. Cóż, może nie była to ryba, ale przynajmniej nie wracał z pustymi rękami. A kto wie, być może zawartość butelki okazałaby się znacznie ciekawsza niż jakakolwiek ryba, którą mógłby dziś złowić.
— Aha? Wyciągamy to? — zapytał, szukając potwierdzenia bądź zaprzeczenia w oczach Felixa. Mógł po prostu wyrzucić tę butelkę ponownie do wody, ale... Chyba był ciekaw treści zapisanej na kartce.

Felix Carlson

The fish go swimming five by five, the little one stops to do a dive

: pn paź 26, 2026 4:05 pm
autor: Felix Carlson
No dobrze - wcale nie spodziewał się, że już za pierwszym razem uda mu się wyciągnąć kawał naprawdę ładnej ryby. Może nie była wielkości tych, które pojawiały się w grach, a do wyciągnięcia której potrzebowałby pomocy jeszcze innych osób, ale mógł być z siebie dumny. Ostatecznie mogło skończyć się na bucie, jakimś innym śmieciu albo za zaplątaniu żyłki w wodorostu, przez co ostatecznie nie wyciągnąłby nic. Tak, zdecydowanie podobał mu się taki wynik, bo mimo wszystko trochę podnosił go na duchu i sprawił, że poczuł się psychicznie lepiej. Proszę, kto by pomyślał, że taka drobna rzecz przyczyni się do poprawy nastroju?
-No już nie przesadzaj, Słodziaku! Przecież nawet nie rzuciłeś, więc może zamiast porażki oboje zwyciężymy? - uśmiechnął się, klepiąc go delikatnie po ramieniu. Rain naprawdę wyglądał uroczo, kiedy się tak burzył. Carlson miał tylko nadzieję, że to nie działo się naprawdę, bo wtedy byłoby trochę mniej przyjemnie. Ostatnim czego pragnął, to zdenerwowanie przyjaciela. Był dla niego zbyt ważny, bo się z nim sprzeczać i siać jakiś kwas.
Dlatego uparcie mu kibicował, czując się trochę jak cheerleaderka na meczu, która musiała zagrzać do gry drużynę. Chciał, by mu się udało, bo jak wiadomo osobom, które były dla niego ważne Carlson zawsze życzył jak najlepiej. Ba, dość często przedkładał ich dobro i potrzeby nad swoje własne, jakoś zapominając, że w tym realnym świecie on również miał jakieś znaczenie. Chyba za bardzo wkręcił się w samotne siedzenie w domu przez co wiele ludzkich zachowań i wzorców mu umykało. No bo ostatecznie nigdy nie kwestionował tego, że przyjaciele chcieli dla niego dobrze, nie?
Mina troszeczkę mu zrzedła, kiedy ostatecznie chłopak wyciągnął z wody butelkę i to chyba nawet z jakimś listem w srodku. no dobrze, nie tak to miało wyglądać, ale hej, ostatecznie lepsze to, niż opona czy but, prawda?
Pochylił się w stronę chłopaka, zerkając na trzymany przez niego przedmiot.
-Koniecznie! Może to wołanie o pomoc? Albo jakaś fascynująca historia sprzed dziesięcioleci? - zerknął w oczy chłopaka, uśmiechając się do niego. Z tego wszystkiego aż poczuł ekscytację na myśl o tajemnicy, którą skrywała butelka. W grach przykładowo zawsze znajdowały się tam zadania poboczne. Ewentualnie klątwy, ale tych to jednak wolał na żywo nie oglądać.
-I chodź, zjemy coś - powiedział i złapał chłopaka za rękę, ciągnąc go w stronę jednej z budek, w której sprzedawano smażony makaron. - Na co masz ochotę, hm? - ponownie na niego spojrzał, ani na moment nie puszczając jego dłoni.

