Strona 1 z 1

honey, i'm home

: wt wrz 01, 2026 12:57 am
autor: Xander Westhall
Nic go tak nie denerwowało jak ignorowanie.

Zwłaszcza jeśli dotyczyło to niewielkiego grona najbliższych, którzy skutecznie unikali z nim kontaktu, zwłaszcza jeśli niedawno wrócił do Toronto i musiał zrobić obchód, czy jeszcze żyli. Zander typowo, gdzieś wyniósł swoje cztery litery za granice kraju, rodzice mieli się dobrze, a ta trzecia maruda, zwana potocznie jego starszym bratem (jednym z dwóch), nie odbierał i nie odpisywał. Oczywiście, że najmłodszy poinformował go o swoim planowanym najściu i pogroził mu nawet, że użyje klucza, który schowany był gdzieś w odmętach szuflady ze wszystkim, na tak zwaną czarną godzinę. Czy wybiła ona teraz? Xander miał szczerą nadzieję, że nie; że nie będzie zbierać resztek rozkładającego się ciała brata z podłogi, tylko dlatego że nikt inny wcześniej się nim nie zainteresował.

Podjechał pod dom Lysandera, parkując na podjeździe jak u siebie i korzystając z klucza również jak u siebie. Przeszedł przez korytarz, zaglądając do kuchni, gdzie na blacie były jakieś pudełka po pizzy i tym podobne, a także kilka puszek porozwalanych na stole. — Tylko menela jeszcze brakuje — westchnął pod nosem, idąc w kierunku salonu, gdzie na stoliku kawowym również było kilka puszek, z czego jedna rozpoczęta, ale nie wypita, a na domiar złego obok były opakowania po lekach. Jedne nieotwarte, drugie napoczęte, ale nie wzięte wiele z blistra. Uff, nie przedawkował. — Jest i menel — rzucił, zaraz pukając go w ramię, ale skoro nie przyniosło to żadnych oczekiwanych skutków, zaczął potrząsać nim mocniej. — Lysander — zwrócił się ku niego, już nieco zdenerwowany, że może jednak zażył czegoś nieco więcej, a może po prostu zrobił sobie coś innego? — Lysander, ty stary dziadygo, jeśli zaraz się nie obudzisz, to sam wprowadzę cię w sen wieczny… o, nie śpisz. Dzień dobry — mruknął, uśmiechając się do starszego, gdy w końcu podniósł twarz z poduszki, spoglądając na niego nieobecnym spojrzeniem. — Cieszę się, że żyjesz, chociaż przez chwilę napędziłeś mi stracha, nie powiem, że nie — odparł, odsłaniając rolety i zbierając puszki w jedno miejsce, również tę pełną odsuwając gdzieś daleko od niego, aby po przebudzeniu się, nie miał ochoty od razu po nią sięgnąć. — Tęskniłeś? Na pewno tak — rzucił z przekonaniem, chociaż po dzisiejszej pobudce… serio wątpił w to jednak.

menel?