Rain Chandler

The fish go swimming five by five, the little one stops to do a dive

: pn lis 02, 2026 12:46 pm
autor: Rain Chandler
Żartował, oczywiście.
Nie mógłby obrazić się o taką błahostkę, jaką było łowienie ryb. Przyjechali tu przede wszystkim dla funu i po to, żeby odpocząć od tego całego miejscowego zgiełku torontońskiego. Tak wewnątrz ducha to nawet cieszył się z połowu Felixa. Musiał przyznać, że ryba, którą złowił, prezentowała się ładnie. Poza tym radość Felixa i duma były dla niego takim dziwnym, cichym rodzajem nagrody. Naprawdę lubił jego uśmiech. Ogólnie lubił Felixa, może trochę był nim nawet zafascynowany. Przyglądając mu się z boku, mimowolnie zapamiętywał szczegóły jego twarzy, choć nie do końca chciał zwracać na nie uwagę. Trochę zabawne, że nie potrafiłby sobie przypomnieć rozmowy z bratem sprzed kilku tygodni, ale był pewien, że gdyby został zapytany za miesiąc o odcień włosów Felixa muśniętych późnoletnimi promieniami słońca, bez zawahania się powiedziałby, że przywodziły na myśl wczesną, złotą jesień. Ten błysk w jego spojrzeniu również zauważał, gdy Carlos był szczęśliwy. I, cholera, chyba naprawdę nie powinien zastanawiać się dłużej nad takimi rzeczami, bo odnosił wrażenie, że tego typu myśli były po prostu niewłaściwe. Przyjaźnili się. I niezależnie od tego, co wyobrażał sobie Chandler, ich relacja powinna pozostać właśnie w tym punkcie.
— Hmm… No wiesz, znając mojego farta… To może być niesamowite doświadczenie — zażartował. Tak na poważnie to wolał skupić się na faktycznych pozytywach, jeśli takie miałyby nastąpić. Fajnie byłoby coś złowić, bo mógłby się pochwalić swojej kumpeli, że tym razem miał farta. Po ostatnim spotkaniu, w którym Kimberly skopała mu tyłek w jakiejś bijatyce od riot games, uniósł się dumą, obiecując jej odwet. Naprawdę nie lubił przegrywać w grach komputerowych. Już łatwiej byłoby mu przełknąć życiową porażkę, niż przegrany mecz — do tego pierwszego zdążył w miarę możliwości przywyknąć. W grach na ogół szło mu dobrze.
Wyłowienie listu wywołało w nim mieszaninę ciekawości i frustracji. Z jednej strony, wyciągnięcie z butelki tego listu, było naprawdę kuszącą propozycją. Słysząc propozycję jedzeniową, spojrzał na chłopaka, zastanawiając się przez krótką chwilę nad tym, co faktycznie by zjadł. Byli nad jeziorem. Nad jeziorem najczęściej podawano jakieś tosty z szynką, albo obiady typu frytki i ryba. Może faktycznie to nie był taki zły pomysł? W sumie dawno nie jadł typowo nadwodnych rzeczy, bo zbyt rzadko wychodził z domu. Sam potrafił spędzić całe popołudnie przed komputerem, odkładając wyjście na później, aż w końcu traciło ono jakikolwiek sens. Felix miał jednak tę osobliwą zdolność do wyciągania go z jego własnego świata, a Rain, choć nie zawsze się do tego przyznawał, całkiem to lubił.
— Frytki? I coś gdzie serwują jakieś burgery albo smażone ryby? Chociaż nie wiem, bo ryby śmierdzą… — rozważył pomysł, przypominając sobie zapach smażonej ryby, który z reguły odbierał mu całą chęć na zjedzenie tego typu posiłku. Gdy w końcu udało im się podjąć decyzję dotyczącą jedzenia, znaleźli punkt restauracyjny, w którym mogli się zatrzymać.
Spędzenie czasu w lokalu gastronomicznym minęło im dość przyjemnie — na rozmowach, przekomarzaniu i dyskusjach, które prawdopodobnie nie miałyby normalnie sensu. Rain zapewne poruszył temat załamania wszechświata, bo ostatnio wyczytał w internecie jakąś teorię dotyczącą poruszania się między rzeczywistościami i uznał, że jako fan sci-fi podzieli się tym z przyjacielem. Przed podaniem jedzenia przypomniał sobie o liście w butelce — wcześniej wsunął ją do plecaka, żeby na spokojnie odczytać treść listu. Restauracja idealnie się do tego nadawała.
Wyciągając papier z butelki, Rain poczuł zwyczajną, dziecięcą wręcz ciekawość. Sam pomysł wydawał mu się trochę absurdalny, ale było w nim coś intrygującego. Ktoś przecież musiał poświęcić czas, żeby napisać wiadomość, zamknąć ją w butelce i pozostawić gdzieś z nadzieją, że pewnego dnia trafi w czyjeś ręce. Nie miał pojęcia, czego się spodziewać, dlatego, kiedy wreszcie udało im się wydobyć papier, ostrożnie go rozprostował i pochylił nad zapisanymi linijkami, uprzednio rozkładając papier na stole, by Felix również mógł odczytać treść listu. Rain, nachylając się nad papierem, niewiele robił sobie z tego, że był na tyle blisko Carlsona, że kolory włosów niemalże się ze sobą stapiały, tworząc jakąś nową, kolorystyczną wariację.
Jeśli to czytasz, mam nadzieję, że masz dziś dobry dzień. Jeśli nie, chciałbym, żeby jutro było choć trochę lepsze. Czasami wystarczy jeden drobiazg, żeby przypomnieć sobie, że świat nie jest wcale taki zły. Zrób dziś coś, czego normalnie byś nie zrobił. Powiedz komuś coś miłego, pójdź w nieznane miejsce albo po prostu pozwól sobie odpocząć. I jeszcze jedno — jeśli jesteś tutaj z kimś bliskim, nie zapomnij mu powiedzieć, że cieszysz się z jego obecności. Ludzie zdecydowanie za rzadko słyszą takie rzeczy.
Przeczytał ostatnie zdanie jeszcze raz, po czym przez moment milczał. Nie spodziewał się żadnego wielkiego odkrycia, ale musiał przyznać, że wiadomość wywołała w nim pewną nostalgię. Było w niej coś ujmującego, może nawet odrobinę naiwnego. Zastanawiał się, kim była osoba, która ją napisała. Czy sama potrzebowała usłyszeć podobne słowa, czy może po prostu chciała zostawić po sobie coś dobrego? Nie znał odpowiedzi, ale chyba właśnie na tym polegał urok całej sytuacji.
— Całkiem ładne, tak w sumie. Ale spodziewałem się czegoś innego, może jakiejś mapy skarbów, albo coś w tym stylu… — nie bardzo wiedział, czy w tym momencie odczuwał wciąż zaintrygowanie czy może trochę rozczarowanie. Czymkolwiek to nie było, osoba, która nadała tę wiadomość, wydawała się całkiem pozytywna.

Felix Carlson